Poniedziałek, 21 Maja 2012. Imieniny: Kryspina, Wiktora
POWODZENIA NA DZISIEJSZEJ
MATURZE!
Wyszukaj zaawansowane
Teraz w Cogito
Archiwum
Blokady sukcesu

Sukces w większości wypadków to kwestia szczęścia. Cała rzecz polega na tym, żeby w tym krótkim mom (...)ście, nie być na sukces zablokowanym i w ogóle chcieć się wysilić, żeby do niego bliżej podejść.

Znajdź uczelnię

Typ uczelni:
Województwo:
Kierunek studiów:
Rodzaj studiów:
Szukana fraza:

Ankieta

Angielski na maturze był:
prosty
może być
trudny

5.0

Wszystkie kłamstwa moich rodziców, rozdział I

Komentarze 1  Ocena 5.0  Odsłony 1562

Linkownia

Wykop Gwar Digg Del.icio.us Linkr Reddit
Jest to na razie szkic pierwszego rozdziału. Eliza poznaje kogoś, o kim wcześniej nie słyszała. Z czasem okaże się, że ma z nią więcej wspólnego, niż się na początku wydawało.



Nie pozwoliłam mu pocałować się w usta i wysiadłam szybko z jego samochodu. Nie chciałam wchodzić w bliższe z nim kontakty, choć dobrze bawiłam się tego wieczoru w jego towarzystwie. Poprosiłam go, żeby był grzeczny i posłuchał się, jednak okazał się naiwny, jeżeli myślał, że w nagrodę dostanie buziaka.

Zerknęłam na zegarek. Poniedziałek zaczął się trzy godziny temu, za pięć godzin lekcja matematyki z panią Z. Lekko przeklęłam pod nosem. Nie sądziłam, że jest już tak późno. Zauważyłam, że przy podwórku moich sąsiadów stoi jakiś samochód, ale nie pomyślałam, że to ma coś wspólnego ze mną. Wyciągnęłam kluczyki z torebki i otworzyłam drzwi do mojego domu najostrożniej jak potrafiłam. Ściągnęłam buty i na palcach zakradłam się do mojego pokoju. W sypialni rodziców grał jeszcze telewizor. Oboje mieli bzika na punkcie telewizji, ale noc była zawsze czasem przeznaczonym na sen. Nie obudziło to jednak mojej czujności. Szok miałam przeżyć dopiero za dwie minuty.

Ściągnęłam kołdrę z mojego łóżka i ujrzałam nieznajomą dziewczynę. Przetarłam oczy z niedowierzania, a ponieważ to nie wystarczyło, uszczypnęłam się w tyłek, ale tajemnicza postać nie zniknęła. W nagłym przypływie energii, co zawsze zdarzało mi się w sytuacjach ekstremalnych, a co najmniej nietypowych, zepchnęłam ją na podłogę. Rozległ się hałas, ale dziewczyna nawet nie jęknęła, jedynie przebudziła się i zlękła. Zakryła swoją twarz dłońmi, jakby chciała ukryć się przed uderzeniem, powolnym ruchem zaczęła usuwać się w głąb pokoju. Zbliżyłam się do niej, mocno ścisnęłam ją za nadgarstki i siadłam na niej okrakiem. Głęboko spojrzałam w jej wylęknione oczy, a po chwili ogarnęłam wzrokiem jej ładna buźkę oświetloną księżycem. Potraktowałam ją jak intruza w moim domu, który bez pytania władował się w moje łóżko i w moją czystą pościel.
- Co tutaj robisz? - rzuciłam ostro pytanie. Nie miałam zamiaru się z nią cackać. Spróbowała się wyrwać, ale ja nie odpuściłam i przygniotłam ją swoim ciałem do podłogi. - Co tutaj robisz i kim jesteś?
Zastraszanie było moją specjalnością. Miałam spore doświadczenie, które wyniosłam z podwórek i szkół, od zerówki poczynając, na liceum kończąc. Dziewczyna chciała wydusić z siebie parę słów, ale, chociaż oczekiwałam na jej odpowiedź, nie dałam jej od razu dojść do słowa. W końcu rozluźniłam uścisk.
- Zostaw mnie. Proszę. Nic ci złego nie zrobiłam.
Ona też była zdenerwowana, ale raczej ze strachu.
- Nic? To moje łóżko. Mój dom. A ty się w niego władowałaś! Bez pytania. Kim ty jesteś, debilko?
- Anita.
- Nie znam żadnej Anity.
Podniosłyśmy się obie z podłogi, lekko obolałe szarpaniną. Następnego dnia miałam oglądać swoje siniaki.
- A więc ciebie też oszukiwano. Jestem Anita, Elizo. Ciociu Elizo.

Wybuchłam śmiechem, ale ona dalej była poważna. Moje życie po raz kolejny, jeszcze nie ostatni raz, zostało wywrócone do góry nogami, chociaż z nikim w tamtym czasie nie popadłam w żaden konflikt, w nikim się nie zabujałam i nie wymyśliłam niczego nadzwyczaj głupiego, też w nic debilnego się nie wmieszałam, nie eksperymentowałam z używkami, nie ryzykowałam za dużo.
Korzystałam z życia, ale z pewnym umiarem, bo byłam z niego zadowolona. Nauczyłam się doceniać to, co mam. Wręcz, ku uldze moich rodziców, wydawało się, że mój nastoletni bunt powoli mija. Ale to były tylko pozory, cisza przed burzą, bo po kilku miesiącach spokoju znowu miałam wybuchnąć i popaść w kolejny poważny konflikt z rodzicami. Niespodziewane pojawienie się Anity wszystko zmieniło. Wyzwoliła ona we mnie ogromną energię. Miałam powody, żeby na nowo zacząć się buntować.

Usłyszałam kroki w korytarzu. Tadeusz otworzył drzwi i przepuścił przed sobą Lucynę. Nie mieli na sobie szlafroków, jak zwykle, kiedy przyłapywali mnie na późnym powrocie do domu, ale swoje codzienne ubrania. Nie położyli się jeszcze do łóżka, co sprawiło, że sprawa wydała się dla mnie jeszcze bardziej dziwna.
- Wiesz, która jest godzina? - ojcu brakowało pewności siebie. Chciał zrobić mi awanturę, ale głos lekko mu drżał. Było to dla mnie coś nowego. - Tylko chłopcy tobie w głowie. Z którym dzisiaj się szlajałaś?
- Tato, byłam u Tasi. Jak chcesz, możesz do niej zadzwonić, ale ona już pewnie śpi. Wiedziałam, że mówię głupotę, w którą ojciec i tak nie uwierzy, ale mój mózg po północy nie pracował do końca sprawnie.
- Myślisz, że nie wiem, że ona kłamie na twoją korzyść?
Moja wieczna wymówka, że zasiedziałam się u mojej przyjaciółki, okazała się nieprzydatna po tym, kiedy któregoś razu przyznałam się, że byłam w barze z kumplem, a Tasia następnego dnia wyznała mojej mamie, że spędziłam noc u niej. Od tej pory przestała być lubiana przez moich rodziców.
- Słuchaj, Elka - zaczęła moja mama. - Dzisiaj tobie darujemy ten wybryk. Poznaj Anitę, wnuczkę mojej siostry. Jest w podróży i po drodze zawitała do nas, żeby odpocząć. Położyłyśmy ją w twoim łóżku. Nie sądziłam, że zrobisz jej z tego powodu tak wielką awanturę. Nie podoba mi się twoje dzisiejsze zachowanie. Oczekuję, że się poprawisz.
- Gówno się poprawię - odpysknęłam. - Anito, miło mi cię poznać - zwróciłam się z ironią do nowo poznanej dziewczyny. - Poza Tadkiem i Lusią jeszcze nie poznałam żadnych członków naszej rodzinki.
Podałam jej rękę, ale ona swojej nie. Była dumna. Zobaczyłam to w jej oczkach.
- Widzę, że to nie ma najmniejszego sensu - powiedziała. - Jesteście tak samo zakłamani jak moja matka i mój ojciec. Liczyłam, że uda mi się coś wyjaśnić, dojść do jakiegoś porozumienia, ale... szkoda słów. Dziękuję za gościnę. Placek smakował beznadziejnie. Nie będę czekała do rana. Wyjeżdżam.
- Nie powinnaś kierować w nocy.
- Wkrótce będzie biały dzień. Do widzenia. A właściwie to żegnajcie. Nie zobaczycie mnie już więcej. Jeszcze raz dziękuję.

Matkę coś gryzło, ojciec był podenerwowany, ja czułam się zaciekawiona zaistniałą sytuacją. Wszyscy troje przyglądaliśmy się, jak Anita nakłada na koszulę nocną sukienkę i narzuca sobie na ramię torbę. Pewnym krokiem wyszła z domu i już wydawało się, że nikt z nas nie zrobi nic, żeby ją zatrzymać. Wtedy mnie olśniło, że jeżeli pozwolę jej odejść, prawdopodobnie nigdy więcej jej nie zobaczę. Nie chciałam, żeby rodzice wiedzieli, że podjęłam próbę zatrzymania jej, więc, kiedy wyszli z mojego pokoju, otworzyłam okno. Miałam nadzieję, że zdążę jeszcze ją złapać, nim odjedzie. Usiadłam na parapecie i zsunęłam się na ziemię. Przypadkiem zahaczyłam o kolec róży i cicho zajęczałam.
- Nic ci nie jest?
Najpierw usłyszałam głos Anity, później światełko z papierosa.
- Zapalisz? - podsunęła mi pod nos paczkę, ale odmówiłam. - Masz rację. Papierosy są do dupy, ale jakoś nie potrafię rzucić.
Usiadłam obok niej na trawie. Nie wiedziałam, co powiedzieć. To ona ciągnęła dalej.
- Ale mnie dzisiaj wystraszyłaś. Chciałam uciekać, gdzie pieprz rośnie. Wiesz, nowe miejsce, nie moje środowisko, nie czułam się pewnie.
Miała przyjemny głos. Jej śmiech mógł budzić zaufanie.
- Zastanawiasz się, skąd się wzięłam, co, mała? Powiedziałabym tobie coś więcej, ale twoi starzy zmusili mnie, żebym przyrzekła im, że nic tobie nie powiem. Nie masz wyjścia, mała, sama musisz rozwiązać tą zagadkę.
- O co chodzi? Bajerujesz mnie?
- Może jeszcze usłyszę, że jestem oszustką? Wiesz, pomogę ci. Naprowadzę cię na trop.
Wyciągnęła z torby notes i coś w nim napisała. Wyrwała kartkę i podała ją mi.
- Jak się czegoś dowiesz, zadzwoń do mnie.
Na kolejnej kartce zanotowała swój numer i również mi ją podała.
- Dałam ci do myślenia, tak? O to mi właśnie chodziło. Wybacz, ale będę już jechała. Trzymaj się, mała. I miłego komplikowania sobie życia.
Potargała moje włosy i pocałowała w czoło. Była wyższa ode mnie, chociaż wcześniej wydała mi się niską osobą. Wsiadła do swojego samochodu. Zanim odjechała, pomachała mi i przez otwarte okno krzyknęła:
- Kto wie, ciociu? Może jeszcze się spotkamy? Więc... do zobaczenia!
Znowu nazwała mnie swoją ciocią. Już wolałam, jak mówiła do mnie: mała.

Całe spotkanie trwało mniej niż pół godziny, ale to wystarczyło, żeby mną wstrząsnęło. Wróciłam do domu przez okno i nie miałam zamiaru iść już spać. Włączyłam nocną lampkę i przyjrzałam się kartkom, które dostałam od Anity.
Na jednej znajdował się jej numer. Wklepałam go do pamięci mojej komórki.
Druga informacja od tajemniczej dziewczyny okazała się dla mnie niezrozumiała. Brzmiała: Wszystkie kłamstwa moich rodziców.
Od razu zaczęłam się zastanawiać, co chciała mi przekazać. Rzuciłam się na łóżko i pogrążyłam w myślach. Czy miałam na serio potraktować tę dziewczynę? Chciałam koniecznie porozmawiać z rodzicami, dowiedzieć się, co oni uważają w tej sprawie, ale czułam, że nie mam, co na nich liczyć. Najbardziej nurtowało mnie to, skąd się pojawiła Anita. Nigdy nie poznałam wnuków mojej ciotki. Słyszałam o nich, ale imię Anita brzmiało dla mnie obco. Kiedy wreszcie zasnęłam, była piąta.

Za trzy godziny zaczynała się lekcja matematyki z Panią Z.

Oceń artykuł:

Rybka1661 - 2011-05-21 12:03:24
Rybka1661
Ciekawe. Co będzie dalej? Kim jest Anita? Pisz dalej.
Skomentuj ten artykuł Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Chmurka tagów
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści i zdjęcia zamieszczane przez użytkowników na stronie cogito.com.pl, w części WIRTUALNEJ REDAKCJI.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS. Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Mindscape.