Bo bycie kobietą proste nie jest
Kiciula92 - artukuł dodany 2011-09-09 19:31
2
0.0
758
„Na początku dziewiętnastego stulecia każdy niezbyt zamożny ojciec córek- zwłaszcza kiedy miał ich na przykład pięć - nader często musiał zadawać sobie pytanie: kiedyż to w sąsiedztwie pojawi się jakiś odpowiedni kawaler?”
Pierwszy raz zetknęłam się z "Dumą i uprzedzeniem" rok temu, wtedy to też przeglądając filmy na youtubie natrafiłam na właśnie ten tytuł. Z powodu braku lepszego zajęcia obejrzałam tę adaptację powieści Jane Austen. Po niecałych dwóch godzinach znalazłam swoją kolejną ulubioną pozycję filmową.
Następnie słysząc pochlebne opinie o książce, a również za sprawą dobrej adaptacji, sięgnęłam po samą powieść. Nie pożałowałam.
Pozwolę sobie przetoczyć słowa opisujące dzieło Austen, które znalazłam na okładce: "Na początku dziewiętnastego stulecia każdy niezbyt zamożny ojciec córek- zwłaszcza kiedy miał ich na przykład pięć- nader często musiał zadawać sobie pytanie: kiedyż to w sąsiedztwie pojawi się jakiś odpowiedni kawaler?". Tak więc za pośrednictwem narratora wkraczamy w życie rodziny Bennetów, rodu siedmioosobowego, mieszkającego na prowincji, choć przepraszam, obawiam się, że uraziłabym ich tym stwierdzeniem, bo od Londynu dzielił ich tylko niecały dzień podróży, tak więc ośmielę się poprawić i nazwać ich rodzinne stronny dalekimi okolicami stolicy Anglii, myślę, że z tego określenia będą zadowoleni. Przeniesieni zostaliśmy w sam początek niezwykłego wydarzenia, a nawet dwóch, otóż do sąsiedniej posiadłości przyjechał bogaty kawaler. A wiadomo, że jak nowy "towar", to i nowe nadzieje na romantyczne schadzki, miłostki, a co najważniejsze na zamążpójście. Dodatkowo jeszcze był to panicz z dużym dochodem rocznym. Wprost idealna partia dla najstarszej panny Bennet. Tutaj matka dziewcząt zyskała idealne pole do popisu, aby ukazać swą pomysłowość w kwestii sposobu zdobycia przez jej córkę serca wybranka oraz wykazania się swoją… głupotą. Jednak to nie koniec atrakcji, ponieważ w okolicy zatrzymuje się również pułk, a jak wiadomo nie od dziś "za mundurem panny sznurem". Dzięki temu młodsze siostry zostają dopuszczone do towarzystwa szybciej niż byłoby to dokonane przy normalnych okolicznościach, a mimo swojego młodego wieku w głębi serca liczą na rychłe zamążpójście. I wcale nie zachęcam tutaj mężczyzn do wstąpienia do wojska, nie twierdzę, że mundur gwarantuje rychłe znalezienie partnerki, bo przecież i tak "każda potwora znajdzie swojego amatora".
Jane Austen ma genialny talent, jeśli chodzi o zabawne opisy postaci głupich i niesympatycznych. Dodając do tego perypetie jej bohaterów, to powieść staje się mieszkanką wybuchową, wyładowaną humorem. Zdarzyło mi się czasami śmiać głośniej przy "Dumie i uprzedzeniu" niż przy niektórych "przezabawnych" pseudokomediach. I tutaj pragnę mocno zachęcić wszystkich do wybrania wersji książkowej niż filmowej, bo z całym szacunkiem do aktorów, ale zagrać tak jak to opisała pisarka to zadanie niemalże niemożliwe, no chyba, że ktoś zechce mnie wyprowadzić z błędu, to chętnie zobaczę jego adaptację, nie bójmy się tego słowa wypowiedzieć, adaptację tego arcydzieła.
Mam wrażenie, że niektórzy bohaterowie mają swoje odzwierciedlenie i w teraźniejszości. Chyba nietrudno będzie nam znaleźć kogoś przepełnionego ironią, jak to został przedstawiony pan Bennet:
"Przerwało im nadejście Jane, która przyszła po herbatę dla matki.
-Pradane!- zawołała.- Grunt to dodać nieszczęściu szyku! Jutro uczynię to samo: będę siedział w bibliotece w szlafroku i robił wokół siebie mnóstwo zamieszania. Albo nie, może zaczekam z tym do ucieczki K.". W tej chwili czuję się zobowiązana nakreślić troszeczkę sytuację, jednak bez wdawania się w szczegóły. Monolog ma miejsce, gdy ukochana córka pani Bennet ucieka z domu, a rodzicielka zamyka się w pokoju, cierpiąc z utraty córki, ale chyba bardziej z utraty dobrego imienia rodu, co wykreśla automatycznie perspektywy na dobre zamążpójście innych dzieci. W tym momencie kobieta tym samym zobowiązuje swoje pozostałe latorośle do opieki nad nią samą. Pozwolę sobie również przytoczyć inne słowa głowy rodziny:
"-Trudno o przyjemniejszego osobnika. (…) Kryguje się, podlizuje i szczerzy żeby. Jestem z niego prawdziwie dumny".
Rozbraja mnie jeszcze ojcowska wiara w dziecko i zięcia pana Benneta:
"-Dobra z ciebie dziewczyna- dodał.- Z radością myślę o tym, że znalazłaś takiego męża. Nie wątpię, że będzie wam się wiodło. Jesteście bardzo do siebie podobni, oboje tak ustępliwi, że nigdy nie podejmiecie żadnej decyzji, tak łatwowierni, ze służba będzie was okradać, i tak hojni, ze przekroczycie swój dochód". Z takimi słowami, to tylko iść przed siebie i nie myśleć co dalej.
Nie mogę się oprzeć, aby nie zacytować jeszcze pani Bennet, by odkryć jej prawdziwe oblicze:
"-Najdroższe dziecko! (…) Nie mogę myśleć o niczym innym! Dziesięć tysięcy rocznie, a może i więcej! Cudownie!". To reakcja kobiety na wieść o przyjęciu oświadczyn bogatego panicza przed jedną z jej latorośli.
Resztę postaci zostawiam do odkrycia Wam samym, jestem pewna, ze jeszcze niejeden bohater przestworzy Wam powodów do śmiechu.
Powieść pozwala nam również poznać obyczajowość dziewiętnastowieczną.
Fakt, że pozycja społeczna, majętność nadal miały decydujący głos w kwestii małżeństwa jest krzywdzący. Jednak będąc kobietą zauważyłam już pewną istotną zmianę w stosunkach damsko- męskich. Dziewczęta mogły wychodzić zamąż z miłości, a to duży postęp! Zawsze uważałam, że wybieranie małżonka przez rodziców było krzywdzące. A nawet w pewnym sensie to było ubezwłasnowolnienie dziewczyny.
Posłużę się ponownie cytatem w celu ukazania pewnej różnicy obyczajowej "Podobna hańba przerastała w jej mniemaniem skandal wywołany ucieczką L. oraz faktem, iż córka zamieszkała z W. na dwa tygodnie przed ślubem." No cóż współcześnie taka praktyka nas nie dziwi, ale wcześniej był to wstyd, nie tylko dla samej panny, ale również i dla całej rodzinny.
W recenzji obiektywna nie jestem. Jestem kobietą, myślę jak kobieta, oceniam jak kobieta. Dlatego też nie jestem pewna czy powieść przypadłaby i mężczyzną do gustu.
W każdym bądź razie dzięki szkole i lekturą, książki niewspółczesne kojarzą mi się z czymś nudnym, ale w tym przypadku temu stereotypowi należy powiedzieć głośno "NIE!", odrzucić go w kąt i z pełnym zapałem sięgnąć po "Dumę i uprzedzenie".
Chciałabym jeszcze wspomnieć o jednej istotnej rzeczy. Nie wiem czy to sprawka pani Magdaleny Gawlki- Małkowskiej czy samej Jane Austen, ale język powieści jest przystępny dla współczesnych, nie muszę czytać tej powieści ze słownikiem pojęć archaicznych. Ale być może, gdybym znała angielski perfekcyjnie i byłby moim językiem ojczystym jak polski i przyszłoby mi czytać oryginał, to miałabym problem ze zrozumieniem niektórych wyrazów.
Pierwszy raz zetknęłam się z "Dumą i uprzedzeniem" rok temu, wtedy to też przeglądając filmy na youtubie natrafiłam na właśnie ten tytuł. Z powodu braku lepszego zajęcia obejrzałam tę adaptację powieści Jane Austen. Po niecałych dwóch godzinach znalazłam swoją kolejną ulubioną pozycję filmową.
Następnie słysząc pochlebne opinie o książce, a również za sprawą dobrej adaptacji, sięgnęłam po samą powieść. Nie pożałowałam.
Pozwolę sobie przetoczyć słowa opisujące dzieło Austen, które znalazłam na okładce: "Na początku dziewiętnastego stulecia każdy niezbyt zamożny ojciec córek- zwłaszcza kiedy miał ich na przykład pięć- nader często musiał zadawać sobie pytanie: kiedyż to w sąsiedztwie pojawi się jakiś odpowiedni kawaler?". Tak więc za pośrednictwem narratora wkraczamy w życie rodziny Bennetów, rodu siedmioosobowego, mieszkającego na prowincji, choć przepraszam, obawiam się, że uraziłabym ich tym stwierdzeniem, bo od Londynu dzielił ich tylko niecały dzień podróży, tak więc ośmielę się poprawić i nazwać ich rodzinne stronny dalekimi okolicami stolicy Anglii, myślę, że z tego określenia będą zadowoleni. Przeniesieni zostaliśmy w sam początek niezwykłego wydarzenia, a nawet dwóch, otóż do sąsiedniej posiadłości przyjechał bogaty kawaler. A wiadomo, że jak nowy "towar", to i nowe nadzieje na romantyczne schadzki, miłostki, a co najważniejsze na zamążpójście. Dodatkowo jeszcze był to panicz z dużym dochodem rocznym. Wprost idealna partia dla najstarszej panny Bennet. Tutaj matka dziewcząt zyskała idealne pole do popisu, aby ukazać swą pomysłowość w kwestii sposobu zdobycia przez jej córkę serca wybranka oraz wykazania się swoją… głupotą. Jednak to nie koniec atrakcji, ponieważ w okolicy zatrzymuje się również pułk, a jak wiadomo nie od dziś "za mundurem panny sznurem". Dzięki temu młodsze siostry zostają dopuszczone do towarzystwa szybciej niż byłoby to dokonane przy normalnych okolicznościach, a mimo swojego młodego wieku w głębi serca liczą na rychłe zamążpójście. I wcale nie zachęcam tutaj mężczyzn do wstąpienia do wojska, nie twierdzę, że mundur gwarantuje rychłe znalezienie partnerki, bo przecież i tak "każda potwora znajdzie swojego amatora".
Jane Austen ma genialny talent, jeśli chodzi o zabawne opisy postaci głupich i niesympatycznych. Dodając do tego perypetie jej bohaterów, to powieść staje się mieszkanką wybuchową, wyładowaną humorem. Zdarzyło mi się czasami śmiać głośniej przy "Dumie i uprzedzeniu" niż przy niektórych "przezabawnych" pseudokomediach. I tutaj pragnę mocno zachęcić wszystkich do wybrania wersji książkowej niż filmowej, bo z całym szacunkiem do aktorów, ale zagrać tak jak to opisała pisarka to zadanie niemalże niemożliwe, no chyba, że ktoś zechce mnie wyprowadzić z błędu, to chętnie zobaczę jego adaptację, nie bójmy się tego słowa wypowiedzieć, adaptację tego arcydzieła.
Mam wrażenie, że niektórzy bohaterowie mają swoje odzwierciedlenie i w teraźniejszości. Chyba nietrudno będzie nam znaleźć kogoś przepełnionego ironią, jak to został przedstawiony pan Bennet:
"Przerwało im nadejście Jane, która przyszła po herbatę dla matki.
-Pradane!- zawołała.- Grunt to dodać nieszczęściu szyku! Jutro uczynię to samo: będę siedział w bibliotece w szlafroku i robił wokół siebie mnóstwo zamieszania. Albo nie, może zaczekam z tym do ucieczki K.". W tej chwili czuję się zobowiązana nakreślić troszeczkę sytuację, jednak bez wdawania się w szczegóły. Monolog ma miejsce, gdy ukochana córka pani Bennet ucieka z domu, a rodzicielka zamyka się w pokoju, cierpiąc z utraty córki, ale chyba bardziej z utraty dobrego imienia rodu, co wykreśla automatycznie perspektywy na dobre zamążpójście innych dzieci. W tym momencie kobieta tym samym zobowiązuje swoje pozostałe latorośle do opieki nad nią samą. Pozwolę sobie również przytoczyć inne słowa głowy rodziny:
"-Trudno o przyjemniejszego osobnika. (…) Kryguje się, podlizuje i szczerzy żeby. Jestem z niego prawdziwie dumny".
Rozbraja mnie jeszcze ojcowska wiara w dziecko i zięcia pana Benneta:
"-Dobra z ciebie dziewczyna- dodał.- Z radością myślę o tym, że znalazłaś takiego męża. Nie wątpię, że będzie wam się wiodło. Jesteście bardzo do siebie podobni, oboje tak ustępliwi, że nigdy nie podejmiecie żadnej decyzji, tak łatwowierni, ze służba będzie was okradać, i tak hojni, ze przekroczycie swój dochód". Z takimi słowami, to tylko iść przed siebie i nie myśleć co dalej.
Nie mogę się oprzeć, aby nie zacytować jeszcze pani Bennet, by odkryć jej prawdziwe oblicze:
"-Najdroższe dziecko! (…) Nie mogę myśleć o niczym innym! Dziesięć tysięcy rocznie, a może i więcej! Cudownie!". To reakcja kobiety na wieść o przyjęciu oświadczyn bogatego panicza przed jedną z jej latorośli.
Resztę postaci zostawiam do odkrycia Wam samym, jestem pewna, ze jeszcze niejeden bohater przestworzy Wam powodów do śmiechu.
Powieść pozwala nam również poznać obyczajowość dziewiętnastowieczną.
Fakt, że pozycja społeczna, majętność nadal miały decydujący głos w kwestii małżeństwa jest krzywdzący. Jednak będąc kobietą zauważyłam już pewną istotną zmianę w stosunkach damsko- męskich. Dziewczęta mogły wychodzić zamąż z miłości, a to duży postęp! Zawsze uważałam, że wybieranie małżonka przez rodziców było krzywdzące. A nawet w pewnym sensie to było ubezwłasnowolnienie dziewczyny.
Posłużę się ponownie cytatem w celu ukazania pewnej różnicy obyczajowej "Podobna hańba przerastała w jej mniemaniem skandal wywołany ucieczką L. oraz faktem, iż córka zamieszkała z W. na dwa tygodnie przed ślubem." No cóż współcześnie taka praktyka nas nie dziwi, ale wcześniej był to wstyd, nie tylko dla samej panny, ale również i dla całej rodzinny.
W recenzji obiektywna nie jestem. Jestem kobietą, myślę jak kobieta, oceniam jak kobieta. Dlatego też nie jestem pewna czy powieść przypadłaby i mężczyzną do gustu.
W każdym bądź razie dzięki szkole i lekturą, książki niewspółczesne kojarzą mi się z czymś nudnym, ale w tym przypadku temu stereotypowi należy powiedzieć głośno "NIE!", odrzucić go w kąt i z pełnym zapałem sięgnąć po "Dumę i uprzedzenie".
Chciałabym jeszcze wspomnieć o jednej istotnej rzeczy. Nie wiem czy to sprawka pani Magdaleny Gawlki- Małkowskiej czy samej Jane Austen, ale język powieści jest przystępny dla współczesnych, nie muszę czytać tej powieści ze słownikiem pojęć archaicznych. Ale być może, gdybym znała angielski perfekcyjnie i byłby moim językiem ojczystym jak polski i przyszłoby mi czytać oryginał, to miałabym problem ze zrozumieniem niektórych wyrazów.




















