Myślodsiewnik Magdy K.
EwciaB - artukuł dodany 2010-08-30 12:20
1
5.0
1030
Pierwszy rozdział powieści, którą napisałam dokładne rok temu. Jest to świat opisywany oczami Magdy, uczennicy pierwszej klasy liceum, jej przygody, problemy, uczucia. Zapraszam do czytania! :)
Mam na imię Magda. To, co właśnie zaczynam pisać to nie będzie do końca pamiętnik - w pamiętniku ludzie najczęściej zapisują swoje myśli, wybiórcze wspomnienia, przelewają na papier złość, radość, smutek. Pisanie pamiętnika można porównać do rozmowy z samym sobą. I dlatego, ja swoją "twórczość" postanowiłam nazwać myślodsiewnikiem, bo poza myślami i emocjami, zamierzam opisywać tu wydarzenia, które mają miejsce w moim życiu - z tym, że chciałabym je przedstawiać jak najdokładniej, tak jak wyglądałyby one w myślodsiewni profesora Dumbledore?a. Właśnie stąd wzięła się nazwa myślodsiewnik - z połączenia pamiętnika i myślodsiewni. To tyle odnośnie nazwy. A teraz może coś o mnie. Jak już wspomniałam, mam na imię Magda. Mieszkam we Wrocławiu wraz z rodzicami i starszym bratem Tomkiem. Interesuję się muzyką. Ponieważ nie bardzo umiem śpiewać, muzyki głównie słucham. Jest ona dla mnie czymś niezwykłym. Nie mam ulubionego gatunku, ale posiadam za to ukochane piosenki, których mogę słuchać zawsze i wszędzie. Nic poza muzyką nie potrafi mnie tak zrelaksować i odstresować, ale też nic tak dobrze nie poprawia humoru i nie pobudza wyobraźni. Trudno też opisać uczucia, które towarzyszą mi podczas słuchania ulubionych utworów. W każdym razie, na pewno jest coś niezwykłego. Mój brat uważa, że to się nazywa wrażliwość na sztukę.
Skoro już jesteśmy przy Tomku, warto poświęcić mu kilka słów. Tomek ma 19 lat i w tym roku zdaje maturę. Jego ulubiony przedmiot w szkole to chemia. Jest z niej naprawdę dobry, w przeciwieństwie do mnie bo ja jestem raczej humanistką. Poza tym, pasjonuje się siatkówką, którą trenuje od 7 lat. Na początku wydawało się, że pójdzie w ślady taty, który jest trenerem pływania i także na stałe zwiąże się z tym sportem. Jednak, gdy mój brat miał 12 lat, tata zabrał go ze sobą na obóz pływacki do Międzyzdrojów i wtedy to Tomek podjął decyzję o zmianie dyscypliny. W tym samym ośrodku co pływacy, mieszkała grupa trenująca siatkówkę. Uczestnicy obu obozów wiele zajęć mieli wspólnych (biegali razem po plaży, brali udział w podchodach, chodzili na wycieczki), najczęściej także razem spędzali czas wolny. Mój brat bardzo zaprzyjaźnił się z dwoma chłopcami trenującymi siatkówkę i dlatego, gdy tylko nadarzała się okazja, razem z nimi rozgrywał mecze towarzyskie. Tomkowi tak bardzo spodobała się ta dyscyplina, że w ostatni dzień obozu poszedł do taty i powiedział, że pływanie to fajny sport, ale on jest stworzony właśnie dla siatkówki. Tata był bardzo zaskoczony tym wyznaniem, szczególnie, że Tomek naprawdę był świetnym pływakiem. Jednak mój braciszek przekonał go stwierdzeniem, iż można być dobrym w wielu dziedzinach, ale pasję ma się tylko jedną. Do dzisiaj tata często cytuje to zdanie (szczególnie wtedy, gdy Tomek wraz ze swoim klubem wygrywa mecz po meczu ), podkreślając przy tym jakiego ma mądrego syna, który wie czego od życia oczekuje. Muszę przyznać, że kiedyś byłam trochę zazdrosna o Tomka. Denerwowało mnie, że cała rodzina jest z niego taka dumna. Wiem, że mnie też wszyscy bardzo kochają, bo nieraz dali mi tego wyraz, ale smutno mi było, że ja, która nie jestem w niczym wybitna, znajduję się w cieniu genialnego brata. Pamiętam, jak kiedyś moja zazdrość osiągnęła apogeum. Zrobiłam Tomkowi awanturę o to, że nie zamierzam wykonywać za niego prac domowych (w naszym domu istnieje grafik sprzątania) tylko dlatego, że on w dzień swojego dyżuru ma mecz, trening, siłownię i Bóg wie co jeszcze. I wtedy mój brat bardzo mi zaimponował. Zamiast wydrzeć się na mnie, że to nie jego wina, że ja nie mam żadnych zainteresowań i nie potrafię zrozumieć, jak to jest mieć pasję (wstyd przyznać, ale ja na jego miejscu chyba tak właśnie bym postąpiła), Tomek wymyślił "listę prac nadobowiązkowych". Polegało to na tym, że każde z nas zapisywało na liście, co, kiedy i jak długo robiło w zastępstwie za drugie. Czas poświęcony na daną przysługę można było potem sobie odebrać. I tak, ja miałam zapisywać, na przykład, kiedy i jak długo sprzątałam za Tomka, a on, w zamian za to, miał pomagać mi w lekcjach. Oczywiście, początkowo bardzo mi się ten pomysł podobał, a - co najważniejsze - pozwolił przywrócić pozytywny stosunek do brata), ale po tygodniu funkcjonowania tej listy, zdecydowaliśmy, że nie jest ona nam (mi) potrzebna. Tak naprawdę to lista została zniszczona z mojej inicjatywy. Kiedyś, przypadkowo, odkryłam, że Tomek nie dopisał do niej dwóch godzin, w czasie których pomagał mi w nauce chemii. Zrobiło mi się wtedy bardzo głupio. Jak ja mogłam być taka niedobra w stosunku do własnego brata? Zrozumiałam, że rodzina istnieje właśnie po to, żeby sobie pomagać. Tę lekcję zapamiętam do końca życia.
No, ale wracając do przedstawiania moich najbliższych. Mój tata, Krzysztof, jest trenerem pływania. Obecnie opiekuje się juniorami ? przygotowuje ich do Mistrzostw Polski. Poza tym, uwielbia oglądać filmy. Nie znam większego kinomaniaka od niego. Chociaż kinomaniak to może złe słowo w wypadku mojego taty, ponieważ nie lubi on chodzić do kina. Przeszkadza mu tam "smród prażonej kukurydzy, walającej się po całym kinie". Za to, co sobotę, organizuje dla nas domowy wieczór filmowy. Wszyscy rozsiadamy się wtedy przed telewizorem, oglądamy DVD i pałaszujemy różne przekąski, które nie są popcornem. Mama, Anna, skończyła dwa kierunki studiów ? historię oraz geografię, ponieważ nigdy nie mogła się zdecydować, co ją bardziej interesuje. Nawet po zakończeniu studiów co roku zmieniała pracę. Raz pracowała jako nauczycielka geografii, a raz jako historyczka. Ostatecznie zdecydowała się zostać belfrem od historii i do dzisiaj uczy tego przedmiotu w szkole podstawowej. Mimo to, mama ciągle powtarza, że nie da się oddzielić historii od geografii bo, jak twierdzi, nie wystarczy wiedzieć kiedy, trzeba także wiedzieć gdzie. Dlatego też, na maminych lekcjach, uczniowie zawsze kolorują mapki konturowe, urządzają bitwy, których polem walki jest mapa i robią wiele innych tym podobnych rzeczy. Mama w ogóle ma dość niekonwencjonalny sposób nauczania. Doświadczyłam tego na własnej skórze, ponieważ uczyła mnie w szkole podstawowej. I muszę przyznać, że były to najciekawsze lekcje w moim życiu. Teraz nadal mam fajną historię, ale tylko w czasie wakacji. Wtedy też wyjeżdżamy całą rodziną na wycieczkę w jakieś ciekawe, przesiąknięte historią miejsce. W ten sposób mama łączy swoje historyczno-geograficzne zainteresowania z naszym (taty, moim i Tomka) umiłowaniem podróżowania i wypoczynku. Dzięki temu, byliśmy już w Szwajcarii, we Włoszech, we Francji, w Wielkiej Brytanii, w Hiszpanii, na Litwie, w Czechach, w Norwegii i jeszcze kilku innych krajach. W przyszłym roku planujemy spędzić wakacje na Krecie. Ale do przyszłego roku jeszcze daleko (dokładnie rok ?). Zanim będzie mi dane odwiedzenie kolebki kultury minojskiej, muszę zacząć, przetrwać i skończyć pierwszą klasę liceum. Szczerze mówiąc, trochę mnie ta wizja przeraża?
Rodzinę uważam za przedstawioną.
Mam na imię Magda. To, co właśnie zaczynam pisać to nie będzie do końca pamiętnik - w pamiętniku ludzie najczęściej zapisują swoje myśli, wybiórcze wspomnienia, przelewają na papier złość, radość, smutek. Pisanie pamiętnika można porównać do rozmowy z samym sobą. I dlatego, ja swoją "twórczość" postanowiłam nazwać myślodsiewnikiem, bo poza myślami i emocjami, zamierzam opisywać tu wydarzenia, które mają miejsce w moim życiu - z tym, że chciałabym je przedstawiać jak najdokładniej, tak jak wyglądałyby one w myślodsiewni profesora Dumbledore?a. Właśnie stąd wzięła się nazwa myślodsiewnik - z połączenia pamiętnika i myślodsiewni. To tyle odnośnie nazwy. A teraz może coś o mnie. Jak już wspomniałam, mam na imię Magda. Mieszkam we Wrocławiu wraz z rodzicami i starszym bratem Tomkiem. Interesuję się muzyką. Ponieważ nie bardzo umiem śpiewać, muzyki głównie słucham. Jest ona dla mnie czymś niezwykłym. Nie mam ulubionego gatunku, ale posiadam za to ukochane piosenki, których mogę słuchać zawsze i wszędzie. Nic poza muzyką nie potrafi mnie tak zrelaksować i odstresować, ale też nic tak dobrze nie poprawia humoru i nie pobudza wyobraźni. Trudno też opisać uczucia, które towarzyszą mi podczas słuchania ulubionych utworów. W każdym razie, na pewno jest coś niezwykłego. Mój brat uważa, że to się nazywa wrażliwość na sztukę.
Skoro już jesteśmy przy Tomku, warto poświęcić mu kilka słów. Tomek ma 19 lat i w tym roku zdaje maturę. Jego ulubiony przedmiot w szkole to chemia. Jest z niej naprawdę dobry, w przeciwieństwie do mnie bo ja jestem raczej humanistką. Poza tym, pasjonuje się siatkówką, którą trenuje od 7 lat. Na początku wydawało się, że pójdzie w ślady taty, który jest trenerem pływania i także na stałe zwiąże się z tym sportem. Jednak, gdy mój brat miał 12 lat, tata zabrał go ze sobą na obóz pływacki do Międzyzdrojów i wtedy to Tomek podjął decyzję o zmianie dyscypliny. W tym samym ośrodku co pływacy, mieszkała grupa trenująca siatkówkę. Uczestnicy obu obozów wiele zajęć mieli wspólnych (biegali razem po plaży, brali udział w podchodach, chodzili na wycieczki), najczęściej także razem spędzali czas wolny. Mój brat bardzo zaprzyjaźnił się z dwoma chłopcami trenującymi siatkówkę i dlatego, gdy tylko nadarzała się okazja, razem z nimi rozgrywał mecze towarzyskie. Tomkowi tak bardzo spodobała się ta dyscyplina, że w ostatni dzień obozu poszedł do taty i powiedział, że pływanie to fajny sport, ale on jest stworzony właśnie dla siatkówki. Tata był bardzo zaskoczony tym wyznaniem, szczególnie, że Tomek naprawdę był świetnym pływakiem. Jednak mój braciszek przekonał go stwierdzeniem, iż można być dobrym w wielu dziedzinach, ale pasję ma się tylko jedną. Do dzisiaj tata często cytuje to zdanie (szczególnie wtedy, gdy Tomek wraz ze swoim klubem wygrywa mecz po meczu ), podkreślając przy tym jakiego ma mądrego syna, który wie czego od życia oczekuje. Muszę przyznać, że kiedyś byłam trochę zazdrosna o Tomka. Denerwowało mnie, że cała rodzina jest z niego taka dumna. Wiem, że mnie też wszyscy bardzo kochają, bo nieraz dali mi tego wyraz, ale smutno mi było, że ja, która nie jestem w niczym wybitna, znajduję się w cieniu genialnego brata. Pamiętam, jak kiedyś moja zazdrość osiągnęła apogeum. Zrobiłam Tomkowi awanturę o to, że nie zamierzam wykonywać za niego prac domowych (w naszym domu istnieje grafik sprzątania) tylko dlatego, że on w dzień swojego dyżuru ma mecz, trening, siłownię i Bóg wie co jeszcze. I wtedy mój brat bardzo mi zaimponował. Zamiast wydrzeć się na mnie, że to nie jego wina, że ja nie mam żadnych zainteresowań i nie potrafię zrozumieć, jak to jest mieć pasję (wstyd przyznać, ale ja na jego miejscu chyba tak właśnie bym postąpiła), Tomek wymyślił "listę prac nadobowiązkowych". Polegało to na tym, że każde z nas zapisywało na liście, co, kiedy i jak długo robiło w zastępstwie za drugie. Czas poświęcony na daną przysługę można było potem sobie odebrać. I tak, ja miałam zapisywać, na przykład, kiedy i jak długo sprzątałam za Tomka, a on, w zamian za to, miał pomagać mi w lekcjach. Oczywiście, początkowo bardzo mi się ten pomysł podobał, a - co najważniejsze - pozwolił przywrócić pozytywny stosunek do brata), ale po tygodniu funkcjonowania tej listy, zdecydowaliśmy, że nie jest ona nam (mi) potrzebna. Tak naprawdę to lista została zniszczona z mojej inicjatywy. Kiedyś, przypadkowo, odkryłam, że Tomek nie dopisał do niej dwóch godzin, w czasie których pomagał mi w nauce chemii. Zrobiło mi się wtedy bardzo głupio. Jak ja mogłam być taka niedobra w stosunku do własnego brata? Zrozumiałam, że rodzina istnieje właśnie po to, żeby sobie pomagać. Tę lekcję zapamiętam do końca życia.
No, ale wracając do przedstawiania moich najbliższych. Mój tata, Krzysztof, jest trenerem pływania. Obecnie opiekuje się juniorami ? przygotowuje ich do Mistrzostw Polski. Poza tym, uwielbia oglądać filmy. Nie znam większego kinomaniaka od niego. Chociaż kinomaniak to może złe słowo w wypadku mojego taty, ponieważ nie lubi on chodzić do kina. Przeszkadza mu tam "smród prażonej kukurydzy, walającej się po całym kinie". Za to, co sobotę, organizuje dla nas domowy wieczór filmowy. Wszyscy rozsiadamy się wtedy przed telewizorem, oglądamy DVD i pałaszujemy różne przekąski, które nie są popcornem. Mama, Anna, skończyła dwa kierunki studiów ? historię oraz geografię, ponieważ nigdy nie mogła się zdecydować, co ją bardziej interesuje. Nawet po zakończeniu studiów co roku zmieniała pracę. Raz pracowała jako nauczycielka geografii, a raz jako historyczka. Ostatecznie zdecydowała się zostać belfrem od historii i do dzisiaj uczy tego przedmiotu w szkole podstawowej. Mimo to, mama ciągle powtarza, że nie da się oddzielić historii od geografii bo, jak twierdzi, nie wystarczy wiedzieć kiedy, trzeba także wiedzieć gdzie. Dlatego też, na maminych lekcjach, uczniowie zawsze kolorują mapki konturowe, urządzają bitwy, których polem walki jest mapa i robią wiele innych tym podobnych rzeczy. Mama w ogóle ma dość niekonwencjonalny sposób nauczania. Doświadczyłam tego na własnej skórze, ponieważ uczyła mnie w szkole podstawowej. I muszę przyznać, że były to najciekawsze lekcje w moim życiu. Teraz nadal mam fajną historię, ale tylko w czasie wakacji. Wtedy też wyjeżdżamy całą rodziną na wycieczkę w jakieś ciekawe, przesiąknięte historią miejsce. W ten sposób mama łączy swoje historyczno-geograficzne zainteresowania z naszym (taty, moim i Tomka) umiłowaniem podróżowania i wypoczynku. Dzięki temu, byliśmy już w Szwajcarii, we Włoszech, we Francji, w Wielkiej Brytanii, w Hiszpanii, na Litwie, w Czechach, w Norwegii i jeszcze kilku innych krajach. W przyszłym roku planujemy spędzić wakacje na Krecie. Ale do przyszłego roku jeszcze daleko (dokładnie rok ?). Zanim będzie mi dane odwiedzenie kolebki kultury minojskiej, muszę zacząć, przetrwać i skończyć pierwszą klasę liceum. Szczerze mówiąc, trochę mnie ta wizja przeraża?
Rodzinę uważam za przedstawioną.
















Chyba zapożyczenie z Harry'ego Potter'a.