Bohater wywyższony
caveinternetum - artukuł dodany 2012-01-30 12:44
0
4.0
412
Artykuł o bohaterach tych czasów, o których nic nie wiemy, którzy są brutalnie zapominani i pomijani coraz częściej. O masie bohaterów "codziennych", nazywanych nimi bez powodu, tylko dla samego popularyzowania ich. Artykuł o nadużywaniu tego miana.
Wstyd. Wstydzę się za ludzi, którzy kryją się za maską bohaterów, mimo że nigdy nie byli świadkami wojny. Wielkie postaci marnego formatu, uwiecznione przez przypadek na łamach gazet, między słowami użytymi przez nich na wyrost. Wstydzę się tego, że myślę jaka bym to była świetna, gdyby nagle coś złego się stało, nagła wiadomość, paraliżująca wszystkich przeczesała by mnie jak sito, ale trzymałabym się na nogach. Nie mam prawa tak myśleć, bo nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Użycie słowa "bohater" bez żadnej przyczyny jest wręcz degradujące w przypadku osoby niegodnej. Tysiące ludzi poległych na twoich oczach, masa krwi przelewającej się, spływającej w dół ulic śródmieścia, to jest na pewno nie do opisania ani odtworzenia. Broń w rękach trzęsących się z bólu, świadomości chcącej zupełnie inaczej... Wojna w Polsce była lata temu, toteż świadków jest już naprawdę niewielu. Oni za to wcale się tym nie szczycą, nie wyrywają się do orderów ani wywiadów w telewizji. Oto czym jest pamięć, czymś co ucieka z prędkością lamparta, a ci, którzy jeszcze mają coś w głowach ani myślą komukolwiek przypominać o istnieniu prawdziwych bohaterów, ach, osób historycznych, zasłużonych! Cóż to by było, słuchać jeszcze raz o całej mieszaninie złości? Latach przez hipisami i pokojem na świecie? Przecież to już nie istnieje!
Jest tak samo prawdopodobne jak bitwa pod Grunwaldem albo założenie Rzymu przez dwóch braci, wychowanych przez wilczycę. Zdjęcia blakną, nawet ratowane umykają nam, wyrywane z rąk przez wiatr odlatują daleko, by nikt nie był w stanie ich znaleźć.
Jest mi głupio, bo bohaterów w tych czasach jest niewielu, a najwięcej osób prawych i godnych żyło wtedy, gdy takowe jeszcze nie były wysławiane, nie zasiadały na laurach, spotykając się z prezydentami i siedząc na ważnych konferencjach zupełnie bez celu, bo rozmowa jest niczym w porównaniu z działaniem. O ludziach ratujących, walczących w imię ojczyzny wspominano w książkach, rozgłośniach radiowych... Wcześniej było inaczej, małe dzieci dorastały na żywych wzorcach! Teraz maluchy karmione są bajkami o hipopotamach i misiach latających samolotami z jednej wioski do drugiej po chleb. Ile w tym patriotyzmu? Wiedzy o państwie, w którym dorastają, dla którego w przyszłości będą pracować? Nawet nie zdają sobie sprawy KTO jest ich historycznym ideałem, mającym dobrze poukładane wartości życiowe. Nauczyciele, zadając dzieciom wypracowanie o osobie, którą najbardziej cenią za swoje czyny, zwykle zmuszeni są czytać bzdety o rodzicach albo dziadkach. Dlaczego? Bo to najprostszy przykład,a przecież książki historyczne są fe.
Ot, co się dzieje z "bohaterami'' w tych czasach - lądują na okładkach magazynów, obok próbki szminki lub porad domowych.
Wstyd. Wstydzę się za ludzi, którzy kryją się za maską bohaterów, mimo że nigdy nie byli świadkami wojny. Wielkie postaci marnego formatu, uwiecznione przez przypadek na łamach gazet, między słowami użytymi przez nich na wyrost. Wstydzę się tego, że myślę jaka bym to była świetna, gdyby nagle coś złego się stało, nagła wiadomość, paraliżująca wszystkich przeczesała by mnie jak sito, ale trzymałabym się na nogach. Nie mam prawa tak myśleć, bo nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Użycie słowa "bohater" bez żadnej przyczyny jest wręcz degradujące w przypadku osoby niegodnej. Tysiące ludzi poległych na twoich oczach, masa krwi przelewającej się, spływającej w dół ulic śródmieścia, to jest na pewno nie do opisania ani odtworzenia. Broń w rękach trzęsących się z bólu, świadomości chcącej zupełnie inaczej... Wojna w Polsce była lata temu, toteż świadków jest już naprawdę niewielu. Oni za to wcale się tym nie szczycą, nie wyrywają się do orderów ani wywiadów w telewizji. Oto czym jest pamięć, czymś co ucieka z prędkością lamparta, a ci, którzy jeszcze mają coś w głowach ani myślą komukolwiek przypominać o istnieniu prawdziwych bohaterów, ach, osób historycznych, zasłużonych! Cóż to by było, słuchać jeszcze raz o całej mieszaninie złości? Latach przez hipisami i pokojem na świecie? Przecież to już nie istnieje!
Jest tak samo prawdopodobne jak bitwa pod Grunwaldem albo założenie Rzymu przez dwóch braci, wychowanych przez wilczycę. Zdjęcia blakną, nawet ratowane umykają nam, wyrywane z rąk przez wiatr odlatują daleko, by nikt nie był w stanie ich znaleźć.
Jest mi głupio, bo bohaterów w tych czasach jest niewielu, a najwięcej osób prawych i godnych żyło wtedy, gdy takowe jeszcze nie były wysławiane, nie zasiadały na laurach, spotykając się z prezydentami i siedząc na ważnych konferencjach zupełnie bez celu, bo rozmowa jest niczym w porównaniu z działaniem. O ludziach ratujących, walczących w imię ojczyzny wspominano w książkach, rozgłośniach radiowych... Wcześniej było inaczej, małe dzieci dorastały na żywych wzorcach! Teraz maluchy karmione są bajkami o hipopotamach i misiach latających samolotami z jednej wioski do drugiej po chleb. Ile w tym patriotyzmu? Wiedzy o państwie, w którym dorastają, dla którego w przyszłości będą pracować? Nawet nie zdają sobie sprawy KTO jest ich historycznym ideałem, mającym dobrze poukładane wartości życiowe. Nauczyciele, zadając dzieciom wypracowanie o osobie, którą najbardziej cenią za swoje czyny, zwykle zmuszeni są czytać bzdety o rodzicach albo dziadkach. Dlaczego? Bo to najprostszy przykład,a przecież książki historyczne są fe.
Ot, co się dzieje z "bohaterami'' w tych czasach - lądują na okładkach magazynów, obok próbki szminki lub porad domowych.















