Prezentacja Pisma
› 4. Cogito od 19 lutego
Okno na świat: Na łodzi z patyczków po lodach
redakcja
- artukuł dodany
2008-02-21 11:47
0
1147
Międzynarodowa załoga, m.in. z Polakiem, pod przywództwem znanego kaskadera, chce dopłynąć na łodzi wikingów z Europy aż na Florydę. Łodzi wykonanej z milionów patyczków po lodach.
?Możesz dokonać czegokolwiek, jeśli masz cel i motyw. Ja mam obydwie te rzeczy? kapitan Robert McDonald
Historia zaczyna się od kapitana łodzi - Roberta McDonald?a. Ten światowej sławy kaskader ma już niejedne szaleństwo na swoim koncie.
Jeden z jego pierwszych wyczynów kaskaderskich w amerykańskich filmach już pobił rekord Guinessa. W ?Blues Brothers? Robert pofrunął 40 metrów w rozpędzonym cadillacu między dwoma otwartymi przęsłami mostu zwodzonego, nad 100 metrową przepaścią. I przeżył. Jak wiele innych swoich szalonych wyczynów.
Władca rekordów
Robert McDonald wystąpił jako kaskader w około 400 filmach. W hollywodzkiej Alei Sław kaskaderskich jego nazwisko jest obok tak znanych aktorów (i czasami kaskaderów) jak John Wayne, Kirk Douglas, czy słynny Jackie Chan.
Na to Robert zapracował. Motywacja - to jego silnik napędowy. W 1969 roku, gdy miał 14 lat, w pożarze domu zginęła prawie cała jego rodzina, w tym pięcioro rodzeństwa. On sam miał mocno spalone ramię i plecy. W sumie 70% jego ciała uległo ostrym poparzeniom. Lekarze zalecali operację rekonstruującą, a i tak przewidywali, że Robert nie będzie mógł ruszać ramieniem. Nigdy więcej. - A ja powiedziałem sobie, że będę supermenem! - mówi w rozmowie z Cogito. Od tego czasu ?nie mogę?, ?nie chce mi się? zniknęły z jego słownika.
Od operacji nosi w swoim ciele wiele metalowych części spinających jego kości. Ale osiągnął najwyższe laury w tym co robi.
McDonald znalazł także inny sens życia - bicie rekordów, których nikt nawet nie spróbuje pobić. I tak przez 3 dni w amerykańskiej telewizji, non stop opowiadał kawały a przez 30 dni non stop bujał się w fotelu. Zbudował też największy na świecie latawiec - kilometr szeroki i prawie 2 km długi. W powietrze uniosła go 40 tonowa ciężarówka. - Ten latawiec to było coś. Prawie rok go zszywałem - śmieje się Robert. Do teraz jest właścicielem 30 rekordów Guinessa. - 90% sukcesu to determinacja i motywy dla których chce się coś robić - mówi Robert.
Druga rzecz, która nadaje sens jego życiu, to pomaganie dzieciakom. Prowadzi Fundację Serce Morza wspierającą dzieci na całym świecie, jeździ po krajach i rozdaje tysiące maskotek. Za swoją wieloletnią działalność charytatywną, codziennie dostaje 15 tysięcy e-maili od dzieciaków w różnych językach świata, a w 1987 roku dostał Medal Honoru, od Kongresu USA. - Jestem Piotrusiem Panem. Schodzę do poziomu dzieci i rozmawiam z nimi - wyjaśnia dlaczego tak uwielbiają go milusińscy. -To duży dzieciak, z olbrzymią charyzmą - potwierdza Rafał Kasprzak, który zna Roberta.
W ubiegłym roku odwiedził polskie dzieci, ma zamiar zrobić to wkrótce. A wszystko w związku z nowym przedsięwzięciem.
Młot Thora
Kilka lat temu wpadł na kolejny szalony pomysł - zbudować łódź wikingów z patyczków po lodach i popłynąć nią z Europy do USA. Przez 4 lata, 5 tysięcy dzieci z całego świata zbierało sumiennie patyczki po lodach i wysyłało je Robertowi. W sumie zebrano 15 mln patyczków, które ważyły 8 ton. W ciągu 4 lat stopniowo Robert budował Młot Thora - łódź wikingów. Patyczki prasował i doklejał do reszty tworząc belki, deski, krokwie łodzi.
W ubiegłym roku statek zwodowano. Łódź waży 10,5 tony (15 milionów patyczków po lodach + 2,5 tony kleju) i jest długa na 14.9 m - to największy na świecie ruchomy obiekt wybudowany z materiału recyclingowanego. Specyficzna budowa powoduje, że jest nawet bardziej elastyczna, niż gdyby ją wykonać z drewna. Jedyna część z litego drewna to maszt. Załoga będzie spała w dwu malutkich przybudówkach - wchodzi się do nich na kolanach, ledwo starcza miejsca.
W ubiegłym roku kapitan zbierał załogę w internecie. Wśród 6 osób, które są w niej obecnie, jest także młody Polak, absolwent politologii - Rafał Kasprzak z Murowanej Gośliny. Rafał, który ma bardzo niewielkie doświadczenie w żeglowaniu, nie ukrywa, że trafił do załogi przez przypadek. -Przyjaciel z Alaski, który płynie, namówił mnie na ten rejs - tłumaczy. Długo się nie zastanawiał. -Ile będę miał okazji w swoim życiu, by coś takiego przeżyć? - pomyślał Rafał i zgłosił się. Kapitan zaakceptował kandydaturę, Polak zrezygnował z pracy.
Kapitan nadal poszukuje dwóch członków załogi, która ma być jak najbardziej międzynarodowa.
Więcej przeczytacie w 4. Cogito
?Możesz dokonać czegokolwiek, jeśli masz cel i motyw. Ja mam obydwie te rzeczy? kapitan Robert McDonald
Historia zaczyna się od kapitana łodzi - Roberta McDonald?a. Ten światowej sławy kaskader ma już niejedne szaleństwo na swoim koncie.
Jeden z jego pierwszych wyczynów kaskaderskich w amerykańskich filmach już pobił rekord Guinessa. W ?Blues Brothers? Robert pofrunął 40 metrów w rozpędzonym cadillacu między dwoma otwartymi przęsłami mostu zwodzonego, nad 100 metrową przepaścią. I przeżył. Jak wiele innych swoich szalonych wyczynów.
Władca rekordów
Robert McDonald wystąpił jako kaskader w około 400 filmach. W hollywodzkiej Alei Sław kaskaderskich jego nazwisko jest obok tak znanych aktorów (i czasami kaskaderów) jak John Wayne, Kirk Douglas, czy słynny Jackie Chan.
Na to Robert zapracował. Motywacja - to jego silnik napędowy. W 1969 roku, gdy miał 14 lat, w pożarze domu zginęła prawie cała jego rodzina, w tym pięcioro rodzeństwa. On sam miał mocno spalone ramię i plecy. W sumie 70% jego ciała uległo ostrym poparzeniom. Lekarze zalecali operację rekonstruującą, a i tak przewidywali, że Robert nie będzie mógł ruszać ramieniem. Nigdy więcej. - A ja powiedziałem sobie, że będę supermenem! - mówi w rozmowie z Cogito. Od tego czasu ?nie mogę?, ?nie chce mi się? zniknęły z jego słownika.
Od operacji nosi w swoim ciele wiele metalowych części spinających jego kości. Ale osiągnął najwyższe laury w tym co robi.
McDonald znalazł także inny sens życia - bicie rekordów, których nikt nawet nie spróbuje pobić. I tak przez 3 dni w amerykańskiej telewizji, non stop opowiadał kawały a przez 30 dni non stop bujał się w fotelu. Zbudował też największy na świecie latawiec - kilometr szeroki i prawie 2 km długi. W powietrze uniosła go 40 tonowa ciężarówka. - Ten latawiec to było coś. Prawie rok go zszywałem - śmieje się Robert. Do teraz jest właścicielem 30 rekordów Guinessa. - 90% sukcesu to determinacja i motywy dla których chce się coś robić - mówi Robert.
Druga rzecz, która nadaje sens jego życiu, to pomaganie dzieciakom. Prowadzi Fundację Serce Morza wspierającą dzieci na całym świecie, jeździ po krajach i rozdaje tysiące maskotek. Za swoją wieloletnią działalność charytatywną, codziennie dostaje 15 tysięcy e-maili od dzieciaków w różnych językach świata, a w 1987 roku dostał Medal Honoru, od Kongresu USA. - Jestem Piotrusiem Panem. Schodzę do poziomu dzieci i rozmawiam z nimi - wyjaśnia dlaczego tak uwielbiają go milusińscy. -To duży dzieciak, z olbrzymią charyzmą - potwierdza Rafał Kasprzak, który zna Roberta.
W ubiegłym roku odwiedził polskie dzieci, ma zamiar zrobić to wkrótce. A wszystko w związku z nowym przedsięwzięciem.
Młot Thora
Kilka lat temu wpadł na kolejny szalony pomysł - zbudować łódź wikingów z patyczków po lodach i popłynąć nią z Europy do USA. Przez 4 lata, 5 tysięcy dzieci z całego świata zbierało sumiennie patyczki po lodach i wysyłało je Robertowi. W sumie zebrano 15 mln patyczków, które ważyły 8 ton. W ciągu 4 lat stopniowo Robert budował Młot Thora - łódź wikingów. Patyczki prasował i doklejał do reszty tworząc belki, deski, krokwie łodzi.
W ubiegłym roku statek zwodowano. Łódź waży 10,5 tony (15 milionów patyczków po lodach + 2,5 tony kleju) i jest długa na 14.9 m - to największy na świecie ruchomy obiekt wybudowany z materiału recyclingowanego. Specyficzna budowa powoduje, że jest nawet bardziej elastyczna, niż gdyby ją wykonać z drewna. Jedyna część z litego drewna to maszt. Załoga będzie spała w dwu malutkich przybudówkach - wchodzi się do nich na kolanach, ledwo starcza miejsca.
W ubiegłym roku kapitan zbierał załogę w internecie. Wśród 6 osób, które są w niej obecnie, jest także młody Polak, absolwent politologii - Rafał Kasprzak z Murowanej Gośliny. Rafał, który ma bardzo niewielkie doświadczenie w żeglowaniu, nie ukrywa, że trafił do załogi przez przypadek. -Przyjaciel z Alaski, który płynie, namówił mnie na ten rejs - tłumaczy. Długo się nie zastanawiał. -Ile będę miał okazji w swoim życiu, by coś takiego przeżyć? - pomyślał Rafał i zgłosił się. Kapitan zaakceptował kandydaturę, Polak zrezygnował z pracy.
Kapitan nadal poszukuje dwóch członków załogi, która ma być jak najbardziej międzynarodowa.
Więcej przeczytacie w 4. Cogito
















