Prezentacja Pisma
› 12. Cogito
Człowiek z okładki: Blady Kris
redakcja
- artukuł dodany
2009-06-18 13:12
0
1725
Krzysztof Kadela, beatboxer znany jako Blady Kris, uważa że każdy ma jakiś talent, tylko nie każdy wykorzystuje swój potencjał. On swój wykorzystał. Jest założycielem Polskiego Związku Beatboxowego i najbardziej znanym w Polsce nauczycielem beatboxu. Jego talent zaprowadził go do finału programu
?Mam talent?.
Rozmawia Ola Siewko
Czy zdajesz sobie sprawę, że dzięki swemu udziałowi w programie "Mam talent" wprowadziłeś modę na beatboxowanie?
Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Właśnie taki cel przed sobą postawiłem, przychodząc do tego programu. Chciałem, aby Polacy dowiedzieli się o beatboxingu, aby mieli szansę posłuchać, na czym ta sztuka polega.
Jak więc zmieniło się Twoje życie po udziale w programie?
Bardzo się zmieniło. Mam więcej koncertów, więcej osób zgłasza się na moje warsztaty. Mogę śmiało powiedzieć, że teraz jestem w stanie żyć z mojej pasji, czyli beatboxowania. I to nawet całkiem nieźle. A przy tym wciąż czuję się człowiekiem wolnym, twórczym.
Czy trzeba mieć idealny słuch muzyczny, by być dobrym beatboxerem?
W beatboxingu najważniejsze jest poczucie rytmu. Bez tego nigdy nie będzie się dobrym beatboxerem. Tę umiejętność można jednak w sobie wytrenować.
Naprawdę, nie wierzę?
Tak, jest to możliwe, ale wymaga to naprawdę wielu godzin treningu z nomenometru. Wśród moich uczniów byli tacy, którzy na początku nie mieli poczucia rytmu, ale dzięki ćwiczeniom ? nauczyli się!
Wielu osobom wydaje się, że wystarczy wziąć jedną godzinę lekcji i jest się już beatboxerem. To bzdura! Trzeba tysiąca godzin, by poznać swoje ciało, nauczyć się nim posługiwać i w pełni korzystać z możliwości, jakie daje nam nasz aparat mowy. Trzeba dobrze poznać pracę przepony, ust, gardła, krtani. Tylko wtedy jesteśmy w stanie wydobyć z siebie dźwięki, o które siebie nawet nie podejrzewamy. Beatboxing to coś więcej niż dźwiękonaśladownictwo, to świadomość tego, skąd dźwięki pochodzą. Zauważyłem, że ludzie, którzy zajmują się beatboxingiem, o wiele ładniej mówią niż inni. I mam na myśli nie tylko brzmienie głosu, ale sposób wysławiania się. Jest w nas większy szacunek dla słowa, bo za nim stoi myśl. Tego uczę między innymi na warsztatach. Żeby odkryć w sobie moc słowa, dźwięku, trzeba najpierw w siebie uwierzyć. To najważniejsze przesłanie warsztatów beatboxowania. Mówię mym uczniom, by wierzyli w siebie, w swą moc. By nie bali się tego, co są w stanie zrobić.
Widzę, że Twoje warsztaty beatboxowania to również warsztaty terapeutyczne?
Jeśli mam być mistrzem dla moich uczniów ? muszę dać im wiarę w ich zdolności, talent. Muszę dać im siłę. Szczerze mówiąc, właśnie to dawanie ludziom wiary jest dla mnie najcenniejsze i najważniejsze. Ja naprawdę jestem szczęśliwym człowiekiem, gdy widzę, jak moi uczniowie otwierają się na siebie, a potem na beatboxing.
Dla wielu młodych ludzi jesteś mistrzem. A kto był dla Ciebie mistrzem w beatboxingu?
Szczerze? Nie miałem takiego osobistego mistrza, od którego bym się nauczył. Widzisz, 10 lat temu, gdy miałem 13 lat, po raz pierwszy zetknąłem się z beatboxingiem. Wtedy, w Polsce, tylko 20 osób wiedziało, na czym ta sztuka polega. Mój tata jest po akademii muzycznej, więc w domu miałem szansę poznawać różne gatunki muzyczne. Gdy po raz pierwszy usłyszałem beatboxowanie, zachwyciłem się. Słuchałem m.in. tego, co robi Killa Kela, autorytet w beatboxingu. Konsekwentnie ćwiczyłem swój głos, poznawałem ciało. Sam robiłem to wszystko, czego dziś uczę moich uczniów. I przyznaję, że czasem było mi bardzo ciężko, ale konsekwentnie rozwijałem się, inwestowałem w swoją pasję. Po liceum nie stać mnie było na studia, wyjechałem za granicę. Pracowałem w Niemczech i w Anglii, i cały czas szkoliłem się w beatboxingu. Robiłem to po to, by po powrocie do Polski móc zająć się tylko moją pasją. Po 10 latach rozwijania pasji wciąż pracuję nad swoim warsztatem. I nad tym, by coraz więcej Polaków miało szansę spotkać się z tą muzyką. Co prawda, tysiące młodych ludzi wie, na czym to polega, ale w dalszym ciągu tylko 20 zajmuje się profesjonalnie tą dziedziną sztuki. Ja chciałbym, żeby było nas więcej.
Niewielu ludzi ma odwagę, by po ogólniaku, zamiast pójść na studia, zacząć pracować i inwestować w swoją pasję...
No tak, ale ja nie byłem typowym licealistą. (śmiech) Hm, zawsze byłem indywidualistą. Miałem co roku po trzysta godzin nieobecności, zdarzało się więc, że moje przejście do następnej klasy wisiało na włosku. Nie chodziłem do szkoły, ale zawsze miałem wszystkie lektury przeczytane, byłem na bieżąco. Niełatwo mieli ze mną moi ulubieni nauczyciele: pani Anita Skrzoska czy pani Czukiewicz. Dostarczałem im sporo wrażeń, ale myślę, że dziś mogą być ze mnie dumne. A jeszcze, jak się dowiedzą, że będę na okładce "Cogito"?! Wasze pismo bardzo lubiła pani Skrzoska, polecała je wszystkim licealistom. Ja też z "Cogito" korzystałem przed maturą.
No, ale teraz zaczynają się wakacje. Gdzie Cię będzie można spotkać?
Na koncertach, o których dowiecie się z mojej strony www.bladykris.pl. Będę też w Świnoujściu na świetnej imprezie "Karuzela Cooltury", która odbędzie się 17?19 lipca. Będę tam beatboxował i udowadniał, że lepiej mieć życie pełne znaczeń niż pięknych wrażeń. Że warto sobie zadać pytanie: kim jesteśmy i czego tak naprawdę chcemy, a potem... konsekwentnie realizować swe plany i marzenia. Bo o to w życiu chodzi, nie tylko w beatboxowaniu.
Rozmawia Ola Siewko
Czy zdajesz sobie sprawę, że dzięki swemu udziałowi w programie "Mam talent" wprowadziłeś modę na beatboxowanie?
Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Właśnie taki cel przed sobą postawiłem, przychodząc do tego programu. Chciałem, aby Polacy dowiedzieli się o beatboxingu, aby mieli szansę posłuchać, na czym ta sztuka polega.
Jak więc zmieniło się Twoje życie po udziale w programie?
Bardzo się zmieniło. Mam więcej koncertów, więcej osób zgłasza się na moje warsztaty. Mogę śmiało powiedzieć, że teraz jestem w stanie żyć z mojej pasji, czyli beatboxowania. I to nawet całkiem nieźle. A przy tym wciąż czuję się człowiekiem wolnym, twórczym.
Czy trzeba mieć idealny słuch muzyczny, by być dobrym beatboxerem?
W beatboxingu najważniejsze jest poczucie rytmu. Bez tego nigdy nie będzie się dobrym beatboxerem. Tę umiejętność można jednak w sobie wytrenować.
Naprawdę, nie wierzę?
Tak, jest to możliwe, ale wymaga to naprawdę wielu godzin treningu z nomenometru. Wśród moich uczniów byli tacy, którzy na początku nie mieli poczucia rytmu, ale dzięki ćwiczeniom ? nauczyli się!
Wielu osobom wydaje się, że wystarczy wziąć jedną godzinę lekcji i jest się już beatboxerem. To bzdura! Trzeba tysiąca godzin, by poznać swoje ciało, nauczyć się nim posługiwać i w pełni korzystać z możliwości, jakie daje nam nasz aparat mowy. Trzeba dobrze poznać pracę przepony, ust, gardła, krtani. Tylko wtedy jesteśmy w stanie wydobyć z siebie dźwięki, o które siebie nawet nie podejrzewamy. Beatboxing to coś więcej niż dźwiękonaśladownictwo, to świadomość tego, skąd dźwięki pochodzą. Zauważyłem, że ludzie, którzy zajmują się beatboxingiem, o wiele ładniej mówią niż inni. I mam na myśli nie tylko brzmienie głosu, ale sposób wysławiania się. Jest w nas większy szacunek dla słowa, bo za nim stoi myśl. Tego uczę między innymi na warsztatach. Żeby odkryć w sobie moc słowa, dźwięku, trzeba najpierw w siebie uwierzyć. To najważniejsze przesłanie warsztatów beatboxowania. Mówię mym uczniom, by wierzyli w siebie, w swą moc. By nie bali się tego, co są w stanie zrobić.
Widzę, że Twoje warsztaty beatboxowania to również warsztaty terapeutyczne?
Jeśli mam być mistrzem dla moich uczniów ? muszę dać im wiarę w ich zdolności, talent. Muszę dać im siłę. Szczerze mówiąc, właśnie to dawanie ludziom wiary jest dla mnie najcenniejsze i najważniejsze. Ja naprawdę jestem szczęśliwym człowiekiem, gdy widzę, jak moi uczniowie otwierają się na siebie, a potem na beatboxing.
Dla wielu młodych ludzi jesteś mistrzem. A kto był dla Ciebie mistrzem w beatboxingu?
Szczerze? Nie miałem takiego osobistego mistrza, od którego bym się nauczył. Widzisz, 10 lat temu, gdy miałem 13 lat, po raz pierwszy zetknąłem się z beatboxingiem. Wtedy, w Polsce, tylko 20 osób wiedziało, na czym ta sztuka polega. Mój tata jest po akademii muzycznej, więc w domu miałem szansę poznawać różne gatunki muzyczne. Gdy po raz pierwszy usłyszałem beatboxowanie, zachwyciłem się. Słuchałem m.in. tego, co robi Killa Kela, autorytet w beatboxingu. Konsekwentnie ćwiczyłem swój głos, poznawałem ciało. Sam robiłem to wszystko, czego dziś uczę moich uczniów. I przyznaję, że czasem było mi bardzo ciężko, ale konsekwentnie rozwijałem się, inwestowałem w swoją pasję. Po liceum nie stać mnie było na studia, wyjechałem za granicę. Pracowałem w Niemczech i w Anglii, i cały czas szkoliłem się w beatboxingu. Robiłem to po to, by po powrocie do Polski móc zająć się tylko moją pasją. Po 10 latach rozwijania pasji wciąż pracuję nad swoim warsztatem. I nad tym, by coraz więcej Polaków miało szansę spotkać się z tą muzyką. Co prawda, tysiące młodych ludzi wie, na czym to polega, ale w dalszym ciągu tylko 20 zajmuje się profesjonalnie tą dziedziną sztuki. Ja chciałbym, żeby było nas więcej.
Niewielu ludzi ma odwagę, by po ogólniaku, zamiast pójść na studia, zacząć pracować i inwestować w swoją pasję...
No tak, ale ja nie byłem typowym licealistą. (śmiech) Hm, zawsze byłem indywidualistą. Miałem co roku po trzysta godzin nieobecności, zdarzało się więc, że moje przejście do następnej klasy wisiało na włosku. Nie chodziłem do szkoły, ale zawsze miałem wszystkie lektury przeczytane, byłem na bieżąco. Niełatwo mieli ze mną moi ulubieni nauczyciele: pani Anita Skrzoska czy pani Czukiewicz. Dostarczałem im sporo wrażeń, ale myślę, że dziś mogą być ze mnie dumne. A jeszcze, jak się dowiedzą, że będę na okładce "Cogito"?! Wasze pismo bardzo lubiła pani Skrzoska, polecała je wszystkim licealistom. Ja też z "Cogito" korzystałem przed maturą.
No, ale teraz zaczynają się wakacje. Gdzie Cię będzie można spotkać?
Na koncertach, o których dowiecie się z mojej strony www.bladykris.pl. Będę też w Świnoujściu na świetnej imprezie "Karuzela Cooltury", która odbędzie się 17?19 lipca. Będę tam beatboxował i udowadniał, że lepiej mieć życie pełne znaczeń niż pięknych wrażeń. Że warto sobie zadać pytanie: kim jesteśmy i czego tak naprawdę chcemy, a potem... konsekwentnie realizować swe plany i marzenia. Bo o to w życiu chodzi, nie tylko w beatboxowaniu.
















