Wtorek, 22 Maja 2012. Imieniny: Heleny, Wiesławy
POWODZENIA NA DZISIEJSZEJ
MATURZE!

Wyszukaj zaawansowane
Teraz w Cogito
Archiwum
Uczciwość – czy jeszcze istnieje?

Chciałabym poruszyć sprawę zanikającej, niestety, wartości, nawet cnoty, jaką jest uczciwość. Zanik (...)ostępują nieuczciwie, a zarazem niemoralnie, dlaczego ja mam być inny/a? To popularne usprawiedliwienie.

Znajdź uczelnię

Typ uczelni:
Województwo:
Kierunek studiów:
Rodzaj studiów:
Szukana fraza:

Ankieta

Angielski na maturze był:
prosty
może być
trudny

Prezentacja Pisma › 4. Cogito od 19 lutego

Dzisiaj szkoła: Uliczna w bramkę kopana

Komentarze 0  Odsłony 1163

Linkownia

Wykop Gwar Digg Del.icio.us Linkr Reddit
Wybijaliśmy dziurę w suficie piwnicy i wchodziliśmy opędzlować sklep przez podłogę. Oni zalepiali, a my za dwa miesiące znowu, bum, łomem. Uliczna kopana mi życie uratowała, bo bym teraz w kryminale gnił jak koledzy, którzy w procederze podłogowym zostali.

Marek Łuszczyna

The Mountain Man zalewa
Robert Tysiączny wiedział, że zostanie piłkarzem i do pewnego momentu było to jasne także dla trenerów Zawiszy Bydgoszcz. Miał siedem lat, kiedy poszedł na pierwszy trening i ich sobą zachwycił. Bo kilkuletnie dziecko zazwyczaj kopie na czuja, bezładnie, ze słabą koordynacją, a on zawsze celnie, precyzyjnie jakby był kilka lat starszy. Tylko go rodzice w tej pasji nie wspierali ? Dużo mówić nie będę, walone było wińsko i piwsko ? ucina. Alkohol dopadł także Roberta i go od ukochanej piłki odseparował. Wtedy jego dzień wyglądał tak: pobudka, pierwsza myśl: wypić, pierwszy i ostatni czyn: wypicie.
Potem, kiedy ciesząc się jak dziecko, rozdawał na oczach kilku tysięcy mieszkańców Kopenhagi autografy duńskiej Polonii, nie mógł uwierzyć, że potrafił tak dawać w szyję. Tysiączny to wielki chłop. ?Człowiek ? góra? go wtedy prasa nazwała ?The mountain man?. Napastnik. Numer na koszulce ?11?.


Róża śpi na niby
Rafał Różański pomocnik. Numer na koszulce ?10?. Ale wtedy wszystko robił na niby. Jego dzień wyglądał tak: brał plecak, pakował książki do szkoły, ale po wyjściu z domu szedł do kolegów. Mieli kilkaset metrów od chaty Rafała melinę na kwadracie jednego z kumpli. Piło się tam sporo, ale jeszcze więcej wciągało nosem. Więc Piotrek dla zachowania pozorów wracał do domu na obiad, ale jak się matka odwróciła, wszystko wyrzucał do kubła na śmieci, bo po takiej ilości amfetaminy nikomu by się jeść nie chciało przez tydzień. Po objedzie na niby pakował torbę sportową i przed powrotem na melinę, mówił, że idzie na trening Lecha Poznań. Potem wracał do domu i na niby kładł się spać, by po zaśnięciu wszystkich wymknąć się chyłkiem na miasto, bo po takiej ilości amfetaminy nikomu by się spać nie chciało przez tydzień. Rafał Różański wiedział, że zostanie piłkarzem i do pewnego momentu było to jasne także dla trenerów Lecha Poznań. Bo kilkuletnie dziecko zazwyczaj kopie na czuja, bezładnie ze słabą koordynacją, a on zawsze celnie, precyzyjnie jakby był kilka lat starszy. Kiedy siedział na tej melinie z głową wielką jak balon, nie chciało mu się w to uwierzyć.

Uliczna ma zasady
Przede wszystkim należy zapomnieć o autach i wykopach z rogu. Boisko jest mniejsze, ma zaledwie 22 metry na 16 metrów. Cały plac gry okala metrowa banda, od której można odbić piłkę, mijając rywala. Na boisku, każdą z drużyn reprezentuje czterech zawodników, wliczając bramkarza, a do całego turnieju można zgłosić ich ośmiu. Nie gra się na spalone, za to wokół każdej z bramek jest okrąg o promieniu trzech i pół metra, w obręb którego nie wolno wejść zawodnikowi drużyny atakującej. Jednak poza jego obszar nie może wyjść bramkarz, bo oznacza to rzut karny dla przeciwników. Zamiast żółtej kartki jest niebieska ? wykluczenie na dwie minuty. Połowy trwają tylko siedem minut efektywnego czasu gry (podczas przerw jest on zatrzymywany), ale zdaniem trenera Bogusławskiego można się zmęczyć bardziej niż podczas dziewięćdziesięciominutowego klasycznego piłkarskiego meczu. Dlatego zawodnicy zmieniają się często, jak w hokeju, bez przerywania gry, przysiadając najpierw na krawędzi bandy (tzw. zmiana lotna). Trener kadry Roman Bogusławski: - Zanim człowiek przyzwyczai się do tej odmiany futbolu muszą minąć co najmniej dwa lata gry, to niezwykle szybki sport wymagający refleksu, techniki i kondycji. No i to boisko zamknięte ze wszystkich stron bandą, trochę taka arena.

Mountain Man czeka rok
Najpierw był Monar w Rożnowicach, zaraz po detoksie. Nie myślał o esperalu bo to tylko półśrodek, wakacje od problemu. O fundacji Barka i reprezentacji Polski w ulicznej piłce nożnej osób bezdomnych dowiedział się przypadkowo, głównie dzięki występom w amatorskiej lidze piłkarskiej. Miały być powrotem do największej życiowej pasji i odwrotem od nałogu. Tysiącznego szybko dostrzeżono, bo talentu tak łatwo wypłukać z siebie alkoholem nie można. Został zakwalifikowany do kadry na Mistrzostwa Świata w Kapsztadzie w 2006 roku, ale pojechać nie zdołał.
? Wracałem pewnego wieczora z treningu i pomyślałem: jedno piwko nie zaszkodzi. Po dwutygodniowym ciągu usiłowałem szybko nadrobić stracony czas, raptownie wejść w trening, ale to nie jest możliwe. Byłem tak na siebie zły, że polecieli beze mnie, że powiedziałem sobie: poczekajcie, za rok w Kopenhadze będę autografy rozdawał.

Róża płacze jak dziecko
Złośliwość losu polegała na tym, że Rafał na dobre zaczął pić i wciągać, kiedy jego rodzicom właśnie udało się podjąć walkę z nałogiem alkoholowym. Ojciec ją wygrał, matka podczas zmagań z chorobą trafiła do zakładu psychiatrycznego. Chyba to minięcie spowodowało, że nie mieli dla niego czasu ani w okresie dziecięcym (pili), ani w czasie dojrzewania (leczyli się). To były najgorsze dwa lata w życiu Rafała. Brali z kolegami z meliny łom i młotek. Tyle wystarczyło, bo kioski w Poznaniu nie były okratowane, tylko zamknięte na łańcuch z kłódką. Na jeden sklep spożywczy mieli patent. Co dwa miesiące włamywali się do piwnicy znajdującej się dokładnie pod nim, wybijali łomem dziurę suficie, poszerzając kratkę wentylacyjną i przez podłogę wchodzili do środka, jak komandosi na akcji antyterrorystycznej. Nie mieli auta, więc każdy brał duży plecak ze stelażem i ładował do niego tyle, ile potrafił udźwignąć. Obsługa sklepu usiłowała dziurę łatać, ale kiedy Róża z kolegami wracał po następny łup, ten kawałek kruchego betonu nie stanowił żadnej przeszkody.
Organizm Rafała przyzwyczaił się do amfetaminy, tak, że chłopak mógł już spać i jeść. Pewnego razu do jego pokoju wszedł trzeźwy od kilku miesięcy ojciec. Po raz pierwszy w życiu spytał: - Rafał, czy potrzebujesz jakiejś pomocy? Róża płakał w jego ramionach jak dziecko przez pół godziny. Postanowili, że najpierw detoks. Później myśleli o Monarze, ale ostatecznie zdecydowali się na terapię stacjonarną. Rafał pomyślał: ?A może bym w ramach leczenia w piłkę znów zaczął grać??. Po roku był w kadrze trenera Bogusławskiego. W samą porę ojciec Rafała wszedł do jego pokoju, bo komandosi z procederu sklepowego, już byli powyłapywani niemal w całości.

Barka robi drużynę
Reprezentacja Polski Ulicznej Piłki Nożnej Bezdomnych to dzieło poznańskiej fundacji Barka, stworzone kilka lat temu. Termin ?bezdomnych? jest umowny, w kadrze mogą się znaleźć również ludzie zmagający się z problemem uzależnienia, którzy przebyli terapie w Monarze lub Markocie. I w reprezentacji panują właśnie takie same zasady jak w ośrodkach pomocy stworzonych przez Kotana: weźmiesz, wylatujesz jak z procy. Trener reprezentacji, Roman Bogusławski: - Chodzi o to, że ta kadra ma przede wszystkim leczyć, doceniać, odbudowywać poczucie własnej wartości, odebrane przez nałóg. Mówi się, że 70 proc. ludzi związanych z naszą drużyną nie wraca więcej do brania i picia. Ja bym tą ilość zredukował do 50 proc., ale to i tak sporo. Zasady faktycznie są żelazne, kiedyś byliśmy na jakimś turnieju w Berlinie, a Berlin wiadomo ? kusi. Jednego naszego zawodnika skusił łyk piwa, dosłownie łyk, nie popłynął, tylko umoczył usta. I po kilku godzinach wracał sam do Polski, bo te zasady są nienaginalne, bo na nich została zbudowana cała nasza reprezentacja.
Reprezentację ulicznej piłki nożnej bezdomnych posiada kilkadziesiąt krajów, cała struktura jest doskonale zorganizowana. Mistrzostwa świata odbywają się co roku i każdemu zawodnikowi wolno wziąć w nich udział tylko raz.
? Bo to nie jest profesjonalny futbol ? mówi Bogusławaki. ? Owszem, niektórzy piłkarze mieli w przeszłości związek z klubami, tak jak Różański czy Tysiączny, ale tutaj chodzi przede wszystkim o to, żeby grali i leczyli się następni, żeby idea obejmowała coraz więcej osób.
Dlatego nie ma mowy o morderczym treningu i egzekwowaniu wyników. Trener musi być przede wszystkim terapeutą, przyjacielem. Naturalnie, powinien potrafić przygotować drużynę sportowo do turnieju, który jest transmitowany w telewizji i oglądany z trybun przez kilka tysięcy osób. Ale główne zadanie trenera to zżyć się ze swoimi zawodnikami. Leczyć ich.

Więcej na temat Mistrzostw Świata w Ulicznej Piłce Nożnej Bezdomnych, które odbyły się w Kopenhadze w ubiegłym roku przeczytacie w 4. Cogito. Dowiecie się również, które miejsce zajęli nasi i jak emocjonujące to były zmagania...
Skomentuj ten artykuł Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Chmurka tagów
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści i zdjęcia zamieszczane przez użytkowników na stronie cogito.com.pl, w części WIRTUALNEJ REDAKCJI.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS. Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Mindscape.