Taniec szaleńca
caveinternetum - artukuł dodany 2012-01-29 17:02
0
0.0
380
Czym jest rzeczywistość? Czym jest dzisiaj? Czy istnieje jeszcze sztuka? Dokąd zmierzamy?
(Głos z przeszłości) P mówi, że ciekawe rzeczy można przeczytać w gazecie. Zachłysnęłam się powietrzem. Czytaj książki. W gazecie znajdziesz tylko bzdury dotyczące dzisiaj, wyblakłe już następnego dnia. Za to bohaterowie książek żyją cały czas. Nie ważne ile czekają na półce, oddychają tak samo.
Ale ja chcę czytać
Czytaj więc do woli
Wiesz, że to
Tak, do niczego cię nie
Mogłabyś, ale
Chętnie rzuciłabym tą gazetą o ścianę. Ty wiesz. Ale nadal mnie nie znasz, choć znasz bardzo długo. I nic się nie zmienia. Bo zajmujesz się dzisiaj, a ja żyję dniem wczorajszym i jutrzejszym. Bo sztuka nie dotyczy teraz, teraz to sprawa zawsze, a zawsze umyka gdzieś daleko, bo przecież zawsze jest aktualne. przymykaj na to oko do woli; dlatego nie czujesz mnie, ja nie czuję ciebie, a w twojej kieszeni zalega pożegnanie, o którym nie...
Nie wiem nic o żadnym
Bo ci nie powiedziałam, nie
"Nie otwierać'', otworzyć?
Mówiłam przecież, że
Dobrze więc.
Pojmujesz pojęcie sztuki?
Słucham?
Nigdy nie słuchasz, jesteś zamknięty w dzisiaj. Tak jak ci artyści stąpający po tym samym gruncie, bo "naśladujący'' jest częste, bo już nikt nie szuka nowej ramy, nowych barw, cieni i dziur. Naśladujący Epikura. Naśladujący Nikifora. Niczego nowego nie będzie. Współczesność będzie się za nami ciągnąć zawsze, bo żyjemy tylko dzisiaj, a dzisiaj kończy się za parę godzin. O północy lub poranku gramy od nowa, codziennie to samo. Nie szukamy drugiego dna.
Pogubić się można
Za bardzo poukładany
Ja?
Otwórz list
Teraz nie chcę
To co ja...
Nie wiem.
Nigdy nie wiesz. Bo czego można dowiedzieć się z tygodnika, skoro można myśleć nad jednym wątkiem przez parę lat, najmarniej?
Wiesz, znowu boli mnie ucho. Co, jeśli kiedyś nie usłyszę? Tych fal obijających się o klif, piosenek dudniących w głośnikach, szelestu klawiszy, oddechu po biegu, śmiechu, płaczu, głosu, który chodzi za mną od miesięcy, ale nie wiem co to za głos? Co to za głos w mojej głowie, chyba nigdy nie zgaśnie. Odejdzie wraz ze mną. Nie słyszałam, nie słyszę, ale czuję ten głos, drgający w krtani, czyjejś krtani. Będę zamknięta we własnym świecie, który uciekł od przeszłości tak szybko jak tylko mógł, ale został jeszcze duchem w tamtych miejscach, sypiących się blokach, sprawiających mi ból. Inaczej nie mogłabym żyć. I co, jeśli miał rację? Ten głos z przeszłości, co jeśli należy żyć dzisiaj, a ja po prostu za bardzo wgłębiam się w wieczność, która mnie nie czeka? Co, jeśli cały mur budowany przeze mnie przez miesiące milczenia nagle runie, i stopy cierpiące katusze na cegle nagle wtopią się w dno, wirtualność, nierzeczywistość, ciemny kąt, z którego nie ma wyjścia. Wtedy albo oddam się, poddam albo zniknę. Bo poza murem też jest świat, na razie oglądam go przez szybę. Ale co jeśli wszystkie moje przemyślenia okażą się zmarnowaniem czasu, okażą się boleścią nocy i katem dla zegarków?
Jeśli ta współczesność ma nią pozostać, to skąd na tym świecie wzięli się myśliciele? Żeby popełnić samobójstwo? Utopić się w swojej boleści, wyschnąć na pustyni niewiadomych? Zakryć odkryte i odkrywać na nowo, jeszcze raz, w kółko?
Dzisiaj znowu jest zły dzień. Bo wróciłam do formy, przerastam ją i już sama nie wiem, czy starczy mi miejsca na siebie. Ponownie tracę panowanie; sama nie wiem czy wystarczy, czy myśleć dalej, czy komplikować, czy znowu nie spać i myśleć. Myśleć nad tym co się nadaje, a co trafi do katalogu rzeczy straconych, beznadziejnych i zmarnowanych. Ile lat będę musiała przeżyć, żeby zdać sobie sprawę jak dużo przeżyłam? I czy w ogóle jest coś takiego jak poczucie spełnienia, poczucie wypełnienia się odpowiednią liczbą wydarzeń? Czy jeśli teraz przestanę pisać, za parę lat pomyślę o wszystkim w ten sam sposób?
Gdzie idziemy, jeśli się w ogóle ruszamy. Bo wiesz, naszła mnie pewna myśl. Tak nagle, gdy patrzyłam na swoją niebieską lampkę na biurku, która jeszcze nigdy mnie nie oślepiła dostatecznie; tak, aby świat był jaśniejszy przez pięć sekund. Dotarło do mnie, że w środku trzymam pewną ideę. I ta idea rośnie. Lecz na razie nigdzie nie wyjdzie, chyba że sama zacznie się obijać, rosnąć, walić, krzyczeć i próbować uciec. Bo dobrze mi z nią w środku. Gdy tak myślę o tym, co jest. I co mogłoby być, ale wcale nie musi. Marzenia czekające na spełnienie są najlepsze, mogą przerastać tysiąc razy efekt końcowy. I patrzysz na swoje marzenie, które błyszczy i mruga do ciebie. Wiesz wtedy, jakie masz możliwości. Nawet gdy coś nie wypali, miałeś tę szansę uśmiechnięcia się do siebie i powiedzenia: "Tak, to moje marzenie, jest możliwe w moich snach. Gdy śnię, ono istnieje. Dla niego zasypiam codziennie, ono nie pozwala mi obudzić się w nocy.''
Dlatego zawsze odkładam rzeczy, które odłożyć mogę. Nawet o dwie minuty. Tak bardzo cieszę się z tych literek. Z uśmiechów i tego, co mogę zachować na zawsze. Marzenia są niewyobrażalnym pięknem, kreowanym przez nas samych i pokazującym naszą wewnętrzną kruchość i delikatność.
Dlatego tak samo wczoraj jak i jutro pisać będę ze swoim marzeniem. Z książką przy boku i bolącym uchem. Nadal mogę słuchać głosów, cieszyć się ich tonem. Mimo, że list został pewnie spalony, ten pożegnalny list.
A Epikur nadal będzie w pewnym stopniu kopiowany. Ja przeżyję własne życie, zbudowane na szkielecie, który tkwi we mnie. Spełniona czy nie, zatrzymując zegarki bądź przestawiając wskazówki. Doprowadzając tym do szału wszystkich dookoła.
Przeczytajcie mnie z goryczą, złością na języku, chaosem w głowie i szaleństwem w oczach.
"Liczy się przede wszystkim czytanie, czarne na białym, litery, sylaby, wiersze, te nieludzkie utrwalenia, znaki, te ustalenia, to zastygłe w wyraz szaleństwo, które wydobywa się z ludzi. Wyraz jest szaleństwem, wypływa z naszego szaleństwa. Liczy się przecież przewracanie kartek, gonitwa od jednej strony do drugiej, ucieczka, współudział w szaleńczym, zakrzepłym wylewie, liczy się nikczemność przerzutni, ubezpieczenie życia w jedynym zdaniu, ubezpieczenie wtórne zdań w życiu. Czytanie jest nałogiem, który może zastąpić wszystkie inne nałogi lub czasem zamiast nich intensywniej pomaga wszystkim żyć, jest wyuzdaniem, nieszczęsną manią.'' - I.Bachmann
(Głos z przeszłości) P mówi, że ciekawe rzeczy można przeczytać w gazecie. Zachłysnęłam się powietrzem. Czytaj książki. W gazecie znajdziesz tylko bzdury dotyczące dzisiaj, wyblakłe już następnego dnia. Za to bohaterowie książek żyją cały czas. Nie ważne ile czekają na półce, oddychają tak samo.
Ale ja chcę czytać
Czytaj więc do woli
Wiesz, że to
Tak, do niczego cię nie
Mogłabyś, ale
Chętnie rzuciłabym tą gazetą o ścianę. Ty wiesz. Ale nadal mnie nie znasz, choć znasz bardzo długo. I nic się nie zmienia. Bo zajmujesz się dzisiaj, a ja żyję dniem wczorajszym i jutrzejszym. Bo sztuka nie dotyczy teraz, teraz to sprawa zawsze, a zawsze umyka gdzieś daleko, bo przecież zawsze jest aktualne. przymykaj na to oko do woli; dlatego nie czujesz mnie, ja nie czuję ciebie, a w twojej kieszeni zalega pożegnanie, o którym nie...
Nie wiem nic o żadnym
Bo ci nie powiedziałam, nie
"Nie otwierać'', otworzyć?
Mówiłam przecież, że
Dobrze więc.
Pojmujesz pojęcie sztuki?
Słucham?
Nigdy nie słuchasz, jesteś zamknięty w dzisiaj. Tak jak ci artyści stąpający po tym samym gruncie, bo "naśladujący'' jest częste, bo już nikt nie szuka nowej ramy, nowych barw, cieni i dziur. Naśladujący Epikura. Naśladujący Nikifora. Niczego nowego nie będzie. Współczesność będzie się za nami ciągnąć zawsze, bo żyjemy tylko dzisiaj, a dzisiaj kończy się za parę godzin. O północy lub poranku gramy od nowa, codziennie to samo. Nie szukamy drugiego dna.
Pogubić się można
Za bardzo poukładany
Ja?
Otwórz list
Teraz nie chcę
To co ja...
Nie wiem.
Nigdy nie wiesz. Bo czego można dowiedzieć się z tygodnika, skoro można myśleć nad jednym wątkiem przez parę lat, najmarniej?
Wiesz, znowu boli mnie ucho. Co, jeśli kiedyś nie usłyszę? Tych fal obijających się o klif, piosenek dudniących w głośnikach, szelestu klawiszy, oddechu po biegu, śmiechu, płaczu, głosu, który chodzi za mną od miesięcy, ale nie wiem co to za głos? Co to za głos w mojej głowie, chyba nigdy nie zgaśnie. Odejdzie wraz ze mną. Nie słyszałam, nie słyszę, ale czuję ten głos, drgający w krtani, czyjejś krtani. Będę zamknięta we własnym świecie, który uciekł od przeszłości tak szybko jak tylko mógł, ale został jeszcze duchem w tamtych miejscach, sypiących się blokach, sprawiających mi ból. Inaczej nie mogłabym żyć. I co, jeśli miał rację? Ten głos z przeszłości, co jeśli należy żyć dzisiaj, a ja po prostu za bardzo wgłębiam się w wieczność, która mnie nie czeka? Co, jeśli cały mur budowany przeze mnie przez miesiące milczenia nagle runie, i stopy cierpiące katusze na cegle nagle wtopią się w dno, wirtualność, nierzeczywistość, ciemny kąt, z którego nie ma wyjścia. Wtedy albo oddam się, poddam albo zniknę. Bo poza murem też jest świat, na razie oglądam go przez szybę. Ale co jeśli wszystkie moje przemyślenia okażą się zmarnowaniem czasu, okażą się boleścią nocy i katem dla zegarków?
Jeśli ta współczesność ma nią pozostać, to skąd na tym świecie wzięli się myśliciele? Żeby popełnić samobójstwo? Utopić się w swojej boleści, wyschnąć na pustyni niewiadomych? Zakryć odkryte i odkrywać na nowo, jeszcze raz, w kółko?
Dzisiaj znowu jest zły dzień. Bo wróciłam do formy, przerastam ją i już sama nie wiem, czy starczy mi miejsca na siebie. Ponownie tracę panowanie; sama nie wiem czy wystarczy, czy myśleć dalej, czy komplikować, czy znowu nie spać i myśleć. Myśleć nad tym co się nadaje, a co trafi do katalogu rzeczy straconych, beznadziejnych i zmarnowanych. Ile lat będę musiała przeżyć, żeby zdać sobie sprawę jak dużo przeżyłam? I czy w ogóle jest coś takiego jak poczucie spełnienia, poczucie wypełnienia się odpowiednią liczbą wydarzeń? Czy jeśli teraz przestanę pisać, za parę lat pomyślę o wszystkim w ten sam sposób?
Gdzie idziemy, jeśli się w ogóle ruszamy. Bo wiesz, naszła mnie pewna myśl. Tak nagle, gdy patrzyłam na swoją niebieską lampkę na biurku, która jeszcze nigdy mnie nie oślepiła dostatecznie; tak, aby świat był jaśniejszy przez pięć sekund. Dotarło do mnie, że w środku trzymam pewną ideę. I ta idea rośnie. Lecz na razie nigdzie nie wyjdzie, chyba że sama zacznie się obijać, rosnąć, walić, krzyczeć i próbować uciec. Bo dobrze mi z nią w środku. Gdy tak myślę o tym, co jest. I co mogłoby być, ale wcale nie musi. Marzenia czekające na spełnienie są najlepsze, mogą przerastać tysiąc razy efekt końcowy. I patrzysz na swoje marzenie, które błyszczy i mruga do ciebie. Wiesz wtedy, jakie masz możliwości. Nawet gdy coś nie wypali, miałeś tę szansę uśmiechnięcia się do siebie i powiedzenia: "Tak, to moje marzenie, jest możliwe w moich snach. Gdy śnię, ono istnieje. Dla niego zasypiam codziennie, ono nie pozwala mi obudzić się w nocy.''
Dlatego zawsze odkładam rzeczy, które odłożyć mogę. Nawet o dwie minuty. Tak bardzo cieszę się z tych literek. Z uśmiechów i tego, co mogę zachować na zawsze. Marzenia są niewyobrażalnym pięknem, kreowanym przez nas samych i pokazującym naszą wewnętrzną kruchość i delikatność.
Dlatego tak samo wczoraj jak i jutro pisać będę ze swoim marzeniem. Z książką przy boku i bolącym uchem. Nadal mogę słuchać głosów, cieszyć się ich tonem. Mimo, że list został pewnie spalony, ten pożegnalny list.
A Epikur nadal będzie w pewnym stopniu kopiowany. Ja przeżyję własne życie, zbudowane na szkielecie, który tkwi we mnie. Spełniona czy nie, zatrzymując zegarki bądź przestawiając wskazówki. Doprowadzając tym do szału wszystkich dookoła.
Przeczytajcie mnie z goryczą, złością na języku, chaosem w głowie i szaleństwem w oczach.
"Liczy się przede wszystkim czytanie, czarne na białym, litery, sylaby, wiersze, te nieludzkie utrwalenia, znaki, te ustalenia, to zastygłe w wyraz szaleństwo, które wydobywa się z ludzi. Wyraz jest szaleństwem, wypływa z naszego szaleństwa. Liczy się przecież przewracanie kartek, gonitwa od jednej strony do drugiej, ucieczka, współudział w szaleńczym, zakrzepłym wylewie, liczy się nikczemność przerzutni, ubezpieczenie życia w jedynym zdaniu, ubezpieczenie wtórne zdań w życiu. Czytanie jest nałogiem, który może zastąpić wszystkie inne nałogi lub czasem zamiast nich intensywniej pomaga wszystkim żyć, jest wyuzdaniem, nieszczęsną manią.'' - I.Bachmann














