Kult Che Guevara ? co o nim (nie) wiecie, sądzicie?
alicejones - artukuł dodany 2008-05-09 10:19
16
3.3
4442
Cóż o nim sądzę? Kim jest idol, archetyp nieustraszonego bojownika w imię biednych?
Kiedyś, a było to bardzo dawno temu, przeczytałam gdzieś w gazecie cukierkowy artykuł o Che Guevara ? o człowieku, którego prawdziwe imię to Ernesto, a El Che to tylko przezwisko ? koleś.
Che - człowiek legenda, pochodzenia argentyńskiego, działający w środowisku lewicowym w latach 50-70 ubiegłego wieku. Pomagał Fidelowi Castro w przeprowadzeniu rewolucji na Kubie, podróżował po całym świecie, szerząc swoje poglądy, przeciwnik komunizmu radzieckiego, był w partyzance, był rzekomo lekarzem, miał szczęśliwą rodzinę, w końcu zdradzony przez Castro i Chruszczowa, został zamordowany przez boliwijskich bojowników współpracujących z CIA. Ale to są garstki informacji dla zainteresowanych, które można znaleźć w Internecie.
Dowiedziałam się wtedy, że Che jest boski ? cudowna legenda, ikona, obrońca ludzi pokrzywdzonych, walczący w imię rewolucji, proletariatu, w imię swojej ideologii. Obejrzałam wiele dowodów na kult Che ? zdjęcia, ikony w czarnym berecie w panterkę, albo z uroczym chłodnym uśmiechem na twarzy.
Showbiznes wykorzystał to świetnie ? zdjęcia Che na koszulkach, na pocztówkach, breloczkach, banery wywieszane na budynkach w miastach Ameryki Południowej.
Zafascynowana wtedy kimś tak wspaniałym, od razu kupiłam naszywkę na plecak z podobizną Che na tle flagi kubańskiej i z napisem ?revolucion? (Och, a propos rewolucji to właśnie Guevara powiedział tak ciekawe słowa: ?Rewolucja jest jak rower ? jeśli się nie posuwa naprzód to pada?) i dumnie nosiłam ją na plecaku.
Nikogo to nie obchodziło, nikt nie pytał kim jest ten gościu, a jak spytali, to nie byli zainteresowani. Do czasu?
Raz koleżanka spytała się, czy lubię go, a ja: i tak i nie. A ona: to ten, co mordował w więzieniu? Ja nie lubię go. Kolejnym zaś razem, starszy kolega, bardziej obeznany z historią, spytał, co mam na plecaku ? czy to Che. A ja, że tak. Zaśmiał się i powiedział bez ogródek, że jestem nienormalna. No cóż. Nie wszyscy muszą go lubić, ale postanowiłam się trochę więcej dowiedzieć o tej postaci. I cóż, dzięki kilku artykułom z ?Gazety Wyborczej? z października 2007r. dowiedziałam się wielu niemiłych, ale prawdziwych rzeczy o Erneście.
Pozwolę sobie nie cytować tych tekstów, ale omówię je pokrótce. Powiedziałam wcześniej, że Che był lekarzem, studiował medycynę. W rzeczywistości takiego dyplomu nigdy nie miał. Ten bojownik w imię pokrzywdzonych i poniżanych, był rasistą, homofonem, gardził gejami i Murzynami. Mówiono, że Che unika materialnych luksusów. W rzeczywistości pławił się w nich ? mieszkał w nadmorskich willach. Co więcej, był naczelnikiem więzienia La Cabana i okrutnym egzekutorem przeciwników. Nie słuchał błagań matek i rodzin zabijanych wrogów.
Ten jego uroczy, chłodny uśmiech ? uśmiech szaleńca - prześladował muzykę rockową, wprowadził terror na Kubie, chciał wysadzić Nowy Jork (planował zamachy bombowe, oficjalnie przemawiając w ONZ). To mniej więcej tyle ciekawszych wieści. Poczułam się bardzo zawiedziona.
Przeczytałam kolejny inny artykuł i tam, nikt nie próbował usprawiedliwić Che Guevary, ale wyjaśniał jego fenomen.
?Che popsuł wszystko, czego się dotknął?. Jego historia nie była udana, piękna, romantyczna i dobra, za to jego legenda zawsze będzie pomalowana na piękne kolory. I dla milionów ludzi, nadal Che będzie charyzmatycznym przywódcą pełnym dobroci i bohaterstwa.
A tak z ciekawostek: podobno wielu hollywoodzkich aktorów wplątało się w kult Che ? nosząc biżuterię z jego wizerunkiem, robiąc sobie tatułaże, realizując filmy o nim (np. John Deep, Angelina Jolie, Robert Redford).
A ja? Nadal noszę naszywkę z Che, ale teraz już znam prawdę i wierzę - nie w idola, w historię, w jego czyny, które z pewnością zasłużyły na piekło, ale w legendę, mit. Piękny mit...
Kiedyś, a było to bardzo dawno temu, przeczytałam gdzieś w gazecie cukierkowy artykuł o Che Guevara ? o człowieku, którego prawdziwe imię to Ernesto, a El Che to tylko przezwisko ? koleś.
Che - człowiek legenda, pochodzenia argentyńskiego, działający w środowisku lewicowym w latach 50-70 ubiegłego wieku. Pomagał Fidelowi Castro w przeprowadzeniu rewolucji na Kubie, podróżował po całym świecie, szerząc swoje poglądy, przeciwnik komunizmu radzieckiego, był w partyzance, był rzekomo lekarzem, miał szczęśliwą rodzinę, w końcu zdradzony przez Castro i Chruszczowa, został zamordowany przez boliwijskich bojowników współpracujących z CIA. Ale to są garstki informacji dla zainteresowanych, które można znaleźć w Internecie.
Dowiedziałam się wtedy, że Che jest boski ? cudowna legenda, ikona, obrońca ludzi pokrzywdzonych, walczący w imię rewolucji, proletariatu, w imię swojej ideologii. Obejrzałam wiele dowodów na kult Che ? zdjęcia, ikony w czarnym berecie w panterkę, albo z uroczym chłodnym uśmiechem na twarzy.
Showbiznes wykorzystał to świetnie ? zdjęcia Che na koszulkach, na pocztówkach, breloczkach, banery wywieszane na budynkach w miastach Ameryki Południowej.
Zafascynowana wtedy kimś tak wspaniałym, od razu kupiłam naszywkę na plecak z podobizną Che na tle flagi kubańskiej i z napisem ?revolucion? (Och, a propos rewolucji to właśnie Guevara powiedział tak ciekawe słowa: ?Rewolucja jest jak rower ? jeśli się nie posuwa naprzód to pada?) i dumnie nosiłam ją na plecaku.
Nikogo to nie obchodziło, nikt nie pytał kim jest ten gościu, a jak spytali, to nie byli zainteresowani. Do czasu?
Raz koleżanka spytała się, czy lubię go, a ja: i tak i nie. A ona: to ten, co mordował w więzieniu? Ja nie lubię go. Kolejnym zaś razem, starszy kolega, bardziej obeznany z historią, spytał, co mam na plecaku ? czy to Che. A ja, że tak. Zaśmiał się i powiedział bez ogródek, że jestem nienormalna. No cóż. Nie wszyscy muszą go lubić, ale postanowiłam się trochę więcej dowiedzieć o tej postaci. I cóż, dzięki kilku artykułom z ?Gazety Wyborczej? z października 2007r. dowiedziałam się wielu niemiłych, ale prawdziwych rzeczy o Erneście.
Pozwolę sobie nie cytować tych tekstów, ale omówię je pokrótce. Powiedziałam wcześniej, że Che był lekarzem, studiował medycynę. W rzeczywistości takiego dyplomu nigdy nie miał. Ten bojownik w imię pokrzywdzonych i poniżanych, był rasistą, homofonem, gardził gejami i Murzynami. Mówiono, że Che unika materialnych luksusów. W rzeczywistości pławił się w nich ? mieszkał w nadmorskich willach. Co więcej, był naczelnikiem więzienia La Cabana i okrutnym egzekutorem przeciwników. Nie słuchał błagań matek i rodzin zabijanych wrogów.
Ten jego uroczy, chłodny uśmiech ? uśmiech szaleńca - prześladował muzykę rockową, wprowadził terror na Kubie, chciał wysadzić Nowy Jork (planował zamachy bombowe, oficjalnie przemawiając w ONZ). To mniej więcej tyle ciekawszych wieści. Poczułam się bardzo zawiedziona.
Przeczytałam kolejny inny artykuł i tam, nikt nie próbował usprawiedliwić Che Guevary, ale wyjaśniał jego fenomen.
?Che popsuł wszystko, czego się dotknął?. Jego historia nie była udana, piękna, romantyczna i dobra, za to jego legenda zawsze będzie pomalowana na piękne kolory. I dla milionów ludzi, nadal Che będzie charyzmatycznym przywódcą pełnym dobroci i bohaterstwa.
A tak z ciekawostek: podobno wielu hollywoodzkich aktorów wplątało się w kult Che ? nosząc biżuterię z jego wizerunkiem, robiąc sobie tatułaże, realizując filmy o nim (np. John Deep, Angelina Jolie, Robert Redford).
A ja? Nadal noszę naszywkę z Che, ale teraz już znam prawdę i wierzę - nie w idola, w historię, w jego czyny, które z pewnością zasłużyły na piekło, ale w legendę, mit. Piękny mit...

















Z drugiej strony w Polsce postać i mit Che nie jest darzona zbyt dużą z oczywistych uprzedzeń do systemu komunistycznego.