Czwartek, 17 Maja 2012. Imieniny: Sławomira, Paschalisa
POWODZENIA NA DZISIEJSZEJ
MATURZE!

Wyszukaj zaawansowane
Teraz w Cogito
Archiwum
A w 10. Cogito...

Świętujemy 400. wydanie Cogito,
A w nim:
konkursy, reportaże, III cz. Przewodnika akademickiego,
opisy kierunków,
test predyspozycji

Znajdź uczelnię

Typ uczelni:
Województwo:
Kierunek studiów:
Rodzaj studiów:
Szukana fraza:

Ankieta

Angielski na maturze był:
prosty
może być
trudny

4.0

Harry Potter i Insygnia Śmierci

Komentarze 4  Ocena 4.0  Odsłony 1445

Linkownia

Wykop Gwar Digg Del.icio.us Linkr Reddit
To koniec... moje dzieciństwo powoli dobiega końca... Harry Potter kończy swoje wojaże, a ja nie będę już miała na co czekać i czym się ekscytować co dwa lata.

Nastały ciężkie czasy dla Harry'ego. Dumbledore nie żyje, Syriusz nie żyje, Moody wraz z początkiem 7 części również umiera. W zasadzie każdy kto kiedyś go ochraniał już nie żyje. Osamotniony i wystraszony musi wypełnić zadanie pozostawione mu przez Dumbledore'a. Musi wyruszyć w świat i zniszczyć siedem horkruksów, w których zaklęte są cząstki duszy Voldemorta. Dopiero wtedy cały świat będzie mógł odetchnąć z ulgą, że już nikt mu nie zagraża. W niebezpiecznej podróży Harry'emu towarzyszyć będą oczywiście niezastąpieni Ron i Hermiona.

Podczas seansu pierwszej części Insygniów towarzyszy człowiekowi najprawdziwsza nostalgia. Jego ukochani bohaterowie dorośli, mają poważniejsze problemy, zaczynają się pomału rodzić między nimi inne uczucia niż tylko platoniczna przyjaźń. A jeszcze "tak niedawno" byli bandą wystraszonych 11-latków, którzy bali się, że w nowej szkole nie znajdą sobie przyjaciół.
Ludzie dorastają. Nawet Ci w bajkach.

I tę przemianę W KOŃCU [po mocno średniej 5 i 6 części] pokazał David Yates. Reżyser, który jeszcze kilka lat temu był dla wielu potteromaniaków prawdziwą persona non grata, w końcu pokazał kunszt reżyserski. I nie ma co płakać, że film podzielono na dwie części, z czego druga będzie miała premierę pół roku po pierwszej. Wytwórnia wiedziała co robi, dając Yates'owi więcej kasy i czasu.
Dzięki temu, w końcu udało mu się zrobić film, który w dużej mierze powinien zadowolić fanów książki jak i tych, którzy od tego seansu oczekiwali przede wszystkim rozrywki.

Pierwszą grupę przede wszystkim może cieszyć fakt, że mając więcej czasu, scenarzysta zawarł wiele ważnych dla fabuły wątków. Nic istotnego nie pominął, ewentualnie niektóre wątki zmodyfikował, ale tak, żeby było to z korzyścią dla filmu. W końcu czuć, że scenariusz pisał facet odpowiedzialny za pierwsze cztery, naprawdę dobre części.

Pod względem wizualnym "siódemka" również może się podobać. I tutaj zadowoleni będą zarówno fani, jak i przypadkowi kinomani. Film ma klimat, piękne zdjęcia, rewelacyjnie pokazane pejzaże Szkocji i co najważniejsze(!) ta część ma coś, czego nie miały żadne inne. Niesamowitą wizualnie animację Bena Hibona. Tutaj wielkie brawa należą się scenarzyście za znakomitą intuicję. Przypowieść o trzech braciach, którą czyta bohaterom Hermiona postanowił przedstawić w formie obrazkowej, a nie aktorskiej. Do tego zadania zatrudniono odpowiedniego człowieka. Hibon zrobił świetną, niesamowicie klimatyczną, lekko burtonowską animację, która sprawia, że na całej rozchichotanej sali kinowej zalega cisza. Każdy chłonie piękno każdego ujęcia i w ciszy ogląda tę w gruncie rzeczy dość straszną bajkę.
Bo tak naprawdę każda kolejna część Pottera przestaje być już zwykłą bajeczką i przesłodzonym kinem familijnym. Podczas gdy pierwsze dwie części, zrobione skądinąd przez speca od kina familijnego Chrisa Columbusa, należały rzeczywiście do tego gatunku, każda kolejna nadawała się już dla coraz starszego widza.
W siódmej części jest już właściwie eskalacja tego napięcia. Jest tu krew, strach, śmierć, zło w najczystszej postaci i bez wątpienia widać te emocje w każdym ujęciu w filmie. Niesamowita w tym zasługa Yates'a, który w końcu wydobył ze swoich aktorów, którzy w dużej mierze dopiero zaczynają przygodę z aktorstwem, dramaturgię. Wszystkie emocje są widoczne na ich twarzach, każda scena jest tu wiarygodna. Widzimy wkurzonego Rona i wiemy, że jest wkurzony. Czujemy dokładnie o co mu chodzi. Dzięki temu film jest zarówno bardzo wiarygodny w sferze emocjonalnej, jak i dynamiczny. Akcja goni do przodu w zawrotnym tempie, ale nie ma się wrażenia przeskoku i dziur w fabule. Chwilami zwalnia, ale tylko po to, żeby pokazać emocje bohaterów, ich rozterki i problemy.
Ta część to po części kino przygodowe, fantasy, ale i bardzo poruszający dramat. Skończyła się zwykła popcornowo-potterowa rozrywka.

Teraz pozostaje mieć tylko nadzieję, że twórcy nie spoczęli na laurach. Czeka ich bowiem ciężkie zadanie. Pokazać zakończenie serii, z którą dorastały pokolenia.
I to pokazać tak, aby nikt nie czuł się oszukany; żeby zakończenie filmowe, było zadowalającym uwieńczeniem zakończenia książkowego. Wisienką na torcie upieczonym przez Rowling. Miejmy nadzieje, że tort Yatesa będzie smaczny i zjemy go ze smakiem, bez bólów brzucha.

Tak czy siak Yates zapisze się w historii kina. Albo jako najbardziej znienawidzony, albo najbardziej uwielbiony reżyser. Wszystko teraz w jego rękach. Nam pozostaje tylko czekać, a potem delektować się efektem końcowym.

Oceń artykuł:

Nika93 - 2011-06-11 13:08:25
Nika93
Zgadzam się z poprzednimi wypowiedziami. W 6 zabrakło mi finału i pogrzebu dyrektora. Uczniowie podnieśli tylko różdżki do góry i to wszystko. Jasne, chodzi o symbolizm, ale skoro mieli tak fajny materiał w książce to mogli go wykorzystać. Nie ukazali też grobu, który powraca na końcu "Insygni..." w pierwszej części.
Po za tym nie było nic o Billu i Fleaur i było za mało bliźniaków.
Sama 7... początek był dobry, ale akcja do złapania głównych bohaterów strasznie się ciągnęła. Perełki w tej części to na bank opowieść o trzech braciach(wspaniała animacja), Zgredek(motyw prawdziwej przyjaźni człowieka z odmieńcem w czerwonych trampkach) oraz bliźniaki(wybaczcie, mam do nich słabość ^^'). Czasem jest parę śmiesznych momentów z Harrym, Ronem i Hermioną(z których najbardziej wykazał się grą Grint, który nie miał łatwego zadania), ale nie przesadzajmy. Moim zdaniem najlepszą filmową częścią jest 3(mimo braku quidditcha, męczących treningów i komentarzy Lee Jordana). Oczywiście z niecierpliwością czekam na ostatnią część ;P
HanaRoss - 2010-11-26 22:08:36
HanaRoss
Muszę koniecznie się wybrać do kins!!!
Co do samego tekstu - muszę przyznać, że piszesz bardzo dobrze, masz tzw. "lekkość pióra" i przyjemnie się to czyta. Gatuluję i pozdrawiam :)
Tarantinka - 2010-11-24 17:56:48
Tarantinka
to twoje zdanie i masz do niego prawo;) o ile co do 6 części muszę się z tobą zgodzić to w wypadku 7 już niekoniecznie. No ale wszystko jest w recenzji, nie będę się powtarzać;D

pozdrawiam ;)
Naomi15 - 2010-11-24 16:39:58
Naomi15
Pisałaś bardzo pozytywnie o reżyserze, które wg mnie na to nie zasługuje, bo z ostatnich części zrobił film do dzieci. Oczywiście to jest tylko moja opinia, jednak gdy oglądałam 6 i 7 część miałam wrażenie, iż to, co oglądałam jest za słodkie i miłe. Ostatnia część miała napawać zgrozą, śmiercią, strachem, a powstała z tego słodko-śmieszno-płaczliwa bajka dla małych dzieci. Nie polecam iść na ten film, bo nie daję mu więcej niż dwie gwiazdki.
Skomentuj ten artykuł Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Chmurka tagów
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści i zdjęcia zamieszczane przez użytkowników na stronie cogito.com.pl, w części WIRTUALNEJ REDAKCJI.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS. Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Mindscape.