Poniedziałek, 21 Maja 2012. Imieniny: Kryspina, Wiktora
POWODZENIA NA DZISIEJSZEJ
MATURZE!
Wyszukaj zaawansowane
Teraz w Cogito
Archiwum
Uczciwość – czy jeszcze istnieje?

Chciałabym poruszyć sprawę zanikającej, niestety, wartości, nawet cnoty, jaką jest uczciwość. Zanik (...)ostępują nieuczciwie, a zarazem niemoralnie, dlaczego ja mam być inny/a? To popularne usprawiedliwienie.

Znajdź uczelnię

Typ uczelni:
Województwo:
Kierunek studiów:
Rodzaj studiów:
Szukana fraza:

Ankieta

Angielski na maturze był:
prosty
może być
trudny

5.0

Od połączenia Szekspira i Mansona mam migrenę

Komentarze 3  Ocena 5.0  Odsłony 1099

Linkownia

Wykop Gwar Digg Del.icio.us Linkr Reddit
Jedno z wielu moich opowiadań. Sprytne połączenie twórczości Mansona i Szekspira, a w tle prawdziwe niestosowne uczucie...

John znowu nic nie napisał. Nie był w stanie nic zrobić. Z wielkim trudem przychodziła mu praca. Już dawno stracił dziecięcy zapał do pisania. Nie był młodym pisarzem, który miał tak wiele pomysłów na kolejną powieść. Zdenerwowany rzucił piórem o ścianę... ta bezradność i brak weny były dobijające i strasznie frustrujące. Musiał się wziąć w garść, nie tylko dla siebie, ale też dla swojej córki i dla jej przyszłości. Zaczynało im brakować pieniędzy. Jeśli szybko nie wyda książki będą musieli pożegnać się z dobrym życiem, odrobinę ponad stan. Mogli wszystko stracić, a tego mężczyzna by sobie nie darował.

Bezradny podszedł do barku i nalał sobie whisky. Nawet nie wiedział jak to się stało, ale butelka wyślizgnęła mu się z ręki. Zaklął, kiedy alkohol rozlał się na beżowym dywanie. Chciał szybko pozbierać szkło, ale oczywiście zranił się w dłoń. W tym samym momencie, w którym starł się zatrzymać krwotok, ktoś zadzwonił do drzwi. Zdenerwowany John poszedł otworzyć.
- Dzień dobry czy zastałam Tinę? - odezwała się niska dziewczyna o kruczo-czarnych włosach.
- Nie, niestety, Emily pojechała do mamy - odpowiedział Johny.
Chciał jak najszybciej pozbyć się koleżanki córki… Nie miał ochoty na żadne rozmowy, a tym bardziej z młodą, niedojrzałą kobietą. Tym bardziej, o czym miał z nią rozmawiać?
- Boże, co się panu stało w rękę!? – krzyknęła, kiedy zauważyła krew spływającą po jego dłoni.
- Ach to... to nic... - powiedział starając się ukryć za sobą dłoń.
- Na litość boską, proszę mi to pokazać – zaprotestowała dziewczyna i weszła do pomieszczenia delikatnie naciskając na Johnego. – Apteczka jest w łazience... prawda?
Mężczyzna tylko kiwnął głową i pozwolił opatrzyć swoje rany młodej dziewczynie. Jej ręce były wyjątkowo delikatne, a wszystko robiła z wielką gracją.
- I już… - powiedziała nieśmiało kiedy skończyła.
- Dziękuję Emily, ale nie było trzeba... naprawdę bym sobie poradził.
- Oczywiście że tak – uśmiechnęła się kwaśno i rozejrzała się po pokoju. – Widzę, że ma pan ten swój znany kryzys twórczy.
- Przepraszam, co mam?! – odezwał się odrobinę za głośno, czym przestraszył młodą dziewczynę. - Skąd to wiesz...?
- Nie chciałam pana urazić. Po prostu Tina mi kiedyś powiedziała.
- Co Ci jeszcze mówi moja córka?
- Niewiele, ale wiem, że w takich chwilach uwielbia pan z nią rozmawiać - odpowiedziała zmieszana. - Ja chyba już pójdę. Przepraszam... - dodała i zaczęła zbierać się do wyjścia.
- Nie... zostań... muszę rzeczywiście chyba z kimś porozmawiać... - zatrzymał ją kiedy się podnosiła. – Nie powinienem chyba jednak Cię zatrzymywać, to odrobinę nie wypada.
- Proszę pana. Tina nigdy by mi nie wybaczyła, gdybym zostawiła pana w takim stanie – rzuciła mimochodem Emily.
Wywołało to uśmiech na twarzy Johnego. Zapowiadał się miły, lecz niestosowny wieczór, z młodą dziewczyną. Mimo wszystko przyjaciółką córki. Gdyby nie kryzys, jaki przeżywał, kazałby jej opuścić mieszkanie. Ale teraz potrzebował rozmowy.
- Więc o co tym razem chodzi? – przerwała ciszę dziewczyna bardziej pewnym głosem.
- Emily - zaczął John. - Ile ty masz lat? Wybacz, wiem, że kobiet nie pyta się o wiek... - dodał zmieszany. Ta młoda istota zbyt go peszyła.
- Osiemnaście, proszę pana...
- Doskonale… - powiedział uradowany. - Poczekaj, moment.

Obrócił się od swojej towarzyszki i poszedł do kuchni. Teoretycznie dziewczyna była pełnoletnia więc miał prawo wypić z nią wino, prawda? Przy winie lepiej się zawsze rozmawia. Wziął jedno z jego ulubionych... białe wytrawne i ser pleśniowy. Kiedy wchodził do salonu włączył muzykę... klasyczny utwór Mozarta. Dopiero kiedy zauważył minę dziewczyny, wiedział, że to błąd…
- Wybacz... uwielbiam Go, ale już wyłączę…
- Właściwie... to ja kocham Mansona – wzruszyła ramionami i zaszczyciła Johnego promiennym uśmiechem.
- Tak... naturalnie... jak Tina... tylko, że moim ideałem jest raczej Szekspir i Mozart – odpowiedział nieco zmieszany. - Jednak zestawianie Mansona i Szekspira na tej samej płaszczyźnie powoduje u mnie silny ból głowy.
Pokój wypełnił radosny śmiech dziewczyny.
-Tak, to zdecydowanie może irytować – wyksztusiła między kolejnymi atakami śmiechu. - Przepraszam… nie powinnam, ale jest pan taki zabawny.
- Dziękuję, Emily.
John sam nie wiedział co ma myśleć o tej całej sytuacji. Dziewczyna bardzo go intrygowała. Była taka spokojna i wydawała się tak bardzo rozwinięta. Pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo jest ładna. Boże, czy on właśnie użył określenia ładna w kontekście erotycznym do przyjaciółki swojej córki? – pomyślał i bezradny usiadł na kanapie.
- Wino – uśmiechnął się. – Teoretycznie możesz się go napić. A praktycznie... możesz, jeśli przestaniesz nazywać mnie panem Johnym. Moja własna córka nie nazywa mnie ojcem, a co dopiero dziewczyna w jej wieku, panem…
- Dobrze, John… miło mi...! – kiedy schyliła się po kieliszek, jej włosy opadły delikatnie na jej ramiona. Była naprawdę bardzo ładna. - A więc… co tym razem tworzysz?
- Droga Emily... żebym ja wiedział co tworzę… - rzucił popijając wino. – Wtedy nie musiałbym się upokarzać siedząc tu z tobą …
- Ależ się nie upokarzasz! – zaprotestowała szybko. - To może być miłe doświadczenie. Rozmowa z wielkim pisarzem. Właściwie to też popisuję... bardzo chciałam wybrać się na filologię.
- Ach... – John nabrał powietrza i spojrzał wprost w urocze brązowe oczy dziewczyny. – Kochana, jeśli chcesz sobie zmarnować życie to idź śmiało!
- Przecież... to nie o to chodzi - przerwała mu. – Chodzi o sens w życiu, o to co się kocha. Nie można myśleć o tym co będzie... co stanie się za rok, dwa czy dwadzieścia…
- Jesteś jeszcze bardzo młoda…a ja zbyt stary - przerwał jej nagle a jego słowa padły jakby w głuchą przestrzeń. Emily zrobiła obrażoną minę, a sam John nie miał pojęcia co powiedzieć. Po raz kolejny ta młoda osoba pełna życia przerwała ciszę…
- "Nie poddawaj się rozpaczy. Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne". Czy nie tak mówił Szekspir? – mówiąc to była spokojna…
Johnemu aż zabrakło powietrza... czy właśnie 18-letnia osoba cytowała największego pisarza i robiła to z taką gracją i łatwością... Gdyby była starsza... chybaby ją pocałował.
– Trzeba walczyć o marzenia… one są wyjątkowe... nie są naszym życiem, są jego cichym podszeptem… - kontynuowała, gdy z ust mężczyzny nie padła żadna odpowiedź. - Czy w "Hamlecie" Wiliam nie napomknął: "Tak to rozwaga czyni nas tchórzami", dlaczego jesteś teraz tak rozważny? Dlaczego nie przypominasz tych ludzi, o których piszesz?
- "Jesteśmy z tego samego materiału co nasze sny" – odpowiedział jej cicho…
Był zafascynowany tym co Emily robiła z jego duszą. Nagle John zobaczył świat zupełnie inny... zaśmiał się i zwrócił do dziewczyny. - Jesteś bardzo mądra. Tina wychodząc z domu zawsze krzyczy to co ten wasz Manson kiedyś powiedział: "Zawsze byłem zdania, że człowiek jest inteligentny. To ludzie są głupi". Może i ma trochę racji, chociaż wygląda przerażająco…
- Johny .. – zapytała śmiejąc się. - Czy my właśnie połączyliśmy Szekspira i Mansona na jednej powierzchni? Nie boli Cię jeszcze głowa, co? – dodała i szturchnęła go w bok. Mężczyzna poczuł się przez chwilę jak w liceum. Dziwna rozmowa z napaloną koleżanką, tylko obecnie problemem było to, że on był o wiele za stary na coś takiego.
- "Jak się kobieta uprze to diabła przegada" – odpowiedział jej z zafascynowaną miną.
- O nie! Kocham Szekspira, ale czasami był szowinistą i nie uznawał kobiet.
- Emily, czy gdyby to była prawda, potrafiłby tak pięknie pisać o miłości do nich? O miłości Hamleta i Romeo?
- Och... przestań - rzuciła zaczepnie. - Mieliśmy rozmawiać o tobie, a nie o twórczości Szekspira.
- Tak, ale co mam ci powiedzieć… - zaczął nieśmiało. – Że właśnie udowodniłaś mi jakim jestem tchórzem i że jedyny mój problem siedzi tutaj... - mówiąc to dotknął palcem swojej głowy.
- Widzisz, już coraz lepiej z tobą…- uśmiechnęła się i zaczęła popijać wino.

Siedzieli tak bardzo długo, śmiali się i prześcigali w cytowaniu rożnych znakomitości. Rozmowa z Emily przyniosła Johnemu ukojenie i spokój. Czuł się nagle taki wolny i zadowolony. Niestety, jego radość odeszła równie szybko jak się pojawiła. Dziewczyna nagle rozbudzona winem i chyba zbyt płynną rozmową zaczęła go całować. Najpierw nieśmiało, zbyt natarczywie, a później z wielką czułością. John wiedział, że to niewłaściwe, a jednak tak bardzo przyjemne…
- Emily… błagam, przestań – powiedział, kiedy naglę się od niej oderwał. - Jesteś urocza, inteligentna... ale zbyt młoda. Jesteś przyjaciółką mojej córki! Na litość boską, Emily! - uniósł głos i potrząsnął odrobinę pijaną dziewczyną.
Przerażona podniosła się i uciekła z mieszkania mężczyzny. John pobiegł za nią, ale rozpłynęła się w powietrzu. Ledwo zdusił w sobie pragnienie, by zadzwonić do jej rodziców. Co miał powiedzieć, że upił ją i przeprowadził z nią rozmowę... filozoficzną? Kto by mu uwierzył? Bardzo żałował... żałował, że pozwolił jej zostać ale właśnie teraz poczuł, że może stworzyć coś pięknego. Usiadł do komputera i zapomniał o bożym świecie. Pogrążony w fikcji i fabule swojej książki.



***

6 lat później

Było piękne wiosenne popołudnie. Emily czuła się wolna. Właśnie skończyła szkołę w przyspieszonym terminie. Mogła nareszcie oddać się swojej pasji pisania. Nie wiedziała jednak za bardzo o czym ma pisać. Pierwszy raz poczuła to co... musiał czuć John. Tak, John, ojciec jej najlepszej przyjaciółki. Minęło tyle lat... ale ona nadal go pamiętała. Pamiętała wszystko zbyt dokładnie. Od tamtego wieczoru nie potrafiła myśleć o żadnym innym mężczyźnie, zakochała się w nim bez pamięci. Wiedziała jednak jak bardzo jest to niewłaściwe. Zerwała wszelkie kontakty ze swoją przyjaciółką Tiną, byle tylko więcej go nie spotkać. Przez prawie sześć lat codziennie sobie powtarzała, że wyleczyła się z tego uczucia! Naprawdę szczerze w to wierzyła.

Potrząsnęła głową, żeby odgonić napływające wspomnienia. Emily musiała wziąć się w garść. Właśnie skończyła studia. Należała jej się nagroda. Księgarnia! to był doskonały pomysł... kupi sobie dobrą książkę, poszuka inspiracji. Z tym zamiarem ruszyła do małego sklepiku na rogu, najlepszej księgarni w mieście. Już z daleka widziała jasną wystawę. Zapewne jakaś nowość - pomyślała, ale kiedy się zbliżyła, zabrakło jej powietrza.
Wprost na nią spoglądała niezliczona ilość twarzy roześmianego Johnego. Wydał książkę, nareszcie! - taka była jej pierwsza myśl. Podekscytowana podbiegła i porwała do ręki pierwszą…otworzyła na pierwszej stronie i zamarła…

"Tak to rozwaga czyni nas tchórzami"
Tę książkę dedykuję uroczej Emily, która obudziła we mnie na nowo… artystę. Z całego serca dziękuję…[i][/i]

Właśnie taką dedykację przeczytała w książce o dziwnym tytule: "Zakazana miłość". Emily aż bała się tego co zastanie w środku. Szybko zapłaciła sprzedawcy za nią i zaczęła czytać w pobliskim parku.
Nie pomyliła się. Początek wyglądał zupełnie tak samo jak ich pierwsza rozmowa. Niemal te same cytaty... ten sam sens rozmowy. Wszystko było takie podobne... ale zakończenie tej historii zupełnie inne. Tam młoda dziewczyna i starszy mężczyzna bezgranicznie w sobie zakochani, mimo przeciwności losu, stworzyli cudowny związek. Czy to możliwe, że właśnie takiego zakończenia chciał Johny? Ta myśl chodziła po głowie dziewczyny cały czas. Postanowiła, nie miała innego wyjścia, musiała to sprawdzić…

****

Johny czuł się bardzo nieswojo. Wczoraj wydano jego książkę, zastanawiał się czy Emily kiedyś ją przeczyta i czy będzie mu miała za złe? Często wyobrażał sobie, jak bardzo będzie wściekła, kiedy do niego przyjdzie. Nie spodziewał się jednak, że wbiegając po schodach w obcisłej koszulce i krótkich spodenkach będzie miała taka uroczą minę…
- Johny… dlaczego? Dlaczego to napisałeś? – zapytała się bez większych ceregieli.
Nawet się z nim nie przywitała... nie miał jej tego za złe, naturalnie.
- "Rozumiem furię w twoich słowach, ale nie rozumiem słów" – odpowiedział jej... cytatem Szekspira. Pożałował jednak, że to zrobił Furia na jej twarzy była nie do zniesienia
- Błagam…! Nie cytuj go! Johny, ja przez sześć lat starałam się z ciebie wyleczyć... - nagle zabrakło jej słów, z bezradną miną usiadła tuż obok niego na schodach i oboje przez chwilę wpatrywali się w bezkresne niebo.
- Przepraszam … - przerwał mężczyzna, lekko dotykając jej ramienia. – Powinienem jakoś cię odnaleźć i zapytać o zgodę.
- Proszę, przestań – przerwała mu zdenerwowana. - Ty nic nie rozumiesz, prawda? Kochałam cię. Zakochałam się w tobie z całego serca... wiedziałam jednak jak bardzo to jest niewłaściwe i starałam się zapomnieć. A czytając tę książkę zadałam sobie pytanie... czy ty... czy ty nie chciałeś takiego zakończenia naszej znajomości?
- Och Emily… - spojrzał w jej brązowe oczy i poczuł się tak, jak kilka lat wcześniej. Złapał w swe dłonie jej twarz i uśmiechnął się... - oczywiście, że tego chciałem. Obudziłaś mnie, sprawiłaś, że odżyłem na nowo... – nie musiał nic więcej mówić. Pocałunkiem przekazał jej resztę swoich podziękowań.

Gdy się od siebie oderwali dziewczyna spojrzała na niego ze łzami w oczach i odezwała się cicho...
- "Bo moja miłość równie jest głęboka, Jak morze, równie jak ono bez końca, Im więcej ci jej udzielam, tym więcej, Czuję jej w sercu". Uwielbiam ten cytat... idealnie ukazuje to co czuję, ale Johny… - przerwała nagle.

Nie musiała kończyć... po prostu mężczyzna czuł to chce mu powiedzieć. Nie miał jej tego za złe. Właściwie sam kiedyś uznał to za szaleństwo. Puścił ją i pozwolił jej odejść. Spojrzała tylko raz w tył, uśmiechnęła się przez łzy i ruszyła przed siebie. Johny... był z niej bardzo dumny. Cieszył się, że potrafiła... potrafiła ułożyć sobie życie bez niego...
Spojrzał z radością na niebo... Przeczuwał, że za niedługo ta urocza Emily zrobi wielką karierę! Miał nadzieję, że nigdy się nie zmieni, bo przecież za to tak bardzo ją kochał. Za to, że potrafiła być sobą... że uwielbiała Mansona i Szekspira, i że potrafiła... tyle lat go kochać, tylko po to by teraz, kiedy i on jej wyznał miłość, pozwoliła sobie i jemu odejść…
John doskonale wiedział, że tego im obojgu było trzeba. Spotkania sześć lat temu... by uwolnić jego i spotkania teraz, by uwolnić ją.

Oceń artykuł:

Skondensowana - 2012-03-11 12:54:21
Skondensowana
Brawo :) weszłam tu przez przypadek, a przeczytałam dosłownie jednym tchem. Piszesz z lekkością. Czyta się bardzo przyjemnie, w dodatku potrafisz zainteresować czytelnika. Trzymam za Ciebie kciuki.. Kimkolwiek jesteś ;)


Margot
Maniutka12 - 2012-01-31 11:26:46
Maniutka12
"Panowie, kapelusze z głów!" Czekam na inne opowiadania, które magiczną wstęgą wypłyną spod Twojego pióra!
redakcja - 2012-01-24 14:21:11
redakcja
Jestem pod wrażeniem, b
Skomentuj ten artykuł Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Chmurka tagów
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści i zdjęcia zamieszczane przez użytkowników na stronie cogito.com.pl, w części WIRTUALNEJ REDAKCJI.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS. Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Mindscape.