Koniec galeriom dusz naszych
kontrakcja - artukuł dodany 2011-08-07 11:17
0
0.0
1528
Poznajcie proszę Jej Obłość - Mademoiselle Rzeczywistość!
Rzeczywistość przystanęła przy pachnącej jeszcze fabryczną nudą meblościance i z lekka uniosła brwi. Niepewne dłonie zatrzymały się na marynarce krzyczącej z daleka "Avenue des Champs-Élysées" i bezwiednie skubały brzeg wykwintnego mankietu. Rzeczywistość rozejrzała się z roztargnieniem w poszukiwaniu tego, co oderwało ją od zwykłej gorączki codzienności. Jej błędne spojrzenie padło w końcu na wyświechtany kalendarz, który z miną winowajcy przyznawał się do zaprzątnięcia jakże zapracowanej główki Rzeczywistości. Ta natomiast sięgnęła po gruby, czerwony marker, powoli, z celowym namaszczeniem postąpiła dwa kroki naprzód i precyzyjnie,a zarazem z gracją, zakreśliła grube, jarzące się żywo kółko wokół Dzisiaj. Marker cierpliwie i z głuchym jękiem tarł o cienki szary papier. Dzisiaj zostało uchwalone Międzynarodowym Dniem Powszechnej Znieczulicy.
"Ależ ten flamaster wydaje niesamowicie ostry zapach!-zdała się wyrażać wykrzywiona niechętnym grymasem pucołowata twarz Rzeczywistości. Twarz owa, współdzieląc kształt z resztą ciała czyniła ze swej właścicielki obszar co najmniej kurpulentny. Jednak owej Rubensowskiej smakoszce życia i tak ubyły dwa numery w biodrach w przeciągu ostatnich lat. Prawdopodobnie była to wina, a może zasługa, jej diety, która powoli acz regularnie traciła na różnorodności. Rzeczywistość karmiona ostatnio głównie przemocą i zamachami terrorystycznymi przestała mieć problemy z do tej pory wiszącym jej nad głową, niczym omen, upiornym efektem jojo. Jej posiłki stały się monotonne, choć co jakiś czas przegryzła sobie danie główne jakimś zboczeniem czy smaczną perwersją. Wbrew dopiero co ustanowionemu świętu, Rzeczywistość dziarsko tocząc się w kierunku przeszklonego tarasu mimo woli wydała z siebie przeciągłe westchnienie. Niewątpliwie nie należała do gatunku trzpiotowatych. Patrzyła z góry na ulice,które wypełnione po brzegi człowiekami wyglądały jak ciężko pracujące żyły i tętnice spotykające się w pulsującym sercu miasta, którym był plac. Wszyscy spieszyli aby uczcić Dzisiaj. Rzeczywistość doskonale widziała wyfryzowane panie w małych czarnych i z dużymi muskularnymi przy boku. Widziała auta na glanc, mknące po szosie lub te mknące trochę mniej, stojące w korkach.
Ponowne westchnienie zawisło w powietrzu. Rzeczywistość wzdychała za czasami gdy to dusze przymierzały najmodniejsze fatałaszki, a kaprysy ciała zsuwane były na dalszy plan. Wspominała dni, gdy ludzie ostentacyjnie i dumnie obnosili się ze swoimi duszami. Niektórzy trzymali je pieczołowicie w dłoniach, pozwalając zerkać ukradkiem znajomym tak, aby ci mogli je podziwiać, nie będąc w stanie przejrzeć na wylot. Inni pozwalali sobie nawet na publiczne pieszczoty z duszą. Zdarzali się także ci, co nosili ją na ramieniu, a bynajmniej nie byli z tego powodu zawstydzeni. "To już przeszłość" - nawiedziła Rzeczywistość niespodziewana, a brutalna w swej bezpośredniości myśl - "Przepadły galerie dusz, z wystawami i okresowymi wernisażami. Dzisiaj stało się symbolem nowatorskiej automatyzacji życia wewnętrznego. Z koneserów sztuki przekształcamy się w wyrachowanych specjalistów od instalacji mechanicznych."
Rzeczywistość oparła się o misternie kutą balustradę i przez chwilę zamajaczyła w jej głowie myśl o szklance koniaku, którym mogłaby się raczyć obserwując rozgrywające się na dole widowisko. Zaczęto zabawę. W górę wznosiły się kolorowe sztuczne ognie, hołdując w niebiosach nowoustanowionemu świętu.
Rzeczywistość zastukała długimi, pomalowanymi na modny w tym sezonie błękit paryski paznokciami i przenikając zapadające ciemności, spokojnie kontemplowała uczestników fety. Człowiek zawsze wydawał się jej istotą zajmującą. Mając integralnie wszczepioną w siebie wolę życia i swojego rodzaju elastyczność w przystosowaniu do sytuacji (w postaci takich praktycznych narzędzi jak rozum czy intuicja), człowiek doszedł do wniosku, że najbardziej wydajnym sposobem poradzenia sobie z teraźniejszością jest obojętność. "Ekspozycja stała się równoważna eksterminacji." - przemknęło przez główkę targaną wiatrem na przestronnym balkonie.
Człowiek chowa duszę tak głęboko, że z czasem zapomina o jej pierwotnym przeznaczeniu. Czyni z niej w pełni zmechanizowany system, który na podstawie wprowadzonych danych odpowiada określonymi reakcjami. Wbrew pozorom, system ów jest całkiem prosty w obsłudze. Naturalne odruchy współczucia zwykle kolidują z rozwojem kariery jednostki, dlatego są sukcesywnie wypierane. Wszelkie oznaki bólu czy cierpienia, czynią jednostkę niewydajną i bardzo szybko mogą przyczynić się do zastąpienia jej bardziej przystosowanym ludzkim substytutem. Aby zapobiec zawodowemu zgonowi, system zapala nad głową delikwenta-smętasa czerwoną lampkę. W instrukcji obsługi jawnie stoi, że niepokojące objawy(tak, czerwona lampka nad głową jest niepokojącym objawem) należy w trybie pilnym leczyć alkoholem lub niezawodną tabletką antydepresyjną, w łagodnych przypadkach – nasenną. Skomercjalizowane społeczeństwo nie znosi bowiem głośnego mówienia o twoich problemach, wymaga natomiast bezwzględnej efektywności twoich działań.
Oczy Rzeczywistości ślizgały się po każdym kolejnym ze świętujących. Towarzystwo było wręcz rozciągnięte we wszechobecnym uśmiechu. Promieniało, się szczerzyło, a szczerząc dokazywało. Dobre samopoczucie było twardo narzuconym imperatywem. Każdy z nich, tam na dole, walczył o przetrwanie. Co piękniejsze i wrażliwsze dusze raz po raz popełniały fau paux i arena towarzyska stawała się dla nich równią pochyłą.
Ów wspomniany alkohol lał się strumieniami gdy ogłoszono toast za Dzisiaj, a owe tabletki, w różnych dawkach i zestawieniach, gwarantowały dobry humor aż do rana. "System jest nadwerężony" - pomyślała Rzeczywistość.
Coś dziwnego unosiło się w ciepłym letnim powietrzu. Rzeczywistość wysunęła delikatnie koniuszek różowego języczka spomiędzy skrupulatnie umalowanych ust i natychmiast cofnęła go krzywiąc się i mrużąc oczy. Życie nabrało metalicznego posmaku.
Rzeczywistość przystanęła przy pachnącej jeszcze fabryczną nudą meblościance i z lekka uniosła brwi. Niepewne dłonie zatrzymały się na marynarce krzyczącej z daleka "Avenue des Champs-Élysées" i bezwiednie skubały brzeg wykwintnego mankietu. Rzeczywistość rozejrzała się z roztargnieniem w poszukiwaniu tego, co oderwało ją od zwykłej gorączki codzienności. Jej błędne spojrzenie padło w końcu na wyświechtany kalendarz, który z miną winowajcy przyznawał się do zaprzątnięcia jakże zapracowanej główki Rzeczywistości. Ta natomiast sięgnęła po gruby, czerwony marker, powoli, z celowym namaszczeniem postąpiła dwa kroki naprzód i precyzyjnie,a zarazem z gracją, zakreśliła grube, jarzące się żywo kółko wokół Dzisiaj. Marker cierpliwie i z głuchym jękiem tarł o cienki szary papier. Dzisiaj zostało uchwalone Międzynarodowym Dniem Powszechnej Znieczulicy.
"Ależ ten flamaster wydaje niesamowicie ostry zapach!-zdała się wyrażać wykrzywiona niechętnym grymasem pucołowata twarz Rzeczywistości. Twarz owa, współdzieląc kształt z resztą ciała czyniła ze swej właścicielki obszar co najmniej kurpulentny. Jednak owej Rubensowskiej smakoszce życia i tak ubyły dwa numery w biodrach w przeciągu ostatnich lat. Prawdopodobnie była to wina, a może zasługa, jej diety, która powoli acz regularnie traciła na różnorodności. Rzeczywistość karmiona ostatnio głównie przemocą i zamachami terrorystycznymi przestała mieć problemy z do tej pory wiszącym jej nad głową, niczym omen, upiornym efektem jojo. Jej posiłki stały się monotonne, choć co jakiś czas przegryzła sobie danie główne jakimś zboczeniem czy smaczną perwersją. Wbrew dopiero co ustanowionemu świętu, Rzeczywistość dziarsko tocząc się w kierunku przeszklonego tarasu mimo woli wydała z siebie przeciągłe westchnienie. Niewątpliwie nie należała do gatunku trzpiotowatych. Patrzyła z góry na ulice,które wypełnione po brzegi człowiekami wyglądały jak ciężko pracujące żyły i tętnice spotykające się w pulsującym sercu miasta, którym był plac. Wszyscy spieszyli aby uczcić Dzisiaj. Rzeczywistość doskonale widziała wyfryzowane panie w małych czarnych i z dużymi muskularnymi przy boku. Widziała auta na glanc, mknące po szosie lub te mknące trochę mniej, stojące w korkach.
Ponowne westchnienie zawisło w powietrzu. Rzeczywistość wzdychała za czasami gdy to dusze przymierzały najmodniejsze fatałaszki, a kaprysy ciała zsuwane były na dalszy plan. Wspominała dni, gdy ludzie ostentacyjnie i dumnie obnosili się ze swoimi duszami. Niektórzy trzymali je pieczołowicie w dłoniach, pozwalając zerkać ukradkiem znajomym tak, aby ci mogli je podziwiać, nie będąc w stanie przejrzeć na wylot. Inni pozwalali sobie nawet na publiczne pieszczoty z duszą. Zdarzali się także ci, co nosili ją na ramieniu, a bynajmniej nie byli z tego powodu zawstydzeni. "To już przeszłość" - nawiedziła Rzeczywistość niespodziewana, a brutalna w swej bezpośredniości myśl - "Przepadły galerie dusz, z wystawami i okresowymi wernisażami. Dzisiaj stało się symbolem nowatorskiej automatyzacji życia wewnętrznego. Z koneserów sztuki przekształcamy się w wyrachowanych specjalistów od instalacji mechanicznych."
Rzeczywistość oparła się o misternie kutą balustradę i przez chwilę zamajaczyła w jej głowie myśl o szklance koniaku, którym mogłaby się raczyć obserwując rozgrywające się na dole widowisko. Zaczęto zabawę. W górę wznosiły się kolorowe sztuczne ognie, hołdując w niebiosach nowoustanowionemu świętu.
Rzeczywistość zastukała długimi, pomalowanymi na modny w tym sezonie błękit paryski paznokciami i przenikając zapadające ciemności, spokojnie kontemplowała uczestników fety. Człowiek zawsze wydawał się jej istotą zajmującą. Mając integralnie wszczepioną w siebie wolę życia i swojego rodzaju elastyczność w przystosowaniu do sytuacji (w postaci takich praktycznych narzędzi jak rozum czy intuicja), człowiek doszedł do wniosku, że najbardziej wydajnym sposobem poradzenia sobie z teraźniejszością jest obojętność. "Ekspozycja stała się równoważna eksterminacji." - przemknęło przez główkę targaną wiatrem na przestronnym balkonie.
Człowiek chowa duszę tak głęboko, że z czasem zapomina o jej pierwotnym przeznaczeniu. Czyni z niej w pełni zmechanizowany system, który na podstawie wprowadzonych danych odpowiada określonymi reakcjami. Wbrew pozorom, system ów jest całkiem prosty w obsłudze. Naturalne odruchy współczucia zwykle kolidują z rozwojem kariery jednostki, dlatego są sukcesywnie wypierane. Wszelkie oznaki bólu czy cierpienia, czynią jednostkę niewydajną i bardzo szybko mogą przyczynić się do zastąpienia jej bardziej przystosowanym ludzkim substytutem. Aby zapobiec zawodowemu zgonowi, system zapala nad głową delikwenta-smętasa czerwoną lampkę. W instrukcji obsługi jawnie stoi, że niepokojące objawy(tak, czerwona lampka nad głową jest niepokojącym objawem) należy w trybie pilnym leczyć alkoholem lub niezawodną tabletką antydepresyjną, w łagodnych przypadkach – nasenną. Skomercjalizowane społeczeństwo nie znosi bowiem głośnego mówienia o twoich problemach, wymaga natomiast bezwzględnej efektywności twoich działań.
Oczy Rzeczywistości ślizgały się po każdym kolejnym ze świętujących. Towarzystwo było wręcz rozciągnięte we wszechobecnym uśmiechu. Promieniało, się szczerzyło, a szczerząc dokazywało. Dobre samopoczucie było twardo narzuconym imperatywem. Każdy z nich, tam na dole, walczył o przetrwanie. Co piękniejsze i wrażliwsze dusze raz po raz popełniały fau paux i arena towarzyska stawała się dla nich równią pochyłą.
Ów wspomniany alkohol lał się strumieniami gdy ogłoszono toast za Dzisiaj, a owe tabletki, w różnych dawkach i zestawieniach, gwarantowały dobry humor aż do rana. "System jest nadwerężony" - pomyślała Rzeczywistość.
Coś dziwnego unosiło się w ciepłym letnim powietrzu. Rzeczywistość wysunęła delikatnie koniuszek różowego języczka spomiędzy skrupulatnie umalowanych ust i natychmiast cofnęła go krzywiąc się i mrużąc oczy. Życie nabrało metalicznego posmaku.
















