Prezentacja Pisma
› 8. Cogito
Okno na świat: Pod żaglami przez stepy
redakcja
- artukuł dodany
2009-04-22 13:41
0
927
Polscy studenci przejechali dwoma żaglowozami przez stepy i pustynie Mongolii. To druga tego typu wyprawa Polaków w ten region świata.
Krzysztof Boczek
Przemykali przez pagórkowaty step. Z przodu pędził gaz ? samochód wyprawy ? a za nim szusowały dwa żaglowozy ? bojery z kółkami zamiast łyżew. Pędzili, by zobaczyć, jak wygląda siedem procent pustyni Gobi ? wały piaszczystych wydm. Gdy wieczorem dotarli do pasma piętrzących się sypkich wzgórz, pogoda była wspaniała, wszyscy chodzili w koszulkach z krótkim rękawkiem.
? Widok był cudowny: wydmy skąpane w zachodzącym słońcu, a z jednej ich strony ? nieskończona zieleń stepu, z drugiej ? pasmo gór skalistych ? opisuje Ania Grebieniow, kierownik wyprawy Gobi 2008, w której udział wzięli głównie studenci.
Wieczorem każdy położył się, gdzie popadło: chłopcy w śpiworach na trawie, Ania z Xenią ? w środku auta, Światek ? na jego dachu. Rano nie mogli uwierzyć własnym oczom ? szare niebo śnieżyło, wydmy straciły swój blask złota i nagle zrobiły się siwe. Temperatura spadła poniżej zera. Zaczęła się zima. A oni byli w stepie szerokim, którego okiem nie zmierzysz.
Genesis
Ania Grebieniow, wówczas jeszcze studentka, pisała pracę magisterską o dzikich koniach Przewalskiego, które żyją na wolności tylko w Mongolii. Europejscy naukowcy prowadzili projekt reintrodukcji koni w tym kraju. Kiedy Anka napisała do nich prośbę o udostępnienie informacji o projekcie, ci odpisali: ? Przyjedź sama i zobacz.
Pojechała do Mongolii. Zachwyciły ją olbrzymie przestrzenie, konie, w których grzywach powiewa smak wolności, ostentacyjnie poruszające się wielbłądy, gościnność i prostolinijność pasterzy. Po pierwszej wyprawie wielokrotnie wracała do Monogolii, by przemierzać jej stepy i piaski, by ciągle nie mieć dość. ? Tam jest jakiś magnes, biegun Ziemi dla mnie ? tłumaczy.
Kiedyś przeczytała o wyprawie Wojciecha Skarżyńskiego przez Mongolię. W 1978 roku trójka wówczas młodych Polaków przejechała 800 km po stepach i piaskach Gobi na żaglowozach. Od tego czasu nikt nie powtórzył tego wyczynu. Gdy Ania przez przypadek poznała pana Wojciecha, wpadła na pomysł ? w 30. rocznicę wyprawy w podobny sposób pokonać Gobi.
Przygotowania do wyprawy żaglowozami rozpoczęła jesienią 2007. Ania nauczyła się, jak robić stronę internetową, bo nie miała pieniędzy, by komuś zlecić to zadanie. W przygotowaniach pomagał jej brat studiujący medycynę na Tajwanie, do ekipy dołączył też Światek Rojewski ? chłopak, którego kiedyś poznała w Ułan Bator. Ostatecznie w przygotowaniach i wyprawie brało udział dziewięć osób.
Od końca stycznia do lipca 2008 r pracowali pełną parą: budowali żaglowozy, szukali sponsorów, wysyłali pisma do ambasad. ? Ludzie, którzy organizowali już wcześniej wyprawy, na nasz widok pukali się w głowę. Zapowiadali: "Nie zdążycie tego zrobić" ? wspomina Ania. Od sponsorów uzyskali raptem 5 tys. zł i sprzęt. Entuzjazm dawał im energię do wytężonej pracy. Gdy tracili ducha, dodawał im go ojciec chrzestny wyprawy ? Wojciech Skarżyński. Ktoś z nich zostawił pracę, część się zadłużyła, robili wszystko, by wyprawa doszła do skutku.
Przez wydmy przeciwności
Przeciwności losu towarzyszyły wyprawie od jej początku. W lipcu 2008 żaglowozy pojechały do Mongolii w kontenerach firmy Bracia Urbanek ? eksportera ogórków. Dzięki pomocy tej firmy studenci zaoszczędzili 12 tys. zł. Ekipa Gobi 2008 wyruszyła na Syberię. Kiedy byli nad Bajkałem, Ania zadzwoniła, by sprawdzić, czy kontenery z żaglowozami dotarły już do Ułan Bator. Stały, ale na granicy polsko-białoruskiej. Szok. ? Najwyżej spędzimy święta w Mongolii ? żartowali.
Przez dwa i pół tygodnia oczekiwań na żaglowozy Polacy poznawali region Ułan Bator, przemierzając go w terenowym gazie. Mongolskim wychowankom sierocińca Savio Home Polacy organizowali pokazy kina trójwymiarowego ? koncern HP wyposażył ich w swój sprzęt do prowadzenia takich seansów. Skośnookie maluchy z zapartym tchem oglądały widoki znad Biebrzy i kreskówki w trzech wymiarach.
Kontenery dotarły do stolicy Mongolii w sumie z miesięcznym opóźnieniem. Przed startem Polacy zorganizowali konferencję prasową na temat wyprawy. O Gobi 2008 pisały wszystkie gazety, studentów pokazano w mongolskiej telewizji. Dopiero wówczas wyprawa ruszyła w 1500-kilometrową trasę...
A po relację z trasy odsyłamy do 8. Cogito...
Więcej na temat wyprawy: www.mongolia.info.pl
Krzysztof Boczek
Przemykali przez pagórkowaty step. Z przodu pędził gaz ? samochód wyprawy ? a za nim szusowały dwa żaglowozy ? bojery z kółkami zamiast łyżew. Pędzili, by zobaczyć, jak wygląda siedem procent pustyni Gobi ? wały piaszczystych wydm. Gdy wieczorem dotarli do pasma piętrzących się sypkich wzgórz, pogoda była wspaniała, wszyscy chodzili w koszulkach z krótkim rękawkiem.
? Widok był cudowny: wydmy skąpane w zachodzącym słońcu, a z jednej ich strony ? nieskończona zieleń stepu, z drugiej ? pasmo gór skalistych ? opisuje Ania Grebieniow, kierownik wyprawy Gobi 2008, w której udział wzięli głównie studenci.
Wieczorem każdy położył się, gdzie popadło: chłopcy w śpiworach na trawie, Ania z Xenią ? w środku auta, Światek ? na jego dachu. Rano nie mogli uwierzyć własnym oczom ? szare niebo śnieżyło, wydmy straciły swój blask złota i nagle zrobiły się siwe. Temperatura spadła poniżej zera. Zaczęła się zima. A oni byli w stepie szerokim, którego okiem nie zmierzysz.
Genesis
Ania Grebieniow, wówczas jeszcze studentka, pisała pracę magisterską o dzikich koniach Przewalskiego, które żyją na wolności tylko w Mongolii. Europejscy naukowcy prowadzili projekt reintrodukcji koni w tym kraju. Kiedy Anka napisała do nich prośbę o udostępnienie informacji o projekcie, ci odpisali: ? Przyjedź sama i zobacz.
Pojechała do Mongolii. Zachwyciły ją olbrzymie przestrzenie, konie, w których grzywach powiewa smak wolności, ostentacyjnie poruszające się wielbłądy, gościnność i prostolinijność pasterzy. Po pierwszej wyprawie wielokrotnie wracała do Monogolii, by przemierzać jej stepy i piaski, by ciągle nie mieć dość. ? Tam jest jakiś magnes, biegun Ziemi dla mnie ? tłumaczy.
Kiedyś przeczytała o wyprawie Wojciecha Skarżyńskiego przez Mongolię. W 1978 roku trójka wówczas młodych Polaków przejechała 800 km po stepach i piaskach Gobi na żaglowozach. Od tego czasu nikt nie powtórzył tego wyczynu. Gdy Ania przez przypadek poznała pana Wojciecha, wpadła na pomysł ? w 30. rocznicę wyprawy w podobny sposób pokonać Gobi.
Przygotowania do wyprawy żaglowozami rozpoczęła jesienią 2007. Ania nauczyła się, jak robić stronę internetową, bo nie miała pieniędzy, by komuś zlecić to zadanie. W przygotowaniach pomagał jej brat studiujący medycynę na Tajwanie, do ekipy dołączył też Światek Rojewski ? chłopak, którego kiedyś poznała w Ułan Bator. Ostatecznie w przygotowaniach i wyprawie brało udział dziewięć osób.
Od końca stycznia do lipca 2008 r pracowali pełną parą: budowali żaglowozy, szukali sponsorów, wysyłali pisma do ambasad. ? Ludzie, którzy organizowali już wcześniej wyprawy, na nasz widok pukali się w głowę. Zapowiadali: "Nie zdążycie tego zrobić" ? wspomina Ania. Od sponsorów uzyskali raptem 5 tys. zł i sprzęt. Entuzjazm dawał im energię do wytężonej pracy. Gdy tracili ducha, dodawał im go ojciec chrzestny wyprawy ? Wojciech Skarżyński. Ktoś z nich zostawił pracę, część się zadłużyła, robili wszystko, by wyprawa doszła do skutku.
Przez wydmy przeciwności
Przeciwności losu towarzyszyły wyprawie od jej początku. W lipcu 2008 żaglowozy pojechały do Mongolii w kontenerach firmy Bracia Urbanek ? eksportera ogórków. Dzięki pomocy tej firmy studenci zaoszczędzili 12 tys. zł. Ekipa Gobi 2008 wyruszyła na Syberię. Kiedy byli nad Bajkałem, Ania zadzwoniła, by sprawdzić, czy kontenery z żaglowozami dotarły już do Ułan Bator. Stały, ale na granicy polsko-białoruskiej. Szok. ? Najwyżej spędzimy święta w Mongolii ? żartowali.
Przez dwa i pół tygodnia oczekiwań na żaglowozy Polacy poznawali region Ułan Bator, przemierzając go w terenowym gazie. Mongolskim wychowankom sierocińca Savio Home Polacy organizowali pokazy kina trójwymiarowego ? koncern HP wyposażył ich w swój sprzęt do prowadzenia takich seansów. Skośnookie maluchy z zapartym tchem oglądały widoki znad Biebrzy i kreskówki w trzech wymiarach.
Kontenery dotarły do stolicy Mongolii w sumie z miesięcznym opóźnieniem. Przed startem Polacy zorganizowali konferencję prasową na temat wyprawy. O Gobi 2008 pisały wszystkie gazety, studentów pokazano w mongolskiej telewizji. Dopiero wówczas wyprawa ruszyła w 1500-kilometrową trasę...
A po relację z trasy odsyłamy do 8. Cogito...
Więcej na temat wyprawy: www.mongolia.info.pl

















