Prezentacja Pisma
› 25. Cogito
Konkurs dziennikarski: Pisanie szkodzi
redakcja
- artukuł dodany
2009-12-16 13:57
2
1696
Nie zamierzam nikogo zachęcać do pisania. Bo jak się raz zacznie, trudno przestać ? pisze w swym felietonie Hanna Samson, znana pisarka i feministka.
Pisanie uzależnia jak alkohol i pociąga za sobą równie zgubne skutki.
Nie mówię o osobach, których wielki talent od razu rzuca wszystkich na kolana. Takie rzeczy się zdarzają, ale rzadko. Dla wielu innych pisanie to zajęcie niewdzięczne i ryzykowne. Mało kto daje radę z tego wyżyć, więc musi gdzieś pracować i zarabiać, dopiero po godzinach może oddać się swojemu hobby.
W ogólnym rozrachunku jest to hobby dość kosztowne. Kiedy inni po pracy siadają sobie spokojnie przed telewizorem, pisarz dopiero zaczyna. Otwiera komputer i próbuje się wkręcić w to, co pisał wczoraj, niestety, ten wczorajszy kawałek dziś już wcale nie jest taki dobry. A następnego dnia przyjaciele organizują imprezę. Pisarz chętnie by poszedł, ale dobrze wie, że taka przerwa pisaniu nie służy, jeszcze trudniej będzie się zabrać do pracy. Więc rezygnuje z imprezy, jednej, drugiej, trzeciej, z czasem już mało kto go zaprasza, bo wiadomo, nie przyjdzie.
Odbuduję kontakty, jak tylko skończę książkę, myśli pisarz, ale jest to złudne, bo następuje czas oczekiwania: przyjmą do druku czy nie? Trudno kontaktować się z ludźmi, no bo co im mówić? Że napisało się książkę? Posypią się pytania, kto wydaje i kiedy. A jeśli nie wydadzą? Lepiej poczekać, aż będzie wiadomo.
Przyjemniej być pisarzem, który jeszcze nic nie napisał, niż tym, który napisał i nie może znaleźć wydawcy. A jeśli książka wyjdzie, trzeba być gotowym na gratulacje. Na przykład takie: "Gratuluję pracowitości! Każdy z nas mógłby napisać książkę, ale my tylko o tym mówimy, a ty napisałaś".
Za to inni będą teraz pisać recenzje. Czekasz niecierpliwie. Jak nie ma, źle. Jak są, to czasem lepiej, żeby ich nie było. Masz wrażenie, że ten, kto pisał te bzdury, nie czytał twojej książki, a jeśli już, to bez zrozumienia. Całe szczęście, że mało kto czyta recenzje oprócz samych pisarek i pisarzy. Najlepszy dowód, gdy w końcu idziesz na imprezę. Będzie się działo, myślisz, bo ostatnio ukazało się kilka recenzji twojej nowej powieści. Ale nikt o tym nie wie. Co robiłaś, gdy ciebie nie było?, pytają. Pisałam książkę, właśnie wyszła. A o czym? O gównie psim, chciałoby się odpowiedzieć, ale kultura osobista nie pozwala.
W końcu spotykasz kogoś, kto wie, że jesteś pisarką. Czytałem pani ostatnią książeczkę, całkiem zgrabna, mówi, a ty marzysz o tym, żeby już nikogo nie spotkać. Wymykasz się z imprezy i znów siadasz do pisania.
Właściwie po co? Na to pytanie znają odpowiedź tylko ci, którzy piszą. I nic ich nie zdoła zniechęcić.
Pisanie uzależnia jak alkohol i pociąga za sobą równie zgubne skutki.
Nie mówię o osobach, których wielki talent od razu rzuca wszystkich na kolana. Takie rzeczy się zdarzają, ale rzadko. Dla wielu innych pisanie to zajęcie niewdzięczne i ryzykowne. Mało kto daje radę z tego wyżyć, więc musi gdzieś pracować i zarabiać, dopiero po godzinach może oddać się swojemu hobby.
W ogólnym rozrachunku jest to hobby dość kosztowne. Kiedy inni po pracy siadają sobie spokojnie przed telewizorem, pisarz dopiero zaczyna. Otwiera komputer i próbuje się wkręcić w to, co pisał wczoraj, niestety, ten wczorajszy kawałek dziś już wcale nie jest taki dobry. A następnego dnia przyjaciele organizują imprezę. Pisarz chętnie by poszedł, ale dobrze wie, że taka przerwa pisaniu nie służy, jeszcze trudniej będzie się zabrać do pracy. Więc rezygnuje z imprezy, jednej, drugiej, trzeciej, z czasem już mało kto go zaprasza, bo wiadomo, nie przyjdzie.
Odbuduję kontakty, jak tylko skończę książkę, myśli pisarz, ale jest to złudne, bo następuje czas oczekiwania: przyjmą do druku czy nie? Trudno kontaktować się z ludźmi, no bo co im mówić? Że napisało się książkę? Posypią się pytania, kto wydaje i kiedy. A jeśli nie wydadzą? Lepiej poczekać, aż będzie wiadomo.
Przyjemniej być pisarzem, który jeszcze nic nie napisał, niż tym, który napisał i nie może znaleźć wydawcy. A jeśli książka wyjdzie, trzeba być gotowym na gratulacje. Na przykład takie: "Gratuluję pracowitości! Każdy z nas mógłby napisać książkę, ale my tylko o tym mówimy, a ty napisałaś".
Za to inni będą teraz pisać recenzje. Czekasz niecierpliwie. Jak nie ma, źle. Jak są, to czasem lepiej, żeby ich nie było. Masz wrażenie, że ten, kto pisał te bzdury, nie czytał twojej książki, a jeśli już, to bez zrozumienia. Całe szczęście, że mało kto czyta recenzje oprócz samych pisarek i pisarzy. Najlepszy dowód, gdy w końcu idziesz na imprezę. Będzie się działo, myślisz, bo ostatnio ukazało się kilka recenzji twojej nowej powieści. Ale nikt o tym nie wie. Co robiłaś, gdy ciebie nie było?, pytają. Pisałam książkę, właśnie wyszła. A o czym? O gównie psim, chciałoby się odpowiedzieć, ale kultura osobista nie pozwala.
W końcu spotykasz kogoś, kto wie, że jesteś pisarką. Czytałem pani ostatnią książeczkę, całkiem zgrabna, mówi, a ty marzysz o tym, żeby już nikogo nie spotkać. Wymykasz się z imprezy i znów siadasz do pisania.
Właściwie po co? Na to pytanie znają odpowiedź tylko ci, którzy piszą. I nic ich nie zdoła zniechęcić.
















