Prezentacja Pisma
› 24. Cogito
Konkurs dziennikarski: O nadprodukcji słowa
redakcja
- artukuł dodany
2009-12-02 14:25
1
1370
Życie pisarza to zjawisko stanowczo przereklamowane. Praca niepewna, gwarantowane za to rozliczne schorzenia wynikłe z siedzącego trybu życia i nadmiaru używek ? pisze Robert Urbański, autor powieści ?Operacja Dunaj?, na podstawie której nakręcono film!
Robert Urbański
Efekty niewspółmierne do ilości włożonego trudu: miesiące i lata pełne krwi i potu zostają jednym zdaniem uśmiercone przez nieżyczliwego krytyka.
Bo też kryteria oceny tej pracy są rażąco nieracjonalne: taki Bruno Schulz uchodzi za lepszego pisarza niż Józef Ignacy Kraszewski, chociaż każdy ćwierćinteligent wie, że Schulz napisał dwie książki, a Kraszewski ? dwieście.
Niełatwo poczuć się wyjątkowym, co jest uczuciem niezbędnym w pisarskim fachu, skoro krytyka nie pieści, a i piszących jak karaluchów w stołówce. Do grona autorów trafił nawet Jerzy Dudek, podobno nad pisarskim debiutem pracuje sama Doda. W miejsce zniesionego obowiązku służby wojskowej ustanowi się niedługo przymus napisania powieści lub chociaż wspomnień.
Ofiarą nadprodukcji słowa pisanego padają niewinne drzewa na całym świecie ? zamiast służyć za schronienie dzięciołom i puchaczom, zostają zmielone i zadrukowane ludzką paplaniną. Czy nie jest rzeczą głęboko wstydliwą dołączać do tego chóru gęgaczy? Ustawiać się w kolejce po wyimaginowaną sławę i pieniądze? Te ostatnie zresztą należy sobie od razu wybić z głowy. Prawdziwa sława wybucha po śmierci, na co mamy dziesiątki przykładów; z naszej pisarskiej krwawicy będzie więc słodko żyć wyrodna córka z zięciem leniem i nieudacznikiem albo lekceważący dziadka z góry na dół "późny wnuk". Istnieje wszakże ewentualność, że i po śmierci się nie uda. Przecież już na starcie są tu równi i równiejsi.
Do niedawna faworytami w biegu o pisarską sławę byli Żydzi albo ziemianie, zmuszeni przez historię do opuszczenia ojczyzny. Dziś emigranci pozostali w cenie, ale równie dobrze być gejem, narkomanem, alkoholikiem albo chociaż osobą leworęczną.
A jeśli los ukarał nas nijakim życiorysem, przeciętną powierzchownością, żenująco tradycyjnymi upodobaniami płciowymi i umiarkowanym pociągiem do używek? Wówczas warto budować legendę inaczej: przenieść się do leśniczówki w sercu Puszczy Białowieskiej albo przyjąć posadę bibliotekarza w sennym miasteczku u podnóża Bieszczad, a następnie stanowczo odmawiać wywiadów. Choć i to wszystko może nie wystarczyć?
A zatem książek nie warto pisać. Jednakże warto je czytać, co nie wymaga nawet ćwierci powyższych wyrzeczeń. Zwłaszcza jeśli to tomik niewielki, zadrukowany dużymi literkami, w gustownej okładce.
Ot taka na przykład "Operacja Dunaj?".
Robert Urbański
Efekty niewspółmierne do ilości włożonego trudu: miesiące i lata pełne krwi i potu zostają jednym zdaniem uśmiercone przez nieżyczliwego krytyka.
Bo też kryteria oceny tej pracy są rażąco nieracjonalne: taki Bruno Schulz uchodzi za lepszego pisarza niż Józef Ignacy Kraszewski, chociaż każdy ćwierćinteligent wie, że Schulz napisał dwie książki, a Kraszewski ? dwieście.
Niełatwo poczuć się wyjątkowym, co jest uczuciem niezbędnym w pisarskim fachu, skoro krytyka nie pieści, a i piszących jak karaluchów w stołówce. Do grona autorów trafił nawet Jerzy Dudek, podobno nad pisarskim debiutem pracuje sama Doda. W miejsce zniesionego obowiązku służby wojskowej ustanowi się niedługo przymus napisania powieści lub chociaż wspomnień.
Ofiarą nadprodukcji słowa pisanego padają niewinne drzewa na całym świecie ? zamiast służyć za schronienie dzięciołom i puchaczom, zostają zmielone i zadrukowane ludzką paplaniną. Czy nie jest rzeczą głęboko wstydliwą dołączać do tego chóru gęgaczy? Ustawiać się w kolejce po wyimaginowaną sławę i pieniądze? Te ostatnie zresztą należy sobie od razu wybić z głowy. Prawdziwa sława wybucha po śmierci, na co mamy dziesiątki przykładów; z naszej pisarskiej krwawicy będzie więc słodko żyć wyrodna córka z zięciem leniem i nieudacznikiem albo lekceważący dziadka z góry na dół "późny wnuk". Istnieje wszakże ewentualność, że i po śmierci się nie uda. Przecież już na starcie są tu równi i równiejsi.
Do niedawna faworytami w biegu o pisarską sławę byli Żydzi albo ziemianie, zmuszeni przez historię do opuszczenia ojczyzny. Dziś emigranci pozostali w cenie, ale równie dobrze być gejem, narkomanem, alkoholikiem albo chociaż osobą leworęczną.
A jeśli los ukarał nas nijakim życiorysem, przeciętną powierzchownością, żenująco tradycyjnymi upodobaniami płciowymi i umiarkowanym pociągiem do używek? Wówczas warto budować legendę inaczej: przenieść się do leśniczówki w sercu Puszczy Białowieskiej albo przyjąć posadę bibliotekarza w sennym miasteczku u podnóża Bieszczad, a następnie stanowczo odmawiać wywiadów. Choć i to wszystko może nie wystarczyć?
A zatem książek nie warto pisać. Jednakże warto je czytać, co nie wymaga nawet ćwierci powyższych wyrzeczeń. Zwłaszcza jeśli to tomik niewielki, zadrukowany dużymi literkami, w gustownej okładce.
Ot taka na przykład "Operacja Dunaj?".















