Czemu Ministerstwo Edukacji nie reaguje?
Nieprzygoda - artukuł dodany 2011-10-17 11:47
1
0.0
571
Mam przed sobą IDEALNY materiał na przymusową (o przepraszam - obowiązkową) lekturę! Nakazać, nakazać, nakazać czym prędzej - a niech się męczą, haha! Toż to żywy dowód na to, że powieść (do bólu) tendencyjna żyje i ma się świetnie...
Książkę wybrałam, przyznaję to ze wstydem, po okładce. Leżała na półce nowości, autor obiecywał zdradzić, jakie wyrzuty sumienia dręczą bulimiczkę Emilie?
Czego najbardziej brakuje młodziutkiej Sarah, wyczerpanej anoreksją?
Co stara się w sobie zagłuszyć Delphine, monstrualnie otyła arystokratka? Dlaczego Ralph, znany projektant mody, nie chce spojrzeć w lustro?
O, tego jeszcze nie było - stwierdziłam naiwnie. Pudło!
Od pierwszej strony czytelnik nie ma NAJMNIEJSZYCH wątpliwości, kto jest Dobry (wszyscy) a kto Zły (nikt, zło pojawia się dopiero gdy ktoś za mało mówi o swoich uczuciach). Fabula gładko i bez przeszkód zmierza ku szczęśliwemu zakończeniu, postaci formułują swoje myśli okrągłymi, hiperpoprawnymi zdaniami.
Nad wszystkim pieczę trzyma dr Sorin, człowiek skromny, pracowity, wyrozumiały. Prometeusz, Gandalf i Papa Smerf naszych czasów. Wszelkie zbieżności z samym autorem (lekarzem dietetykiem) absolutnie przypadkowe...
Żeby nie było zbyt nudno, autor uraczył nas kilkoma aluzjami, takimi że można się nawet zarumienić! Rzecz jasna, także w "pikantnych" momentach nie pominięto jednak nadzwyczaj istotnej, dydaktycznej funkcji opowieści.
Przykłady? Ależ proszę.
- No dobrze, zrozumiałam, koniec pracy na dziś. Oddaję się do dyspozycji pana i władcy.
- Doskonały pomysł - odpowiada Mathieu i bierze ją w ramiona. - To ciebie zaraz zjem, całkiem na surowo. (sic!!!)
Sygnały, jakie wysyłał mu żołądek jeszcze kilka minut temu, gdzieś zniknęły, robiąc miejsce zupełnie innemu rodzajowi pożądania. W końcu nie ma lepszego sposobu zaspokojenia głodu niż uprawianie miłości - tłumaczy sobie, wtulając twarz w szyję Marianne.
Pacjenci Kliniki Cudów (Zielona Góra de luxe) stopniowo odkrywają przyczyny swojej choroby (zbyt mało rozmów z rodziną), akceptują uzdrawiającą dietę doktora (śniadanie: 2 herbatniki i kompot; obiad: 124 g chudego mięsa i 56 g surówki; kolacja: 2 herbatniki, pół dojrzałego owocu itd), w końcu oczywiście powracają do dawno zarzuconych pasji.
Ukoronowaniem ich zmagań okazuje się pokaz mody. Spektakl jest tak przelukrowany, że kilka stron przed zakończeniem musiałam... odłożyć książkę na półkę i sięgnąć po coś normalniejszego...
O dziwo, NAWET gorzkie losy Joasi Przyborskiej ("O, jasne kwiaty mojej doliny") na niewiele się zdały!
Tak więc ostrzegam przed twórczością p. Jean-Michel Cohena - grozi niestrawnością... :(
Książkę wybrałam, przyznaję to ze wstydem, po okładce. Leżała na półce nowości, autor obiecywał zdradzić, jakie wyrzuty sumienia dręczą bulimiczkę Emilie?
Czego najbardziej brakuje młodziutkiej Sarah, wyczerpanej anoreksją?
Co stara się w sobie zagłuszyć Delphine, monstrualnie otyła arystokratka? Dlaczego Ralph, znany projektant mody, nie chce spojrzeć w lustro?
O, tego jeszcze nie było - stwierdziłam naiwnie. Pudło!
Od pierwszej strony czytelnik nie ma NAJMNIEJSZYCH wątpliwości, kto jest Dobry (wszyscy) a kto Zły (nikt, zło pojawia się dopiero gdy ktoś za mało mówi o swoich uczuciach). Fabula gładko i bez przeszkód zmierza ku szczęśliwemu zakończeniu, postaci formułują swoje myśli okrągłymi, hiperpoprawnymi zdaniami.
Nad wszystkim pieczę trzyma dr Sorin, człowiek skromny, pracowity, wyrozumiały. Prometeusz, Gandalf i Papa Smerf naszych czasów. Wszelkie zbieżności z samym autorem (lekarzem dietetykiem) absolutnie przypadkowe...
Żeby nie było zbyt nudno, autor uraczył nas kilkoma aluzjami, takimi że można się nawet zarumienić! Rzecz jasna, także w "pikantnych" momentach nie pominięto jednak nadzwyczaj istotnej, dydaktycznej funkcji opowieści.
Przykłady? Ależ proszę.
- No dobrze, zrozumiałam, koniec pracy na dziś. Oddaję się do dyspozycji pana i władcy.
- Doskonały pomysł - odpowiada Mathieu i bierze ją w ramiona. - To ciebie zaraz zjem, całkiem na surowo. (sic!!!)
Sygnały, jakie wysyłał mu żołądek jeszcze kilka minut temu, gdzieś zniknęły, robiąc miejsce zupełnie innemu rodzajowi pożądania. W końcu nie ma lepszego sposobu zaspokojenia głodu niż uprawianie miłości - tłumaczy sobie, wtulając twarz w szyję Marianne.
Pacjenci Kliniki Cudów (Zielona Góra de luxe) stopniowo odkrywają przyczyny swojej choroby (zbyt mało rozmów z rodziną), akceptują uzdrawiającą dietę doktora (śniadanie: 2 herbatniki i kompot; obiad: 124 g chudego mięsa i 56 g surówki; kolacja: 2 herbatniki, pół dojrzałego owocu itd), w końcu oczywiście powracają do dawno zarzuconych pasji.
Ukoronowaniem ich zmagań okazuje się pokaz mody. Spektakl jest tak przelukrowany, że kilka stron przed zakończeniem musiałam... odłożyć książkę na półkę i sięgnąć po coś normalniejszego...
O dziwo, NAWET gorzkie losy Joasi Przyborskiej ("O, jasne kwiaty mojej doliny") na niewiele się zdały!
Tak więc ostrzegam przed twórczością p. Jean-Michel Cohena - grozi niestrawnością... :(

















