Czwartek, 17 Maja 2012. Imieniny: Sławomira, Paschalisa
POWODZENIA NA DZISIEJSZEJ
MATURZE!

Wyszukaj zaawansowane
Teraz w Cogito
Archiwum
Blokady sukcesu

Sukces w większości wypadków to kwestia szczęścia. Cała rzecz polega na tym, żeby w tym krótkim mom (...)ście, nie być na sukces zablokowanym i w ogóle chcieć się wysilić, żeby do niego bliżej podejść.

Znajdź uczelnię

Typ uczelni:
Województwo:
Kierunek studiów:
Rodzaj studiów:
Szukana fraza:

Ankieta

Angielski na maturze był:
prosty
może być
trudny

5.0

Historia pewnych Aniołów

Komentarze 0  Ocena 5.0  Odsłony 1505

Linkownia

Wykop Gwar Digg Del.icio.us Linkr Reddit
Oni byli, ale jakby ich nie było. Kochali, ale nikt nie mógł tego doznać. Czuwali, choć nikt o tym nie miał pojęcia...

Ludzie bywają różni. I wpadają w różne tarapaty. A te tarapaty są czasem bardziej, a czasem mniej poważne. Jak udaje im się z nich wydostać, mówią zazwyczaj, że "mieli szczęście". A może po prostu mają dobrego Anioła Stróża?

Takim Aniołem jestem właśnie ja. Nie wyglądam jak w bajeczkach dla dzieci. Nie mam aureoli i białej sukienki. Każdy Anioł wygląda inaczej. Ja na przykład wyglądam tak jak za życia. Nie dorastam już i nie zmieniam się. Umarłam na parkiecie. Tak, wiem. Dziwnie to brzmi. Byłam baletnicą. Kochałam taniec. Zachorowałam na białaczkę w wieku siedemnastu lat. Kiedy nie było już nadziei, szpital zamieniłam na swój dom. I pewnego dnia poczułam się lepiej. Poszłam wtedy na scenę, gdzie przez tyle lat ciężko pracowałam na swoje osiągnięcia. Scena była pusta. Widownia też. A ja tańczyłam. To było takie... cudowne. Takie inne niż kiedykolwiek. I nagle obudziłam się tu. Wtedy dowiedziałam się, że odeszłam już do nieba. Że moi bliscy już mnie stracili. Bóg zrozumiał moją miłość do parkietu i zostałam tańczącym Aniołem Stróżem. Nie dostałam jeszcze dotąd swojego "przydziału", bo wszyscy mi powtarzają, że ma to być ktoś szczególny. Więc czekam... Czekając, oglądam codzienne sceny z tutejszego życia. Anioły schodzą na ziemię, a inne w tym samym czasie wracają. Czasem zapłakane. Czasem z wyrazem ulgi na twarzy. A jeszcze innym razem źli, że ich podopieczny musiał już odejść i że oni na to pozwolili.

W końcu nadszedł wielki dla mnie dzień. Zostałam wezwana do Niego.
- Dostaniesz dziś swoją podopieczną ? usłyszałam.
- Kim ona jest? A raczej: kim będzie? ? zapytałam.
- Te dziecko dopiero się za chwilę urodzi. Mała będzie mieć wielki talent. Ty musisz odkryć, co to jest i jak pomóc jej zrobić z tego pożytek.
- Jak to? Sama mam zgadywać? ? zdziwiłam się.
- Tak. Życzę powodzenia.
Poczułam, jak wszystko zaczyna wirować dookoła. Usłyszałam świst i znalazłam się nagle w jakimś pomieszczeniu. Było tu kilku lekarzy i kobieta leżąca na łóżku. Trzymała w ręce malutkie dziecko. To była ta mała, której Aniołem od teraz się stałam. Dziewczynka płakała, a matka ją przytulała.
Od tej chwili byłam z dziewczynką cały czas. Rodzice nazwali ją Karolina. Karolinka rosła jak na drożdżach. Była urokliwą dziewczynką. Rodzice od małego dawali jej wszystko co najlepsze, dbali o nią. Nie miałam zbyt wiele do roboty. Tylko obserwowałam, jak dziecko rośnie. I cały czas zastanawiałam się, jaki talent może w sobie kryć ten malec.

Karolina poszła do przedszkola. I wtedy nastąpił pewnego rodzaju przełom. Przy śpiewaniu piosenek, kiedy inne dzieci ze znudzeniem patrzyły dookoła albo zaczepiały się nawzajem, ona podrygiwała w rytm muzyki. I robiła to niesamowicie rytmicznie. Znalazłam. Mała może zostać w przyszłości wspaniałą tancerką! Zdążyłam już zaplanować jej przyszłość w każdym, najdrobniejszym nawet szczególe, kiedy uświadomiłam sobie, że to nie będzie takie łatwe. Bo jak niby mam sprawić, żeby mała trafiła na jakieś zajęcia? Nie jestem jej matką, która o tym decyduje...

Pewnego dnia Karolina z matką były w centrum handlowym. Stały przy kasie w jednym ze sklepów, a ja ? oczywiście, za nimi. Wtedy zobaczyłam na ladzie ulotki ze szkoły tańca, informujące o kursie dla dzieci. Nabrałam tyle powietrza w płuca, ile się dało i dmuchnęłam z całej siły w stosik ulotek. Jedna z nich poszybowała wprost na torebkę mamy Karolinki. Kobieta wzięła ją do ręki i przeczytała nagłówek. Bez zainteresowania wrzuciła kartkę do torebki.
Po powrocie do domu nie spuszczałam jej torebki z oczu. Stała na kominku. Zastanawiałam się, jak sprawić, żeby kartka znów znalazła się w jej rękach. W trakcie moich rozmyślań do domu wrócił pan Zbigniew, czyli głowa rodziny. Wchodząc do salonu, strącił torebkę na podłogę! Co za szczęście... Pani Iwona rzuciła się do zbierania wszystkiego, co wypadło z torebki. Zbigniew jej pomagał.
I wtedy zobaczył ulotkę. Podniósł i zaczął czytać.
- Co to takiego? - zapytał.
- Było tego pełno w jednym ze sklepów. Przypadkiem wzięłam.
Podpłynęłam do Zbigniewa i zaczęłam mu szeptać do ucha:
- To szansa dla małej. Może od małego uczyć się czegoś, co być może stanie się jej życiowym przeznaczeniem...
Mężczyzna zamyślił się.
- A może to szansa dla Karolinki? - zapytał żony.
- Dlaczego tak uważasz? Przecież ona jest dopiero w przedszkolu...
- Tu jest napisane, że przyjmują już dzieci nawet trzyletnie, żeby od najmłodszych lat uczyć ich najpierw rytmiki, a później tańca ? nie dawał za wygraną.
- Nie możemy już teraz wymagać od niej podobnego poświęcenia - Iwona pozbierała w końcu wszystkie rzeczy do torebki i odłożyła ja na miejsce.
- Ja nadal uważam, że to dobry pomysł. Przecież nie będzie tam sama, tylko z innymi dziećmi.
- No dobrze. Zaprowadzę ją na zapisy.
Gdybym stała na ziemi, podskoczyłabym z radości. A w moim przypadku mogłam jedynie zakręcić piruet ze szczęścia. A więc mała będzie tańczyć! Chwała Bogu, że się udało...

Kilka dni później Karolinka z mamą poszły na zapisy. Było tam mnóstwo dzieci z rodzicami. W recepcji siedziała bardzo miła, młoda dziewczyna i rozdawała formularze. Rodzice wypełniali je i wychodzili. Kiedy przyszła "nasza" kolej, recepcjonistka wzięła wypełniony formularz i miłym, dźwięcznym głosem zakomunikowała:
- Pierwsze zajęcia jutro o trzeciej. Proszę wziąć dla dziecka wszystko, co jest na tej liście - i wręczyła świstek papieru Iwonie, po czym rzuciła: - Dziękujemy za zgłoszenie i do zobaczenia jutro.
Nazajutrz Karolina została odprowadzona na zajęcia przez mamę, która przez całą godzinę trwania lekcji patrzyła wraz z innymi rodzicami przez szybę.

__________________________________________________________________

_
I tak mijały lata... Karolina skończyła podstawówkę, gimnazjum, dostała się do renomowanego liceum. Była bardzo zdolna i bystra. I wciąż tańczyła.
Była niesamowitą baletnicą. Często występowała solo. Publiczność ją uwielbiała. Szykowała jej się piękna przyszłość. Taka, której ja nie doczekałam...
Karolina skończyła w końcu 17 lat. Była w tym wieku, kiedy ja pożegnałam się z życiem. Poznała chłopaka. Przystojny - nie zaprzeczam. Nawet miły też. Często zaczęli się spotykać. A ja oczywiście byłam "tą trzecią", choć oni oboje nie zdawali sobie z tego sprawy. Razem z nimi chodziłam do kina, na imprezy i spacerki. Muszę przyznać, że tworzyli udaną parkę.

Na jednej z ich randek pojawił się On. Anioł Stróż chłopaka Karoliny. Przystojny, na oko musiał być w moim wieku, gdy odszedł z ziemi. Zauważył mnie.
- Witam. Widzę, że też nie spuszczasz swojej podopiecznej z oczu - przywitał się.
- Tak... - przyznałam i wtedy olśniło mnie ? Dawid? Boże, to naprawdę Ty?
- Alicja? ? w jego oczach pojawiły się łzy.
Rzuciliśmy się sobie w ramiona. Mimo, że byliśmy Aniołami, zachowanie te było jak najbardziej ludzkie.
Dawid za życia był moim najlepszym przyjacielem. Dopingował mnie w każdym moim działaniu, wspierał i po prostu był... Zawsze.
- Jak to się stało, że znalazłeś się tutaj? - zapytałam.
- Nie wytrzymałem. Odebrałem sobie życie z nadzieją, że spotkam Cię po śmierci.
- Zrobiłeś to... dla mnie?
- No tak. Nie wyobrażałem sobie życia bez Ciebie. Bo widzisz - kochałem Cię, ale nie umiałem Ci tego nigdy powiedzieć. Bałem się zniszczyć naszej przyjaźni. I twojego związku... ? mówił cicho, a po policzkach spływały mu łzy.
- Czyli... okłamywałeś mnie?
- Dla twojego dobra. Tylko twoje szczęście się liczyło.
- Rozumiem... Wybacz, ale Karolina już idzie do domu. Ja idę z nią. Żegnaj.
W głowie krążyły mi setki myśli. Takiego zwrotu akcji bym się nie spodziewała... Kolejne randki Karoliny były dla mnie jednocześnie okazją do spotkania się z Dawidem. Dużo rozmawialiśmy. Było jak kiedyś. Tyle, że nie byliśmy już na Ziemi i nie żyliśmy...

Pewnego dnia zostaliśmy wezwani do Niego. Zostawiliśmy na ten czas naszych podopiecznych. W Niebie zapukaliśmy do jego drzwi, które po chwili się otworzyły.
- Witam Was. Mam dla was wiadomości.
- Jakie? - zapytałam.
- Wasi podopieczni do nas dołączą... Już czas na nich.
- Jak to? ? wybuchnęłam. - Przecież Karolina miała zostać wspaniałą baletnicą! Ma ważny występ, jutro... ? niemal płakałam.
Poczułam się, jakby odarto mnie z marzeń. Karolina miała osiągnąć to, czego ja nie zdążyłam.
- Odejdą jutro. Razem - zawyrokował Ojciec.

Wyszliśmy. Byłam załamana. Dawid też nie wyglądał na szczęśliwego. Wróciliśmy do swoich podopiecznych. Patrzyłam na Karolinę, jak spała. Zastanawiałam się, czy zdąży zatańczyć jeszcze choć raz przed śmiercią...
Następnego wieczoru miała swój występ. Kiedy wyszła na scenę, zaparło mi oddech. Wyglądała pięknie. Zaczęła tańczyć. To było zjawiskowe. Gdy skończyła ? widownia oszalała. Rzucano jej kwiaty, a ona je podnosiła i co rusz się kłaniała. To było niesamowite... O tym właśnie kiedyś marzyłam ja.
Po występie rodzice Karoliny zaproponowali jej chłopakowi, że go odwiozą. I to był ten moment. Na jednym ze skrzyżowań błysk świateł. Nagły huk. Śmierć na miejscu. Wszyscy zginęli. A my z Dawidem automatycznie zostaliśmy przeniesieni do Nieba.
Ojciec już na nas czekał.
- Dobra robota, Aniele Alicjo - pochwalił.
- Ty też, Dawidzie, nieźle się spisałeś.
- Dziękujemy - odpowiedział.

Kilka dni później otrzymaliśmy oboje nowe życia, w których na szczęście połączyła nas miłość i dożyliśmy sędziwego wieku w miłości...
Bo wiecie - Anioły też mają uczucia.

Oceń artykuł:

Skomentuj ten artykuł Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Chmurka tagów
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści i zdjęcia zamieszczane przez użytkowników na stronie cogito.com.pl, w części WIRTUALNEJ REDAKCJI.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS. Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Mindscape.