Prezentacja Pisma
› Już w kioskach
Temat numeru: Oceny na podglądzie
redakcja
- artukuł dodany
2009-05-07 10:25
0
1133
Wirtualne dzienniki mogą wyprzeć papierowe. Oceny w internecie chwalą nauczyciele i rodzice. A uczniowie próbują oswoić się z nieustającą kontrolą.
Ilona Migacz
- Dziś Karol ma matematykę. Nie idzie mu najlepiej, o każdą dopuszczającą ocenę musi walczyć - opowiada Katarzyna Siwek, matka licealisty z Wrocławia. - Gdy lekcja się skończy, zaraz zajrzę do dziennika i będę wiedzieć, czy dziś mu się udało, czy znowu z matematyki dostał jedynkę. To niezły łyk adrenaliny, nie trzeba pić kawy - śmieje się matka. W szkole, do której chodzi Karol, czyli w Elektronicznych Zakładach Naukowych we Wrocławiu, rodzice informacje o ocenach dziecka mogą otrzymywać także esemesem. - Tata bardzo to sobie chwali - opowiada Krzysiek, kolega Karola. W ten sposób jest na bieżąco. Jednak mama Karola z tej opcji nie korzysta. - To już nadmiar wrażeń - ocenia. - Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, jestem w sklepie a tu "pik, pik" esemes "Pani syn dostał dziś jedynkę z fizyki".
To nie Big Brother
W szkole Karola internetowy dziennik szkolny uruchomiono ponad rok temu.
- System jest prosty - objaśnia wicedyrektor Elektronicznych Zakładów Naukowych, Dorota Wilińska. - Gdy uczeń dostaje podczas lekcji ocenę, nauczyciel wpisuje ją do zwykłego papierowego dziennika oraz jednocześnie do elektronicznego. Ocena po kilku minutach pojawia się na internetowym koncie ucznia, tam może zobaczyć ją rodzic - tłumaczy. - Do oceny dołączona jest dodatkowa informacja, kiedy uczeń dostał ten stopień, czy za kartkówkę, czy za odpowiedź.
Są rodzice, którzy otwarcie przyznają się, że kontrolują swoje dzieci poprzez wirtualny dziennik. Tak robi właśnie mama Marcina z Kołobrzegu. - Chłopak ma dopiero 18 lat, kontrola jest potrzebna - twierdzi, choć po chwili dodaje - może lepiej byłoby powiedzieć "opieka", "piecza". W ten sposób trzymam rękę na pulsie. Chodzi mi raczej o uczestniczenie w życiu szkoły i życiu Marcina jako ucznia - wyjaśnia pani Wiesława.
- W poprzedniej szkole, czyli w gimnazjum nie było wirtualnego dziennika - mówi Bartek z Technikum Informatycznego we Wrocławiu. - Zdarzało się, że nie mówiłem rodzicom o szkolnych porażkach i brakowało motywacji do poprawiania ocen na bieżąco. Zostawiałem to na koniec semestru. Wtedy pojawiały się problemy. Nie nadążałem. Teraz jest inaczej - podsumowuje.
Czasami rodzice dowiadują się zbyt szybko - z Bartkiem nie zgadza się Kacper z klasy II technikum informatycznego w Kołobrzegu. - Nie ma problemu, gdy chodzi o oceny pozytywne, ale o jedynce wolałem mówić rodzicom dopiero, gdy ją poprawiłem. Teraz suszą mi głowę pytaniami, kiedy zgłoszę się do odpowiedzi i dlaczego jeszcze tego nie zrobiłem.
- Generalnie wiedza rodziców o szkole jest większa - przyznaje Bartek. - W systemie pojawiają się informacje o nieprzygotowaniu do lekcji czy nieuważaniu na zajęciach. Tego rodzice wcześniej nie wiedzieli, a o to się najbardziej złoszczą - stwierdza ze śmiechem, w którym słychać nutkę rozgoryczenia.
Sławomir Kalinowski - tata Kuby z LO nr 21 we Wrocławiu - jest gorącym orędownikiem elektronicznych dzienników szkolnych. - Zdarza się, że dziecko o problemach nie mówi, bo się boi, jednocześnie nie umie sobie poradzić z porażkami - uzasadnia. - Dzięki lepszej informacji o pracy szkoły i postępach pociechy, rodzic może zaproponować pomoc, wyjść naprzeciw problemom.
I Bartek, i Krzysiek przyznają jednak, że łatwiej się wraca do domu, gdy rodzice wiedzą o szkolnej porażce, niż gdy trzeba samemu im o tym powiedzieć. - Mam porównanie - uzasadnia Krzysiek. - Tato zagląda do wirtualnego dziennika w pracy, więc w domu wystarczy spytać "wiesz już?". Mama z dziennika nie korzysta, dowiaduje się o wszystkim ode mnie i zaczyna się: "jak to, dlaczego, znowu?". Z taty emocje zeszły już wcześniej i rozmowa jest spokojniejsza.
O plusach i minusach internetowych dzienników przeczytacie w 9. Cogito.
A może w Twojej szkole stosuje się już to rozwiązanie? Sprawdza się?
Ilona Migacz
- Dziś Karol ma matematykę. Nie idzie mu najlepiej, o każdą dopuszczającą ocenę musi walczyć - opowiada Katarzyna Siwek, matka licealisty z Wrocławia. - Gdy lekcja się skończy, zaraz zajrzę do dziennika i będę wiedzieć, czy dziś mu się udało, czy znowu z matematyki dostał jedynkę. To niezły łyk adrenaliny, nie trzeba pić kawy - śmieje się matka. W szkole, do której chodzi Karol, czyli w Elektronicznych Zakładach Naukowych we Wrocławiu, rodzice informacje o ocenach dziecka mogą otrzymywać także esemesem. - Tata bardzo to sobie chwali - opowiada Krzysiek, kolega Karola. W ten sposób jest na bieżąco. Jednak mama Karola z tej opcji nie korzysta. - To już nadmiar wrażeń - ocenia. - Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, jestem w sklepie a tu "pik, pik" esemes "Pani syn dostał dziś jedynkę z fizyki".
To nie Big Brother
W szkole Karola internetowy dziennik szkolny uruchomiono ponad rok temu.
- System jest prosty - objaśnia wicedyrektor Elektronicznych Zakładów Naukowych, Dorota Wilińska. - Gdy uczeń dostaje podczas lekcji ocenę, nauczyciel wpisuje ją do zwykłego papierowego dziennika oraz jednocześnie do elektronicznego. Ocena po kilku minutach pojawia się na internetowym koncie ucznia, tam może zobaczyć ją rodzic - tłumaczy. - Do oceny dołączona jest dodatkowa informacja, kiedy uczeń dostał ten stopień, czy za kartkówkę, czy za odpowiedź.
Są rodzice, którzy otwarcie przyznają się, że kontrolują swoje dzieci poprzez wirtualny dziennik. Tak robi właśnie mama Marcina z Kołobrzegu. - Chłopak ma dopiero 18 lat, kontrola jest potrzebna - twierdzi, choć po chwili dodaje - może lepiej byłoby powiedzieć "opieka", "piecza". W ten sposób trzymam rękę na pulsie. Chodzi mi raczej o uczestniczenie w życiu szkoły i życiu Marcina jako ucznia - wyjaśnia pani Wiesława.
- W poprzedniej szkole, czyli w gimnazjum nie było wirtualnego dziennika - mówi Bartek z Technikum Informatycznego we Wrocławiu. - Zdarzało się, że nie mówiłem rodzicom o szkolnych porażkach i brakowało motywacji do poprawiania ocen na bieżąco. Zostawiałem to na koniec semestru. Wtedy pojawiały się problemy. Nie nadążałem. Teraz jest inaczej - podsumowuje.
Czasami rodzice dowiadują się zbyt szybko - z Bartkiem nie zgadza się Kacper z klasy II technikum informatycznego w Kołobrzegu. - Nie ma problemu, gdy chodzi o oceny pozytywne, ale o jedynce wolałem mówić rodzicom dopiero, gdy ją poprawiłem. Teraz suszą mi głowę pytaniami, kiedy zgłoszę się do odpowiedzi i dlaczego jeszcze tego nie zrobiłem.
- Generalnie wiedza rodziców o szkole jest większa - przyznaje Bartek. - W systemie pojawiają się informacje o nieprzygotowaniu do lekcji czy nieuważaniu na zajęciach. Tego rodzice wcześniej nie wiedzieli, a o to się najbardziej złoszczą - stwierdza ze śmiechem, w którym słychać nutkę rozgoryczenia.
Sławomir Kalinowski - tata Kuby z LO nr 21 we Wrocławiu - jest gorącym orędownikiem elektronicznych dzienników szkolnych. - Zdarza się, że dziecko o problemach nie mówi, bo się boi, jednocześnie nie umie sobie poradzić z porażkami - uzasadnia. - Dzięki lepszej informacji o pracy szkoły i postępach pociechy, rodzic może zaproponować pomoc, wyjść naprzeciw problemom.
I Bartek, i Krzysiek przyznają jednak, że łatwiej się wraca do domu, gdy rodzice wiedzą o szkolnej porażce, niż gdy trzeba samemu im o tym powiedzieć. - Mam porównanie - uzasadnia Krzysiek. - Tato zagląda do wirtualnego dziennika w pracy, więc w domu wystarczy spytać "wiesz już?". Mama z dziennika nie korzysta, dowiaduje się o wszystkim ode mnie i zaczyna się: "jak to, dlaczego, znowu?". Z taty emocje zeszły już wcześniej i rozmowa jest spokojniejsza.
O plusach i minusach internetowych dzienników przeczytacie w 9. Cogito.
A może w Twojej szkole stosuje się już to rozwiązanie? Sprawdza się?


















