Prezentacja Pisma
› 12. Cogito
Vip o studiach: Zrozumieć siebie
redakcja
- artukuł dodany
2008-07-04 15:43
1
794
O swoich obecnych studiach, pomyłce, wyciągnięciu wniosków i kolejnym kierunku, który zacznie zgłębiać, opowiada Janek Mela.
Krzysztof Boczek
Studiujesz realizację obrazu filmowego i telewizyjnego w łódzkiej Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania. Dość nietypowy kierunek, biorąc pod uwagę Twoje dotychczasowe dokonania. Skąd taki wybór?
No tak, to dość nietypowy kierunek, ale dla mnie było bardzo istotne, by studia nie były ciężarem, a przyjemnością. Interesuje mnie tworzenie dzieła filmowego, bo to jest ciekawy sposób przekazywania swoich myśli. Można robić filmy, które coś mówią innym, starają się zwrócić na coś uwagę, i to mnie pociągało. Tworzenie filmu daje poczucie wolności, a trochę przeraża mnie wizja tego, że miałbym od rana do wieczora robić coś, co nie sprawiałoby mi przyjemności, ale byłoby konieczne do utrzymania się.
To bardzo ciekawy kierunek, ale ja się w nim nie odnajduję. Można i trzeba spróbować, ale czasami trzeba zmienić zdanie. Ten rok nie był dla mnie zmarnowany; to była cenna lekcja, wiele z niej wyciągnąłem.
Co Ci się na tych studiach spodobało?
Głównym celem tych studiów jest to, by studenci przyswoili sobie warsztat realizatora dzieła filmowego i telewizyjnego. Są więc zajęcia z operatorki, fotografii, montażu, scenariopisarstwa itp. etapów tworzenia filmu, programu TV.
Te studia dodatkowo poszerzają wrażliwość człowieka. Nie jestem pewien, czy po tym roku studiów potrafię robić lepsze zdjęcia, ale na pewno potrafię lepiej je oceniać, do czego właśnie potrzebna jest owa wrażliwość.
Czy przed studiami miałeś już jakąś styczność z filmem?
Nie, a moje drobne doświadczenia z telewizją nie wpłynęły raczej na mój wybór.
Czujesz w sobie duszę artysty?
W wielu dziedzinach życia chciałbym mieć w sobie duszę artysty i próbuję się realizować, chociażby rysując. Moje obrazki wyglądają, jak wykonane przez dzieci z przedszkola, ale ich rysowanie daje mi poczucie szczęścia. W życiu trzeba robić takie rzeczy. Jakiś czas temu kupiłem starą maszynę do szycia i spędzam przy niej dużo czasu, bawię się także fotografią.
Myślałem, że również te studia będą fajnym sposobem wyrażenia siebie.
Chciałbyś pozostawić po sobie jakiś ślad? Non omnis moriar?
Nie, nie o to chodzi. Po sobie trzeba pozostawiać coś, co jest ludziom potrzebne. Nieważne jest nazwisko podpisane pod jakąś myślą, ale to jak złota ona jest.
Czy pójście na studia to kolejny wielki krok w Twoim życiu, kolejny zdobyty biegun?
Tak, bo niestandardowe studia są trudniejsze. Zaaklimatyzowanie się na nich, podjęcie decyzji o ich wyborze wymaga większego samozaparcia. Po tych studiach nie znajduje się pracy w ogłoszeniach w prasie. Trzeba stawiać na siebie, rozwijać się, tworzyć własną indywidualność. To duże wyzwanie.
Ten rok był dla mnie pierwszym rokiem niezależności. Wyprowadziłem się z domu, mam sześć godzin drogi z Łodzi do Malborka i to także mocno zmieniło mój sposób patrzenia na życie, na to, co się miało i co się zyskuje. Jeszcze parę lat temu nie przyszłoby mi do głowy, że jestem w stanie tak tęsknić za swoimi siostrami – one były wrogiem publicznym numer jeden. A teraz każdy przyjazd do domu jest swego rodzaju uroczystością. Przekonałem się też, na ile ogranicza mnie moja niepełnosprawność, a na ile nie. Czuję się dużo bardziej pewniejszy życiowo, bo wiem, że dam sobie sam radę. To wzmacnia.
Co chciałbyś teraz robić?
Od przyszłego semestru chciałbym rozpocząć psychologię w SWPS w Warszawie. O tym kierunku myślałem już wcześniej i miałem nie lada dylemat – wybrać szkołę filmową czy psychologię?
Co Cię pociąga w psychologii?
Poznawanie mechanizmów, emocji, które kierują człowiekiem. Fascynujące jest to, co się dzieje w człowieku i dlaczego. Psychologia to sposób na zrozumienie siebie i innych.
Jan Mela to najmłodszy w historii zdobywca biegunów północnego i południowego (2004), a jednocześnie pierwszy niepełnosprawny, który dokonał takiego wyczynu. Został wyróżniony m.in. nagrodami: Człowiek bez Barier (2004), Fenomen Przekroju (2005). W 2002 roku, w wyniku porażenia prądem, Janek stracił lewe podudzie i prawe przedramię.
Krzysztof Boczek
Studiujesz realizację obrazu filmowego i telewizyjnego w łódzkiej Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania. Dość nietypowy kierunek, biorąc pod uwagę Twoje dotychczasowe dokonania. Skąd taki wybór?
No tak, to dość nietypowy kierunek, ale dla mnie było bardzo istotne, by studia nie były ciężarem, a przyjemnością. Interesuje mnie tworzenie dzieła filmowego, bo to jest ciekawy sposób przekazywania swoich myśli. Można robić filmy, które coś mówią innym, starają się zwrócić na coś uwagę, i to mnie pociągało. Tworzenie filmu daje poczucie wolności, a trochę przeraża mnie wizja tego, że miałbym od rana do wieczora robić coś, co nie sprawiałoby mi przyjemności, ale byłoby konieczne do utrzymania się.
To bardzo ciekawy kierunek, ale ja się w nim nie odnajduję. Można i trzeba spróbować, ale czasami trzeba zmienić zdanie. Ten rok nie był dla mnie zmarnowany; to była cenna lekcja, wiele z niej wyciągnąłem.
Co Ci się na tych studiach spodobało?
Głównym celem tych studiów jest to, by studenci przyswoili sobie warsztat realizatora dzieła filmowego i telewizyjnego. Są więc zajęcia z operatorki, fotografii, montażu, scenariopisarstwa itp. etapów tworzenia filmu, programu TV.
Te studia dodatkowo poszerzają wrażliwość człowieka. Nie jestem pewien, czy po tym roku studiów potrafię robić lepsze zdjęcia, ale na pewno potrafię lepiej je oceniać, do czego właśnie potrzebna jest owa wrażliwość.
Czy przed studiami miałeś już jakąś styczność z filmem?
Nie, a moje drobne doświadczenia z telewizją nie wpłynęły raczej na mój wybór.
Czujesz w sobie duszę artysty?
W wielu dziedzinach życia chciałbym mieć w sobie duszę artysty i próbuję się realizować, chociażby rysując. Moje obrazki wyglądają, jak wykonane przez dzieci z przedszkola, ale ich rysowanie daje mi poczucie szczęścia. W życiu trzeba robić takie rzeczy. Jakiś czas temu kupiłem starą maszynę do szycia i spędzam przy niej dużo czasu, bawię się także fotografią.
Myślałem, że również te studia będą fajnym sposobem wyrażenia siebie.
Chciałbyś pozostawić po sobie jakiś ślad? Non omnis moriar?
Nie, nie o to chodzi. Po sobie trzeba pozostawiać coś, co jest ludziom potrzebne. Nieważne jest nazwisko podpisane pod jakąś myślą, ale to jak złota ona jest.
Czy pójście na studia to kolejny wielki krok w Twoim życiu, kolejny zdobyty biegun?
Tak, bo niestandardowe studia są trudniejsze. Zaaklimatyzowanie się na nich, podjęcie decyzji o ich wyborze wymaga większego samozaparcia. Po tych studiach nie znajduje się pracy w ogłoszeniach w prasie. Trzeba stawiać na siebie, rozwijać się, tworzyć własną indywidualność. To duże wyzwanie.
Ten rok był dla mnie pierwszym rokiem niezależności. Wyprowadziłem się z domu, mam sześć godzin drogi z Łodzi do Malborka i to także mocno zmieniło mój sposób patrzenia na życie, na to, co się miało i co się zyskuje. Jeszcze parę lat temu nie przyszłoby mi do głowy, że jestem w stanie tak tęsknić za swoimi siostrami – one były wrogiem publicznym numer jeden. A teraz każdy przyjazd do domu jest swego rodzaju uroczystością. Przekonałem się też, na ile ogranicza mnie moja niepełnosprawność, a na ile nie. Czuję się dużo bardziej pewniejszy życiowo, bo wiem, że dam sobie sam radę. To wzmacnia.
Co chciałbyś teraz robić?
Od przyszłego semestru chciałbym rozpocząć psychologię w SWPS w Warszawie. O tym kierunku myślałem już wcześniej i miałem nie lada dylemat – wybrać szkołę filmową czy psychologię?
Co Cię pociąga w psychologii?
Poznawanie mechanizmów, emocji, które kierują człowiekiem. Fascynujące jest to, co się dzieje w człowieku i dlaczego. Psychologia to sposób na zrozumienie siebie i innych.
Jan Mela to najmłodszy w historii zdobywca biegunów północnego i południowego (2004), a jednocześnie pierwszy niepełnosprawny, który dokonał takiego wyczynu. Został wyróżniony m.in. nagrodami: Człowiek bez Barier (2004), Fenomen Przekroju (2005). W 2002 roku, w wyniku porażenia prądem, Janek stracił lewe podudzie i prawe przedramię.














