Kevin, Cola i kolędy z kasety
coonskin - artukuł dodany 2011-12-16 14:25
0
0.0
788
Czyli jak zniszczyć & zbeszcześcić wszystko, co w świętach najpiękniejsze i najcenniejsze.
Co roku media, tradycjonaliści i katolicy biją na alarm, iż następuje komercjalizacja świąt, zanikanie tradycji, zaś obyczaje związane z Wigilią podzielą wkrótce los dinozaurów, Indian Pueblo i Trzeciej Rzeszy tzn. znikną z powierzchni ziemi. Trudno się z nimi nie zgodzić: duchu świąt, znalazłeś się na celowniku handlowców i wiedz, że być może niebawem zostaniesz przepędzony z tego świata.
Ale czy przeciętny obywatel ma świadomość, w jaki sposób brutalnie zabija wielowiekową kulturę, spuściznę swych przodków, nieodłączny element wiary katolickiej? Zwykle nie. Dlatego trzeba go uświadomić w kwestii tego, jak ważne jest p r a w i d ł o w e dbanie o wszystkie te wartości…
Zwyczaj: Wyczekiwanie pierwszej gwiazdki na niebie.
Sposób prawidłowego obchodzenia: Rodzina zasiada do stołu, gdy uda się wypatrzeć pierwszą gwiazdę na niebie.
Wariant nowoczesny: Jeśli zebrała się cała familia, a jest już ciemno, można bez problemu wypatrzeć gwiazdkę, tyle, że to nie będzie ta pierwsza… gorzej, jeżeli zmrok jeszcze nie zapadł, a towarzystwo trzeba czymś zająć. Stanie z nosem przyciśniętym do szyby? Kto by to zniósł? Przecież tam wysoko świecić może wiele rzeczy: planety, szczątki radzieckiego satelity, UFO, światełko na ogonie Boeinga kapitana Wrony i redakcja "Faktu" wie jeszcze co. Łatwo popełnić grzech…
… bo grzechem podczas tak monotonnego wyczekiwania jest nie włączyć nowej plazmy w salonie. Nie po to się na nią zbierało, nie po to wybierało się ją spośród setki innych modeli i nie po to się ją wreszcie kupiło, aby kurz pokrywający jej ultra cienki ekran był widoczny na tle czerni. Niech w duecie z dekoderem rozświetli tą najkrótszą noc w roku, która jeszcze nie zapadła. Nieważne, czy rodzina ujrzy twarz prezydenta, prezesa czy Palikota – gwarantowane są emocje, jakich gwiazdka nie zapewni, wiec można ją spokojnie przegapić.
Zwyczaj: wspólne śpiewanie kolęd.
Sposób prawidłowego obchodzenia: jednocześnie rozbrzmiewające głosy dzieci oraz osób starszych tworzą miłą, nader świąteczną atmosferę.
Wariant umiarkowany: nikomu nie chce się śpiewać, wiec gospodarz drapie się gorączkowo po głowie szukając magnetofonu Philipsa wraz z zestawem kaset. Pamięta bowiem, że na jednej z nich zostały nagrane "Lulaj że Jezuniu", "Cicha noc" itd. Tym sposobem da się wytworzyć odpowiedni klimat, jednocześnie nie nadwyrężając nadto gardła przed Euro.
Wariant skrajnie tradycjobójczy: gospodarz ma wieżę i to, czy z jej głośników słychać "Bóg się rodzi" czy też wycie Nergala nie robi mu żadnej różnicy, więc puszcza byle co i idzie poprzeszkadzać żonie przetwarzającej skraje ilości pożywienia, które i tak nie zostanie w całości zjedzone, a wiec dojdzie do niespotykanego w skali roku marnotrawstwa.
Zwyczaj: ilość potraw winna być parzysta, najczęściej jest ich dwanaście. Każdej powinno się spróbować!
Wariant niestrawny: zupa ciotki nosi obiegową nazwę "napalmu", zaś truchło dzika ustrzelonego przez wujka nie zostało przebadane na obecność pasożytów, pozostaje jeszcze jedno pytanie: czy ołowiana kula przeszyła biedne zwierze na wylot, czy też może czeka, aż ktoś się nią udławi. Na stole są oczywiście jeszcze inne przysmaki, ale autorowi tekstu swoim wyglądem przypominają ósmego pasażera Nostromo. Pozostaje mi życzyć czytelnikom, by nie mieli podobnych odczuć ani przemyśleń. Chyba, że ktoś jest na diecie.
Zwyczaj: dzielenie się opłatkiem.
Sposób prawidłowego obchodzenia: zwyczaj jak najbardziej kultywowany, chyba nie ma potrzeby tłumaczenia komukolwiek jego przebiegu.
Wariant kłopotliwy: Człowiek bierze kawałek opłatka, a potem zdaje sobie sprawę, że ma przed sobą kilka lub też kilkanaście, niekiedy kilkadziesiąt osób i każdej wypada życzyć czegoś oryginalnego, bo "Wszystkiego dobrego, szczęścia i pomyślności!" to tekst satysfakcjonujący w przypadku kilkulatka uczącego się mówić. Dość łatwo jest łamać się opłatkiem z krewnymi, bo zwykle wiadomo, z czego byliby szczęśliwi, doskonale się ich zna. Niemniej w pracy bądź szkole trzeba stanąć twarzą w twarz z osobami, do których pała się, ujmując to delikatnie, niechęcią. Wówczas bywa, że ustami życzy się im sukcesów wielkiej wagi, zaś myślą – hemoroidów i zgagi.
Zwyczaj: Choinka.
Sposób prawidłowego obchodzenia: brak! Choinkę należy po prostu zdobyć wykorzystując jedną z trzech możliwości.
Wariant naturalny \ kupny – pan Mietek przy drodze sprzedaje choinki, obok pana Mietka stoi polonez, obok poloneza – przyczepka. Są dwa typy klientów: mężczyźni i kobiety. Gdy facet zidentyfikuje pierwsze lepsze drzewko jako iglaste, nabywa je w pięć minut: przez cztery i pół narzeka w myślach na zbyt wygórowaną cenę, pozostałe trzydzieści sekund zajmuje mu płatność. Jednak rzadko kiedy odważy się dokonać tak poważnego zakupu bez swojej partnerki, a ona ma już pewne konkretne wymagania względem towaru oferowanego przez pana Mietka. "Kochanie, ta choinka ma krzywy czubek, a więc – rezygnujemy. Ta po prawej byłaby bardzo ładna, gdyby nie złamana gałąź na dole… w ogóle wzięłabym tamtą z lewej, niestety jest w doniczce, a lepsza byłaby w stojaku…"
Wariant naturalny \ rąbany – "Młodzieży, choćta do lasu po choinkę!" "Ale tato, my nie chcemy niszczyć ekosystemu!" "Jeden kikut to nie ekosystem." "Tato, pozwól nam chociaż pooglądać Kevina!" "Nie, idziemy natychmiast." "Ale do czego my będziemy ci potrzebni?" "Ja ją urąbię, a wy zaniesiecie do domu. Mikołaj nie da wam prezentu jeśli dopuścicie, by święta waszego ojca zaczynały się od akupunktury."
Wariant sztuczny – "Mamo, tata kupił choinkę w Tesco i nie umie jej poskładać!" "To idź mu pomóc." "Ale ja mu już mówiłem, że trzeba połączyć fragmenty drzewka wsadzając jeden kawałek pnia w drugi, a on powiedział, że na myśl przychodzi mu tylko jedna rzecz, do której to wszystko można sobie wsadzić!"
Zwyczaj: Sianko pod obrusem
Sposób prawidłowego obchodzenia: zwyczaj wywodzi się stąd, iż na sianie urodził się Pan Jezus…
Wariant bezpieczny – … niestety wszelkie wypukłości na sole stanowią poważne zagrożenie dla zawartości ustawionych na nim półmisków z potrawami i wielkich, dwulitrowych butelek z Coca – Colą, która pobożnego biskupa z Miry przemieniła w otyłego, acz nader sympatycznego jegomościa from USA (bynajmniej nie dlatego, że ją pił). Św. Mikołaj fruwał już Chevroletem, pił piwo podczas wypełniania swej misji rozdawania prezentów (jak wiadomo, auta i alkohol to złe połączenie), a w niektórych reklamach zdarza mu się być chudą blondynką z czarującym uśmiechem (szkoda, że w tej ostatniej wersji nie pojawia się w hipermarketach – ku radości wielu stowarzyszeń propagujących jedność rodziny, w ten jeden jedyny dzień zazwyczaj zapracowani ojcowie zacieśnialiby więzi ze swymi pociechami stojąc w kolejce do niego).
Zwyczaj: Puste miejsce dla nieznajomego gościa.
Sposób prawidłowego obchodzenia: Wigilię winno spędzać się w gronie nie tylko rodzinnym, lecz także osób samotnych i wędrowców, którzy w ten wyjątkowy wieczór zapukają do drzwi naszego domu.
Wariant niepewny: oczywiście, przy wielu stołach stoi puste krzesło z przeznaczeniem dla ów "wędrowca". Jednakże polska mentalność robi swoje, sprawiając, że niektóre osoby żywią obawy co do zamiarów jegomościa stojącego za drzwiami. Wystarczy obejrzeć parę amerykańskich horrorów (również, albo raczej przede wszystkim klasy Z) aby wiedzieć, iż łatwo jest nieopatrznie zaprosić do siebie…
- Czciciela szatana, Karola Marksa, bądź czegokolwiek innego, co wcale nie musi być miłe, a przyzywane w Wigilię niewątpliwie ją zepsuje;
- Mordercę. Może z zawodu, może z zamiłowania, a może dopiero po dzisiejszej bożonarodzeniowej kolacji.
- Degustatora & Sympatyka alkoholi z grupy "wysoki procent – niska cena", oczywiście znajdującego się pod ich widocznym wpływem.
Wniosek? Na zewnątrz czai się moc nieczystych mocy i trzeba zadbać o to, aby tam pozostały, zwyczajnie nie podchodząc do klamki lub też domofonu. Najprościej zaś w ogóle zrezygnować z miejsca dla gościa, bo skoro jest nieznajomy, to kto zna jego intencje?
Zwyczaj: Prezenty!
Sposób (być może niekoniecznie) prawidłowego obchodzenia: dzieciom dać kupę zabawek, żonie wymarzony ciuch, a następnie odkryć, że nie starczyło funduszy na podarek dla teściowej.
Wariant ogólny: Oto zwyczaj, który spowodował komercjalizację świąt. W praktyce wygląda to tak: "Jezu Chryste, co ja kupię im wszystkim?!?", "Znając skąpstwo twojej wspaniałej rodziny biała gorączka będzie jedynym, co dostanę!", "Synu, rozważmy jeszcze raz kwestię kolejki jako prezentu: czy ty naprawdę chcesz narażać Mikołaja na śmierć po tym, jak naruszy przestrzeń powietrzną Chin, po to, by ją ci przywieźć? Musimy niestety przyjąć zgodnie z prawdą, iż Rudolf Czerwononosy nie wymanewruje myśliwców typu MIG ani rakiet ziemia – powietrze."
Należy zadać sobie pytanie, na ile prezenty są przyjemnością, na ile zaś konicznością. Przecież to one stanowią główną przyczynę zanikania tradycji, u dzieci wywołując wręcz odruch Pawłowa: Święta = Prezenty. I tylko.
Rolą tego tekstu nie jest nudne moralizatorstwo, to samo bowiem da się osiągnąć poprzez uświadomienie jedynych osób, od których zależy przyszłość świąt. Ukazanie, do czego doprowadziły czynniki takie jak komercjalizacja, ale również postęp technologiczny i przede wszystkim gotowość społeczeństwa, by stopniowo porzucać dla nich własną tożsamość.
B.J
Co roku media, tradycjonaliści i katolicy biją na alarm, iż następuje komercjalizacja świąt, zanikanie tradycji, zaś obyczaje związane z Wigilią podzielą wkrótce los dinozaurów, Indian Pueblo i Trzeciej Rzeszy tzn. znikną z powierzchni ziemi. Trudno się z nimi nie zgodzić: duchu świąt, znalazłeś się na celowniku handlowców i wiedz, że być może niebawem zostaniesz przepędzony z tego świata.
Ale czy przeciętny obywatel ma świadomość, w jaki sposób brutalnie zabija wielowiekową kulturę, spuściznę swych przodków, nieodłączny element wiary katolickiej? Zwykle nie. Dlatego trzeba go uświadomić w kwestii tego, jak ważne jest p r a w i d ł o w e dbanie o wszystkie te wartości…
Zwyczaj: Wyczekiwanie pierwszej gwiazdki na niebie.
Sposób prawidłowego obchodzenia: Rodzina zasiada do stołu, gdy uda się wypatrzeć pierwszą gwiazdę na niebie.
Wariant nowoczesny: Jeśli zebrała się cała familia, a jest już ciemno, można bez problemu wypatrzeć gwiazdkę, tyle, że to nie będzie ta pierwsza… gorzej, jeżeli zmrok jeszcze nie zapadł, a towarzystwo trzeba czymś zająć. Stanie z nosem przyciśniętym do szyby? Kto by to zniósł? Przecież tam wysoko świecić może wiele rzeczy: planety, szczątki radzieckiego satelity, UFO, światełko na ogonie Boeinga kapitana Wrony i redakcja "Faktu" wie jeszcze co. Łatwo popełnić grzech…
… bo grzechem podczas tak monotonnego wyczekiwania jest nie włączyć nowej plazmy w salonie. Nie po to się na nią zbierało, nie po to wybierało się ją spośród setki innych modeli i nie po to się ją wreszcie kupiło, aby kurz pokrywający jej ultra cienki ekran był widoczny na tle czerni. Niech w duecie z dekoderem rozświetli tą najkrótszą noc w roku, która jeszcze nie zapadła. Nieważne, czy rodzina ujrzy twarz prezydenta, prezesa czy Palikota – gwarantowane są emocje, jakich gwiazdka nie zapewni, wiec można ją spokojnie przegapić.
Zwyczaj: wspólne śpiewanie kolęd.
Sposób prawidłowego obchodzenia: jednocześnie rozbrzmiewające głosy dzieci oraz osób starszych tworzą miłą, nader świąteczną atmosferę.
Wariant umiarkowany: nikomu nie chce się śpiewać, wiec gospodarz drapie się gorączkowo po głowie szukając magnetofonu Philipsa wraz z zestawem kaset. Pamięta bowiem, że na jednej z nich zostały nagrane "Lulaj że Jezuniu", "Cicha noc" itd. Tym sposobem da się wytworzyć odpowiedni klimat, jednocześnie nie nadwyrężając nadto gardła przed Euro.
Wariant skrajnie tradycjobójczy: gospodarz ma wieżę i to, czy z jej głośników słychać "Bóg się rodzi" czy też wycie Nergala nie robi mu żadnej różnicy, więc puszcza byle co i idzie poprzeszkadzać żonie przetwarzającej skraje ilości pożywienia, które i tak nie zostanie w całości zjedzone, a wiec dojdzie do niespotykanego w skali roku marnotrawstwa.
Zwyczaj: ilość potraw winna być parzysta, najczęściej jest ich dwanaście. Każdej powinno się spróbować!
Wariant niestrawny: zupa ciotki nosi obiegową nazwę "napalmu", zaś truchło dzika ustrzelonego przez wujka nie zostało przebadane na obecność pasożytów, pozostaje jeszcze jedno pytanie: czy ołowiana kula przeszyła biedne zwierze na wylot, czy też może czeka, aż ktoś się nią udławi. Na stole są oczywiście jeszcze inne przysmaki, ale autorowi tekstu swoim wyglądem przypominają ósmego pasażera Nostromo. Pozostaje mi życzyć czytelnikom, by nie mieli podobnych odczuć ani przemyśleń. Chyba, że ktoś jest na diecie.
Zwyczaj: dzielenie się opłatkiem.
Sposób prawidłowego obchodzenia: zwyczaj jak najbardziej kultywowany, chyba nie ma potrzeby tłumaczenia komukolwiek jego przebiegu.
Wariant kłopotliwy: Człowiek bierze kawałek opłatka, a potem zdaje sobie sprawę, że ma przed sobą kilka lub też kilkanaście, niekiedy kilkadziesiąt osób i każdej wypada życzyć czegoś oryginalnego, bo "Wszystkiego dobrego, szczęścia i pomyślności!" to tekst satysfakcjonujący w przypadku kilkulatka uczącego się mówić. Dość łatwo jest łamać się opłatkiem z krewnymi, bo zwykle wiadomo, z czego byliby szczęśliwi, doskonale się ich zna. Niemniej w pracy bądź szkole trzeba stanąć twarzą w twarz z osobami, do których pała się, ujmując to delikatnie, niechęcią. Wówczas bywa, że ustami życzy się im sukcesów wielkiej wagi, zaś myślą – hemoroidów i zgagi.
Zwyczaj: Choinka.
Sposób prawidłowego obchodzenia: brak! Choinkę należy po prostu zdobyć wykorzystując jedną z trzech możliwości.
Wariant naturalny \ kupny – pan Mietek przy drodze sprzedaje choinki, obok pana Mietka stoi polonez, obok poloneza – przyczepka. Są dwa typy klientów: mężczyźni i kobiety. Gdy facet zidentyfikuje pierwsze lepsze drzewko jako iglaste, nabywa je w pięć minut: przez cztery i pół narzeka w myślach na zbyt wygórowaną cenę, pozostałe trzydzieści sekund zajmuje mu płatność. Jednak rzadko kiedy odważy się dokonać tak poważnego zakupu bez swojej partnerki, a ona ma już pewne konkretne wymagania względem towaru oferowanego przez pana Mietka. "Kochanie, ta choinka ma krzywy czubek, a więc – rezygnujemy. Ta po prawej byłaby bardzo ładna, gdyby nie złamana gałąź na dole… w ogóle wzięłabym tamtą z lewej, niestety jest w doniczce, a lepsza byłaby w stojaku…"
Wariant naturalny \ rąbany – "Młodzieży, choćta do lasu po choinkę!" "Ale tato, my nie chcemy niszczyć ekosystemu!" "Jeden kikut to nie ekosystem." "Tato, pozwól nam chociaż pooglądać Kevina!" "Nie, idziemy natychmiast." "Ale do czego my będziemy ci potrzebni?" "Ja ją urąbię, a wy zaniesiecie do domu. Mikołaj nie da wam prezentu jeśli dopuścicie, by święta waszego ojca zaczynały się od akupunktury."
Wariant sztuczny – "Mamo, tata kupił choinkę w Tesco i nie umie jej poskładać!" "To idź mu pomóc." "Ale ja mu już mówiłem, że trzeba połączyć fragmenty drzewka wsadzając jeden kawałek pnia w drugi, a on powiedział, że na myśl przychodzi mu tylko jedna rzecz, do której to wszystko można sobie wsadzić!"
Zwyczaj: Sianko pod obrusem
Sposób prawidłowego obchodzenia: zwyczaj wywodzi się stąd, iż na sianie urodził się Pan Jezus…
Wariant bezpieczny – … niestety wszelkie wypukłości na sole stanowią poważne zagrożenie dla zawartości ustawionych na nim półmisków z potrawami i wielkich, dwulitrowych butelek z Coca – Colą, która pobożnego biskupa z Miry przemieniła w otyłego, acz nader sympatycznego jegomościa from USA (bynajmniej nie dlatego, że ją pił). Św. Mikołaj fruwał już Chevroletem, pił piwo podczas wypełniania swej misji rozdawania prezentów (jak wiadomo, auta i alkohol to złe połączenie), a w niektórych reklamach zdarza mu się być chudą blondynką z czarującym uśmiechem (szkoda, że w tej ostatniej wersji nie pojawia się w hipermarketach – ku radości wielu stowarzyszeń propagujących jedność rodziny, w ten jeden jedyny dzień zazwyczaj zapracowani ojcowie zacieśnialiby więzi ze swymi pociechami stojąc w kolejce do niego).
Zwyczaj: Puste miejsce dla nieznajomego gościa.
Sposób prawidłowego obchodzenia: Wigilię winno spędzać się w gronie nie tylko rodzinnym, lecz także osób samotnych i wędrowców, którzy w ten wyjątkowy wieczór zapukają do drzwi naszego domu.
Wariant niepewny: oczywiście, przy wielu stołach stoi puste krzesło z przeznaczeniem dla ów "wędrowca". Jednakże polska mentalność robi swoje, sprawiając, że niektóre osoby żywią obawy co do zamiarów jegomościa stojącego za drzwiami. Wystarczy obejrzeć parę amerykańskich horrorów (również, albo raczej przede wszystkim klasy Z) aby wiedzieć, iż łatwo jest nieopatrznie zaprosić do siebie…
- Czciciela szatana, Karola Marksa, bądź czegokolwiek innego, co wcale nie musi być miłe, a przyzywane w Wigilię niewątpliwie ją zepsuje;
- Mordercę. Może z zawodu, może z zamiłowania, a może dopiero po dzisiejszej bożonarodzeniowej kolacji.
- Degustatora & Sympatyka alkoholi z grupy "wysoki procent – niska cena", oczywiście znajdującego się pod ich widocznym wpływem.
Wniosek? Na zewnątrz czai się moc nieczystych mocy i trzeba zadbać o to, aby tam pozostały, zwyczajnie nie podchodząc do klamki lub też domofonu. Najprościej zaś w ogóle zrezygnować z miejsca dla gościa, bo skoro jest nieznajomy, to kto zna jego intencje?
Zwyczaj: Prezenty!
Sposób (być może niekoniecznie) prawidłowego obchodzenia: dzieciom dać kupę zabawek, żonie wymarzony ciuch, a następnie odkryć, że nie starczyło funduszy na podarek dla teściowej.
Wariant ogólny: Oto zwyczaj, który spowodował komercjalizację świąt. W praktyce wygląda to tak: "Jezu Chryste, co ja kupię im wszystkim?!?", "Znając skąpstwo twojej wspaniałej rodziny biała gorączka będzie jedynym, co dostanę!", "Synu, rozważmy jeszcze raz kwestię kolejki jako prezentu: czy ty naprawdę chcesz narażać Mikołaja na śmierć po tym, jak naruszy przestrzeń powietrzną Chin, po to, by ją ci przywieźć? Musimy niestety przyjąć zgodnie z prawdą, iż Rudolf Czerwononosy nie wymanewruje myśliwców typu MIG ani rakiet ziemia – powietrze."
Należy zadać sobie pytanie, na ile prezenty są przyjemnością, na ile zaś konicznością. Przecież to one stanowią główną przyczynę zanikania tradycji, u dzieci wywołując wręcz odruch Pawłowa: Święta = Prezenty. I tylko.
Rolą tego tekstu nie jest nudne moralizatorstwo, to samo bowiem da się osiągnąć poprzez uświadomienie jedynych osób, od których zależy przyszłość świąt. Ukazanie, do czego doprowadziły czynniki takie jak komercjalizacja, ale również postęp technologiczny i przede wszystkim gotowość społeczeństwa, by stopniowo porzucać dla nich własną tożsamość.
B.J















