"Oko Horusa" - czyli wspomnienie z podróży do Egiptu...
CarmenPearl - artukuł dodany 2011-11-27 15:21
0
0.0
558
Wspomnienie z podróży do Naama Bay, zapisane w 2009r.
"Oko Horusa"
Nie minął nawet kwadrans odkąd przyjechałam na targ w egipskim kurorcie Naama Bay, a już ktoś mnie zaczepił.
- Dzień Dobry! Jak się masz? – zawołał jakiś chłopak, zabawnie zniekształcając przy tym wyrazy. Odruchowo odwróciłam się w jego stronę i odpowiedziałam na powitanie.
- Dzień Dobry.
Przewodnik uprzedził nas, że miejscowi handlarze pamiątek bywają nachalni i bez przerwy zaczepiają turystów, lecz ta wiedza nijak nie zmieniała faktu, iż poczułam się dziwnie. Nie dość, że widziałam tego młodego Egipcjanina pierwszy raz w życiu, to jeszcze mówił do mnie w moim ojczystym języku (nieporadnie, ale jednak). Domyśliłam się, że zna na pamięć krótkie formułki w wielu językach i w ten sposób zwraca uwagę potencjalnych kupujących.
Chłopak uśmiechnął się szeroko, odsłaniając przy tym rząd śnieżnobiałych zębów, ostro kontrastujących z jego skórą w odcieniu ciemnej czekolady i teatralnym gestem zaprosił mnie do sklepu. Wahałam się tylko przez chwilę, po czym kierowana ciekawością ruszyłam we wskazanym kierunku.
Znalazłam się w niewielkim zagraconym wnętrzu.
Niemal całą przestrzeń wypełniały regały, zastawione po brzegi świecidełkami. W powietrzu unosił się słodko mdły zapach ziół tak intensywny, że zakręciło mi się w głowie.
Obejrzałam się za siebie, ale Egipcjanina, który mnie tu przyprowadził już nie było. Najwidoczniej wcale nie wszedł za mną do sklepu. Przywitał mnie za to mężczyzna ubrany w tradycyjną galabiję (długą przewiewną suknię i turban). Użył dokładnie tych samych słów, którymi wcześniej posłużył się jego pracownik.
Zaczęłam chaotycznie się rozglądać, nie wiedząc od czego powinnam zacząć. Mój wzrok padł na kolorową biżuterię. Ujęłam między palce bransoletkę. Dokładniej mówiąc był to sznurek, na który nawleczono osobliwe, koraliki ozdobione dziwnym symbolem.
- Oko Horusa – wyjaśnił sprzedawca - przynosi szczęście. Oko księżycowe.
Mówił dość lakonicznie, ale zrozumiałam co ma mi do przekazania.
- Tak.. – zamyśliłam się na chwilę, dając mu okazję, by kontynuował.
- Wspaniała pamiątka. Tanio! Bardzo Tanio!
Oczywiście Egipcjanin tak długo mnie zagadywał, aż sprzedał mi tę błyskotkę, po cenie bardzo dla niego korzystnej.
Korzystając z okazji ulotniłam się stamtąd jak najszybciej. Skołowana przyglądałam się bransoletce. Przepłaciłam niewątpliwie. Intrygował mnie, jednak symbol wymalowany na koralikach. Zapewne miał on jakieś konkretne znaczenie. W sumie niemal wszystkie tutejsze pamiątki odnosiły się do historii starożytnego Egiptu. Musiałam to sprawdzić [...].
***
Przyjemnie było znów znaleźć się we własnym domu. Moja głowa pełna była wspomnień z podróży. Nie zdążyłam jednak pogrążyć się we wspomnieniach, bo spod rękawa swetra wysunęła się bransoletka, z którą nie rozstałam się od czasu zakupu. Zaczęłam wyszukiwać informację na temat "Oka Horusa". Dowiedziałam się, iż starożytni wierzyli w magiczną, uzdrawiającą moc talizmanu. Nosili go szczególnie podczas bitew.
Zdaję sobie sprawę, że współcześnie, dziedzictwo dawnych kultur jest ogromnym źródłem dochodu. Jednak jest w tym coś pozytywnego. Czy gdyby na każdym kroku ktoś nie opowiadał nam historii wyjątkowych przedmiotów, (choćby robił to wyłącznie, aby sprzedać nam ich tanie, miniaturowe kopie), zgłębilibyśmy tak dogłębnie w fascynujące tajemnice odległych czasów?
"Oko Horusa"
Nie minął nawet kwadrans odkąd przyjechałam na targ w egipskim kurorcie Naama Bay, a już ktoś mnie zaczepił.
- Dzień Dobry! Jak się masz? – zawołał jakiś chłopak, zabawnie zniekształcając przy tym wyrazy. Odruchowo odwróciłam się w jego stronę i odpowiedziałam na powitanie.
- Dzień Dobry.
Przewodnik uprzedził nas, że miejscowi handlarze pamiątek bywają nachalni i bez przerwy zaczepiają turystów, lecz ta wiedza nijak nie zmieniała faktu, iż poczułam się dziwnie. Nie dość, że widziałam tego młodego Egipcjanina pierwszy raz w życiu, to jeszcze mówił do mnie w moim ojczystym języku (nieporadnie, ale jednak). Domyśliłam się, że zna na pamięć krótkie formułki w wielu językach i w ten sposób zwraca uwagę potencjalnych kupujących.
Chłopak uśmiechnął się szeroko, odsłaniając przy tym rząd śnieżnobiałych zębów, ostro kontrastujących z jego skórą w odcieniu ciemnej czekolady i teatralnym gestem zaprosił mnie do sklepu. Wahałam się tylko przez chwilę, po czym kierowana ciekawością ruszyłam we wskazanym kierunku.
Znalazłam się w niewielkim zagraconym wnętrzu.
Niemal całą przestrzeń wypełniały regały, zastawione po brzegi świecidełkami. W powietrzu unosił się słodko mdły zapach ziół tak intensywny, że zakręciło mi się w głowie.
Obejrzałam się za siebie, ale Egipcjanina, który mnie tu przyprowadził już nie było. Najwidoczniej wcale nie wszedł za mną do sklepu. Przywitał mnie za to mężczyzna ubrany w tradycyjną galabiję (długą przewiewną suknię i turban). Użył dokładnie tych samych słów, którymi wcześniej posłużył się jego pracownik.
Zaczęłam chaotycznie się rozglądać, nie wiedząc od czego powinnam zacząć. Mój wzrok padł na kolorową biżuterię. Ujęłam między palce bransoletkę. Dokładniej mówiąc był to sznurek, na który nawleczono osobliwe, koraliki ozdobione dziwnym symbolem.
- Oko Horusa – wyjaśnił sprzedawca - przynosi szczęście. Oko księżycowe.
Mówił dość lakonicznie, ale zrozumiałam co ma mi do przekazania.
- Tak.. – zamyśliłam się na chwilę, dając mu okazję, by kontynuował.
- Wspaniała pamiątka. Tanio! Bardzo Tanio!
Oczywiście Egipcjanin tak długo mnie zagadywał, aż sprzedał mi tę błyskotkę, po cenie bardzo dla niego korzystnej.
Korzystając z okazji ulotniłam się stamtąd jak najszybciej. Skołowana przyglądałam się bransoletce. Przepłaciłam niewątpliwie. Intrygował mnie, jednak symbol wymalowany na koralikach. Zapewne miał on jakieś konkretne znaczenie. W sumie niemal wszystkie tutejsze pamiątki odnosiły się do historii starożytnego Egiptu. Musiałam to sprawdzić [...].
***
Przyjemnie było znów znaleźć się we własnym domu. Moja głowa pełna była wspomnień z podróży. Nie zdążyłam jednak pogrążyć się we wspomnieniach, bo spod rękawa swetra wysunęła się bransoletka, z którą nie rozstałam się od czasu zakupu. Zaczęłam wyszukiwać informację na temat "Oka Horusa". Dowiedziałam się, iż starożytni wierzyli w magiczną, uzdrawiającą moc talizmanu. Nosili go szczególnie podczas bitew.
Zdaję sobie sprawę, że współcześnie, dziedzictwo dawnych kultur jest ogromnym źródłem dochodu. Jednak jest w tym coś pozytywnego. Czy gdyby na każdym kroku ktoś nie opowiadał nam historii wyjątkowych przedmiotów, (choćby robił to wyłącznie, aby sprzedać nam ich tanie, miniaturowe kopie), zgłębilibyśmy tak dogłębnie w fascynujące tajemnice odległych czasów?















