Niedziela, 05 Lutego 2012. Imieniny: Agaty, Adelajdy
Wisława Szymborska nie żyje.
Wielka postać o drobnej posturze.
[*][ *][*]
Wyszukaj zaawansowane
Teraz w Cogito
Archiwum
W Cogito nr 3...

18. urodziny pisma.

Tabu - tematy przemilczane, zakazane;
NEETSI – problem całej (...)ę z języka obcego,
„Dziady” i „Kordian”,
arkusz z matmy, miłość w prezentacji.

Znajdź uczelnię

Typ uczelni:
Województwo:
Kierunek studiów:
Rodzaj studiów:
Szukana fraza:

Ankieta

ACTA:
jestem za
jestem przeciw
wszystko mi jedno

Prezentacja Pisma › 13. Cogito

Okno na świat: Zdobyć Koronę Ziemi!

Komentarze 0  Odsłony 572

Linkownia

Wykop Gwar Digg Del.icio.us Linkr Reddit
Zdał maturę międzynarodową i ukończył college w Norwegii jako jedyna niewidoma osoba z Polski i czwarta na świecie! To właśnie wtedy Paweł Urbański poczuł, że jeśli się czegoś chce, to wszystko jest możliwe... Doktorant z uniwerku w lipcu i sierpniu wybiera się na Mont Blanc i ponownie na Elbrus. Koronę Ziemi chciałby zdobyć w ciągu trzech, czterech lat!


Krzysztof Boczek


Paweł z utratą wzroku liczyć się musiał już od najmłodszych lat. Bardzo wcześnie wykryto u niego retinopatię wcześniaczą ? chorobę, która powstaje w wyniku przetlenienia wcześniaka w inkubatorze. Gdy chłopak urodził się, medycyna jeszcze nie do końca rozumiała mechanizmy tej choroby. Lekarze udrażniali mu naczynia krwionośne, starali się lepiej natlenić jego gałki oczne, ale na niewiele się to zdało.

Kawa z mlekiem

Stopniowo widział coraz słabiej, gdy miał siedem, osiem lat, stracił wzrok na lewe oko. W szkole zawsze siedział w pierwszej ławce, książki czytał przez lupę, nigdy nie ćwiczył na wuefie. Mógł nosić tylko plecak z książkami ? nic cięższego, bo mogła mu się odkleić siatkówka.

Trzynaście lat temu, w ciągu jednego, lipcowego dnia choroba Pawła znacznie się pogłębiła. Wieczorem widział słabo, jakby przez mgłę. To, co docierało do jego mózgu, przypominało obraz z kamery, na którą padła kropla wody. Następnego dnia już nie widział prawie nic ? tylko kontury i jasne kolory. W ciągu 24 godzin stracił praktycznie zupełnie wzrok. Teraz, trzynaście lat po tym wydarzeniu, widzi obraz przypominający obraz mleka wlewanego do kawy ? brąz poprzecinany białymi smugami, z czarnymi polami. Czasami migają mu kolory. Siatkówka jego oka jest już martwa, nie ma szans na jej uzdrowienie. ? Ale co niedowidzę, to domacam ? Pawła nie opuszcza dobry humor.

Dwa lata po utracie wzroku w pełni się usamodzielnił, wyrobił sobie wrażliwość na dźwięki. ? Wychwytuję i robię pożytek z wszelkich szumów miasta. Gdy zatrzyma się tramwaj, wiem, gdzie dokładnie jest początek wagonu ? opisuje.

Chodził do liceum dla niewidomych w Laskach pod Warszawą. Tam rozpoczęła się jego przygoda życia.
Do Lasek przyjechała grupa uczniów z norweskiej placówki United World Colleges (UWC) ? organizacji, która stworzyła program matury międzynarodowej. On dopiero od miesiąca uczył się angielskiego, ale już zajmował się obcojęzycznymi licealistami. Kiedy norwescy uczniowie po raz drugi przyjechali do Lasek, Pawłowi zaproponowano, by startował w eliminacjach do UWC. Dostał się.

Babel


Dwuletnie stypendium w Norwegii to był przełom w życiu Pawła. Szkoła ta była istną wieżą Babel ? uczyła 200 uczniów z aż 81 krajów świata. A nasz bohater był jednym z dwóch niewidomych wychowanków.
Norweski college dawał uczniom dużą dowolność w układaniu programu ? z sześciu grup przedmiotowych mieli sobie wybrać po jednym przedmiocie do nauki. Dzięki temu każdy mógł się kształcić w tym, co go interesuje.

Uczniowie musieli wybrać także po dwa wyzwania, które mieli zrealizować. Za namową jednego z nauczycieli, Paweł wybrał pracę masażysty w centrum rehabilitacyjnym oraz wspinaczkę skałkową. Było zimno i padał deszcz, gdy pierwszy raz spróbował wspinaczki. Pierwsze wejście wykonał "na siłę", bez stosowania jakiejkolwiek techniki. Wszelkie zagłębienia, w które mógł włożyć dłoń, musiał wymacać na skale. Z dołu podpowiadano mu, w którą stronę ma się kierować: uchwyt na godzinie trzeciej, wsparcie dla stopy ? na piątej. Im wyżej wchodził, tym bardziej musiał polegać na sobie, bo coraz mniej widziały osoby podpowiadające mu z dołu. Mimo to pokonał około 10 metrów skałki.

Spodobało mu się, więc kontynuował wspinaczkę w trakcie dwóch lat nauki w UWC. Wspinanie na lodospadach okazało się dla niego łatwiejsze, bo nie musiał poszukiwać wsparcia dla dłoni i stóp, wystarczyło, że dobrze wbił czekan i raki w lód. ? Ryzyko? W tym, co robiłem zawsze ono było. Ja nie tyle lubię ryzyko, co wyzwania, które gwarantują fajną zabawę ? twierdzi Paweł. Nigdy nie spotkał niewidomego, który wspinałby się po skałkach.

Podczas tygodnia z nartami w Norwegii nauczył się szusować na zjazdówkach. Jak niewidomy może tego dokonać? ? Ktoś jedzie za mną i podpowiada: w prawo, w lewo, hamuj, ścinaj ? opisuje Paweł. Pierwszego dnia za każdym razem wywracał się, drugiego ? przejechał cały stok już bez upadków. Po tygodniu złapał bakcyla białego szaleństwa.

Przed zawodami narciarskimi, jakie organizowała szkoła, regularnie trenował na nartach. I to nie tylko zjeżdżanie, ale także bieganie i strzelanie w biathlonie. W tej ostatniej dyscyplinie sportu niewidomi strzelają z założonymi słuchawkami, a dźwięk wskazuje, czy zawodnik dobrze mierzy w tarczę. Efekty takich przygotowań? W biathlonie zdobył srebro, wygrał biegi na 10 i 20 km. W slalomie nie udało mu się niczego zdobyć, bo ostatnią chorągiewkę ominął ze złej strony.
Paweł zdał maturę międzynarodową i ukończył UWC jako jedyna niewidoma osoba z Polski i czwarta na świecie. ? Wówczas poczułem, że wiele rzeczy jest w zasięgu moich możliwości ? wspomina.

Droga na szczyty[b][/b]

College dał Pawłowi dobry start do studiowania ekonomii na Uniwersytecie Warszawskim, bo przyzwyczaił go do zbierania materiałów, pisania esejów. Na studiach zaczął też trenować judo. Na czwartym roku zaczął jeździć na wyprawy, głównie za sprawą Kuby Jakubczyka, trenera judo, narciarstwa i żeglarstwa. Kuba zorganizował już kilkadziesiąt wypraw ze studentami, zdobywa Koronę Ziemi ? został mu tylko Everest. To Kuba opowiadał Pawłowi o wyjeździe na Aconcaguę ? najwyższy szczyt Andów i Ameryki Południowej. Paweł nie potrafił zapamiętać nazwy góry, ale opowieści o trekkingu mu się spodobały. I fakt, że szczyt ma prawie 7 tys. m n.p.m. Zdecydował się towarzyszyć Kubie w jego kolejnej wyprawie na Aconcaguę. ? Ile przejdę, tyle przejdę ? pocieszał się Paweł.

W trakcie podejścia pod górę szedł przywiązany sztywną lążą do czyjegoś plecaka. Kijem sprawdzał, czy nie ma kamienia, stopnia, uskoku. Z reguły szedł także ktoś za nim i podpowiadał mu: "możesz iść szybciej, trochę w prawo, w lewo" albo lekko dotykał go w łydkę, by Paweł nie schodził ze ścieżki.
Byli już blisko szczytu ? na 5600 m n.p.m. ? gdy nastąpiła tragedia. Kiedy wyszli z bazy, Paweł poślizgnął się na topniejącym lodzie i wywichnął sobie rzepkę w kolanie. Ściągali go z góry helikopterem ratunkowym, reszta ekipy weszła na szczyt.

Ciąg dalszy znadziecie w 13. Cogito.

Więcej o Pawle na www.e-urbanski.pl.
Skomentuj ten artykuł Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Chmurka tagów
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści i zdjęcia zamieszczane przez użytkowników na stronie cogito.com.pl, w części WIRTUALNEJ REDAKCJI.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS. Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Mindscape.