Poniedziałek, 21 Maja 2012. Imieniny: Kryspina, Wiktora
POWODZENIA NA DZISIEJSZEJ
MATURZE!
Wyszukaj zaawansowane
Teraz w Cogito
Archiwum
Blokady sukcesu

Sukces w większości wypadków to kwestia szczęścia. Cała rzecz polega na tym, żeby w tym krótkim mom (...)ście, nie być na sukces zablokowanym i w ogóle chcieć się wysilić, żeby do niego bliżej podejść.

Znajdź uczelnię

Typ uczelni:
Województwo:
Kierunek studiów:
Rodzaj studiów:
Szukana fraza:

Ankieta

Angielski na maturze był:
prosty
może być
trudny

0.0

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami...

Komentarze 0  Ocena 0.0  Odsłony 1375

Linkownia

Wykop Gwar Digg Del.icio.us Linkr Reddit
Rozsiądź się wygodnie, weź do ręki gorąca herbatę i daj ponieść się swojej wyobraźni...

Skończyło się lato, skończyły się wakacje. Dlatego też dla wszystkich lubiących podróżować, ale nie mających realnej możliwości przeniesienia się fizycznie, proponuję jedną z najnowszych propozycji Beaty Pawlikowskiej. Tym razem wraz z podróżniczką przenosimy się do Kambodży.
Kraj ten położony jest w Azji południowo- wschodniej, pomiędzy Tajlandią, Laosem oraz Wietnamem, dalej graniczy z wielką wodą.
Historia tego państwa jest równie długa jak i same dzieje Polski. Przyznam się do jednej, okropnej rzeczy, a mianowicie do złego spostrzegania świata poprzez pryzmat stereotypów. Zawsze wschód kojarzy mi się z regionem gorzej rozwinięty, z wszędobylską biedą. Może z materialnego punktu widzenia są to kraje uboższe, ale na pewno nie jesteśmy lepsi, jeśli mamy na myśli rozwój kultury. Na udowodnienie tych słów zacytuję fragment: "Tysiąc lat temu rządził w Polsce król Bolesław Chrobry. Wtedy też na polskich stołach pojawiły się pierwsze talerze, które zastąpiły dotychczasowe używane metalowe albo drewniane miski. W tym samym czasie w Azji południowo- wschodniej żyli Khmerzy, którzy zbudowali ówczesne największe miasto świata. Stolica ich imperium nazywała się Angkor, czyli po prostu "Miasto". Była ponad pięć razy większa od dzisiejszej Warszawy.". Znalazłam jeszcze jedno ciekawe stwierdzenie: "Przybysze do Imperium Khmerów podkreślali ze zdumieniem, że ludzie bardzo często się kąpią. W czasie upałów nawet kilkanaście razy dziennie, a co najdziwniejsze- robią to wspólnie kobiety i mężczyźni, osoby młode i starsze wiekiem, a nawet chorzy na trąd. Bolesław Chrobry nie byłby pewnie tym zaskoczony, bo w państwie polskim też dbano o higienę, ludzie używali do mycia mydła z łoju i popiołu.". Jako porównanie chciałabym przytoczyć fakt, że w XIX wieku na dworze Franciszka Józefa I myto się wyłącznie raz wciągu tygodnia. Przychodzi mi na myśl jedna rzecz, to chyba my, Europejczycy byliśmy przez długi czas obszarem zacofanym, nieświadomym, zaniedbanym, ale ego to my zawsze mieliśmy przerośnięte i chyba niestety nadal mamy. Co z jednej strony nie jest złe, ponieważ nie czujemy się gorsi, nie dajemy się zaszczuć przez innych. Ale z innej perspektywy z takim nastawieniem do życia dochodzi do wszelkich przejawów rasizmu i prześladowania tych, którzy chociaż trochę różnią się od nas samych.
Jeśli jesteśmy przy historii, to wyczytałam tam jeszcze jedną ciekawą rzecz pochodząca z kart dziejów Kambodży. W XX wieku zapanował tam wielki terror, zgotowany nie przez nikogo innego, jak tylko przez rodaków, tak więc trwała tam przerażająca bratobójcza walka. Miały to być rządy ludu, inteligencja stanowiła zagrożenie. Skąd my to znamy? W każdym bądź razie mnie jako okularnika zaszokował jeden fakt: "Na wszelki wypadek zabijano też ludzi noszących okulary, ponieważ najprawdopodobniej zepsuli sobie wzrok ślęcząc nad książkami, czyli marnując czas i zatruwając swoje myśli wynalazkami z Zachodu.". I tylko bardzo proszę, abyście nie wzięli sobie do serca tych słów i przestali czytać książki, o nie. Zdecydowanie zachęcam Was do psucia sobie wzroku przez marnowanie dni i nocy nad wszelkiego rodzaju powieściami. W przeciwieństwie do Czerwonych Khmerów, ja ludzi inteligentnych lubię.
Wraz z Blondynką poznajemy kulturę i zwyczaje mieszkańców Kambodży, co wydaje mi się przy takich egzotycznych podróżach niezwykle fascynujące, a zarazem i ekscytujące.
Zastanawialiście się kiedyś stąd na świecie wziął się ryż w takiej postaci w jakiej spożywamy go dzisiaj? A może nurtowało Was pytanie, dlaczego ludzie mieszkają w wioskach zbudowanych nad wodą, a same domy stoją na palach? Tego Wam nie zdradzę, ale z chętnie na te pytanie odpowiedziała Pawlikowska.
Książki Blondynki to nie tylko solidna dawka wiedzy na temat obyczajowości mieszkańców danego regionu, ale również ciekawe źródło informacji o tutejszej faunie i florze. "Spojrzeliśmy sobie w oczy, a wąż dodatkowo polizał powietrze językiem. Sprawdzał gdzie jestem. Węże mają wprawdzie zwykle dość dobry wzrok, ale natura dodała im w prezencie trzecie oko, które choć wygląd jak rozwidlony język, jest w istocie komputerem, który ogląda rzeczywistość dotykając cząsteczek powietrza, wody i ziemi, a analizując ich skład chemiczny i wyciągając z tych danych wnioski dotyczące wielkości ofiary, jej położenia, przemieszenia się, przydatności do spożycia, a nawet stanu emocjonalnego." Przyznam się, że nigdy wcześniej nie nurtowało mnie pytanie czemu właściwie gady te posiadają język, a odpowiedź wielce mnie zaskoczyła. Natura bywa zaskakująca i zarówno wielce fascynująca.
Więcej szczegółów dotyczących Kambodży Wam nie zdradzę, odkryjcie je sami wraz z Pawlikowską. Nie mam serca odbierać Wam tej przyjemności połączonej z dreszczem niepewności wynikającej z poznawania tego, co nieznane a zarazem intrygujące.
Oddalając się od treści merytorycznej, czuję się zobowiązana wspomnieć o języku książki. Jest on łatwy, przystępny. Dobrze się czyta. Dodatkowo ciekawe zdjęcia, ukazujące piękno i niezwykłość Kambodży. Teksty okraszone zostają rysunkami autorki, które są dość zabawne. Powieść wciąga, trudno się od niej oderwać.
Cena również zachęca do sięgnięcia po "Blondynkę w Kambodży". Kosztuje jedynie 13,99 złotych, a wiedza w niej zawarta jest olbrzymia. I zapewniam, że sięga się po nią niejeden raz, po te wszystkie ciekawostki nie sposób jest za jednym razem zapamiętać.
Jedyne co mnie trochę irytuje we wszystkich książkach z tej serii, to fakt że jeśli pojawiają się rysunki, to podpisane są tym samym tekstem, który zawarty został już wcześniej w treści. I wychodzi na to, że czytamy często to samo dwa razy. Mam wrażenie, że jest to takie pójście na skróty, ponieważ autorce nie chciało się wymyślać już niczego innego.
Jeśli ktoś tęskni za słońcem, egzotycznymi podróżami, odkrywaniem nowych kultur, poznawaniem tubylców, to zamiast podróżować palcem po mapie, zachęcam spróbować udania się na wojaże nosem po kartach książki.
Fascynują mnie odległe kraje, a fascynacja wzrasta zawsze kiedy czytam powieści Pawlikowskiej, ale potrafię również realnie spojrzeć na sytuację i wiem, ze mnie nie byłoby stać na tyle odwagi, aby udać się w tak daleką podróż. Tak więc jedynym ratunkiem dle mnie są właśnie takiego typu dzienniki z podróży.

Oceń artykuł:

Skomentuj ten artykuł Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Chmurka tagów
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści i zdjęcia zamieszczane przez użytkowników na stronie cogito.com.pl, w części WIRTUALNEJ REDAKCJI.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS. Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Mindscape.