Prezentacja Pisma
› 4. Cogito od 19 lutego
Studia za granicą: Uniwersytet Tartuski wita
redakcja
- artukuł dodany
2008-02-20 14:15
0
1023
Przygoda z Estonią zaczęła się całkiem zwyczajnie. Ot, plakat informacyjny wiszący na ścianie na uczelnianym korytarzu o możliwości udziału w programie Erasmus. W uszach brzmiały mi jeszcze opowieści znajomych, którzy zasmakowali studiowania za granicą. Pomyślałam: warto spróbować! Wybór padł na Uniwersytet Tartuski.
Agata Karpowicz
Dlaczego Estonia?
Pierwszy powód? Pragmatyzm. Estonia nie należy do strefy euro, więc mogłam zmniejszyć swoją obawę o nadwyrężenie kieszeni własnej i rodziców. Drugi, oryginalność. Przecież Europa to nie tylko Francja, Belgia czy Finlandia, ale również nowe kraje członkowskie Unii Europejskiej. Prężnie rozwijające się. Do tego bardziej ciekawe i intrygujące, bo nie do końca poznane. Trzeci powód, ambicja. Uniwersytet Tartuski to najstarsza w krajach nadbałtyckich uczelnia, oferująca bogaty wachlarz przedmiotów w języku angielskim, o czym mogłam się przekonać przeglądając wcześniej stronę internetową www.ut.ee.
Pierwszy krok
Najpierw złożyłam dokumenty u koordynatora programu na wydziale. A był ich cały komplet: CV, list motywacyjny, zaświadczenie o średniej ocen i o znajomości języka angielskiego. Kiedy dowiedziałam się, że moja aplikacja została zaakceptowana przez koordynatora, natychmiast odwiedziłam Sekcję Erasmusa przy Biurze Współpracy z Zagranicą, jednostkę odpowiedzialną za wszelkie sprawy organizacyjne i finansowe wyjazdu. Następnie skontaktowałam się z Uniwersytetem w Tartu drogą e-mailową. Zgodnie z wymaganiami tej uczelni, do końca maja musiałam wysłać klasyczną pocztą komplet dokumentów, których wzory można było znaleźć na ich stronie internetowej. Zebranie wszystkich dokumentów, podpisów i pieczątek wymagało czasu, a przede wszystkim cierpliwości. Początkowy etap korespondencji z tamtejszą uczelnią pokazał mi, że są oni bardzo dobrze zorganizowani, mają sprawny obieg informacji. Chętnie odpowiadali na wszelkie pytania i wątpliwości, dlatego proces przygotowawczy przebiegł bardzo sprawnie.
Przed wyjazdem
Przygotowania do wyjazdu rozpoczęłam stosunkowo wcześnie, bo w czerwcu. Otworzyłam konto bankowe w euro, znacznie korzystniejsze niż konto złotówkowe, chociażby z tego względu, że stypendium jest wypłacane w euro. Jednocześnie upoważniłam moich bliskich do zarządzania tym kontem pod moją nieobecność w Polsce w razie jakichkolwiek problemów. Te formalności nie są zbyt czasochłonne, ale byłam świadoma tego, że spędzę w Estonii kilka miesięcy, które może obfitować w wiele nieprzewidzianych zdarzeń. Następna spraw: rezerwacja miejsca w akademiku poprzez wypełnienie formularza aplikacyjnego ze strony internetowej: www.kyla.ee. Ponadto wykupienie ubezpieczenia z kartą ISIC, która uprawnia do korzystania ze zniżek w wielu miejscach, np. w barach, kawiarniach, klubach. Oprócz tego postarałam się o sporządzenie upoważnienia w kancelarii prawnej do reprezentowania moich uczelnianych spraw przez koleżankę z roku, w razie, gdyby wystąpiła taka potrzeba. Potem już tylko kupno biletu autokarowego. I w drogę! Dla zainteresowanych: najlepiej skorzystać z połączeń liniami Ecolines, z przesiadką w Rydze, gdyż jest to jedyne, bezpośrednie połączenie z Tartu (i tanie: bilet w obie strony to wydatek rzędu 300 zł). Można oczywiście wybrać inną trasę, jak na przykład przelot do Rygi, a następnie trzyipółgodzinna podróż autokarem do Tartu bądź też lot z Warszawy do Tallina, a potem dojazd autobusem doTartu trwający ponad dwie godziny.
Welcome to Estonia
Rok akademicki rozpoczął się 3 września. Ponieważ dotarłam do Estonii z lekkim opóźnieniem, ominęły mnie orientations days, zorganizowane specjalnie dla studentów międzynarodowych. To jednak nie przeszkodziło, a wręcz pomogło mi, w szybkiej integracji z otoczeniem. Zostałam zakwaterowana w akademiku Raatuse, który jest podzielony na trzypokojowe mieszkania-segmenty z łazienką, toaletą i aneksem kuchennym. To rozwiązanie wiele tańsze niż wynajmowanie własnego mieszkania, a przy tym ciekawe towarzysko i kulturowo. Stamtąd w ciągu pięciu minut pieszo można dotrzeć do dworca autobusowego, do centrum i na uczelnię. Ta międzynarodowa komuna, zamieszkiwana była przez Włochów, Hiszpanów, Gruzinów, Turków, Belgów, Węgrów, Japończyków, Amerykanów, Niemców i grupę ponad dwudziestu Polaków. Trafiłam do segmentu włosko-francuskiego. Z uwagi na włoskie zamiłowanie do kuchni, nie obyło się bez narzekań na tylko dwa palniki kuchenki i brak piekarnika ;) Już na początku pojawił się także problem z programem zajęć, gdyż okazało się, że wiele z proponowanych wcześniej kursów jest nieaktualnych. W rezultacie musiałam zmienić niemalże całkowicie sporządzony wcześniej learning agreement, czyli porozumienie o programie zajęć. Moja rada: warto pytać wykładowców lub też własnych opiekunów (tutor) o kursy, które nie zostały zamieszczone na liście proponowanych przedmiotów.
O studiach, uczelni, mieście, podróżach i cenach przeczytacie więcej w 4. Cogito.
Agata Karpowicz
Dlaczego Estonia?
Pierwszy powód? Pragmatyzm. Estonia nie należy do strefy euro, więc mogłam zmniejszyć swoją obawę o nadwyrężenie kieszeni własnej i rodziców. Drugi, oryginalność. Przecież Europa to nie tylko Francja, Belgia czy Finlandia, ale również nowe kraje członkowskie Unii Europejskiej. Prężnie rozwijające się. Do tego bardziej ciekawe i intrygujące, bo nie do końca poznane. Trzeci powód, ambicja. Uniwersytet Tartuski to najstarsza w krajach nadbałtyckich uczelnia, oferująca bogaty wachlarz przedmiotów w języku angielskim, o czym mogłam się przekonać przeglądając wcześniej stronę internetową www.ut.ee.
Pierwszy krok
Najpierw złożyłam dokumenty u koordynatora programu na wydziale. A był ich cały komplet: CV, list motywacyjny, zaświadczenie o średniej ocen i o znajomości języka angielskiego. Kiedy dowiedziałam się, że moja aplikacja została zaakceptowana przez koordynatora, natychmiast odwiedziłam Sekcję Erasmusa przy Biurze Współpracy z Zagranicą, jednostkę odpowiedzialną za wszelkie sprawy organizacyjne i finansowe wyjazdu. Następnie skontaktowałam się z Uniwersytetem w Tartu drogą e-mailową. Zgodnie z wymaganiami tej uczelni, do końca maja musiałam wysłać klasyczną pocztą komplet dokumentów, których wzory można było znaleźć na ich stronie internetowej. Zebranie wszystkich dokumentów, podpisów i pieczątek wymagało czasu, a przede wszystkim cierpliwości. Początkowy etap korespondencji z tamtejszą uczelnią pokazał mi, że są oni bardzo dobrze zorganizowani, mają sprawny obieg informacji. Chętnie odpowiadali na wszelkie pytania i wątpliwości, dlatego proces przygotowawczy przebiegł bardzo sprawnie.
Przed wyjazdem
Przygotowania do wyjazdu rozpoczęłam stosunkowo wcześnie, bo w czerwcu. Otworzyłam konto bankowe w euro, znacznie korzystniejsze niż konto złotówkowe, chociażby z tego względu, że stypendium jest wypłacane w euro. Jednocześnie upoważniłam moich bliskich do zarządzania tym kontem pod moją nieobecność w Polsce w razie jakichkolwiek problemów. Te formalności nie są zbyt czasochłonne, ale byłam świadoma tego, że spędzę w Estonii kilka miesięcy, które może obfitować w wiele nieprzewidzianych zdarzeń. Następna spraw: rezerwacja miejsca w akademiku poprzez wypełnienie formularza aplikacyjnego ze strony internetowej: www.kyla.ee. Ponadto wykupienie ubezpieczenia z kartą ISIC, która uprawnia do korzystania ze zniżek w wielu miejscach, np. w barach, kawiarniach, klubach. Oprócz tego postarałam się o sporządzenie upoważnienia w kancelarii prawnej do reprezentowania moich uczelnianych spraw przez koleżankę z roku, w razie, gdyby wystąpiła taka potrzeba. Potem już tylko kupno biletu autokarowego. I w drogę! Dla zainteresowanych: najlepiej skorzystać z połączeń liniami Ecolines, z przesiadką w Rydze, gdyż jest to jedyne, bezpośrednie połączenie z Tartu (i tanie: bilet w obie strony to wydatek rzędu 300 zł). Można oczywiście wybrać inną trasę, jak na przykład przelot do Rygi, a następnie trzyipółgodzinna podróż autokarem do Tartu bądź też lot z Warszawy do Tallina, a potem dojazd autobusem doTartu trwający ponad dwie godziny.
Welcome to Estonia
Rok akademicki rozpoczął się 3 września. Ponieważ dotarłam do Estonii z lekkim opóźnieniem, ominęły mnie orientations days, zorganizowane specjalnie dla studentów międzynarodowych. To jednak nie przeszkodziło, a wręcz pomogło mi, w szybkiej integracji z otoczeniem. Zostałam zakwaterowana w akademiku Raatuse, który jest podzielony na trzypokojowe mieszkania-segmenty z łazienką, toaletą i aneksem kuchennym. To rozwiązanie wiele tańsze niż wynajmowanie własnego mieszkania, a przy tym ciekawe towarzysko i kulturowo. Stamtąd w ciągu pięciu minut pieszo można dotrzeć do dworca autobusowego, do centrum i na uczelnię. Ta międzynarodowa komuna, zamieszkiwana była przez Włochów, Hiszpanów, Gruzinów, Turków, Belgów, Węgrów, Japończyków, Amerykanów, Niemców i grupę ponad dwudziestu Polaków. Trafiłam do segmentu włosko-francuskiego. Z uwagi na włoskie zamiłowanie do kuchni, nie obyło się bez narzekań na tylko dwa palniki kuchenki i brak piekarnika ;) Już na początku pojawił się także problem z programem zajęć, gdyż okazało się, że wiele z proponowanych wcześniej kursów jest nieaktualnych. W rezultacie musiałam zmienić niemalże całkowicie sporządzony wcześniej learning agreement, czyli porozumienie o programie zajęć. Moja rada: warto pytać wykładowców lub też własnych opiekunów (tutor) o kursy, które nie zostały zamieszczone na liście proponowanych przedmiotów.
O studiach, uczelni, mieście, podróżach i cenach przeczytacie więcej w 4. Cogito.
















