Nigdy niekończący się koszmar
Maajesia - artukuł dodany 2012-01-05 10:53
2
5.0
683
Moje któreś tam z kolei opowiadanie "do szuflady", w końcu zdecydowałam się je pokazać. Mam nadzieję, że się spodoba. ;)
Pstryk. Pstryk. Po raz kolejny Ania nie mogła uruchomić zapalniczki. Coraz bardziej zirytowana ścisnęła wargami papierosa trzymającego w buzi. Ponownie nacisnęła i jej oczom ukazał się ogień. Przyłożyła go do przedniej części papierosa i zaciągnęła się. Wypuszczając dym z ust czuła jak z jej umysłu i ciała powoli ulatnia się ból i cierpienie.
Tak, to było coś co lubiła, mimo, że wiedziała, że to jest niebezpieczne, nie chciała tego przerywać. Zaciągnęła się po raz ostatni i wyrzuciła papierosa na ziemię zadeptując go. Wyjęła z torby perfumę, popryskała się, do buzi wsadziła miętowe drażetki, wzięła głęboki wdech i ruszyła słabo oświetloną ulicą do domu. Lubiła go, kochała swoją rodzinę, jednakże czuła, że oni za bardzo chcą kierować jej życiem. Wszystko chcą wiedzieć, ustawiać po swojemu. Na siłę chcą wpoić jej zasady na których przestrzeganie ma jeszcze sporo czasu. Wykańczało ją to. Rodziny się nie wybiera, więc musiała jakoś z tym żyć.
Przekręciła klucz w drzwiach i wycierając buty o leżącą przed nimi wycieraczkę weszła do środka. Ucieszyła się na widok swojej czworonożnej przyjaciółki, która jako jedyna od niej niczego nie chciała.
- Jak było na niemieckim? - usłyszała głos dobiegający z pokoju obok.
- W porządku - odparła drapiąc swojego psa za uchem.
Lady lubiła to, przymykała swoje zwierzęce oczka przechylając głowę w stronę jej pani. Ania uśmiechnęła się do siebie i wstała by się rozebrać. Torbę jak zwykle rzuciła na swoje łóżko stojące tuż przy drzwiach. Podeszła do komody po gumkę do włosów i patrząc w lustro wykonała niedbały kucyk. Oparła ręce o mebel i nie spuszczając wzroku ze swojego odbicia głośno westchnęła. Jej piękne niebieskie oczy zrobiły się szkliste.
- Nie będę płakać - powiedziała przez zaciśnięte zęby i otarła łzy, które zdążyły się wydostać.
W tym samym momencie do jej pokoju weszła mama.
- Kochanie, co zjesz na kolacje? - spytała uśmiechając się przy tym czule
- Nic, jakoś nie jestem głodna - odparła odwzajemniając uśmiech zakładając wystający kosmyk za ucho.
- Wszystko w porządku? - spojrzała z troską na córkę. - Wydajesz się taka inna, jakby zamknięta w sobie... - pogłaskała ją czule po twarzy.
Ania zauważyła, że ona na prawdę się martwi, co było rzadkie.
- Wszystko jest dobrze mamo, po prostu tyle nam zadają w tej szkole, że nie mam na nic czasu - westchnęła z lekkim oburzeniem.
- Dasz radę, jesteś zdolna, w końcu pochodzisz z wykształconej rodziny - pocałowała ją w czoło i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Dziewczyna wzięła książkę leżącą na biurku i usiadła na łóżko. Oparła głowę o ścianę, ciągle się wiercąc, gdyż nie mogła znaleźć wygodnej pozycji. Czuła, że na czymś siedzi, na czymś kującym i sztywnym. Wsadziła rękę pod kołdrę i wyciągnęła zgniecione zdjęcie. Rozwijając je czuła ból rozprzestrzeniający się po jej ciele z szybkością światła. Nie mogła patrzeć na niego koło siebie. Na sam widok czuła jak żołądek podchodził jej do gardła. Czuła do niego taką nienawiść, obrzydzenie, jednakże dalej go kochała, mimo tego, jaką krzywdę jej wyrządził.
Nie mogła sobie z tym poradzić, dlatego wpadła w nałóg nikotynowy. Wstydziła się komukolwiek o tym powiedzieć. Nie wiedziała o tym nawet jej najlepsza przyjaciółka, nawet mama. Zresztą, pewnie nawet by jej nie uwierzyła.
Zamykając oczy wróciły wspomnienia z tamtej nocy. Widziała jak ją popychał, rzucał na podłogę, czuła zapach jego perfum zmieszanych z dużą ilością alkoholu, czuła jego oddech na swojej szyi i ręce na udach.
Otworzyła oczy, które były już pełne łez. Zamrugała, by się nie wydostały, jednak one już kapały jej na zdjęcie. Po raz kolejny zgniotła je i rzuciła w łóżko. Położyła się na nim podkulając nogi i ściskając poduszkę. Zalała ją fala płaczu, jak każdego wieczoru. Cała drżała, ledwo łapała oddech. Jej pościel zabarwiła się na czarno od tuszu. Skuliła się jeszcze bardziej i zacisnęła mocno oczy. Drżała jeszcze przez chwilę, powoli oddech wracał do normalności. Czuła, że to już koniec, jednakże była zbyt zmęczona by cokolwiek robić. Odwróciła się i zakryła się kołdrą wkraczając w krainę snów z nadzieją, że tym razem przyśni się jej coś przyjemnego.
Pstryk. Pstryk. Po raz kolejny Ania nie mogła uruchomić zapalniczki. Coraz bardziej zirytowana ścisnęła wargami papierosa trzymającego w buzi. Ponownie nacisnęła i jej oczom ukazał się ogień. Przyłożyła go do przedniej części papierosa i zaciągnęła się. Wypuszczając dym z ust czuła jak z jej umysłu i ciała powoli ulatnia się ból i cierpienie.
Tak, to było coś co lubiła, mimo, że wiedziała, że to jest niebezpieczne, nie chciała tego przerywać. Zaciągnęła się po raz ostatni i wyrzuciła papierosa na ziemię zadeptując go. Wyjęła z torby perfumę, popryskała się, do buzi wsadziła miętowe drażetki, wzięła głęboki wdech i ruszyła słabo oświetloną ulicą do domu. Lubiła go, kochała swoją rodzinę, jednakże czuła, że oni za bardzo chcą kierować jej życiem. Wszystko chcą wiedzieć, ustawiać po swojemu. Na siłę chcą wpoić jej zasady na których przestrzeganie ma jeszcze sporo czasu. Wykańczało ją to. Rodziny się nie wybiera, więc musiała jakoś z tym żyć.
Przekręciła klucz w drzwiach i wycierając buty o leżącą przed nimi wycieraczkę weszła do środka. Ucieszyła się na widok swojej czworonożnej przyjaciółki, która jako jedyna od niej niczego nie chciała.
- Jak było na niemieckim? - usłyszała głos dobiegający z pokoju obok.
- W porządku - odparła drapiąc swojego psa za uchem.
Lady lubiła to, przymykała swoje zwierzęce oczka przechylając głowę w stronę jej pani. Ania uśmiechnęła się do siebie i wstała by się rozebrać. Torbę jak zwykle rzuciła na swoje łóżko stojące tuż przy drzwiach. Podeszła do komody po gumkę do włosów i patrząc w lustro wykonała niedbały kucyk. Oparła ręce o mebel i nie spuszczając wzroku ze swojego odbicia głośno westchnęła. Jej piękne niebieskie oczy zrobiły się szkliste.
- Nie będę płakać - powiedziała przez zaciśnięte zęby i otarła łzy, które zdążyły się wydostać.
W tym samym momencie do jej pokoju weszła mama.
- Kochanie, co zjesz na kolacje? - spytała uśmiechając się przy tym czule
- Nic, jakoś nie jestem głodna - odparła odwzajemniając uśmiech zakładając wystający kosmyk za ucho.
- Wszystko w porządku? - spojrzała z troską na córkę. - Wydajesz się taka inna, jakby zamknięta w sobie... - pogłaskała ją czule po twarzy.
Ania zauważyła, że ona na prawdę się martwi, co było rzadkie.
- Wszystko jest dobrze mamo, po prostu tyle nam zadają w tej szkole, że nie mam na nic czasu - westchnęła z lekkim oburzeniem.
- Dasz radę, jesteś zdolna, w końcu pochodzisz z wykształconej rodziny - pocałowała ją w czoło i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Dziewczyna wzięła książkę leżącą na biurku i usiadła na łóżko. Oparła głowę o ścianę, ciągle się wiercąc, gdyż nie mogła znaleźć wygodnej pozycji. Czuła, że na czymś siedzi, na czymś kującym i sztywnym. Wsadziła rękę pod kołdrę i wyciągnęła zgniecione zdjęcie. Rozwijając je czuła ból rozprzestrzeniający się po jej ciele z szybkością światła. Nie mogła patrzeć na niego koło siebie. Na sam widok czuła jak żołądek podchodził jej do gardła. Czuła do niego taką nienawiść, obrzydzenie, jednakże dalej go kochała, mimo tego, jaką krzywdę jej wyrządził.
Nie mogła sobie z tym poradzić, dlatego wpadła w nałóg nikotynowy. Wstydziła się komukolwiek o tym powiedzieć. Nie wiedziała o tym nawet jej najlepsza przyjaciółka, nawet mama. Zresztą, pewnie nawet by jej nie uwierzyła.
Zamykając oczy wróciły wspomnienia z tamtej nocy. Widziała jak ją popychał, rzucał na podłogę, czuła zapach jego perfum zmieszanych z dużą ilością alkoholu, czuła jego oddech na swojej szyi i ręce na udach.
Otworzyła oczy, które były już pełne łez. Zamrugała, by się nie wydostały, jednak one już kapały jej na zdjęcie. Po raz kolejny zgniotła je i rzuciła w łóżko. Położyła się na nim podkulając nogi i ściskając poduszkę. Zalała ją fala płaczu, jak każdego wieczoru. Cała drżała, ledwo łapała oddech. Jej pościel zabarwiła się na czarno od tuszu. Skuliła się jeszcze bardziej i zacisnęła mocno oczy. Drżała jeszcze przez chwilę, powoli oddech wracał do normalności. Czuła, że to już koniec, jednakże była zbyt zmęczona by cokolwiek robić. Odwróciła się i zakryła się kołdrą wkraczając w krainę snów z nadzieją, że tym razem przyśni się jej coś przyjemnego.















