Prezentacja Pisma
› 7. Cogito w kioskach
Temat numeru: W stanie spoczynku
redakcja
- artukuł dodany
2009-04-08 15:58
1
1009
Jesteśmy coraz grubsi. Przewrót w tył to dla nas problem. O podciąganiu się na drążku nawet nie warto mówić. Jedyny sport, jaki uprawiamy, to poranny bieg za autobusem. Tacy właśnie jesteśmy. Jeszcze nie wszyscy, ale coraz nas więcej. Pokolenie hamburgera i chipsów
Jan Raszeja
Jesteśmy coraz grubsi. Przewrót w tył to dla nas problem. O podciąganiu się na drążku nawet nie warto mówić. Jedyny sport, jaki uprawiamy, to poranny bieg za autobusem. Tacy właśnie jesteśmy. Jeszcze nie wszyscy, ale coraz nas więcej. Pokolenie hamburgera i chipsów.
Anita Ungerek otwiera grubą teczkę, przerzuca wpięte papiery. ? 46 ? mówi.
? 46 całorocznych zwolnień z wychowania fizycznego. Na około 180 uczniów wszystkich naszych trzecich klas. Internetowe fora też pełne są niechęci do wuefu.
Cinek172: Jestem w technikum i nienawidzę tego przedmiotu. Wiem, że może wiele z Was go lubi, ale ja NIE... tak więc, czy ktoś ma zwolnienie lekarskie z tego przedmiotu i jak tak, to na co, i czy ciężko jest coś takiego załatwić (ile trzeba włożyć do koperty?), bo ja nie wiem, na co mogę sobie załatwić, a na wuef nie mam zamiaru chodzić...
Dex1492: Trudno nie jest, kumpel w tamtym roku poszedł i udawał, że ma coś z mięśniem i lekarz coś tam zrobił, i dał mu zwolnienie na pół roku.
Cama: Nienawidzę wuefu, to najgłupszy i najbardziej bezsensowny przedmiot, jaki istnieje, unikam go, jak tylko się da... według mnie stado dzikusów ganiających za piłką przez 45 minut i wrzeszczących na siebie nawzajem to BEZSENS.
Lepiej już było
Każdy z nas zapewne widział te wybetonowane studnie-podwórka otoczone liniejącymi z tynku kamienicami. Te mizerne skrawki wydeptanych doszczętnie ? kiedyś trawników ? na osiedlach blokowiskach. Biedne to wszystko strasznie. Ale dawniej ? zaraz po szkole, po obiedzie ? zaczynał się tam ruch, który trwał aż do wieczoru, gdy mamy wychylały się z okien i wołały, żeby już, szybko, do domu: odrobić lekcje, zjeść kolacje, spać...
Królową wszystkich podwórek była wtedy piłka nożna. Królem ? trzepak do dywanów; uniwersalny przyrząd gimnastyczny, niezawodny sposób na zaimponowanie znajomym dziewczynom. Gry dziś już zapomniane, to klipa, klasy, dwa ognie, skakanka. Kiedyś na parkowych alejkach (choć niewielu było takimi szczęściarzami i miało park w pobliżu) codziennie odbywały się szaleńcze wyścigi; przed rozpędzonymi rowerami uciekało na boki wszystko, co żywe.
A dziś? Jakoś cicho jest na podwórkach. Osiedlowe skwery służą do wyprowadzania psów. Nikt nie przeszkadza odpoczywać emerytom na parkowych ławkach. Rodzice są spokojni, bo wiedzą, że ich dziecko siedzi w domu i gra w FIFĘ-ileś tam. Jeśli lubi sport, oczywiście.
? Powiem panu, jacy są młodzi ? uśmiecha się niewesoło Maciej Kulczyk, wuefista z bydgoskiego sportowego gimnazjum. ? Niesprawni fizycznie, źle odżywieni, świadomie unikający jakiegokolwiek ruchu.
Naukowcy z warszawskiej AWF zrobili testy mające wykazać, jak teraz jest z tą sprawnością młodzieży. Wyniki porównano z takimi samymi badaniami sprzed 20 lat. Najpierw więc zmierzono dystans, jaki badany jest w stanie pokonać w przeciągu 12 minut. Tylko co trzeci uczeń był w stanie dorównać swym poprzednikom sprzed 20 lat! Pozostali biegali o około 200 metrów mniej. A może chociaż zwis wychodzi lepiej, niż kiedyś (podbródek musi być poniżej drążka)? Proszę bardzo: dawniej młodzi ludzie byli w stanie tak wdzięcznie wisieć od 16 do 17 sekund. Dzisiaj ? najwyżej 10. ? W konsekwencji ? mówi Kulczyk ? z roku na rok mamy coraz większe problemy z wyselekcjonowaniem uczniów do naszych klas sportowych.
Obecnie tylko co czwarty spełnia podstawowe, zresztą także coraz niższe, wymagania.
Ile stron ma medal?
Teresa Żurek, tak jak Anita Ungerek, uczy wuefu w bydgoskim III LO. Mówi o uczniach: ? Gimnastyki nie znoszą. Gry zespołowe ? jeszcze trawią, ale bez żadnego entuzjazmu. ? Przed dwoma laty ? dopowiada Ungerek ? prowadziłam sekcję lekkiej atletyki, miałam w niej pięć dziewcząt. Dziś już żadnej.
Nauczyciele wuefu mówią to samo i niemal tak samo: ani rodzice, ani sami młodzi w najmniejszym stopniu nie są zainteresowani sportem, jakimkolwiek ruchem na świeżym powietrzu. Rodzice chcą mieć święty spokój i dzieci w domu (a komputer to gwarantuje). Niewielu młodych ludzi odczuwa potrzebę podnoszenia swojej sprawności fizycznej. I rzecz wcale nie w wyczynie, klubach, zawodach. Tu chodzi o to, aby bez zadyszki wbiec na piąte piętro, bo akurat winda się zepsuła. Albo przepłynąć jedną długość basenu, choćby żabką. Przyjąć i odbić piłkę podczas plażowego meczu.
Tyle o jednej stronie medalu.
Teraz trochę o drugiej. ? W wielu szkołach ? zwraca uwagę dr Janusz Dobosz z AWF w Warszawie ? zwykła gra w siatkówkę nie jest zabawą, tylko przygotowaniem do rywalizacji sportowej. I kiedy się okaże, że ktoś nie potrafi zagrać piłki za siatkę, to mu się mówi, że jest słaby i do niczego. Trudno nie zrozumieć tych osób, które nie chcą być ośmieszane. Tymczasem najważniejsza powinna być tzw. zdrowotna sprawność fizyczna ? człowiek powinien chcieć ruszać się po to, aby być zdrowym i czerpać radość z życia, a nie bić kolejne rekordy.
? Powiem, dlaczego nie lubię wuefu ? Marcin, licealny drugoklasista, zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt: ? Szatnię mamy taką, że przebierać się trzeba prawie na korytarzu, prysznice ? zapomnij. Sama sala do ćwiczeń jest wielkości dwóch klas, a nową halę budują i budują. Mamy jeszcze taki pokoik, w którym stoi stół do pingla. To wszystko.
? Im bliżej matury ? to już Aga z trzeciej klasy ? tym częściej słyszymy od nauczycieli, żebyśmy skoncentrowali się na przedmiotach maturalnych, bo od tego wszystko zależy. Jasne, że nikt nas nie namawia do olewania wychowania fizycznego, ale mądrej głowie starczy pół słowa, zresztą człowiek sam jest przerażony, że mu tak mało czasu zostało. Ale wuefiści wiedzą swoje: jakby się chciało, to by się ćwiczyło, żaden kłopot.
? W pierwszej klasie ? mówi Teresa Żurek ? jeszcze się starają, widać, że im zależy. Im starsi, tym okazują się być coraz bardziej chorzy. W jednym z sieradzkich gimnazjów na 600 dzieci 30 miało całoroczne zwolnienia z wuefu. W VIII łódzkim LO spośród 530 uczniów ? aż 50. Najczęściej ? sprawdzono to kiedyś ? zwolnienia wypisują pediatrzy i ortopedzi, zaraz potem swoje robią: okuliści, lekarze rodzinni i ci bez żadnej specjalizacji. Na kartkach wyrwanych z zeszytu, na odwrocie ulotek reklamujących leki. Bez podania przyczyny zwolnienia. "Niezdolny do zajęć z WF-u" ? piszą. A szkoła nie ma prawa dociekać powodów, musi takie zaświadczenia zaakceptować.
Kilogramy w stanie spoczynku
? Przychodzą do szkoły o 7.10 ? mówi wuefista Kulczyk ? i jedzą swoje pierwsze śniadanie, czyli chipsy popijane pepsi z automatu. A gdy zsumować niechęć do ruszania się i niewłaściwe odżywianie, to wychodzi prawdziwy dramat. Taki dramat, który już dawno zaczął się w USA. Czasami można to obejrzeć w telewizji, ale jednak zobaczyć na własne oczy ? to dopiero szok. Podczas swojego pierwszego pobytu w Stanach ze zdumieniem oglądałem tłumy grubasów, bez różnicy płci i wieku. Szerokie ulice pełne szerokich ludzi. Z czasem ten widok przestał mnie dziwić, zacząłem też szybko przywykać do własnych, ojczystych tłuściochów. Nie miałem z tym kłopotu: połowa dorosłych Polaków cierpi na nadwagę (według medycznej nomenklatury ten termin oznacza ostatni dzwonek ostrzegawczy) lub wręcz otyłość (pozamiatane, już za późno).
Śladami dorosłych dzielnie podąża młode pokolenie. Oblicza się, że około 10 procent nastolatków ma nadwagę. Ale to średnia krajowa ? im większe miasto, tym gorzej. W Łodzi przebadano 27 tysięcy uczniów ze 111 szkół. 15 procent z nich ważyło zbyt wiele jak na swój wiek, kilkudziesięciu, u których wykryto nadciśnienie, trzeba było skierować na dalsze badania.
Naturalnie otyłość wynika z wielu przyczyn, wcale nie tylko z niewłaściwego odżywiania. Może być wynikiem choroby, mieć uwarunkowania genetyczne. Ale brak ruchu zawsze robi za jej tło.
? Nigdy dotąd nie widziałam ? mówi Teresa Żurek ? tylu młodych dziewczyn z celulitem, po prostu grubych. ? Ale to jakby nie było dla nich istotne. Mówię im, że kiedyś będą wydawały duże pieniądze na fitness. Nie dociera. Dziś najważniejsze są dla nich pomalowane paznokcie, oczy. A gimnastyka? Boże broń.
Winni z orlikiem w tle
I tak wróciliśmy do punktu wyjścia, więc dobrze byłoby na koniec pokazać winnych. Kolejność przypadkowa.
* My sami, bo nam się po prostu nie chce.
* Komputer, bo to ulubiona rozrywka i sposób spędzania wolnego czasu.
* Szkoła, bo zdarzają się nieatrakcyjnie prowadzone zajęcia, baza sportowa często woła o pomstę do nieba (byłem niedawno w szkole, w której w styczniu w ogóle nie było wuefu, bo stare okna przepuszczały do wnętrza mroźne powietrze).
* Rodzice, bo sami już trochę pozapominali, jak to z nimi było, poza tym dziecko w domu pod kontrolą to wygodniejsze rozwiązanie niż szalejące gdzieś z piłką. A młody sportowiec w rodzinie to też niemały wydatek (trzeba go wyposażyć, zawieźć na zajęcia, przywieźć, klub kosztuje).
* Winny jest też ogólny brak pieniędzy na sport. Jeden "orlik" w gminie jest dobrym rozwiązaniem, gdy gmina ma 15 tysięcy obywateli, ale cóż po jednym boisku "orliku" w 400-tysięcznym mieście? A gdzie osiedlowe baseny, ogólnodostępne stadiony, boiska do koszykówki czy siatkówki?
Ktoś może się skrzywić, że brak sportowej bazy usadziłem na końcu ławy oskarżonych. Pewnie wśród niezgadzających się z takim jej ulokowaniem znajdą się nauczyciele, z którymi rozmawiałem. Bo wszyscy mówili mi: ach, gdyby na każdym osiedlu było boisko, byłoby inaczej, lepiej, młodzież miałaby się gdzie ruszać, grać w to albo w tamto. Mają rację, choć ja każdemu chętnie bym przypomniał te kawałki zadeptanej ziemi między blokami, które kiedyś pełne były dzieciaków biegających za piłką. Te podwórka z trzepakami, które robiły za drążki do ćwiczeń. I te dawniejsze lekcje wuefu prowadzone na szkolnych korytarzach "tysiąclatek". W każdej "tysiąclatce" była, co prawda, sala gimnastyczna, ale dzieci było tyle, że nie mieściły się w niej nawet na szkolnych akademiach. Chciałbym jeszcze przypomnieć dawniejsze szkolne kluby i koła sportowe ? należeć do nich ? było naprawdę w dobrym tonie. Ale dość wspomnień.
Ulubione dyscypliny zdyscyplinowanych
Co uprawiają ci, którzy nie gardzą sportem? Wśród ulubionych dyscyplin wymieniane są najczęściej gry zespołowe: piłka nożna (ale im ktoś starszy, tym gra rzadziej), siatkówka (lubią ją nawet dziewczęta), koszykówka. Nie stroni się od jazdy na rowerze (jednak traktuje się to raczej rekreacyjnie aniżeli wyczynowo) oraz pływania (podobnie). Właściwie nie ma rodzajów sportu, które by nie miały grupy czynnych zwolenników. Dotyczy to także jazdy konnej, strzelectwa, gimnastyki artystycznej, paralotniarstwa.
Jan Raszeja
Jesteśmy coraz grubsi. Przewrót w tył to dla nas problem. O podciąganiu się na drążku nawet nie warto mówić. Jedyny sport, jaki uprawiamy, to poranny bieg za autobusem. Tacy właśnie jesteśmy. Jeszcze nie wszyscy, ale coraz nas więcej. Pokolenie hamburgera i chipsów.
Anita Ungerek otwiera grubą teczkę, przerzuca wpięte papiery. ? 46 ? mówi.
? 46 całorocznych zwolnień z wychowania fizycznego. Na około 180 uczniów wszystkich naszych trzecich klas. Internetowe fora też pełne są niechęci do wuefu.
Cinek172: Jestem w technikum i nienawidzę tego przedmiotu. Wiem, że może wiele z Was go lubi, ale ja NIE... tak więc, czy ktoś ma zwolnienie lekarskie z tego przedmiotu i jak tak, to na co, i czy ciężko jest coś takiego załatwić (ile trzeba włożyć do koperty?), bo ja nie wiem, na co mogę sobie załatwić, a na wuef nie mam zamiaru chodzić...
Dex1492: Trudno nie jest, kumpel w tamtym roku poszedł i udawał, że ma coś z mięśniem i lekarz coś tam zrobił, i dał mu zwolnienie na pół roku.
Cama: Nienawidzę wuefu, to najgłupszy i najbardziej bezsensowny przedmiot, jaki istnieje, unikam go, jak tylko się da... według mnie stado dzikusów ganiających za piłką przez 45 minut i wrzeszczących na siebie nawzajem to BEZSENS.
Lepiej już było
Każdy z nas zapewne widział te wybetonowane studnie-podwórka otoczone liniejącymi z tynku kamienicami. Te mizerne skrawki wydeptanych doszczętnie ? kiedyś trawników ? na osiedlach blokowiskach. Biedne to wszystko strasznie. Ale dawniej ? zaraz po szkole, po obiedzie ? zaczynał się tam ruch, który trwał aż do wieczoru, gdy mamy wychylały się z okien i wołały, żeby już, szybko, do domu: odrobić lekcje, zjeść kolacje, spać...
Królową wszystkich podwórek była wtedy piłka nożna. Królem ? trzepak do dywanów; uniwersalny przyrząd gimnastyczny, niezawodny sposób na zaimponowanie znajomym dziewczynom. Gry dziś już zapomniane, to klipa, klasy, dwa ognie, skakanka. Kiedyś na parkowych alejkach (choć niewielu było takimi szczęściarzami i miało park w pobliżu) codziennie odbywały się szaleńcze wyścigi; przed rozpędzonymi rowerami uciekało na boki wszystko, co żywe.
A dziś? Jakoś cicho jest na podwórkach. Osiedlowe skwery służą do wyprowadzania psów. Nikt nie przeszkadza odpoczywać emerytom na parkowych ławkach. Rodzice są spokojni, bo wiedzą, że ich dziecko siedzi w domu i gra w FIFĘ-ileś tam. Jeśli lubi sport, oczywiście.
? Powiem panu, jacy są młodzi ? uśmiecha się niewesoło Maciej Kulczyk, wuefista z bydgoskiego sportowego gimnazjum. ? Niesprawni fizycznie, źle odżywieni, świadomie unikający jakiegokolwiek ruchu.
Naukowcy z warszawskiej AWF zrobili testy mające wykazać, jak teraz jest z tą sprawnością młodzieży. Wyniki porównano z takimi samymi badaniami sprzed 20 lat. Najpierw więc zmierzono dystans, jaki badany jest w stanie pokonać w przeciągu 12 minut. Tylko co trzeci uczeń był w stanie dorównać swym poprzednikom sprzed 20 lat! Pozostali biegali o około 200 metrów mniej. A może chociaż zwis wychodzi lepiej, niż kiedyś (podbródek musi być poniżej drążka)? Proszę bardzo: dawniej młodzi ludzie byli w stanie tak wdzięcznie wisieć od 16 do 17 sekund. Dzisiaj ? najwyżej 10. ? W konsekwencji ? mówi Kulczyk ? z roku na rok mamy coraz większe problemy z wyselekcjonowaniem uczniów do naszych klas sportowych.
Obecnie tylko co czwarty spełnia podstawowe, zresztą także coraz niższe, wymagania.
Ile stron ma medal?
Teresa Żurek, tak jak Anita Ungerek, uczy wuefu w bydgoskim III LO. Mówi o uczniach: ? Gimnastyki nie znoszą. Gry zespołowe ? jeszcze trawią, ale bez żadnego entuzjazmu. ? Przed dwoma laty ? dopowiada Ungerek ? prowadziłam sekcję lekkiej atletyki, miałam w niej pięć dziewcząt. Dziś już żadnej.
Nauczyciele wuefu mówią to samo i niemal tak samo: ani rodzice, ani sami młodzi w najmniejszym stopniu nie są zainteresowani sportem, jakimkolwiek ruchem na świeżym powietrzu. Rodzice chcą mieć święty spokój i dzieci w domu (a komputer to gwarantuje). Niewielu młodych ludzi odczuwa potrzebę podnoszenia swojej sprawności fizycznej. I rzecz wcale nie w wyczynie, klubach, zawodach. Tu chodzi o to, aby bez zadyszki wbiec na piąte piętro, bo akurat winda się zepsuła. Albo przepłynąć jedną długość basenu, choćby żabką. Przyjąć i odbić piłkę podczas plażowego meczu.
Tyle o jednej stronie medalu.
Teraz trochę o drugiej. ? W wielu szkołach ? zwraca uwagę dr Janusz Dobosz z AWF w Warszawie ? zwykła gra w siatkówkę nie jest zabawą, tylko przygotowaniem do rywalizacji sportowej. I kiedy się okaże, że ktoś nie potrafi zagrać piłki za siatkę, to mu się mówi, że jest słaby i do niczego. Trudno nie zrozumieć tych osób, które nie chcą być ośmieszane. Tymczasem najważniejsza powinna być tzw. zdrowotna sprawność fizyczna ? człowiek powinien chcieć ruszać się po to, aby być zdrowym i czerpać radość z życia, a nie bić kolejne rekordy.
? Powiem, dlaczego nie lubię wuefu ? Marcin, licealny drugoklasista, zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt: ? Szatnię mamy taką, że przebierać się trzeba prawie na korytarzu, prysznice ? zapomnij. Sama sala do ćwiczeń jest wielkości dwóch klas, a nową halę budują i budują. Mamy jeszcze taki pokoik, w którym stoi stół do pingla. To wszystko.
? Im bliżej matury ? to już Aga z trzeciej klasy ? tym częściej słyszymy od nauczycieli, żebyśmy skoncentrowali się na przedmiotach maturalnych, bo od tego wszystko zależy. Jasne, że nikt nas nie namawia do olewania wychowania fizycznego, ale mądrej głowie starczy pół słowa, zresztą człowiek sam jest przerażony, że mu tak mało czasu zostało. Ale wuefiści wiedzą swoje: jakby się chciało, to by się ćwiczyło, żaden kłopot.
? W pierwszej klasie ? mówi Teresa Żurek ? jeszcze się starają, widać, że im zależy. Im starsi, tym okazują się być coraz bardziej chorzy. W jednym z sieradzkich gimnazjów na 600 dzieci 30 miało całoroczne zwolnienia z wuefu. W VIII łódzkim LO spośród 530 uczniów ? aż 50. Najczęściej ? sprawdzono to kiedyś ? zwolnienia wypisują pediatrzy i ortopedzi, zaraz potem swoje robią: okuliści, lekarze rodzinni i ci bez żadnej specjalizacji. Na kartkach wyrwanych z zeszytu, na odwrocie ulotek reklamujących leki. Bez podania przyczyny zwolnienia. "Niezdolny do zajęć z WF-u" ? piszą. A szkoła nie ma prawa dociekać powodów, musi takie zaświadczenia zaakceptować.
Kilogramy w stanie spoczynku
? Przychodzą do szkoły o 7.10 ? mówi wuefista Kulczyk ? i jedzą swoje pierwsze śniadanie, czyli chipsy popijane pepsi z automatu. A gdy zsumować niechęć do ruszania się i niewłaściwe odżywianie, to wychodzi prawdziwy dramat. Taki dramat, który już dawno zaczął się w USA. Czasami można to obejrzeć w telewizji, ale jednak zobaczyć na własne oczy ? to dopiero szok. Podczas swojego pierwszego pobytu w Stanach ze zdumieniem oglądałem tłumy grubasów, bez różnicy płci i wieku. Szerokie ulice pełne szerokich ludzi. Z czasem ten widok przestał mnie dziwić, zacząłem też szybko przywykać do własnych, ojczystych tłuściochów. Nie miałem z tym kłopotu: połowa dorosłych Polaków cierpi na nadwagę (według medycznej nomenklatury ten termin oznacza ostatni dzwonek ostrzegawczy) lub wręcz otyłość (pozamiatane, już za późno).
Śladami dorosłych dzielnie podąża młode pokolenie. Oblicza się, że około 10 procent nastolatków ma nadwagę. Ale to średnia krajowa ? im większe miasto, tym gorzej. W Łodzi przebadano 27 tysięcy uczniów ze 111 szkół. 15 procent z nich ważyło zbyt wiele jak na swój wiek, kilkudziesięciu, u których wykryto nadciśnienie, trzeba było skierować na dalsze badania.
Naturalnie otyłość wynika z wielu przyczyn, wcale nie tylko z niewłaściwego odżywiania. Może być wynikiem choroby, mieć uwarunkowania genetyczne. Ale brak ruchu zawsze robi za jej tło.
? Nigdy dotąd nie widziałam ? mówi Teresa Żurek ? tylu młodych dziewczyn z celulitem, po prostu grubych. ? Ale to jakby nie było dla nich istotne. Mówię im, że kiedyś będą wydawały duże pieniądze na fitness. Nie dociera. Dziś najważniejsze są dla nich pomalowane paznokcie, oczy. A gimnastyka? Boże broń.
Winni z orlikiem w tle
I tak wróciliśmy do punktu wyjścia, więc dobrze byłoby na koniec pokazać winnych. Kolejność przypadkowa.
* My sami, bo nam się po prostu nie chce.
* Komputer, bo to ulubiona rozrywka i sposób spędzania wolnego czasu.
* Szkoła, bo zdarzają się nieatrakcyjnie prowadzone zajęcia, baza sportowa często woła o pomstę do nieba (byłem niedawno w szkole, w której w styczniu w ogóle nie było wuefu, bo stare okna przepuszczały do wnętrza mroźne powietrze).
* Rodzice, bo sami już trochę pozapominali, jak to z nimi było, poza tym dziecko w domu pod kontrolą to wygodniejsze rozwiązanie niż szalejące gdzieś z piłką. A młody sportowiec w rodzinie to też niemały wydatek (trzeba go wyposażyć, zawieźć na zajęcia, przywieźć, klub kosztuje).
* Winny jest też ogólny brak pieniędzy na sport. Jeden "orlik" w gminie jest dobrym rozwiązaniem, gdy gmina ma 15 tysięcy obywateli, ale cóż po jednym boisku "orliku" w 400-tysięcznym mieście? A gdzie osiedlowe baseny, ogólnodostępne stadiony, boiska do koszykówki czy siatkówki?
Ktoś może się skrzywić, że brak sportowej bazy usadziłem na końcu ławy oskarżonych. Pewnie wśród niezgadzających się z takim jej ulokowaniem znajdą się nauczyciele, z którymi rozmawiałem. Bo wszyscy mówili mi: ach, gdyby na każdym osiedlu było boisko, byłoby inaczej, lepiej, młodzież miałaby się gdzie ruszać, grać w to albo w tamto. Mają rację, choć ja każdemu chętnie bym przypomniał te kawałki zadeptanej ziemi między blokami, które kiedyś pełne były dzieciaków biegających za piłką. Te podwórka z trzepakami, które robiły za drążki do ćwiczeń. I te dawniejsze lekcje wuefu prowadzone na szkolnych korytarzach "tysiąclatek". W każdej "tysiąclatce" była, co prawda, sala gimnastyczna, ale dzieci było tyle, że nie mieściły się w niej nawet na szkolnych akademiach. Chciałbym jeszcze przypomnieć dawniejsze szkolne kluby i koła sportowe ? należeć do nich ? było naprawdę w dobrym tonie. Ale dość wspomnień.
Ulubione dyscypliny zdyscyplinowanych
Co uprawiają ci, którzy nie gardzą sportem? Wśród ulubionych dyscyplin wymieniane są najczęściej gry zespołowe: piłka nożna (ale im ktoś starszy, tym gra rzadziej), siatkówka (lubią ją nawet dziewczęta), koszykówka. Nie stroni się od jazdy na rowerze (jednak traktuje się to raczej rekreacyjnie aniżeli wyczynowo) oraz pływania (podobnie). Właściwie nie ma rodzajów sportu, które by nie miały grupy czynnych zwolenników. Dotyczy to także jazdy konnej, strzelectwa, gimnastyki artystycznej, paralotniarstwa.















