Prezentacja Pisma
› 12. Cogito
Okno na świat: Absurdalna ekspedycja
redakcja
- artukuł dodany
2009-06-18 13:41
2
643
Dna wyschniętych jezior, pustynie, wulkany, laguny pełne różowych flamingów, a wszystko na 4?5 tys. m. n.p.m. ? to zobaczył młody Polak podczas samotnej przeprawy rowerem przez płaskowyże Ameryki Południowej.
Krzysztof Boczek
Wyprawa już dobiegała końca, gdy Piotr zaczerpnął wodę do picia z gorących źródeł ? innej nie było w tej pustynnej okolicy płaskowyżu Altiplano. Pierwszego popołudnia ugotował na tej wodzie zupę. Po pół godzinie nagle zachciało mu się spać. Obudził się dopiero rano. Korzystając z tej samej wody, przygotował sobie płatki z mlekiem w proszku. Po śniadaniu przejechał ledwie dwa kilometry i opadł z sił. Kolejnego dnia sytuacja powtórzyła się. Wówczas doszedł do wniosku ? z tą wodą jest coś nie tak. Nie miał innej, nie mógł jechać dalej przez pustynię, dlatego zawrócił. ? Wody występujące w okolicach wulkanów często zawierają arszenik w śladowych ilościach. Czy to było powodem? ? zastanawia się.
Szczeble drabiny
Piotr Milaniak, młody technolog chemiczny, pasjonat wypraw rowerowych w trudno dostępne miejsca świata, swoją przygodę na dwóch kółkach zaczynał od jazdy po Europie. Dziewięć lat temu dojechał o własnych siłach do Wielkiej Brytanii, rok później błądził po ukraińskich Karpatach, by następnego lata zdobywać przełęcze Alp Austriackich. Dopiero po tych doświadczeniach spojrzał na dalsze strony atlasu, podwyższając sobie stopień trudności. W Kirgizji pedałował przez grzbiety i doliny Tien-Szanu, w Indiach zdobywał na dwóch kółkach Himalaje, w Pakistanie ? Karakorum, a w Chinach ? Tybet.
W ubiegłym roku planował eksplorować na rowerze jeden z bardziej zabójczych dla człowieka regionów świata ? Chang Tang w Tybecie. Przejazd przez ten rejon, położony przeciętnie na 5 tys. m n.p.m., byłby piekielnie trudny. Nagrodą miała być fenomenalna, nieskażona ludzkim działaniem przyroda. Los chciał inaczej. Z powodów od Piotra niezależnych musiał przełożyć wyprawę do Chang Tang. Zdecydował się na zdobywanie w 2008 roku innych, skrajnie ekstremalnych obszarów Ziemi ? Altiplano oraz Puna de Atacama ? płaskowyżów w Andach. ? Te górskie pustynie bardzo mnie fascynowały ? tłumaczy. Swoją wyprawę nazwał "Absurd Expedition". Według Piotra, była to pierwsza, polska, samotna przeprawa rowerowa przez te dwa płaskowyże w Ameryce Południowej.
Natura przeciwności
Już pierwszego dnia na Puna de Atacama przekonał się, że będzie trudniej niż myślał. Podczas pedałowania przez piaski, około 14 niespodziewanie zerwał się bardzo silny wiatr ? to znacząco utrudniało jazdę na rowerze. Tuż po zachodzie słońca, gdy próbował rozbić namiot, wichry znowu powróciły. Dopiero nocą było spokojniej, za to drastycznie spadały temperatury, jak się przekonał później ? nawet do ?20°C. Rano zazwyczaj woda była skuta lodem.
Przez resztę wyprawy silne popołudniowe wiatry były stałym elementem dnia. Czasami walcząc z wichrem, mógł tylko pchać rower, i nawet to wykonywał z trudnością. Jeśli wiatr wiał mu w plecy, to miał darmową pomoc przy pedałowaniu. Jednego dnia wicher był tak silny, że nadał Piotrowi prędkość 20 km/h i to podczas jazdy pod górkę. ? Siła wiatru czasami była wręcz niesamowita ? komentuje.
Zdarzało się, że piaski były tak miękkie, że musiał pchać rower i to przez 10 godzin dziennie. Po 4 dniach takiego przebijania się jednośladem z przyczepką (ważyły razem 75?100 kg) nabawił się problemów ze ścięgnem Achillesa oraz stawem biodrowym. Nawet gdy warunki drogowe były korzystne, tzn. trakt składał się z piachu wymieszanego z kamieniami, prędkość jazdy nie przekraczała 5?6 km/h.
Słońce dawało mu się ostro we znaki ? Puna de Atacama jest położona na 4?5,5 tys. m. n.p.m., a na takich wysokościach światło słoneczne ma ogromną moc. Niszczycielską. Każdą odkrytą część ciała smarował kremem z mocnym filtrem 70. To nie wystarczało. Gdy jednego dnia jechał bez kasku, skórę na głowie poparzyło mu przez włosy. Zdarzało się, że od upiornego słońca, w skórze zbierała mu się krew. Dopiero smarowanie maścią cynkową skutecznie chroniło go przed słonecznymi poparzeniami.
W wyniku awarii przyczepki, zamiast 25 litrów wody, mógł zabrać tylko 14. To zmusiło go do zmodyfikowania planów wyprawy, tak, by na jego trasie częściej znajdowały się źródła albo laguny z wodą pitną.
Wyprawa rowerowa przez Altiplano i Puna de Atacama to uczta dla oka. W trakcie 3,5 miesiąca trwania wyprawy pokonał 3,2 tysiące kilometrów. Na Puna i Altiplano po raz pierwszy w historii jego wypraw zabrakło mu wody. ? Bywało źle, ale jakoś wychodziłem z tego cało. Teraz nabrałem przekonania, że zawsze dam sobie radę ? twierdzi.
Więcej na ten temat znajdziecie w 12. Cogito
Zaś więcej na temat ostatniej wyprawy Piotra Milaniaka ? www.absurd-expedition.com
Krzysztof Boczek
Wyprawa już dobiegała końca, gdy Piotr zaczerpnął wodę do picia z gorących źródeł ? innej nie było w tej pustynnej okolicy płaskowyżu Altiplano. Pierwszego popołudnia ugotował na tej wodzie zupę. Po pół godzinie nagle zachciało mu się spać. Obudził się dopiero rano. Korzystając z tej samej wody, przygotował sobie płatki z mlekiem w proszku. Po śniadaniu przejechał ledwie dwa kilometry i opadł z sił. Kolejnego dnia sytuacja powtórzyła się. Wówczas doszedł do wniosku ? z tą wodą jest coś nie tak. Nie miał innej, nie mógł jechać dalej przez pustynię, dlatego zawrócił. ? Wody występujące w okolicach wulkanów często zawierają arszenik w śladowych ilościach. Czy to było powodem? ? zastanawia się.
Szczeble drabiny
Piotr Milaniak, młody technolog chemiczny, pasjonat wypraw rowerowych w trudno dostępne miejsca świata, swoją przygodę na dwóch kółkach zaczynał od jazdy po Europie. Dziewięć lat temu dojechał o własnych siłach do Wielkiej Brytanii, rok później błądził po ukraińskich Karpatach, by następnego lata zdobywać przełęcze Alp Austriackich. Dopiero po tych doświadczeniach spojrzał na dalsze strony atlasu, podwyższając sobie stopień trudności. W Kirgizji pedałował przez grzbiety i doliny Tien-Szanu, w Indiach zdobywał na dwóch kółkach Himalaje, w Pakistanie ? Karakorum, a w Chinach ? Tybet.
W ubiegłym roku planował eksplorować na rowerze jeden z bardziej zabójczych dla człowieka regionów świata ? Chang Tang w Tybecie. Przejazd przez ten rejon, położony przeciętnie na 5 tys. m n.p.m., byłby piekielnie trudny. Nagrodą miała być fenomenalna, nieskażona ludzkim działaniem przyroda. Los chciał inaczej. Z powodów od Piotra niezależnych musiał przełożyć wyprawę do Chang Tang. Zdecydował się na zdobywanie w 2008 roku innych, skrajnie ekstremalnych obszarów Ziemi ? Altiplano oraz Puna de Atacama ? płaskowyżów w Andach. ? Te górskie pustynie bardzo mnie fascynowały ? tłumaczy. Swoją wyprawę nazwał "Absurd Expedition". Według Piotra, była to pierwsza, polska, samotna przeprawa rowerowa przez te dwa płaskowyże w Ameryce Południowej.
Natura przeciwności
Już pierwszego dnia na Puna de Atacama przekonał się, że będzie trudniej niż myślał. Podczas pedałowania przez piaski, około 14 niespodziewanie zerwał się bardzo silny wiatr ? to znacząco utrudniało jazdę na rowerze. Tuż po zachodzie słońca, gdy próbował rozbić namiot, wichry znowu powróciły. Dopiero nocą było spokojniej, za to drastycznie spadały temperatury, jak się przekonał później ? nawet do ?20°C. Rano zazwyczaj woda była skuta lodem.
Przez resztę wyprawy silne popołudniowe wiatry były stałym elementem dnia. Czasami walcząc z wichrem, mógł tylko pchać rower, i nawet to wykonywał z trudnością. Jeśli wiatr wiał mu w plecy, to miał darmową pomoc przy pedałowaniu. Jednego dnia wicher był tak silny, że nadał Piotrowi prędkość 20 km/h i to podczas jazdy pod górkę. ? Siła wiatru czasami była wręcz niesamowita ? komentuje.
Zdarzało się, że piaski były tak miękkie, że musiał pchać rower i to przez 10 godzin dziennie. Po 4 dniach takiego przebijania się jednośladem z przyczepką (ważyły razem 75?100 kg) nabawił się problemów ze ścięgnem Achillesa oraz stawem biodrowym. Nawet gdy warunki drogowe były korzystne, tzn. trakt składał się z piachu wymieszanego z kamieniami, prędkość jazdy nie przekraczała 5?6 km/h.
Słońce dawało mu się ostro we znaki ? Puna de Atacama jest położona na 4?5,5 tys. m. n.p.m., a na takich wysokościach światło słoneczne ma ogromną moc. Niszczycielską. Każdą odkrytą część ciała smarował kremem z mocnym filtrem 70. To nie wystarczało. Gdy jednego dnia jechał bez kasku, skórę na głowie poparzyło mu przez włosy. Zdarzało się, że od upiornego słońca, w skórze zbierała mu się krew. Dopiero smarowanie maścią cynkową skutecznie chroniło go przed słonecznymi poparzeniami.
W wyniku awarii przyczepki, zamiast 25 litrów wody, mógł zabrać tylko 14. To zmusiło go do zmodyfikowania planów wyprawy, tak, by na jego trasie częściej znajdowały się źródła albo laguny z wodą pitną.
Wyprawa rowerowa przez Altiplano i Puna de Atacama to uczta dla oka. W trakcie 3,5 miesiąca trwania wyprawy pokonał 3,2 tysiące kilometrów. Na Puna i Altiplano po raz pierwszy w historii jego wypraw zabrakło mu wody. ? Bywało źle, ale jakoś wychodziłem z tego cało. Teraz nabrałem przekonania, że zawsze dam sobie radę ? twierdzi.
Więcej na ten temat znajdziecie w 12. Cogito
Zaś więcej na temat ostatniej wyprawy Piotra Milaniaka ? www.absurd-expedition.com


















;D