Pamiętamy
paula1107 - artukuł dodany 2012-01-07 22:24
0
0.0
473
Trochę w odpowiedzi na film A. Holland pt. "W ciemności". O tym, jak my - młodzi - postrzegamy historię.
Wychodzimy z kina. Nie trzeba żadnych słów. Wszyscy idą wolno, ze spuszczonymi głowami. Nie musimy przecież niczego komentować, Żydzi się uratowali, chociaż ten, który ich ukrywał, niedługo potem zginie tragicznie.
Wszystko wydaje się takie głupie i puste. Nawet posłodzona dwukrotnie kawa jest jakby gorzka, a świecące wyprzedaże, obniżki lub też bardziej nowocześniej krzyczące "sale'y" nie obchodzą nikogo.
Siadamy przy stoliku i próbujemy rozmawiać. Jest nas cztery - młode, ładne, zdrowe, nastoletnie dziewczyny. Co by z nami było, gdybyśmy żyły te kilkadziesiąt lat wcześniej? Może jedna z nas zostałaby wzięta za Żydówkę przez ciemne włosy i wielkie, brązowe włosy?
Siedzimy jakby razem, a jednak osobno. Każda z nas myśli, jak inaczej mogłyby potoczyć się losy dwunastu - jakże symbolicznych w liczbie - Żydów. Mamy swoje ulubione postacie zagrane przez aktorów, dyskutujemy na temat bestialstwa ukazanego ze strony Niemców, przejawów dobra, aż wreszcie na temat głównego bohatera.
Jest on najważniejszą częścią filmu, ponieważ dzięki jego osobowości, wielu kontaktom poznajemy polskie społeczeństwo od podszewki. Pełne chciwości, lubiące zabawę, alkohol, a zarazem wierzące w Boga, honorowe, niby tolerancyjne, ale tak naprawdę nieco egoistyczne. Bo najpierw liczyły się tylko pieniądze, a potem już ten nasz skołowany Leopold, który radzi, że: "jak się babę kocha, to się ją bije" nawet przywiązuje się do "moich Żydów". Żąda pieniędzy za każdy dzień ichniego nielegalnego życia, żeby nie stracić twarzy, żeby wszyscy myśleli, że jest silny i byle komu się nie da.
Jest ogromna potrzeba miłości. Zdradzanie żony w jednym pokoju, gdzie obok leży kochanka, na oczach jej i dorastającej córki. A potem te strasznie brzmiące słowa "Przepraszam was. Przeprasza, ale będę miała dziecko". I przedtem straszny płacz, bo się zmieściła w kanale, a wszyscy myśleli, że po prostu za dużo zjadła.
Jest też wiele o stosunkach polsko-rosyjskich. Oczywiście pokrapianych alkoholem, opartych na jakiś wspomnieniach wymuszonych przez granicę, wspólną część historii.
I oczywiście nie bez znaczenia jest postać kobiety. W wielu kontrastujących odsłonach.
Kobieta posłuszna. Ona umyje plecy, zaspokoi, kiedy trzeba, do kościoła się pójdzie pomodlić, a i znajomych w nocy wódką przywita.
Kobieta zraniona, bezbronna. Nie potrafi zapomnieć o mężczyźnie, który tak bardzo ją zranił. Unosi się honorem, kiedy nie trzeba, każe wybierać między nią a tą drugą. Aż w końcu umiera, płacząc za zabitym mężem.
Kobieta kochająca, dorastająca. To ona odpowiada za innych. Szuka przez kilka miesięcy swojej młodszej siostry, a potem opiekuje się najmłodszym dzieciątkiem. Ma potrzebę kochania, bo przecież nie upilnowała siostrzyczki, która jej śliwki z ciasta wyjadała i opiekuje się wszystkimi jak tylko potrafi.
Bardzo symboliczny film, niezwykła kreacja rzeczywistości, która momentami urzeka bliskością ludzi, tym, że nigdy nie przestawali rozmawiać, po prostu ze sobą być. Jednak przede wszystkim płacz.
Płacz nad bezsilnością, nad chciwością ludzi, bestialstwem, niewinnym dzieckiem.
Bo czasem nie pozostaje nic, tylko gorzko zapłakać.
Wychodzimy z kina. Nie trzeba żadnych słów. Wszyscy idą wolno, ze spuszczonymi głowami. Nie musimy przecież niczego komentować, Żydzi się uratowali, chociaż ten, który ich ukrywał, niedługo potem zginie tragicznie.
Wszystko wydaje się takie głupie i puste. Nawet posłodzona dwukrotnie kawa jest jakby gorzka, a świecące wyprzedaże, obniżki lub też bardziej nowocześniej krzyczące "sale'y" nie obchodzą nikogo.
Siadamy przy stoliku i próbujemy rozmawiać. Jest nas cztery - młode, ładne, zdrowe, nastoletnie dziewczyny. Co by z nami było, gdybyśmy żyły te kilkadziesiąt lat wcześniej? Może jedna z nas zostałaby wzięta za Żydówkę przez ciemne włosy i wielkie, brązowe włosy?
Siedzimy jakby razem, a jednak osobno. Każda z nas myśli, jak inaczej mogłyby potoczyć się losy dwunastu - jakże symbolicznych w liczbie - Żydów. Mamy swoje ulubione postacie zagrane przez aktorów, dyskutujemy na temat bestialstwa ukazanego ze strony Niemców, przejawów dobra, aż wreszcie na temat głównego bohatera.
Jest on najważniejszą częścią filmu, ponieważ dzięki jego osobowości, wielu kontaktom poznajemy polskie społeczeństwo od podszewki. Pełne chciwości, lubiące zabawę, alkohol, a zarazem wierzące w Boga, honorowe, niby tolerancyjne, ale tak naprawdę nieco egoistyczne. Bo najpierw liczyły się tylko pieniądze, a potem już ten nasz skołowany Leopold, który radzi, że: "jak się babę kocha, to się ją bije" nawet przywiązuje się do "moich Żydów". Żąda pieniędzy za każdy dzień ichniego nielegalnego życia, żeby nie stracić twarzy, żeby wszyscy myśleli, że jest silny i byle komu się nie da.
Jest ogromna potrzeba miłości. Zdradzanie żony w jednym pokoju, gdzie obok leży kochanka, na oczach jej i dorastającej córki. A potem te strasznie brzmiące słowa "Przepraszam was. Przeprasza, ale będę miała dziecko". I przedtem straszny płacz, bo się zmieściła w kanale, a wszyscy myśleli, że po prostu za dużo zjadła.
Jest też wiele o stosunkach polsko-rosyjskich. Oczywiście pokrapianych alkoholem, opartych na jakiś wspomnieniach wymuszonych przez granicę, wspólną część historii.
I oczywiście nie bez znaczenia jest postać kobiety. W wielu kontrastujących odsłonach.
Kobieta posłuszna. Ona umyje plecy, zaspokoi, kiedy trzeba, do kościoła się pójdzie pomodlić, a i znajomych w nocy wódką przywita.
Kobieta zraniona, bezbronna. Nie potrafi zapomnieć o mężczyźnie, który tak bardzo ją zranił. Unosi się honorem, kiedy nie trzeba, każe wybierać między nią a tą drugą. Aż w końcu umiera, płacząc za zabitym mężem.
Kobieta kochająca, dorastająca. To ona odpowiada za innych. Szuka przez kilka miesięcy swojej młodszej siostry, a potem opiekuje się najmłodszym dzieciątkiem. Ma potrzebę kochania, bo przecież nie upilnowała siostrzyczki, która jej śliwki z ciasta wyjadała i opiekuje się wszystkimi jak tylko potrafi.
Bardzo symboliczny film, niezwykła kreacja rzeczywistości, która momentami urzeka bliskością ludzi, tym, że nigdy nie przestawali rozmawiać, po prostu ze sobą być. Jednak przede wszystkim płacz.
Płacz nad bezsilnością, nad chciwością ludzi, bestialstwem, niewinnym dzieckiem.
Bo czasem nie pozostaje nic, tylko gorzko zapłakać.

















