Blady jak ściana
caveinternetum - artukuł dodany 2012-01-29 16:32
0
0.0
304
Zmasowany atak słów. Ucieczka na inny szczebel bycia wewnętrznego, opatrzona znakami interpunkcyjnymi.
Słowa, słowa, niepotrzebne problemy.
Jedyne, czego chcę, to muzyka. Więcej muzyki. Niech po mnie spływa, jak rzęsisty deszcz. Niech śpiew rozrywa mi płuca, marzenia parowały z głowy, a nuty wyryły się na przegubie.
Zachód, pomarańczowy płyn i cichy krzyk. Nie będę spać. Deski wyrywane z podłogi, sny wyrywane z kontekstu. Ręce splatane w uścisk, włosy splatane w warkocz. Ucieczka przed sobą, we śnie spustoszenia i nienawiści.
Kocham cię, moje dzieło. Zostaniesz tu, dopóki nie wrócę. Będziesz tu. Dlaczego?
Bo też mnie kochasz. Bijesz granatem, a jednak ożywiasz blaskiem czerwieni.
Krew płynie w żyłach. Bliżej, bliżej. Tafla wody. Zanurzasz się? Ja też. Stąpamy razem. Kryję się na uboczu, gdzie wszystko jest inne. Zbyt mokro, by uważać, gdzie się płynie. Będziesz tam, gdzie dotrzesz. Ile wytrzymasz. Gdzie dopłyniesz. Ile pocałunków, przeprosin i ucieczek, by przyzwyczaić się do niezgodności naszej trasy. Celujesz gdzieś indziej, ja podchodzę bliżej. Przepaść, zapaść, kolejne przeprosiny. Blady jak ściana. Złamana ręka. Jęk, błysk, jasność, noc, kochanie. Nie kocham cię. Słyszysz mnie? Nie słuchaj. Zamknij na mnie swoje uszy. Ciało. Idę w cień. Cień siebie. Bliżej granicy. Znowu. Jesteś przy mnie, ale uciekasz. Myślami. Gdzieś indziej, zupełnie. Gdzie? Pod wodą.
Słowa, słowa, niepotrzebne problemy.
Jedyne, czego chcę, to muzyka. Więcej muzyki. Niech po mnie spływa, jak rzęsisty deszcz. Niech śpiew rozrywa mi płuca, marzenia parowały z głowy, a nuty wyryły się na przegubie.
Zachód, pomarańczowy płyn i cichy krzyk. Nie będę spać. Deski wyrywane z podłogi, sny wyrywane z kontekstu. Ręce splatane w uścisk, włosy splatane w warkocz. Ucieczka przed sobą, we śnie spustoszenia i nienawiści.
Kocham cię, moje dzieło. Zostaniesz tu, dopóki nie wrócę. Będziesz tu. Dlaczego?
Bo też mnie kochasz. Bijesz granatem, a jednak ożywiasz blaskiem czerwieni.
Krew płynie w żyłach. Bliżej, bliżej. Tafla wody. Zanurzasz się? Ja też. Stąpamy razem. Kryję się na uboczu, gdzie wszystko jest inne. Zbyt mokro, by uważać, gdzie się płynie. Będziesz tam, gdzie dotrzesz. Ile wytrzymasz. Gdzie dopłyniesz. Ile pocałunków, przeprosin i ucieczek, by przyzwyczaić się do niezgodności naszej trasy. Celujesz gdzieś indziej, ja podchodzę bliżej. Przepaść, zapaść, kolejne przeprosiny. Blady jak ściana. Złamana ręka. Jęk, błysk, jasność, noc, kochanie. Nie kocham cię. Słyszysz mnie? Nie słuchaj. Zamknij na mnie swoje uszy. Ciało. Idę w cień. Cień siebie. Bliżej granicy. Znowu. Jesteś przy mnie, ale uciekasz. Myślami. Gdzieś indziej, zupełnie. Gdzie? Pod wodą.














