Prezentacja Pisma
› 14. Cogito
Jak u Centkiewiczów
redakcja
- artukuł dodany
2010-08-10 15:19
0
639
Aby wyjechać poza Longyearbyen ? nieoficjalną stolicę Spitsbergenu, należy uzyskać pozwolenie gubernatora. Zgoda udzielana jest pod dwoma warunkami. Pierwszy to posiadanie radioboi, za pomocą której będzie można wezwać pomoc w sytuacji krytycznej. Warunek drugi ? należy zaopatrzyć się w karabin do odstraszania niedźwiedzi. ? Tylko tyle i aż tyle ? opowiadają Krzysiek i Jarek.
Ilona Migacz
Aby wyjechać poza Longyearbyen ? nieoficjalną stolicę Spitsbergenu, należy uzyskać pozwolenie gubernatora. Zgoda udzielana jest pod dwoma warunkami. Pierwszy to posiadanie radioboi, za pomocą której będzie można wezwać pomoc w sytuacji krytycznej. Warunek drugi ? należy zaopatrzyć się w karabin do odstraszania niedźwiedzi. ? Tylko tyle i aż tyle ? opowiadają Krzysiek i Jarek.
Swoją przygodę ze Spitsbergenem Krzysiek rozpoczął od rocznego pobytu na Polskiej Stacji Polarnej w Fiordzie Hornsund. Był wówczas na III roku geografii Uniwersytetu Warszawskiego. ? Pomyślałem, że warto zamienić podręczniki na badania w terenie, zweryfikować w praktyce teoretyczną wiedzę zdobywaną na uczelni ? wspomina Krzysiek.
Gdy przyszedł z wizytą do Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk, okazało się, że jest możliwość wyjazdu do pracy na Spitsbergen. Student wziął roczny urlop dziekański i rozpoczął przygotowania. Najważniejsze było zaliczenie kursu prowadzenia pomiarów magnetyzmu ziemskiego, elektryczności atmosfery i promieniowania słonecznego. Tym miał zajmować się na stacji.
? Pobyt w Hornsundzie to była przygoda jak z opowiadań Centkiewiczów ? opowiada dalej Krzysiek. ? Mimo, że Spitsbergen dzieli od Polski zaledwie tydzień rejsu statkiem to jednak wkracza się w zupełnie inny świat. Na wyspie znaleźliśmy się na przełomie czerwca i lipca. Przywitały nas lisy polarne, foki, renifery. Temperatura sięgała kilku stopni powyżej zera. Było to polarne lato, więc słońce w ogóle nie zachodziło. Trzeba było samemu, z zegarkiem w ręku, wyznaczać sobie porę dnia i nocy. Po kilku miesiącach nadeszła polarna noc. ? Potrzebowałem około dwóch tygodni, by się przyzwyczaić do ciągłej ciemności ? przyznaje Krzysiek i dodaje ? niewygodę wynagradzała możliwość podziwiania zorzy polarnej. Student geografii musiał przyzwyczaić się także do braku drzew...
Elementem przygody okazało się życie wśród pracowników stacji. ? W bazie było nas tylko dziewięciu. Kilku facetów, tych samych okrągły rok, i w pracy i w czasie wolnym. Jak bezkonfliktowo żyć w takich warunkach? To jedna z ważniejszych umiejętności, jaką zdobyłem podczas pobytu w Hornsundzie ? dzieli się wrażeniami.
Po powrocie do kraju, zafascynowany opowiadał o swojej przygodzie Jarkowi. Od słowa do słowa postanowili razem wyruszyć na Spitsbergen. Zaplanowali przejście na nartach z Longyearbyen w rejon góry Hornsundtind. Odległość 300 km zamierzali pokonać w 15 dni. Wyprawę chcieli zakończyć zdobyciem szczytu. ? To nie jest najwyższa góra na wyspie ? opowiada Jarek ? ale jest najbardziej spektakularna; nie jest obłą bałuchą jak wiele innych w środkowej części wyspy ? śmieje się.
Więcej znajdziecie w 14. Cogito.
Ilona Migacz
Aby wyjechać poza Longyearbyen ? nieoficjalną stolicę Spitsbergenu, należy uzyskać pozwolenie gubernatora. Zgoda udzielana jest pod dwoma warunkami. Pierwszy to posiadanie radioboi, za pomocą której będzie można wezwać pomoc w sytuacji krytycznej. Warunek drugi ? należy zaopatrzyć się w karabin do odstraszania niedźwiedzi. ? Tylko tyle i aż tyle ? opowiadają Krzysiek i Jarek.
Swoją przygodę ze Spitsbergenem Krzysiek rozpoczął od rocznego pobytu na Polskiej Stacji Polarnej w Fiordzie Hornsund. Był wówczas na III roku geografii Uniwersytetu Warszawskiego. ? Pomyślałem, że warto zamienić podręczniki na badania w terenie, zweryfikować w praktyce teoretyczną wiedzę zdobywaną na uczelni ? wspomina Krzysiek.
Gdy przyszedł z wizytą do Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk, okazało się, że jest możliwość wyjazdu do pracy na Spitsbergen. Student wziął roczny urlop dziekański i rozpoczął przygotowania. Najważniejsze było zaliczenie kursu prowadzenia pomiarów magnetyzmu ziemskiego, elektryczności atmosfery i promieniowania słonecznego. Tym miał zajmować się na stacji.
? Pobyt w Hornsundzie to była przygoda jak z opowiadań Centkiewiczów ? opowiada dalej Krzysiek. ? Mimo, że Spitsbergen dzieli od Polski zaledwie tydzień rejsu statkiem to jednak wkracza się w zupełnie inny świat. Na wyspie znaleźliśmy się na przełomie czerwca i lipca. Przywitały nas lisy polarne, foki, renifery. Temperatura sięgała kilku stopni powyżej zera. Było to polarne lato, więc słońce w ogóle nie zachodziło. Trzeba było samemu, z zegarkiem w ręku, wyznaczać sobie porę dnia i nocy. Po kilku miesiącach nadeszła polarna noc. ? Potrzebowałem około dwóch tygodni, by się przyzwyczaić do ciągłej ciemności ? przyznaje Krzysiek i dodaje ? niewygodę wynagradzała możliwość podziwiania zorzy polarnej. Student geografii musiał przyzwyczaić się także do braku drzew...
Elementem przygody okazało się życie wśród pracowników stacji. ? W bazie było nas tylko dziewięciu. Kilku facetów, tych samych okrągły rok, i w pracy i w czasie wolnym. Jak bezkonfliktowo żyć w takich warunkach? To jedna z ważniejszych umiejętności, jaką zdobyłem podczas pobytu w Hornsundzie ? dzieli się wrażeniami.
Po powrocie do kraju, zafascynowany opowiadał o swojej przygodzie Jarkowi. Od słowa do słowa postanowili razem wyruszyć na Spitsbergen. Zaplanowali przejście na nartach z Longyearbyen w rejon góry Hornsundtind. Odległość 300 km zamierzali pokonać w 15 dni. Wyprawę chcieli zakończyć zdobyciem szczytu. ? To nie jest najwyższa góra na wyspie ? opowiada Jarek ? ale jest najbardziej spektakularna; nie jest obłą bałuchą jak wiele innych w środkowej części wyspy ? śmieje się.
Więcej znajdziecie w 14. Cogito.
















