Ambiwalentny impas
Messinmymind - artukuł dodany 2011-12-15 19:28
0
0.0
700
Moje przemyślenia na temat otaczającej nas rzeczywistości.
Co myślę, kiedy próbuję wytłumaczyć sobie na mój język słowo świat?
Ciężko stwierdzić, tyle obrazów pojawia się w mojej głowie. Niektóre z nich są swoimi doskonałymi antytezami. Wojna, pokój, miłość, nienawiść, zbrodnia, bezinteresowność, śmierć, życie… Problem w tym, że nigdy nie wiem na pewno, co pasuje do mnie. Egoizm, czy dobroduszność? Zachłanność, czy współczucie? Stoicy szukali złotego środka, ale jeżeli wyliczę z tego średnią otrzymam idealną beznamiętność, a tego chyba nikt nie szuka. Epikurejczycy próbowali myśleć pozytywnie, ale przecież nie można skoczyć i nie spaść. Z drugiej strony człowiek potrzebuje określenia własnego ,,ja". Musi znaleźć coś, co go odzwierciedla, nawet jeżeli jest to zwykły przymiotnik. Jednak myśląc o świecie nie potrafię określić jednoznacznie jaki jest. To samo tyczy się człowieka, bo jest przecież częścią świata. Próbuję znaleźć coś, co będzie mnie definiowało, ale zaraz po tym jak jestem życzliwa, staję się wredna. W rezultacie nie wiem, co myśleć o sobie, o ludzkości, o świecie, o życiu… Wydaje mi się, że mogłabym szukać całe życie i nie udałoby mi się niczego znaleźć. Być może tylko łącząc się z drugą osobą otrzymamy zgrabne pary, które nie będą sobie przeczyć? Ale skoro nie wiem jaka jestem, skąd mam wiedzieć, czy potrafię dzielić z kimś swój starannie zaplanowany chaos życia? Wydaję się, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest po prostu samo życie. Czekam z niecierpliwością na to, co mi przyniesie.
Co myślę, kiedy próbuję wytłumaczyć sobie na mój język słowo świat?
Ciężko stwierdzić, tyle obrazów pojawia się w mojej głowie. Niektóre z nich są swoimi doskonałymi antytezami. Wojna, pokój, miłość, nienawiść, zbrodnia, bezinteresowność, śmierć, życie… Problem w tym, że nigdy nie wiem na pewno, co pasuje do mnie. Egoizm, czy dobroduszność? Zachłanność, czy współczucie? Stoicy szukali złotego środka, ale jeżeli wyliczę z tego średnią otrzymam idealną beznamiętność, a tego chyba nikt nie szuka. Epikurejczycy próbowali myśleć pozytywnie, ale przecież nie można skoczyć i nie spaść. Z drugiej strony człowiek potrzebuje określenia własnego ,,ja". Musi znaleźć coś, co go odzwierciedla, nawet jeżeli jest to zwykły przymiotnik. Jednak myśląc o świecie nie potrafię określić jednoznacznie jaki jest. To samo tyczy się człowieka, bo jest przecież częścią świata. Próbuję znaleźć coś, co będzie mnie definiowało, ale zaraz po tym jak jestem życzliwa, staję się wredna. W rezultacie nie wiem, co myśleć o sobie, o ludzkości, o świecie, o życiu… Wydaje mi się, że mogłabym szukać całe życie i nie udałoby mi się niczego znaleźć. Być może tylko łącząc się z drugą osobą otrzymamy zgrabne pary, które nie będą sobie przeczyć? Ale skoro nie wiem jaka jestem, skąd mam wiedzieć, czy potrafię dzielić z kimś swój starannie zaplanowany chaos życia? Wydaję się, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest po prostu samo życie. Czekam z niecierpliwością na to, co mi przyniesie.
















