Prezentacja Pisma
› 7. Cogito od 3 kwietnia
Dzisiaj szkoła: Liceum w Löcknitz
redakcja
- artukuł dodany
2008-04-03 13:36
0
2663
Ostatnio, za sprawą antypolskich wybryków, zawrzało w przygranicznym Löcknitz. Uczniowie niemiecko-polskiego liceum są oburzeni nagłośnieniem sprawy w taki sposób i psuciem dobrego imienia szkoły. Nad integracją i poprawnymi stosunkami z sąsiadami zza Odry pracowali przez wiele lat.
Anna Laszuk
? Droga do przygranicznego Löcknitz jest długa. Wszyscy wyjeżdżamy około 6.30 ze Szczecina i Polic. Przekraczamy granicę i o ósmej jesteśmy w szkole. Z powrotem natomiast między 18 a 19.
Jak znalazłam się w Europaschule Deutsch-Polnische Gymnasium? Kończąc szkołę podstawową, zaplanowałam z przyjaciółkami, że pójdziemy do tego samego gimnazjum. Plany uległy jednak zmianie, dostałam się do najlepszego gimnazjum w Policach imienia Ignacego Łukasiewicza, czyli tzw. białej szkoły. Prowadzi ona wymianę polskich uczniów, którzy po intensywnej nauce niemieckiego zdają egzaminy. Najlepsza dwudziestka zostaje oddelegowana do Löcknitz i tam kontynuuje naukę w Europaschule Deutsch-Polnische Gymnasium. Szczęśliwie znalazłam się w tej grupie ? mówi Magda Wiśniewska.
Szukaliśmy się i odnaleźliśmy
Dla Magdy najgorszy był pierwszy tydzień. ? Tak naprawdę to nasza niemiecka wychowawczyni, Frau Kroening, przyjęła nas bardzo sympatycznie. Z kwiatkami... Wracając jednak do domu, tramwajem lub autobusem, wszędzie dookoła słyszałam język niemiecki... Milion razy zastanawiałam się, czy wrócić. Ale zostałam i miło wspominam ten czas.
Magda trafiła do klasy IXb z sześcioma koleżankami. Wylądowała w ławce z Raikiem, ponieważ uczniowie siedzą w polsko-niemieckich duetach. ? To oczywiście sprzyja integracji, bo teraz sami chcemy wspólnie przebywać. Dojrzewając razem, przyzwyczailiśmy się do siebie i zaakceptowaliśmy też tych, którzy nie byli pozytywnie nastawieni na początku.
? Duża część zasług leży po stronie nauczycieli, którzy już w gimnazjum organizowali wspólne wyjazdy dla uczniów o profilu niemieckim z "białej" i Europaschule Deutsch-Polnische Gymnasium. Jako rocznik maturalny wyjeżdżamy na tzw. Studienfahrt, czyli dwutygodniowe wyjazdy do Toskanii, Rzymu lub Niemiec.
? Pokolenie z czasów NRD powoli ma coraz mniej do powiedzenia. Teraz młodzi ludzie są coraz bardziej skorzy do współpracy, chociaż prawdą jest, że Löcknitz i okolice to zbiór małych wiosek, gdzie poglądy są nieco zacieśnione. Dawne NRD na tle dzisiejszych Niemiec nadal odstaje dość wyraźnie, lecz w naszej szkole nie patrzymy na historię. Po prostu żyjemy, dorastamy i uczymy się razem. Z Raikiem zawsze robiliśmy dużo szumu. Na lekcjach dobrze się bawiliśmy, a kiedy nasza wychowawczyni nie miała już siły, mówiła: ,,Ihr habt euch gesucht und gefunden?, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że się szukaliśmy i odnaleźliśmy.
"Ja" i "OK"
? Do Löcknitz wchodziłem stopniowo, w zasadzie od podstawówki. W szóstej klasie mieliśmy wymianę z rówieśnikami z Niemiec. Po jej ukończeniu musiałem wybrać jakieś gimnazjum. Wtedy zainteresowała mnie propozycja szkoły w Policach, w szczególności klasa z rozszerzonym niemieckim. Z najbliższymi znajomymi złożyliśmy papiery i udało nam się przejść konkurs świadectw ? wspomina Maksymilian Kardziejonek, tegoroczny maturzysta.
? Dwa lata spędziliśmy w polskim gimnazjum, mając dziewięć godzin niemieckiego, z czego pięć z rodowitym Niemcem. Po drugiej klasie zdaliśmy egzamin z języka, który zakwalifikował nas do szkoły w Löcknitz. Jeździliśmy też na liczne wymiany z rówieśnikami, żeby nawiązać znajomości. W klasach zostaliśmy pomieszani w stosunku 2:1, czyli dwóch Niemców i jeden Polak. Klasa trzecia gimnazjum zamieniła się w już dziesiątą, i tak oto, w wielkim skrócie, rozpoczęła się moja przygoda po niemieckiej stronie. Przez pierwsze pół roku śmieszne musiało być, kiedy na lekcjach odpowiadaliśmy ?ja? i ?OK? albo po prostu ?Ich habe nicht vestanden?, czyli ,,nie zrozumiałem?? dodaje.
Test kompetencji
W Niemczech nie ma podziału na gimnazjum i liceum. Uczeń kończący szkołę podstawową na podstawie testu kompetencji może starać się o przyjęciem do Gymnasium ? najlepszej szkoły, która prowadzi po sześciu latach prosto do matury, szkoły głównej (die Hauptschule), szkoły realnej (die Realschule) lub szkoły ogólnej (die Gesamtschule).
Niemiecka matura jest bardzo podobna do polskiej. Pięć przedmiotów do zdania, w tym dwa rozszerzone i jeden ustny. Matematyka i język niemiecki są obowiązkowe. ? Terminy obydwu matur często się nakładają, co zmusza nas do zdawania egzaminów w dodatkowych terminach. Jednak i z tym dajemy sobie radę. W tym roku na przykład fizyka pokrywa się z polskim.
? Mamy możliwość zdania niemieckiej i polskiej matury. Przy rekrutacji na studia w Niemczech traktowani jesteśmy jak Niemcy i nie musimy dodatkowo zdawać egzaminów językowych ? dodaje Maks.
Ordnung musi być!
W szkole funkcjonuje tzw. Schlichtergruppe, czyli grupa do załatwiania problemów. Gdy narasta spór między uczniami lub na linii uczeń?nauczyciel, członkowie "sekcji specjalnej" ? uczniowie plus nauczyciel filozofii ? prowadzą dysputy na temat zaistniałego problemu tak długo, dopóki strony się nie porozumieją.
? Z racji tego, że dość skrupulatnie byliśmy przygotowywani do wymiany, od strony organizacyjnej nic mnie nie szokowało. Dziwiło jedynie, jak bardzo wyrozumiali byli nauczyciele przez pierwsze półrocze i jak bardzo obdarzają nas zaufaniem ? ja na przykład od razu zostałem skarbnikiem klasowym i wicegospodarzem. Zaskakujące, jak to możliwe, żeby początkowe dialogi na lekcjach polegały jedynie na przytakiwaniu. W końcu po pierwszym półroczu niespodziewanie przyszła sprawność językowa i tak rozwija się do dziś? Druga rzecz to tzw. niemiecki "ordnung muss sein" i duże pole do popisu dla ludzi samodzielnych. W końcu "ordnung musi być!" ? opowiada Maks.
Jedynka najlepsza?
? Szkoła jest dobrze zorganizowana, a nauczyciele pomocni. W Niemczech nie kupuje się książek do szkoły. Każdy uczeń na początku roku szkolnego dostaje komplet podręczników, które wraz z odebraniem świadectwa musi oddać. Płacimy jedynie za zeszyty ćwiczeń. Poza tym mamy specjalnie wydzielone sale do samodzielnej nauki podczas okienek, a w trakcie przerwy możemy o pomoc poprosić nauczycieli, którzy z wielką chęcią wyjaśniają nam niezrozumiałe kwestie ? tłumaczy Magda.
? W tygodniu mamy 46 godzin lekcyjnych, z czego dziewięć jest w języku polskim. Pozostałe ? sport, sztuka, fizyka, chemia, matematyka, religia, geografia, angielski ? po niemiecku. Historia natomiast jest prowadzona w obu językach. Z kolei skala ocen to dokładna odwrotność polskiej. Najwyższą oceną jest jedynka, najsłabszą szóstka. Na początku trudno było mi się przestawić, ale z czasem się udało. Mimo wszystko niekiedy się dziwię: ,,Jak jedynka może być najlepsza?? ? śmieje się.
Po drugiej stronie lustra
Magda jest bardzo nastawiona na integrację. Nowych znajomych zza Odry nazywa niemieckimi przyjaciółmi. ? Nauczyłam się od nich przede wszystkim porządku w notatkach i zeszytach. To bardzo ważne dla dobrej nauki. Dzięki rozmowom, żartom i pogawędkom codziennie uczę się języka. Wiem, jak profesjonalnie zorganizować wyjazdy klasowe albo pozyskać sponsorów. To bardzo ważne w dorosłym życiu, żeby umieć się przebić. Poznałam, w innej perspektywie niż znałam do tej pory, odpowiedzialność w młodym wieku. Każdy odpowiada za swoje stopnie w szkole, a nie rodzice (!). Większość problemów szkolnych załatwia się z uczniem, rodzice wzywani są w skrajnych przypadkach. Oczywiście są tradycyjne wywiadówki, ale raz na rok. Trwają z reguły od dwóch do trzech godzin, precyzyjnie omawia się wtedy tok nauki w najbliższym czasie.
Magda w niemiecko-polskiej szkole spotkała Gullivera, swojego przyszłego chłopaka. ? Poznaliśmy się przez moją koleżankę, a rok później zetknęliśmy na warsztatach teatralnych. Dużo rozmawialiśmy, bardzo dziwiłam się, że potrafi tak dobrze mówić po polsku. Szybko jednak okazało się, że pochodzi z polskiej rodziny zamieszkałej w Niemczech, Gulli urodził się już tutaj. Właściwie od tamtej pory się spotykamy ? wspomina.
Więcej na temat tej szkoły przeczytacie w 7. Cogito
Anna Laszuk
? Droga do przygranicznego Löcknitz jest długa. Wszyscy wyjeżdżamy około 6.30 ze Szczecina i Polic. Przekraczamy granicę i o ósmej jesteśmy w szkole. Z powrotem natomiast między 18 a 19.
Jak znalazłam się w Europaschule Deutsch-Polnische Gymnasium? Kończąc szkołę podstawową, zaplanowałam z przyjaciółkami, że pójdziemy do tego samego gimnazjum. Plany uległy jednak zmianie, dostałam się do najlepszego gimnazjum w Policach imienia Ignacego Łukasiewicza, czyli tzw. białej szkoły. Prowadzi ona wymianę polskich uczniów, którzy po intensywnej nauce niemieckiego zdają egzaminy. Najlepsza dwudziestka zostaje oddelegowana do Löcknitz i tam kontynuuje naukę w Europaschule Deutsch-Polnische Gymnasium. Szczęśliwie znalazłam się w tej grupie ? mówi Magda Wiśniewska.
Szukaliśmy się i odnaleźliśmy
Dla Magdy najgorszy był pierwszy tydzień. ? Tak naprawdę to nasza niemiecka wychowawczyni, Frau Kroening, przyjęła nas bardzo sympatycznie. Z kwiatkami... Wracając jednak do domu, tramwajem lub autobusem, wszędzie dookoła słyszałam język niemiecki... Milion razy zastanawiałam się, czy wrócić. Ale zostałam i miło wspominam ten czas.
Magda trafiła do klasy IXb z sześcioma koleżankami. Wylądowała w ławce z Raikiem, ponieważ uczniowie siedzą w polsko-niemieckich duetach. ? To oczywiście sprzyja integracji, bo teraz sami chcemy wspólnie przebywać. Dojrzewając razem, przyzwyczailiśmy się do siebie i zaakceptowaliśmy też tych, którzy nie byli pozytywnie nastawieni na początku.
? Duża część zasług leży po stronie nauczycieli, którzy już w gimnazjum organizowali wspólne wyjazdy dla uczniów o profilu niemieckim z "białej" i Europaschule Deutsch-Polnische Gymnasium. Jako rocznik maturalny wyjeżdżamy na tzw. Studienfahrt, czyli dwutygodniowe wyjazdy do Toskanii, Rzymu lub Niemiec.
? Pokolenie z czasów NRD powoli ma coraz mniej do powiedzenia. Teraz młodzi ludzie są coraz bardziej skorzy do współpracy, chociaż prawdą jest, że Löcknitz i okolice to zbiór małych wiosek, gdzie poglądy są nieco zacieśnione. Dawne NRD na tle dzisiejszych Niemiec nadal odstaje dość wyraźnie, lecz w naszej szkole nie patrzymy na historię. Po prostu żyjemy, dorastamy i uczymy się razem. Z Raikiem zawsze robiliśmy dużo szumu. Na lekcjach dobrze się bawiliśmy, a kiedy nasza wychowawczyni nie miała już siły, mówiła: ,,Ihr habt euch gesucht und gefunden?, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że się szukaliśmy i odnaleźliśmy.
"Ja" i "OK"
? Do Löcknitz wchodziłem stopniowo, w zasadzie od podstawówki. W szóstej klasie mieliśmy wymianę z rówieśnikami z Niemiec. Po jej ukończeniu musiałem wybrać jakieś gimnazjum. Wtedy zainteresowała mnie propozycja szkoły w Policach, w szczególności klasa z rozszerzonym niemieckim. Z najbliższymi znajomymi złożyliśmy papiery i udało nam się przejść konkurs świadectw ? wspomina Maksymilian Kardziejonek, tegoroczny maturzysta.
? Dwa lata spędziliśmy w polskim gimnazjum, mając dziewięć godzin niemieckiego, z czego pięć z rodowitym Niemcem. Po drugiej klasie zdaliśmy egzamin z języka, który zakwalifikował nas do szkoły w Löcknitz. Jeździliśmy też na liczne wymiany z rówieśnikami, żeby nawiązać znajomości. W klasach zostaliśmy pomieszani w stosunku 2:1, czyli dwóch Niemców i jeden Polak. Klasa trzecia gimnazjum zamieniła się w już dziesiątą, i tak oto, w wielkim skrócie, rozpoczęła się moja przygoda po niemieckiej stronie. Przez pierwsze pół roku śmieszne musiało być, kiedy na lekcjach odpowiadaliśmy ?ja? i ?OK? albo po prostu ?Ich habe nicht vestanden?, czyli ,,nie zrozumiałem?? dodaje.
Test kompetencji
W Niemczech nie ma podziału na gimnazjum i liceum. Uczeń kończący szkołę podstawową na podstawie testu kompetencji może starać się o przyjęciem do Gymnasium ? najlepszej szkoły, która prowadzi po sześciu latach prosto do matury, szkoły głównej (die Hauptschule), szkoły realnej (die Realschule) lub szkoły ogólnej (die Gesamtschule).
Niemiecka matura jest bardzo podobna do polskiej. Pięć przedmiotów do zdania, w tym dwa rozszerzone i jeden ustny. Matematyka i język niemiecki są obowiązkowe. ? Terminy obydwu matur często się nakładają, co zmusza nas do zdawania egzaminów w dodatkowych terminach. Jednak i z tym dajemy sobie radę. W tym roku na przykład fizyka pokrywa się z polskim.
? Mamy możliwość zdania niemieckiej i polskiej matury. Przy rekrutacji na studia w Niemczech traktowani jesteśmy jak Niemcy i nie musimy dodatkowo zdawać egzaminów językowych ? dodaje Maks.
Ordnung musi być!
W szkole funkcjonuje tzw. Schlichtergruppe, czyli grupa do załatwiania problemów. Gdy narasta spór między uczniami lub na linii uczeń?nauczyciel, członkowie "sekcji specjalnej" ? uczniowie plus nauczyciel filozofii ? prowadzą dysputy na temat zaistniałego problemu tak długo, dopóki strony się nie porozumieją.
? Z racji tego, że dość skrupulatnie byliśmy przygotowywani do wymiany, od strony organizacyjnej nic mnie nie szokowało. Dziwiło jedynie, jak bardzo wyrozumiali byli nauczyciele przez pierwsze półrocze i jak bardzo obdarzają nas zaufaniem ? ja na przykład od razu zostałem skarbnikiem klasowym i wicegospodarzem. Zaskakujące, jak to możliwe, żeby początkowe dialogi na lekcjach polegały jedynie na przytakiwaniu. W końcu po pierwszym półroczu niespodziewanie przyszła sprawność językowa i tak rozwija się do dziś? Druga rzecz to tzw. niemiecki "ordnung muss sein" i duże pole do popisu dla ludzi samodzielnych. W końcu "ordnung musi być!" ? opowiada Maks.
Jedynka najlepsza?
? Szkoła jest dobrze zorganizowana, a nauczyciele pomocni. W Niemczech nie kupuje się książek do szkoły. Każdy uczeń na początku roku szkolnego dostaje komplet podręczników, które wraz z odebraniem świadectwa musi oddać. Płacimy jedynie za zeszyty ćwiczeń. Poza tym mamy specjalnie wydzielone sale do samodzielnej nauki podczas okienek, a w trakcie przerwy możemy o pomoc poprosić nauczycieli, którzy z wielką chęcią wyjaśniają nam niezrozumiałe kwestie ? tłumaczy Magda.
? W tygodniu mamy 46 godzin lekcyjnych, z czego dziewięć jest w języku polskim. Pozostałe ? sport, sztuka, fizyka, chemia, matematyka, religia, geografia, angielski ? po niemiecku. Historia natomiast jest prowadzona w obu językach. Z kolei skala ocen to dokładna odwrotność polskiej. Najwyższą oceną jest jedynka, najsłabszą szóstka. Na początku trudno było mi się przestawić, ale z czasem się udało. Mimo wszystko niekiedy się dziwię: ,,Jak jedynka może być najlepsza?? ? śmieje się.
Po drugiej stronie lustra
Magda jest bardzo nastawiona na integrację. Nowych znajomych zza Odry nazywa niemieckimi przyjaciółmi. ? Nauczyłam się od nich przede wszystkim porządku w notatkach i zeszytach. To bardzo ważne dla dobrej nauki. Dzięki rozmowom, żartom i pogawędkom codziennie uczę się języka. Wiem, jak profesjonalnie zorganizować wyjazdy klasowe albo pozyskać sponsorów. To bardzo ważne w dorosłym życiu, żeby umieć się przebić. Poznałam, w innej perspektywie niż znałam do tej pory, odpowiedzialność w młodym wieku. Każdy odpowiada za swoje stopnie w szkole, a nie rodzice (!). Większość problemów szkolnych załatwia się z uczniem, rodzice wzywani są w skrajnych przypadkach. Oczywiście są tradycyjne wywiadówki, ale raz na rok. Trwają z reguły od dwóch do trzech godzin, precyzyjnie omawia się wtedy tok nauki w najbliższym czasie.
Magda w niemiecko-polskiej szkole spotkała Gullivera, swojego przyszłego chłopaka. ? Poznaliśmy się przez moją koleżankę, a rok później zetknęliśmy na warsztatach teatralnych. Dużo rozmawialiśmy, bardzo dziwiłam się, że potrafi tak dobrze mówić po polsku. Szybko jednak okazało się, że pochodzi z polskiej rodziny zamieszkałej w Niemczech, Gulli urodził się już tutaj. Właściwie od tamtej pory się spotykamy ? wspomina.
Więcej na temat tej szkoły przeczytacie w 7. Cogito
















