Prezentacja Pisma
› 14. Cogito
Rok nie wyrok
redakcja
- artukuł dodany
2010-08-11 16:25
0
829
Nie dostaliście się na studia. To, oczywiście, porażka. Ale przecież nie klęska. I najbliższy rok naprawdę wcale nie musi być spisany na straty.
Jan Raszeja
Możliwych rozwiązań tej ? przyznaję, mało komfortowej sytuacji ? jest kilka. To, jakie wybierzecie zależy oczywiście od was, ale także kilku innych elementów, z których najważniejszym są możliwości finansowe waszych rodziców. Ale nawet gdy te są ograniczone, to tylko pozornie znaleźliście się w ślepym zaułku. Wskażemy wam kilka dróg ewakuacyjnych.
Raz jeszcze, ale inaczej
Od lat jest tak, że początek sierpnia przynosi drugą szansę dla tych, którzy nie znaleźli swoich nazwisk na listach przyjętych. Wtedy właśnie na wszystkich uczelniach publicznych rozpoczyna się drugi nabór, bo okazuje się że nawet na kierunkach, na których przed kilkoma tygodniami panował tłok jak na sopockiej plaży w lipcu, teraz są wolne miejsca. I jest ich wcale niemało, bo szczęściarze przyjęci na studia musieli wybrać, czyli wycofywali papiery z innych uczelni.
Drugi nabór z zasady zaczyna się w sierpniu i trwa około miesiąca. Szczegółowy rozkład jazdy łatwo znaleźć na stronach internetowych poszczególnych szkół. Oczywiście w skali kraju, bo są uczelnie, gdzie rekrutacja na część z nich zakończyła się już w lipcu. I tak zarządzanie, będące bardzo modnym od jakiegoś czasu kierunkiem, można było studiować w systemie stacjonarnym min. na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytecie Łódzkim czy Uniwersytecie Białostockim. Indeksy czekały na potencjalnych filologów angielskich na Uniwersytecie Zielonogórskim, Uniwersytecie Olsztyńskim i w większości państwowych wyższych szkół zawodowych. Kilkanaście wolnych miejsc na finansach i rachunkowości proponowała warszawska SGGW, o miejsce na administracji można było się ubiegać m. in. na Politechnice Opolskiej czy Uniwersytecie Rzeszowskim.
To tylko kilka przykładów na to, że miejsca są ? nawet na tych kierunkach na które nie dostaliście się w trakcie pierwszego naboru. Oczywiście i jak to zwykle bywa ? nie ma róży bez kolców. Można więc mieć nadzieję, że jednak będzie się studiowało wymarzone dziennikarstwo, choć nie na Uniwersytecie Warszawskim lecz w ostrołęckim Ośrodku Zamiejscowym Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, a prawo nie na Jagiellońskim, ale na KUL-u. W każdym razie jest to bez wątpienia opcja do rozważenia.
Kolejną, godną polecenia przede wszystkim tym, którzy z różnych względów chcą lub muszą uczyć się w swoim miejscu zamieszkania, a w każdym razie nie na drugim końcu Polski jest wybór kierunku zbliżonego do tego, z którym nie poszczęściło im się w pierwszym podejściu. W najlepszej sytuacji są ci, w których matematyka, fizyka czy chemia nie budzą panicznego leku, bo zazwyczaj na nieomal wszystkich kierunkach ścisłych są w lipcu jeszcze wolne miejsca. Jednak także humaniści wcale nie stoją na przegranych pozycjach. I tak na Uniwersytecie Zielonogórskim indeksy bez właścicieli pozostały nie tylko na architekturze astronomii czy inżynierii biomedycznej, ale również na socjologii, politologii czy filologiach ? angielskiej, germańskiej, rosyjskiej, polskiej. Z kolei bydgoski Uniwersytet Kazimierza Wielkiego oferował możliwość studiów (cały czas piszę, oczywiście, o trybie stacjonarnym) m.in. na matematyce, informatyce i fizyce oraz na historii, lingwistyce stosowanej, pedagogice.
To tylko krótki fragment, bo raport na ten temat znajdziecie w papierowej wersji Cogito.
Jan Raszeja
Możliwych rozwiązań tej ? przyznaję, mało komfortowej sytuacji ? jest kilka. To, jakie wybierzecie zależy oczywiście od was, ale także kilku innych elementów, z których najważniejszym są możliwości finansowe waszych rodziców. Ale nawet gdy te są ograniczone, to tylko pozornie znaleźliście się w ślepym zaułku. Wskażemy wam kilka dróg ewakuacyjnych.
Raz jeszcze, ale inaczej
Od lat jest tak, że początek sierpnia przynosi drugą szansę dla tych, którzy nie znaleźli swoich nazwisk na listach przyjętych. Wtedy właśnie na wszystkich uczelniach publicznych rozpoczyna się drugi nabór, bo okazuje się że nawet na kierunkach, na których przed kilkoma tygodniami panował tłok jak na sopockiej plaży w lipcu, teraz są wolne miejsca. I jest ich wcale niemało, bo szczęściarze przyjęci na studia musieli wybrać, czyli wycofywali papiery z innych uczelni.
Drugi nabór z zasady zaczyna się w sierpniu i trwa około miesiąca. Szczegółowy rozkład jazdy łatwo znaleźć na stronach internetowych poszczególnych szkół. Oczywiście w skali kraju, bo są uczelnie, gdzie rekrutacja na część z nich zakończyła się już w lipcu. I tak zarządzanie, będące bardzo modnym od jakiegoś czasu kierunkiem, można było studiować w systemie stacjonarnym min. na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytecie Łódzkim czy Uniwersytecie Białostockim. Indeksy czekały na potencjalnych filologów angielskich na Uniwersytecie Zielonogórskim, Uniwersytecie Olsztyńskim i w większości państwowych wyższych szkół zawodowych. Kilkanaście wolnych miejsc na finansach i rachunkowości proponowała warszawska SGGW, o miejsce na administracji można było się ubiegać m. in. na Politechnice Opolskiej czy Uniwersytecie Rzeszowskim.
To tylko kilka przykładów na to, że miejsca są ? nawet na tych kierunkach na które nie dostaliście się w trakcie pierwszego naboru. Oczywiście i jak to zwykle bywa ? nie ma róży bez kolców. Można więc mieć nadzieję, że jednak będzie się studiowało wymarzone dziennikarstwo, choć nie na Uniwersytecie Warszawskim lecz w ostrołęckim Ośrodku Zamiejscowym Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, a prawo nie na Jagiellońskim, ale na KUL-u. W każdym razie jest to bez wątpienia opcja do rozważenia.
Kolejną, godną polecenia przede wszystkim tym, którzy z różnych względów chcą lub muszą uczyć się w swoim miejscu zamieszkania, a w każdym razie nie na drugim końcu Polski jest wybór kierunku zbliżonego do tego, z którym nie poszczęściło im się w pierwszym podejściu. W najlepszej sytuacji są ci, w których matematyka, fizyka czy chemia nie budzą panicznego leku, bo zazwyczaj na nieomal wszystkich kierunkach ścisłych są w lipcu jeszcze wolne miejsca. Jednak także humaniści wcale nie stoją na przegranych pozycjach. I tak na Uniwersytecie Zielonogórskim indeksy bez właścicieli pozostały nie tylko na architekturze astronomii czy inżynierii biomedycznej, ale również na socjologii, politologii czy filologiach ? angielskiej, germańskiej, rosyjskiej, polskiej. Z kolei bydgoski Uniwersytet Kazimierza Wielkiego oferował możliwość studiów (cały czas piszę, oczywiście, o trybie stacjonarnym) m.in. na matematyce, informatyce i fizyce oraz na historii, lingwistyce stosowanej, pedagogice.
To tylko krótki fragment, bo raport na ten temat znajdziecie w papierowej wersji Cogito.
















