Prezentacja Pisma
› 19. Cogito
Studia za granicą: Pełen luzik w Portugalii
redakcja
- artukuł dodany
2008-11-13 15:02
0
514
Oferta szkół zagranicznych na dziennikarstwie obejmowała naszych sąsiadów, kraje skandynawskie oraz Portugalię. – O Portugalii nie wiedziałam zupełnie nic – zdradza Agata Wójt, studentka piątego roku dziennikarstwa i trzeciego roku indologii na Uniwersytecie Warszawskim. – Sąsiedzi jednak za blisko, na północy Europy za drogo i za zimno, od razu wybrałam Portugalię.
Karolina Apiecionek
Agata chciała w końcu trochę odsapnąć. Studia na dwóch kierunkach, ciągle coś do załatwienia, bieganie po mieście, znajomi na etatach, niekończący się wyścig szczurów… stop. – Jadę na Erasmusa – postanowiła. Musiała więc napisać list motywacyjny i CV, dostarczyć arkusz średniej ocen, pieczątki i podpisy... – Erasmus to jedna wielka sieczka biurokracyjna – ostrzega Agata. – Warto więc przynajmniej dwa miesiące wcześniej wcześniej pChociaż prawda jest taka, że jak ktoś bardzo chce, to na pewno uda mu się wyjechać – dodaje. Ponieważ loty bezpośrednie z Polski do Portugalii są raczej drogie, Agata leciała przez Zurich. – Najlepiej lecieć przez Szwajcarię albo tanimi liniami przez Hiszpanię czy Włochy – mówi i wyjaśnia: – W Szwajcarii jest bardzo dużo Portugalczyków, którzy jeżdżą na wyspy do pracy. Loty szwajcarskimi liniami lotniczymi są więc naprawdę w dobrej cenie.
Każdy powód do świętowania dobry
Agata przez rok studiowała komunikowanie społeczne na politechnice w Coimbrze. – Trochę żałowałam, że trafiłam na politechnikę, bo Coimbra jest miastem studenckim, w którym całe życie kręci się wokół uniwersytetu – mówi studentka. Jeszcze przed wyjazdem podpisała tzw. Learning Agreement – dokument potwierdzający chęć uczestniczenia w konkretnych przedmiotach. – Wybór musiał się zgadzać z kierunkiem studiów na twojej uczelni macierzystej – tłumaczy. – Dlatego wybrałam między innymi psychologię, komunikowanie interpersonalne i fotografię.
Najciekawszym przedmiotem okazały się zajęcia z relacji interpersonalnych, przygotowane specjalnie dla erasmusów. Każda grupa dostała krzesło, które miała przerobić w jakiś artystyczny sposób. Agata trafiła do grupy z dwiema Portugalkami oraz dziewczyną z Wysp Zielonego Przylądka. – Nasze krzesło obszyłyśmy flagami oraz symbolami narodowymi. Znalazł się na nim biały orzeł, portugalski kogut Galo de Barcelos oraz bęben z Capo Verde – wspomina studentka. Inne zadanie polegało na przeprowadzeniu przez gospodarzy rozbudowanego wywiadu z erasmusami. – U mnie w grupie dziewczyny pytały dokładnie o wszystko, nawet o to, jak wyglądają u nas ślub i pogrzeb – opowiada Agata. Zajęcia okazały się świetnym pomysłem na ukazanie różnic kulturowych oraz zintegrowanie erasmusów.
Wykłady odbywały się po portugalsku. Agata, która znała tylko podstawy języka, w pierwszym semestrze nie rozumiała praktycznie nic. Wprawdzie chodziła w Polsce na kurs portugalskiego, a na miejscu została zapisana na poziom średnio zaawansowany, ale ciężko jej było aktywnie uczestniczyć w zajęciach. Na szczęście zaliczenie polegało na napisaniu eseju semestralnego czy też rocznego w języku angielskim.
W Portugalii życie płynie zdecydowanie wolniej niż w Polsce. Wykłady teoretycznie trwają dwie godziny, a w praktyce zaczynają się kwadrans później i kończą kwadrans wcześniej. Czasem zajęcia są odwoływane. – Tam każdy powód do świętowania jest dobry – uśmiecha się dziewczyna. – Jeśli święto państwowe wypada na przykład w środę, może się zdarzyć, że wolny będzie cały tydzień.
Kontrowersyjne praxe
W Coimbrze życie studenckie kwitnie cały rok. Studenci mają nawet tradycyjne stroje uniwersyteckie. Dziewczyny noszą czarną spódniczkę, białą bluzkę, kamizelkę i marynarkę, chłopcy czarny garnitur i cylinder. Całości dopełnia czarna peleryna i określony rodzaj butów. Juwenalia odbywają się dwa razy do roku. Pierwsze, zwane Festa das Latas, mają miejsce w październiku. – Nazwa pochodzi od puszki, która, jak wiadomo, jest nieodłącznym atrybutem studenta bawiącego się na juwenaliach – uśmiecha się Agata. Festa das Latas trwają około tygodnia i rozpoczynają się oficjalnym otwarciem z obowiązkową pieśnią w stylu fado, czyli tradycyjną muzyką portugalską. – Fado jest bardzo smutne i nostalgiczne – mówi dziewczyna. – Są nawet specjalne knajpki, w których ludzie po pracy słuchają fado. Byłam w takim miejscu. Kiedy facet zaczął śpiewać, autentycznie ciarki mi przeszły po plecach i łezka spłynęła po policzku.
Kontrowersyjną kwestię stanowią portugalskie otrzęsiny, czyli praxe. Studenci pierwszego roku przychodzą na przykład na uniwersytet o północy w piżamach. Każdy z nich musi coś zaprezentować. – Jeden opowiadał żarty, inny śpiewał, jakaś dziewczyna grała na skrzypcach – wspomina studentka. Niektórym się to podoba, innym nie. Ci, którzy popierają praxe, często chodzą w tradycyjnych strojach, ci nastawieni na anty nie pokazują się w nich, a manekiny ubrane w te stroje wieszają niczym wisielce pod dachem.
Drugie juwenalia, Queima das Fitas, wypadają w maju. Następnie odbywa się cortejo, czyli parada studentów, którzy kończą studia. – Przez cały rok zbierają pieniądze, sprzedając długopisy i znaczki z uniwersytetu, żeby przyozdobić samochód swojego wydziału – mówi Agata. – Każdy wydział ma swój kolor, a każdy student wstążkę i laskę odpowiedniego koloru. Przechodnie pukają laską w cylinder "na szczęście". Pomimo że podczas imprez jest dużo alkoholu, wszystko odbywa się w bardzo pokojowej, radosnej atmosferze.
WARTO KUPIĆ PŁASKIE BUTY
Cała Portugalia położona jest na pagórkach. – Przed wyjazdem dobrze jest się zapisać na przykład na siłownię – śmieje się Agata. – Dziewczyny powinny też zaopatrzyć się w płaskie buty, obcasy na pewno będą nie lada utrudnieniem.
Na samym początku wyjazdu Agata mieszkała w hostelu. – W Coimbrze znajdują się dwie noclegownie. Jedna z nich, Pousada da Juventude, ma charakter schroniska młodzieżowego, druga to typowy hostel. Polecam hostel. Chociaż jest trochę droższy, prowadzi go grupa przyjaciół. Jest ogródek i bardzo przyjemna atmosfera – radzi Agata. Akademik położony był zbyt daleko od centrum, dlatego dziewczyna szybko zaczęła rozglądać się za mieszkaniem. Po ciężkich poszukiwaniach, z pomocą znajomych Portugalczyków, udało jej się znaleźć pokój u Senhory Adelaidy. Pokój znajdował się na poddaszu i był bardzo przytulny. Jedynym minusem poddasza jest oczywiście temperatura – w lecie bardzo wysoka, w zimie natomiast dość niska. – Warto pamiętać, że w Portugalii nie ma centralnego ogrzewania. Ja w zimie autentycznie marzłam – mówi Agata.
W Coimbrze, w okolicy Praca da Republica, znajdują się ogromne schody Escadas Monumentais, które prowadzą na uniwersytet. Schody podzielone są na pięć części i symbolizują pięć lat studiów. Po obu ich stronach widnieją dwie ogromne, kamienne kule. – Tradycja mówi, że jeżeli potkniesz się bądź przewrócisz na którymś poziomie, to znaczy, że będziesz miał problem z zaliczeniem danego roku – tłumaczy Agata. – Jest jeszcze drugi przesąd: jeżeli pomiędzy kulami przejdzie absolwentka, która jest nadal dziewicą, kule spadną. Oczywiście obie nadal tam stoją – śmieje się dziewczyna.
Dobre wrażenie zrobiła na niej Lizbona. Stare kamieniczki z obowiązkowym Azulejos, czyli biało-niebieskimi zdobieniami ceramicznymi na długo pozostaną w jej pamięci. W Lizbonie jest także niesamowita dzielnica Bairro Alto. – Nocą dzielnica ta tętni życiem. Ludzie stoją na ulicach, popijają drinki, rozmawiają – wspomina studentka.
Agata zakochała się jednak w Porto, położonym na północ od Coimbry. – Choć Porto jest miastem dość zaniedbanym, ma taki artystyczny charakter – mówi dziewczyna. – Tak jak u nas Warszawa i Kraków, tak tam jest Lizbona i Porto – opowiada. W tym miejscu urzekła ją Ribeira, czyli przepiękna część Porto nad rzeką Rio Douro oraz małe zabytkowe kamieniczki z kolorowej mozaiki.
O razu widać, kto tu jest turystą
Portugalczycy są bardzo drobni. – To ważne dla dziewczyn – śmieje się Agata. – Tam facet powyżej metra siedemdziesięciu uchodzi za wysokiego – dopowiada. Studenci w Coimbrze są bardzo zrelaksowani, do dziennego rytuału należy na przykład wielokrotne picie kawy, tzw. cafezinho. Młodzi siedzą na ulicy, na słoneczku, popijając espresso. – Śmieją się, że od razu widać, kto jest turystą – mówi studentka. – Cudzoziemcy zawsze zamawiają kawę z mlekiem, tzw. galao.
W Polsce każdy student marzy o jak najszybszym znalezieniu pracy i rozpoczęciu dorosłego życia. W Portugalii wręcz przeciwnie. – U nich 25-latki studiują i są jeszcze na utrzymaniu rodziców – mówi Agata. Portugalczycy są ciepli i bardzo pomocni. – To była pierwsza cecha, na którą zwróciłam uwagę w tym kraju – wspomina Agata. – Młodzi Portugalczycy bardzo pomogli mi na przykład podczas szukania mieszkania.
Kiepskie wrażenie zrobili na niej Hiszpanie, którzy trzymali się tylko w swoim gronie. – W dodatku nie chcieli się uczyć portugalskiego, chociaż ten język jest dla nich stosunkowo prosty – mówi dziewczyna. – Kiedy zapytałam jednego z nich, dlaczego nie uczy się portugalskiego, odpowiedział: "A po co? Przecież cały świat mówi po hiszpańsku".
Śmieszną sytuację Agata przeżyła z niedosłyszącym Belgiem, który mówił po portugalsku słabo i w dodatku niewyraźnie. – Umawialiśmy się na kawę, ja ze słownikiem polsko-portugalskim, on z francusko-portugalskim i po prostu pokazywaliśmy sobie te słowa w słownikach – wspomina Agata. – Dlatego właśnie warto zostać na Erasmusie na drugi semestr. Tego Belga znałam siedem miesięcy i dopiero w kwietniu udało nam się normalnie porozmawiać.
Agata bardzo się cieszy, że zdecydowała się na Erasmusa. Jeździli znajomi, w końcu i ona przekonała się, jak to jest radzić sobie samemu w obcym kraju. Z Portugalii najmilej wspomina słoneczko, kawkę, pełen luzik. Jej Erasmus skończył się w lipcu. Na pytanie, czy planuje jeszcze kiedyś wrócić do tego kraju, Agata tylko się uśmiecha: – Właśnie zarezerwowałam bilety na Sylwestra.
Karolina Apiecionek
Agata chciała w końcu trochę odsapnąć. Studia na dwóch kierunkach, ciągle coś do załatwienia, bieganie po mieście, znajomi na etatach, niekończący się wyścig szczurów… stop. – Jadę na Erasmusa – postanowiła. Musiała więc napisać list motywacyjny i CV, dostarczyć arkusz średniej ocen, pieczątki i podpisy... – Erasmus to jedna wielka sieczka biurokracyjna – ostrzega Agata. – Warto więc przynajmniej dwa miesiące wcześniej wcześniej pChociaż prawda jest taka, że jak ktoś bardzo chce, to na pewno uda mu się wyjechać – dodaje. Ponieważ loty bezpośrednie z Polski do Portugalii są raczej drogie, Agata leciała przez Zurich. – Najlepiej lecieć przez Szwajcarię albo tanimi liniami przez Hiszpanię czy Włochy – mówi i wyjaśnia: – W Szwajcarii jest bardzo dużo Portugalczyków, którzy jeżdżą na wyspy do pracy. Loty szwajcarskimi liniami lotniczymi są więc naprawdę w dobrej cenie.
Każdy powód do świętowania dobry
Agata przez rok studiowała komunikowanie społeczne na politechnice w Coimbrze. – Trochę żałowałam, że trafiłam na politechnikę, bo Coimbra jest miastem studenckim, w którym całe życie kręci się wokół uniwersytetu – mówi studentka. Jeszcze przed wyjazdem podpisała tzw. Learning Agreement – dokument potwierdzający chęć uczestniczenia w konkretnych przedmiotach. – Wybór musiał się zgadzać z kierunkiem studiów na twojej uczelni macierzystej – tłumaczy. – Dlatego wybrałam między innymi psychologię, komunikowanie interpersonalne i fotografię.
Najciekawszym przedmiotem okazały się zajęcia z relacji interpersonalnych, przygotowane specjalnie dla erasmusów. Każda grupa dostała krzesło, które miała przerobić w jakiś artystyczny sposób. Agata trafiła do grupy z dwiema Portugalkami oraz dziewczyną z Wysp Zielonego Przylądka. – Nasze krzesło obszyłyśmy flagami oraz symbolami narodowymi. Znalazł się na nim biały orzeł, portugalski kogut Galo de Barcelos oraz bęben z Capo Verde – wspomina studentka. Inne zadanie polegało na przeprowadzeniu przez gospodarzy rozbudowanego wywiadu z erasmusami. – U mnie w grupie dziewczyny pytały dokładnie o wszystko, nawet o to, jak wyglądają u nas ślub i pogrzeb – opowiada Agata. Zajęcia okazały się świetnym pomysłem na ukazanie różnic kulturowych oraz zintegrowanie erasmusów.
Wykłady odbywały się po portugalsku. Agata, która znała tylko podstawy języka, w pierwszym semestrze nie rozumiała praktycznie nic. Wprawdzie chodziła w Polsce na kurs portugalskiego, a na miejscu została zapisana na poziom średnio zaawansowany, ale ciężko jej było aktywnie uczestniczyć w zajęciach. Na szczęście zaliczenie polegało na napisaniu eseju semestralnego czy też rocznego w języku angielskim.
W Portugalii życie płynie zdecydowanie wolniej niż w Polsce. Wykłady teoretycznie trwają dwie godziny, a w praktyce zaczynają się kwadrans później i kończą kwadrans wcześniej. Czasem zajęcia są odwoływane. – Tam każdy powód do świętowania jest dobry – uśmiecha się dziewczyna. – Jeśli święto państwowe wypada na przykład w środę, może się zdarzyć, że wolny będzie cały tydzień.
Kontrowersyjne praxe
W Coimbrze życie studenckie kwitnie cały rok. Studenci mają nawet tradycyjne stroje uniwersyteckie. Dziewczyny noszą czarną spódniczkę, białą bluzkę, kamizelkę i marynarkę, chłopcy czarny garnitur i cylinder. Całości dopełnia czarna peleryna i określony rodzaj butów. Juwenalia odbywają się dwa razy do roku. Pierwsze, zwane Festa das Latas, mają miejsce w październiku. – Nazwa pochodzi od puszki, która, jak wiadomo, jest nieodłącznym atrybutem studenta bawiącego się na juwenaliach – uśmiecha się Agata. Festa das Latas trwają około tygodnia i rozpoczynają się oficjalnym otwarciem z obowiązkową pieśnią w stylu fado, czyli tradycyjną muzyką portugalską. – Fado jest bardzo smutne i nostalgiczne – mówi dziewczyna. – Są nawet specjalne knajpki, w których ludzie po pracy słuchają fado. Byłam w takim miejscu. Kiedy facet zaczął śpiewać, autentycznie ciarki mi przeszły po plecach i łezka spłynęła po policzku.
Kontrowersyjną kwestię stanowią portugalskie otrzęsiny, czyli praxe. Studenci pierwszego roku przychodzą na przykład na uniwersytet o północy w piżamach. Każdy z nich musi coś zaprezentować. – Jeden opowiadał żarty, inny śpiewał, jakaś dziewczyna grała na skrzypcach – wspomina studentka. Niektórym się to podoba, innym nie. Ci, którzy popierają praxe, często chodzą w tradycyjnych strojach, ci nastawieni na anty nie pokazują się w nich, a manekiny ubrane w te stroje wieszają niczym wisielce pod dachem.
Drugie juwenalia, Queima das Fitas, wypadają w maju. Następnie odbywa się cortejo, czyli parada studentów, którzy kończą studia. – Przez cały rok zbierają pieniądze, sprzedając długopisy i znaczki z uniwersytetu, żeby przyozdobić samochód swojego wydziału – mówi Agata. – Każdy wydział ma swój kolor, a każdy student wstążkę i laskę odpowiedniego koloru. Przechodnie pukają laską w cylinder "na szczęście". Pomimo że podczas imprez jest dużo alkoholu, wszystko odbywa się w bardzo pokojowej, radosnej atmosferze.
WARTO KUPIĆ PŁASKIE BUTY
Cała Portugalia położona jest na pagórkach. – Przed wyjazdem dobrze jest się zapisać na przykład na siłownię – śmieje się Agata. – Dziewczyny powinny też zaopatrzyć się w płaskie buty, obcasy na pewno będą nie lada utrudnieniem.
Na samym początku wyjazdu Agata mieszkała w hostelu. – W Coimbrze znajdują się dwie noclegownie. Jedna z nich, Pousada da Juventude, ma charakter schroniska młodzieżowego, druga to typowy hostel. Polecam hostel. Chociaż jest trochę droższy, prowadzi go grupa przyjaciół. Jest ogródek i bardzo przyjemna atmosfera – radzi Agata. Akademik położony był zbyt daleko od centrum, dlatego dziewczyna szybko zaczęła rozglądać się za mieszkaniem. Po ciężkich poszukiwaniach, z pomocą znajomych Portugalczyków, udało jej się znaleźć pokój u Senhory Adelaidy. Pokój znajdował się na poddaszu i był bardzo przytulny. Jedynym minusem poddasza jest oczywiście temperatura – w lecie bardzo wysoka, w zimie natomiast dość niska. – Warto pamiętać, że w Portugalii nie ma centralnego ogrzewania. Ja w zimie autentycznie marzłam – mówi Agata.
W Coimbrze, w okolicy Praca da Republica, znajdują się ogromne schody Escadas Monumentais, które prowadzą na uniwersytet. Schody podzielone są na pięć części i symbolizują pięć lat studiów. Po obu ich stronach widnieją dwie ogromne, kamienne kule. – Tradycja mówi, że jeżeli potkniesz się bądź przewrócisz na którymś poziomie, to znaczy, że będziesz miał problem z zaliczeniem danego roku – tłumaczy Agata. – Jest jeszcze drugi przesąd: jeżeli pomiędzy kulami przejdzie absolwentka, która jest nadal dziewicą, kule spadną. Oczywiście obie nadal tam stoją – śmieje się dziewczyna.
Dobre wrażenie zrobiła na niej Lizbona. Stare kamieniczki z obowiązkowym Azulejos, czyli biało-niebieskimi zdobieniami ceramicznymi na długo pozostaną w jej pamięci. W Lizbonie jest także niesamowita dzielnica Bairro Alto. – Nocą dzielnica ta tętni życiem. Ludzie stoją na ulicach, popijają drinki, rozmawiają – wspomina studentka.
Agata zakochała się jednak w Porto, położonym na północ od Coimbry. – Choć Porto jest miastem dość zaniedbanym, ma taki artystyczny charakter – mówi dziewczyna. – Tak jak u nas Warszawa i Kraków, tak tam jest Lizbona i Porto – opowiada. W tym miejscu urzekła ją Ribeira, czyli przepiękna część Porto nad rzeką Rio Douro oraz małe zabytkowe kamieniczki z kolorowej mozaiki.
O razu widać, kto tu jest turystą
Portugalczycy są bardzo drobni. – To ważne dla dziewczyn – śmieje się Agata. – Tam facet powyżej metra siedemdziesięciu uchodzi za wysokiego – dopowiada. Studenci w Coimbrze są bardzo zrelaksowani, do dziennego rytuału należy na przykład wielokrotne picie kawy, tzw. cafezinho. Młodzi siedzą na ulicy, na słoneczku, popijając espresso. – Śmieją się, że od razu widać, kto jest turystą – mówi studentka. – Cudzoziemcy zawsze zamawiają kawę z mlekiem, tzw. galao.
W Polsce każdy student marzy o jak najszybszym znalezieniu pracy i rozpoczęciu dorosłego życia. W Portugalii wręcz przeciwnie. – U nich 25-latki studiują i są jeszcze na utrzymaniu rodziców – mówi Agata. Portugalczycy są ciepli i bardzo pomocni. – To była pierwsza cecha, na którą zwróciłam uwagę w tym kraju – wspomina Agata. – Młodzi Portugalczycy bardzo pomogli mi na przykład podczas szukania mieszkania.
Kiepskie wrażenie zrobili na niej Hiszpanie, którzy trzymali się tylko w swoim gronie. – W dodatku nie chcieli się uczyć portugalskiego, chociaż ten język jest dla nich stosunkowo prosty – mówi dziewczyna. – Kiedy zapytałam jednego z nich, dlaczego nie uczy się portugalskiego, odpowiedział: "A po co? Przecież cały świat mówi po hiszpańsku".
Śmieszną sytuację Agata przeżyła z niedosłyszącym Belgiem, który mówił po portugalsku słabo i w dodatku niewyraźnie. – Umawialiśmy się na kawę, ja ze słownikiem polsko-portugalskim, on z francusko-portugalskim i po prostu pokazywaliśmy sobie te słowa w słownikach – wspomina Agata. – Dlatego właśnie warto zostać na Erasmusie na drugi semestr. Tego Belga znałam siedem miesięcy i dopiero w kwietniu udało nam się normalnie porozmawiać.
Agata bardzo się cieszy, że zdecydowała się na Erasmusa. Jeździli znajomi, w końcu i ona przekonała się, jak to jest radzić sobie samemu w obcym kraju. Z Portugalii najmilej wspomina słoneczko, kawkę, pełen luzik. Jej Erasmus skończył się w lipcu. Na pytanie, czy planuje jeszcze kiedyś wrócić do tego kraju, Agata tylko się uśmiecha: – Właśnie zarezerwowałam bilety na Sylwestra.

















