Poświęcenie
maarli - artukuł dodany 2011-12-15 21:10
0
5.0
1122
Ile bylibyśmy w stanie poświęcić, by pomóc osobom, na którym nam zależy? Czy bylibyśmy w stanie oddać własne życie i wszystko o co walczyliśmy?
WIKTORIAŃSKA ANGLIA
3 lata wcześniej
- Ładne wąsy, panie Brown – powiedziała Charlotte znużona.
Znalezienie odpowiedniego męża było ważne dla panny jej pochodzenia. Ale czy najważniejsze? Dla jej rodziny, która decydowała o przyszłości Charlotte, owszem. Ale nie dla niej. Dziewczyna mogła jedynie próbować zniechęcać kandydatów, ku gniewie matki, która raz za razem rzucała jej karcące spojrzenia. Charlotte marzyła o innym życiu. Takim, w którym mogła rządzić, w którym mogła być sobą, a nie marionetką w rękach rodziny bądź męża. Nieszczęśliwie jej alabastrowa cera, burza ciemnych włosów, jasnoniebieskie tęczówki wyjątkowo dużych oczu oraz spory majątek napędzały coraz większą ilość kandydatów.
Nie zrozumcie mnie źle – jak każda dziewczyna marzyła o miłości. Jednak jej wyobrażenie było inne. Chciała być na równi z mężem, a nie klonem własnej matki, całkowicie oddanej i posłusznej. Było to tak nierealne, że wypowiedzenie tego na głos wywołałoby falę śmiechu.
- Och, spójrz, pan Auguste – odezwała się jej matka, wskazując wysokiego mężczyznę z kędzierzawą czupryną.
Błękitne oczy Charlotte zwróciły się w stronę mężczyzny Jedynego mężczyzny, który kiedykolwiek zwrócił uwagę dziewczyny. Przystojny, z psotną iskierką w oku, pozwalający wyrażać swoje zdanie. Ktoś, z kim mogła się droczyć, sprzeczać i nie martwić się o to, że zostanie uznana zbyt śmiałą. Podjęła decyzję. William, tak, właśnie William zostanie jej mężem.
Teraźniejszość
Charlotte spojrzała w lustro. Wyglądała piękniej niż kiedykolwiek. Miała na sobie wspaniałą suknię, a jej włosy, opadające falami na ramiona, ozdabiała drogocenna spinka. Tylko jej oczy stanowiły kontrast dla tego cudownego obrazka. Wyprane z radości, nie potrafiły się już uśmiechać. Płomień, który stale w nich błyskał, znikł bezpowrotnie.
2 lata wcześniej
Dziewczyna uśmiechnęła się. To był dla niej wspaniały dzień. Jej marzenia spełniały się. Miała wyjść za Williama, mieli wyjechać razem do Paryża. Narzeczony ujął jej dłoń …
Rok wcześniej
By zrozumieć tę historię, trzeba wiedzieć, jaka była Charlotte. Pomimo swojej upartości, śmiałości i niezależności, była bardzo oddana i uczuciowa. Zrobiłaby wszystko dla osób, na których jej zależało. Tak więc, gdy dowiedziała się, że William umiera, postanowiła poświęcić swoje życie, siebie, wszystko i zawrzeć pakt z demonem. Nie mogła go uratować, ale chciała chociaż oszczędzić mu cierpienia.
- Zabij go – szepnął demon, unoszący się nad jej głową.
- Czyż wtedy nie napędzę mu więcej cierpienia? I w czym mi w takim razie pomożesz?
- Umrze w spokoju, zaufaj mi. Cały czas będzie spał i nie będzie niczego świadomy. A potem uratuję ciebie. Nikt nie posądzi cię o jego śmierć.
Mgła krążyła wokół niej, lekko pchając Charlotte w stronę śpiącego ukochanego. Dziewczyna uniosła nóż nad głowę i zmrużyła oczy. Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Ostateczna decyzja. Ostatnia sekunda. Ostrze opadło. Szkarłatny kolor oblał ubranie i posłanie Williama. Charlotte jakby zapadła się w sobie. Zgasła.
Teraźniejszość
Nikt nie wiedział kto zabił Williama. Nikt nawet nie śmiałby zrzucić winy na Charlotte, której miłość do pana Auguste była tak oczywista. Teraz wychodziła ponownie za mąż. Cierpiała, nie chciała tego, ale nad jej uchem w każdym momencie ostatniego roku brzmiał głos, który niezmiennie wypowiadał słowa:
Teraz jesteś moja, wiesz co musisz robić.
WIKTORIAŃSKA ANGLIA
3 lata wcześniej
- Ładne wąsy, panie Brown – powiedziała Charlotte znużona.
Znalezienie odpowiedniego męża było ważne dla panny jej pochodzenia. Ale czy najważniejsze? Dla jej rodziny, która decydowała o przyszłości Charlotte, owszem. Ale nie dla niej. Dziewczyna mogła jedynie próbować zniechęcać kandydatów, ku gniewie matki, która raz za razem rzucała jej karcące spojrzenia. Charlotte marzyła o innym życiu. Takim, w którym mogła rządzić, w którym mogła być sobą, a nie marionetką w rękach rodziny bądź męża. Nieszczęśliwie jej alabastrowa cera, burza ciemnych włosów, jasnoniebieskie tęczówki wyjątkowo dużych oczu oraz spory majątek napędzały coraz większą ilość kandydatów.
Nie zrozumcie mnie źle – jak każda dziewczyna marzyła o miłości. Jednak jej wyobrażenie było inne. Chciała być na równi z mężem, a nie klonem własnej matki, całkowicie oddanej i posłusznej. Było to tak nierealne, że wypowiedzenie tego na głos wywołałoby falę śmiechu.
- Och, spójrz, pan Auguste – odezwała się jej matka, wskazując wysokiego mężczyznę z kędzierzawą czupryną.
Błękitne oczy Charlotte zwróciły się w stronę mężczyzny Jedynego mężczyzny, który kiedykolwiek zwrócił uwagę dziewczyny. Przystojny, z psotną iskierką w oku, pozwalający wyrażać swoje zdanie. Ktoś, z kim mogła się droczyć, sprzeczać i nie martwić się o to, że zostanie uznana zbyt śmiałą. Podjęła decyzję. William, tak, właśnie William zostanie jej mężem.
Teraźniejszość
Charlotte spojrzała w lustro. Wyglądała piękniej niż kiedykolwiek. Miała na sobie wspaniałą suknię, a jej włosy, opadające falami na ramiona, ozdabiała drogocenna spinka. Tylko jej oczy stanowiły kontrast dla tego cudownego obrazka. Wyprane z radości, nie potrafiły się już uśmiechać. Płomień, który stale w nich błyskał, znikł bezpowrotnie.
2 lata wcześniej
Dziewczyna uśmiechnęła się. To był dla niej wspaniały dzień. Jej marzenia spełniały się. Miała wyjść za Williama, mieli wyjechać razem do Paryża. Narzeczony ujął jej dłoń …
Rok wcześniej
By zrozumieć tę historię, trzeba wiedzieć, jaka była Charlotte. Pomimo swojej upartości, śmiałości i niezależności, była bardzo oddana i uczuciowa. Zrobiłaby wszystko dla osób, na których jej zależało. Tak więc, gdy dowiedziała się, że William umiera, postanowiła poświęcić swoje życie, siebie, wszystko i zawrzeć pakt z demonem. Nie mogła go uratować, ale chciała chociaż oszczędzić mu cierpienia.
- Zabij go – szepnął demon, unoszący się nad jej głową.
- Czyż wtedy nie napędzę mu więcej cierpienia? I w czym mi w takim razie pomożesz?
- Umrze w spokoju, zaufaj mi. Cały czas będzie spał i nie będzie niczego świadomy. A potem uratuję ciebie. Nikt nie posądzi cię o jego śmierć.
Mgła krążyła wokół niej, lekko pchając Charlotte w stronę śpiącego ukochanego. Dziewczyna uniosła nóż nad głowę i zmrużyła oczy. Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Ostateczna decyzja. Ostatnia sekunda. Ostrze opadło. Szkarłatny kolor oblał ubranie i posłanie Williama. Charlotte jakby zapadła się w sobie. Zgasła.
Teraźniejszość
Nikt nie wiedział kto zabił Williama. Nikt nawet nie śmiałby zrzucić winy na Charlotte, której miłość do pana Auguste była tak oczywista. Teraz wychodziła ponownie za mąż. Cierpiała, nie chciała tego, ale nad jej uchem w każdym momencie ostatniego roku brzmiał głos, który niezmiennie wypowiadał słowa:
Teraz jesteś moja, wiesz co musisz robić.
















