Saga "Szeptem"
Egzistenz - artukuł dodany 2011-06-12 14:39
0
3.5
1137
Nowa saga dla rozemocjonowanych nastolatek - szablonowa wersja "Zmierzchu" rozpoczynająca się tomem "Szeptem" - czy może niesamowicie wciągająca i oryginalna powieść o miłości, trudnych decyzjach i ciągle czyhającym zagrożeniu? Recenzja książek.
Patch pociągał mnie jak jeszcze nikt dotąd. Był między nami mroczy magnetyzm. W jego obecności czułam się jak na skraju kuszącego zagrożenia. Tak jakby w każdej chwili miał mnie z tej krawędzi zepchnąć. Sądzę, że owy cytat jest najlepszą recenzją i streszczeniem książki. 16-letnia Nora poznaje niebezpiecznego i zabójczo (jakie niefortunne określenie) przystojnego młodzieńca. Łatwo się domyślić, że nie jest on do końca człowiekiem. Mało tego, nasza bohaterka czuje, że jest on bardzo niebezpieczny. W końcu potencjalnego mordercę można uznać za zagrożenie. I obiekt pożądania. Co robią skryte, wyalienowane outsiderki słuchające muzyki barokowej i korzystające z terapii u psychiatry i psycholożki? Zakochują się w psychopacie - nadnaturalnym samcu wykreowanego na boga seksu. Skąd my to znamy? Tak, tak drodzy państwo, Edward już szczerzy swoje kły.
Autorka ewidentnie inspirowała się sagą Stephenie Meyer. Chyba, że obie korzystały z tego samego podręcznika "Jak napisać książkę dla nastolatek, która stanie się bestsellerem" i jest tam specjalny wzór na "książkę ideał" będącą połączeniem chorego romansu i horroru na pograniczu z kryminałem w wersji light. Po przeczytaniu na 289 stronie: "co mnie kompletnie zbiło z pantałyku" stwierdziłem, że jest to bezczelny dowód potwierdzający moją tezy.
Tak naprawdę to nie "Szeptem" zasługuje na recenzję i zainteresowanie, tylko wszystko to, co dzieje się wokół niego. Dlaczego budzi taką fascynację i tyle emocji? Skąd one się wzięły? Jakie są tego skutki? Książka ta nie jest i nigdy nie będzie literackim arcydziełem. Ale jest potrzebna. Umiliła już wieczór niejednemu czytelnikowi. Zapewne też zaspokoiła pewne potrzeby i fantazje, o których głośno się nie mówi. A fanom "Zmierzchu" powiem tylko tyle - będziecie zadowoleni. Tym bardziej, że Becca Fitzpatrick w bonusie dorzuca szczyptę humoru o imieniu Vee.
---
Są takie książki, które budzą sprzeczne emocje. Takie, przy których trzeba czasami odpocząć w trakcie czytania by unormować puls. Chociaż tak naprawdę chce się czytać dalej, i dalej, i dalej. To wciąga jak narkotyk. Jeśli chcesz przejechać się rollercoasterem bez trzymanki, to "Crescendo" może być dla ciebie idealne.
W drugiej części romantyczne gruchanie musiało się zakończyć i para kochanków rozstaje się. Żeby było trochę oryginalnie - to ona porzuca jego. Wszystko oczywiście dla jego dobra (choć oficjalnie jest to forma zemsty). Przez ponad połowę lektury czytelnik gromadzi coraz to nowsze informacje i coraz gorzej rozumie sens całej książki. Tak jest w zasadzie do samego końca - dopiero ostatnie strony dają cudowne oświecenie. Jednocześnie dobitnie zapowiadając nadchodzącą kontynuację powieści.
Z racji ewidentnego podobieństwa do twórczości Stephenie Meyer (i co gorsza mojego niepokojącego zachwytu) długo nie mogłem się przekonać co do rzekomego talentu autorki. Niestety, umiejętności twórczych nie można jej odmówić (za to przy Meyer można śmiało się kłócić). 16-letnia główna bohaterka faktycznie zachowuje się jak 16-latka (a nie jak 30-latka, mentalny wiek często jest w powieściach zawyżany), a dynamiczna akcja powieści (szczególnie w drugim tomie) nie pozwala nudzić się czytelnikowi. Ba! Nie pozwala mu nawet złapać oddechu na przerwę, bowiem zanim nacieszymy się jednym zwrotem akcji, to zaskakuje nas następny, a potem jeszcze jeden i znów kolejny! Jedyna wpadka to kreacja Patcha - bez przerwy podkreślana jest jego "ciemna strona", to, że stanowi zagrożenie, że jest po prostu zły. W końcu to upadły anioł. Szkoda tylko, że w ostatecznym rozrachunku i bez mrocznej otoczki jest to bohater bardzo pozytywny - odważny, szczerze kochający, poświęcający się i... wbrew pozorom szczery. Znowu można odwołać się do sagi "Zmierzch", bo tam również pojawia się taka sprzeczność. Przy czym odpowiednich Patcha - Edward, kreowany jest na boga seksu, kiedy w rzeczywistości jest psychopatą.
Jeśli Becca Fitzpatrick napisze kiedykolwiek kryminał - będę pierwszy, który stanie w kolejce po książkę. A póki co z niecierpliwością czekam na "Silence" (Cisza) odurzając się zapachem mięty.
Patch pociągał mnie jak jeszcze nikt dotąd. Był między nami mroczy magnetyzm. W jego obecności czułam się jak na skraju kuszącego zagrożenia. Tak jakby w każdej chwili miał mnie z tej krawędzi zepchnąć. Sądzę, że owy cytat jest najlepszą recenzją i streszczeniem książki. 16-letnia Nora poznaje niebezpiecznego i zabójczo (jakie niefortunne określenie) przystojnego młodzieńca. Łatwo się domyślić, że nie jest on do końca człowiekiem. Mało tego, nasza bohaterka czuje, że jest on bardzo niebezpieczny. W końcu potencjalnego mordercę można uznać za zagrożenie. I obiekt pożądania. Co robią skryte, wyalienowane outsiderki słuchające muzyki barokowej i korzystające z terapii u psychiatry i psycholożki? Zakochują się w psychopacie - nadnaturalnym samcu wykreowanego na boga seksu. Skąd my to znamy? Tak, tak drodzy państwo, Edward już szczerzy swoje kły.
Autorka ewidentnie inspirowała się sagą Stephenie Meyer. Chyba, że obie korzystały z tego samego podręcznika "Jak napisać książkę dla nastolatek, która stanie się bestsellerem" i jest tam specjalny wzór na "książkę ideał" będącą połączeniem chorego romansu i horroru na pograniczu z kryminałem w wersji light. Po przeczytaniu na 289 stronie: "co mnie kompletnie zbiło z pantałyku" stwierdziłem, że jest to bezczelny dowód potwierdzający moją tezy.
Tak naprawdę to nie "Szeptem" zasługuje na recenzję i zainteresowanie, tylko wszystko to, co dzieje się wokół niego. Dlaczego budzi taką fascynację i tyle emocji? Skąd one się wzięły? Jakie są tego skutki? Książka ta nie jest i nigdy nie będzie literackim arcydziełem. Ale jest potrzebna. Umiliła już wieczór niejednemu czytelnikowi. Zapewne też zaspokoiła pewne potrzeby i fantazje, o których głośno się nie mówi. A fanom "Zmierzchu" powiem tylko tyle - będziecie zadowoleni. Tym bardziej, że Becca Fitzpatrick w bonusie dorzuca szczyptę humoru o imieniu Vee.
---
Są takie książki, które budzą sprzeczne emocje. Takie, przy których trzeba czasami odpocząć w trakcie czytania by unormować puls. Chociaż tak naprawdę chce się czytać dalej, i dalej, i dalej. To wciąga jak narkotyk. Jeśli chcesz przejechać się rollercoasterem bez trzymanki, to "Crescendo" może być dla ciebie idealne.
W drugiej części romantyczne gruchanie musiało się zakończyć i para kochanków rozstaje się. Żeby było trochę oryginalnie - to ona porzuca jego. Wszystko oczywiście dla jego dobra (choć oficjalnie jest to forma zemsty). Przez ponad połowę lektury czytelnik gromadzi coraz to nowsze informacje i coraz gorzej rozumie sens całej książki. Tak jest w zasadzie do samego końca - dopiero ostatnie strony dają cudowne oświecenie. Jednocześnie dobitnie zapowiadając nadchodzącą kontynuację powieści.
Z racji ewidentnego podobieństwa do twórczości Stephenie Meyer (i co gorsza mojego niepokojącego zachwytu) długo nie mogłem się przekonać co do rzekomego talentu autorki. Niestety, umiejętności twórczych nie można jej odmówić (za to przy Meyer można śmiało się kłócić). 16-letnia główna bohaterka faktycznie zachowuje się jak 16-latka (a nie jak 30-latka, mentalny wiek często jest w powieściach zawyżany), a dynamiczna akcja powieści (szczególnie w drugim tomie) nie pozwala nudzić się czytelnikowi. Ba! Nie pozwala mu nawet złapać oddechu na przerwę, bowiem zanim nacieszymy się jednym zwrotem akcji, to zaskakuje nas następny, a potem jeszcze jeden i znów kolejny! Jedyna wpadka to kreacja Patcha - bez przerwy podkreślana jest jego "ciemna strona", to, że stanowi zagrożenie, że jest po prostu zły. W końcu to upadły anioł. Szkoda tylko, że w ostatecznym rozrachunku i bez mrocznej otoczki jest to bohater bardzo pozytywny - odważny, szczerze kochający, poświęcający się i... wbrew pozorom szczery. Znowu można odwołać się do sagi "Zmierzch", bo tam również pojawia się taka sprzeczność. Przy czym odpowiednich Patcha - Edward, kreowany jest na boga seksu, kiedy w rzeczywistości jest psychopatą.
Jeśli Becca Fitzpatrick napisze kiedykolwiek kryminał - będę pierwszy, który stanie w kolejce po książkę. A póki co z niecierpliwością czekam na "Silence" (Cisza) odurzając się zapachem mięty.


















