A diabeł zanosi się śmiechem
agata511 - artukuł dodany 2011-11-13 20:43
4
5.0
1190
Pośpiech to nasze przekleństwo? Czy jedynie zło konieczne? Albo może własny wybór? Nie ważne jak odpowiesz na te pytania, nie możemy już przed nim "uciec".
Podziwiam diabła, za to, że jeszcze "nie umarł" ze śmiechu (podobno jest to możliwe). Tyle ma powodów. A teraz, w XXI wieku? Istny kabaret.
Wczoraj, tak jak dwa dni temu, i tak jak w tamtym tygodniu oraz w zeszłym miesiącu, śledziłam wzrokiem kobietę, która biegła do autobusu (tym "kobietom" zmienia się jedynie kolor włosów, ubiór, twarz, często również stają się mężczyznami). Nie zdążyła, mimo, że tak się starała.
Czy jej bieg miał więc sens? Przecież mogła pójść wolniej, wziąć głęboki oddech, uśmiechnąć się i pomyśleć: "to nic, niedługo będzie następny".
Ale nie zrobiła tego, wściekła rzuciła torby na ziemię i zaczęła mruczeć pod nosem, jak bardzo jej się śpieszy.
A diabeł co? Stoi obok i szczerzy zęby w uśmiechu.
Moja przyjaciółka, idealnie zorganizowana, wszędzie musi być co do minuty. W jej portfelu roi się od rozkładów jazdy, które zna na pamięć. Oblicza czas, jaki zajmie jej dana czynność, tak aby nigdzie się nie spóźnić, żeby ze wszystkim zdążyć.
A ja? Słucham tylko jej wyrzutów, żebym się pośpieszyła, bo ona nie ma już czasu, czeka na nią mama, która cierpi na tą samą dolegliwość.
A diabeł co? Drażni ją jeszcze bardziej swoim uśmiechem…
Maraton - bieg na około 40 km. Męczący, wymagający ogromnego hartu ducha i poświęceń. Dyscyplina olimpijska. Jego nazwa pochodzi od miasta Maraton w Grecji. Według Herodota po zwycięskiej dla Greków bitwie z Persami pod Maratonem w 490 p.n.e., armia perska zaokrętowała i wypłynęła w kierunku bezbronnych Aten. Widząc to, Grecy udali się co sił w nogach do miasta, przybywając praktycznie równocześnie z okrętami perskimi.
A czy ktoś, teraz, zastanawia się nad tym, że każdy z nas mógłby wystartować w maratonie? Przecież i tak codziennie biegamy. Wszędzie! Do sklepu (bo właśnie zabrakło nam ciastek do herbaty), do autobusu (bo za chwilę odjedzie, a na następny trzeba będzie czekać aż 7 minut!), do szkoły czy pracy.
Więc dlaczego mielibyśmy nie wystartować od razu w takim biegu? Ma po prostu konkretną nazwę i musielibyśmy zapisać się na specjalną listę.
Z prędkością w jakiej przyszło nam żyć, pokonalibyśmy nawet zawodowych sportowców w tej dyscyplinie. Nawet na niejedną olimpiadę można by się załapać.
Grecy biegli do Aten, aby chronić je przed atakiem wroga. A my? Czy chcemy coś chronić w ten sposób? Nie, po prostu wychowywaliśmy się w ciągłym pędzie, akurat w fazie, kiedy świat zaczyna wchodzić w najwyższe obroty, ciągle przyśpieszając…
Pośpiech to "choroba cywilizacyjna", nie bójmy się tego przyznać…
A diabeł co? Stoi i zachodzi się śmiechem…
Podziwiam diabła, za to, że jeszcze "nie umarł" ze śmiechu (podobno jest to możliwe). Tyle ma powodów. A teraz, w XXI wieku? Istny kabaret.
Wczoraj, tak jak dwa dni temu, i tak jak w tamtym tygodniu oraz w zeszłym miesiącu, śledziłam wzrokiem kobietę, która biegła do autobusu (tym "kobietom" zmienia się jedynie kolor włosów, ubiór, twarz, często również stają się mężczyznami). Nie zdążyła, mimo, że tak się starała.
Czy jej bieg miał więc sens? Przecież mogła pójść wolniej, wziąć głęboki oddech, uśmiechnąć się i pomyśleć: "to nic, niedługo będzie następny".
Ale nie zrobiła tego, wściekła rzuciła torby na ziemię i zaczęła mruczeć pod nosem, jak bardzo jej się śpieszy.
A diabeł co? Stoi obok i szczerzy zęby w uśmiechu.
Moja przyjaciółka, idealnie zorganizowana, wszędzie musi być co do minuty. W jej portfelu roi się od rozkładów jazdy, które zna na pamięć. Oblicza czas, jaki zajmie jej dana czynność, tak aby nigdzie się nie spóźnić, żeby ze wszystkim zdążyć.
A ja? Słucham tylko jej wyrzutów, żebym się pośpieszyła, bo ona nie ma już czasu, czeka na nią mama, która cierpi na tą samą dolegliwość.
A diabeł co? Drażni ją jeszcze bardziej swoim uśmiechem…
Maraton - bieg na około 40 km. Męczący, wymagający ogromnego hartu ducha i poświęceń. Dyscyplina olimpijska. Jego nazwa pochodzi od miasta Maraton w Grecji. Według Herodota po zwycięskiej dla Greków bitwie z Persami pod Maratonem w 490 p.n.e., armia perska zaokrętowała i wypłynęła w kierunku bezbronnych Aten. Widząc to, Grecy udali się co sił w nogach do miasta, przybywając praktycznie równocześnie z okrętami perskimi.
A czy ktoś, teraz, zastanawia się nad tym, że każdy z nas mógłby wystartować w maratonie? Przecież i tak codziennie biegamy. Wszędzie! Do sklepu (bo właśnie zabrakło nam ciastek do herbaty), do autobusu (bo za chwilę odjedzie, a na następny trzeba będzie czekać aż 7 minut!), do szkoły czy pracy.
Więc dlaczego mielibyśmy nie wystartować od razu w takim biegu? Ma po prostu konkretną nazwę i musielibyśmy zapisać się na specjalną listę.
Z prędkością w jakiej przyszło nam żyć, pokonalibyśmy nawet zawodowych sportowców w tej dyscyplinie. Nawet na niejedną olimpiadę można by się załapać.
Grecy biegli do Aten, aby chronić je przed atakiem wroga. A my? Czy chcemy coś chronić w ten sposób? Nie, po prostu wychowywaliśmy się w ciągłym pędzie, akurat w fazie, kiedy świat zaczyna wchodzić w najwyższe obroty, ciągle przyśpieszając…
Pośpiech to "choroba cywilizacyjna", nie bójmy się tego przyznać…
A diabeł co? Stoi i zachodzi się śmiechem…
















