Formuła 1 w wersji mini
ArletaS - artukuł dodany 2010-08-18 16:24
0
0.0
579
Kiedyś przedstawiłam Wam Edytę Ropek, jedną z czołowych wspinaczek sportowych. Tym razem pragnę zapoznać Was z Rafałem Zeljasiem oraz ze sportem, który uprawia z wielkim powodzeniem. Mowa o modelach zdalnie sterowanych- "Formule 1 w wersji mini".
Zapraszam do przeczytania wywiadu z naszym reprezentantem. Mam nadzieję, że po lekturze tej rozmowy dowiecie się czegoś więcej o zawodniku, modelach i wyścigach.
- Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z modelami? Może ktoś Cię zainspirował do uprawiania tego sportu?
- To było już dawno temu, bo 1997 roku. O modelach dowiedziałem się całkiem przypadkowo, gdyby nie kolega ze szkolnej ławki pewnie bym do dzisiaj nie wiedział o takiej dyscyplinie. To on powiedział mi, że są prowadzone zajęcia w Pałacu Młodzieży (w Tarnowie - przyp.red.) z modelarstwa samochodowego. Długo nie czekałem, zapisałem się tam i chodziłem na zajęcia. Później kupiłem swój pierwszy model, złożyłem go i nie mogłem się już doczekać pierwszych startów. Tak zaczęła się ta, trwająca do dzisiaj, przygoda z modelami.
- Czy ten sport wymaga od Ciebie jakiegoś specjalnego przygotowania fizycznego, w związku z tym stosujesz jakąś dietę, czy spędzasz długie godziny na siłowni?
- Raczej staram się dbać o siebie, nie jem fast-foodów. Zatem można powiedzieć, że jakąś dietę trzymam. Aby uprawiać tę dyscyplinę nie trzeba koniecznie chodzić na siłownię, jedyne treningi jakie prowadzę to jazda na torze oraz praca nad koncentracją i powtarzalnością, która jest niezwykle ważna w tym sporcie. Szczególnie w wyścigu finałowym, gdzie trzeba być maksymalnie skoncentrowanym przez pół godziny i idealnie pokonywać wszystkie zakręty.
- Jak wygląda Twój trening z modelem?
- Przeważnie trenuję na torze w Pacanowie, gdzie jeżdżę jak tylko sprzyja pogoda. Tam testuję silniki, opony i nowe podzespoły. W ciągu roku wyjeżdżam setki litrów paliwa.
- Dowiedziałam się, że zajmujesz się branżą budowlaną. Zatem jak znajdujesz czas dla modeli?
- Budownictwem zajmuję się od niedawna, również dlatego, że mój tata ma firmę budowlaną. Stąd też kontynuuję tradycje rodzinne. Czas znajduję, bo w tygodniu pracuję i zajmuję się budowlanką, a w weekendy maksymalnie poświęcam się swojej pasji.
- Studia, które ukończyłeś miały bardziej coś wspólnego w branżą budowlaną, czy modelami?
- Wybierając się na studia na Politechnikę Rzeszowską zastanawiałem się nad dwoma wydziałami, mianowicie nad Wydziałem Budownictwa i Wydziałem Mechaniki i Budowy Maszyn. Serce mi podpowiadało, żeby iść na budowlankę. Jednak wybrałem ten drugi kierunek, czyli to co teraz wykorzystuję w swoim hobby. Wiedza, którą zdobyłem na studiach pomaga mi w osiąganiu dobrych wyników i lepszym przygotowaniu do zawodów.
Jesteś Mistrzem Polski w klasie IC-10 (2005 i 2008), a także w klasie IC-8 (2008). Które osiągnięcie ma dla Ciebie większą wartość, o ile można je tak porównywać?
Są to dwie klasy modeli spalinowych. Klasa IC-8 jest najbardziej topowa w Polsce i w Europie, nie ma już szybszych modeli spalinowych zdalnie sterowanych. Jestem MP w klasie IC-8 i IC-10 z 2008 roku, choć nie jest to dla mnie szczyt osiągnięć, bo jestem takim sportowcem, który stara się zawsze osiągać jeszcze lepsze rezultaty. Nie zaspakajam się takimi sukcesami. Choć są to duże osiągnięcia dążę jeszcze do zdobycia lepszych pozycji na arenie międzynarodowej. Obydwa tytuły są dla mnie równie cenne. W ogóle rok 2008 był dla mnie bardzo szczęśliwy, bo zdobyłem pierwszy raz w swojej karierze dwa tytuły MP, w dwóch topowych klasach.
Byłeś jednym z czterech reprezentantów naszego kraju na Mistrzostwach Świata w szwajcarskim Lostallo. Jak wspominasz tamte zawody?
Tą imprezą żyłem właściwie cały 2009 rok. Ilość miejsc była ograniczona, bo starowało tam 150 zawodników z całego świata, w tym czterech z Polski. Było to świetne doświadczenie, wyjazd trwał dwa tygodnie. Ponad tydzień trwały treningi, przygotowania, ustawianie modelu i poznanie geometrii toru. Później wyścigi eliminacyjne i finały. Rywalizację zakończyłem na 93 miejscu, uważam że to bardzo dobry wynik jak na pierwszy udział w tak prestiżowej imprezie. Czołówka światowa to kierowcy fabryczni więc trudno nawiązać z nimi równorzędną walkę. Miałem i do tej pory mam taki problem, że moje modele spalają za dużo paliwa. Muszę tankować zawsze o jeden raz więcej niż inni i na tym najwięcej tracę. Okres zimowy chcę poświęcić na pracę nad modelem oraz zużyciem paliwa, myślę że to pomoże mi w osiągnięciu lepszych wyników.
W Pacanowie utworzono tor dla modeli, obecnie jest to najlepszy tego typu obiekt w Polsce. Skąd pomysł na stworzenie owego toru, i dlaczego akurat w tym miejscu?
Tor powstał z inicjatywy mojej i mojego taty. W Pacanowie dlatego, że były do tego dogodne warunki, mianowicie koło stadionu znajdował się duży plac, który miał być przeznaczony na parking dla samochodów.
Wyszedłem z takim pomysłem do wójta, aby właśnie tam utworzyć tor. Przedstawiłem mu projekt toru i pokazałem jak wyglądają takie wyścigi modeli. Oczywiście bardzo mu się spodobało, odstąpił od projektu parkingów i tak powstał tor. W tej chwili jest to najszybszy, największy i najbardziej profesjonalny taki obiekt w Polsce. Budując go wzorowałem się na torach znajdujących się w Europie. Trzeba szczerze przyznać, że w Polsce sporty motorowe nie są tak popularne, jak na zachodzie i niestety u nas jest tylko kilka torów i to bardzo kiepskiej jakości.
W Polsce jest wiele takich mało popularnych dyscyplin, przykładowo wspinaczka sportowa. Modele zdalnie sterowane także nie cieszą się jakimś ogromnym zainteresowaniem, jak na przykład siatkówka Z czego to wynika?
Wynika to z tego, że nie ma klubów, gdzie młodzi ludzie mogliby się spotykać i dzielić swoimi zainteresowaniami. Nie ma także działaczy, którzy mogliby to wszystko dobrze poprowadzić. Modele zdalnie sterowane nie są popularne przede wszystkim dlatego, że brak jest torów po których można nimi jeździć. Gdyby były cieszyłyby się większym zainteresowaniem. Ten sport może być mało popularny także z powodów finansowych, jest dosyć drogi i ta kwesta może troszkę odstraszać.
Jakiś czas temu wraz z Januszem Kołodziejem (znany żużlowiec, obecnie zawodnik Unii Leszno), który również zajmuje się modelami, zaprezentowałeś swoje maszyny i umiejętności w szkole podstawowej w Lisiej Górze. Według Ciebie, czy w ten sposób można wypromować ten sport?
Oczywiście, że można. Z Januszem przyjaźnimy się od dłuższego czasu, on zaraził mnie swoją pasją, a ja jego moją. Staramy się zachęcić dzieciaki do uprawiania jakiegokolwiek sportu. My pokazujemy swoją pasję i chcemy, aby każdy odnalazł takie zainteresowanie i je rozwijał. Wiadomo, to niekoniczne muszą to być sporty motorowe ale każdy ma jakiś talent który trzeba w sobie odkryć. Byliśmy w Lisiej Górze, zrobiliśmy pokaz który cieszył się ogromnym zainteresowaniem, ostatnio także odwiedziliśmy szkołę w Pleśnej z okazji Mikołajek.
Powiedziałeś, że Janusz zaraził Cię swoją pasją. Czyli można Cię zobaczyć na motorze żużlowym?
Nie miałem przyjemności jazdy na motorze żużlowym. Żużlem interesowałem się od dawna, a teraz jeszcze bardziej ale tylko od strony kibica. Jest to bardzo niebezpieczny i kontuzyjny sport zdecydowanie wolę cztery kółka.
Chociaż przejażdżka po torze, czemu nie? Nie jest to wykluczone.
Z tego co wiadomo, to modele mają dużo wspólnego z F1, przykładowo pit-stopy, bandy ochronne... Są jeszcze jakieś inne podobieństwa?
Cały przebieg zawodów jest zbliżony do takiego weekendu z F1. Przyjeżdżamy w piątek na tor z całym swoim zapleczem, wbrew pozorom jest tego bardzo dużo. Ten dzień jest przeznaczony na treningi, ustawianie silników, zawieszenia, geometrii, doboru opon i wiele innych, do zrobienia jest wówczas sporo pracy. W sobotę, od rana, przeprowadzane są kwalifikacje i ich przebieg jest faktycznie podobny jak w F1. Jednak my jeździmy cztery kolejki eliminacyjne, trwają one około 7 minut. Spośród tych czterech kolejek eliminacyjnych, brany jest najlepszy wynik uzyskany podczas czasówki i on decyduje o pozycji startowej w wyścigu finałowym. W niedzielę jest finał. Każdy zajmuje swoje pole startowe, na komendę start wszyscy ruszają. Wyścig trwa pół godziny i faktycznie co pięć minut modele zjeżdżają do pit-stopu, na tankowanie. Trzeba mieć swojego mechanika, który sprawnie obsłuży maszynę, czasami zdarza się tak, że wymieniamy także opony, to wszystko zależy od przyczepności toru i jakości asfaltu. Wygrywa ten, który dojedzie pierwszy. Wracając jeszcze do podobieństw do F1, jak wiadomo bolidy do "setki" przyspieszają w około dwie sekundy, a te modele przyspieszają w czasie poniżej dwóch sekund. Prędkość maksymalna to 140 km/h.
Masz swoje ulubione maszyny?
Od początku swojej przygody z modelami praktycznie przeszedłem wszystkie możliwe klasy, począwszy od klasy elektrycznej. Teraz jeżdżę modelem spalinowym IC-8, najbardziej topowym. Jest moim ulubionym, na inny
bym się już nie przesiadł.
W lecie startujecie na asfaltowych torach, zimą w halach. Twoim zdaniem, które zmagania są bardziej emocjonujące, i które Ty wolisz?
W hali odbywają się zawody modeli elektrycznych które nie wzbudzają takich emocji. Ja preferuję głównie modele spalinowe, dlatego w zimie raczej nie jeżdżę na zawody halowe.
Masz jeszcze jakieś inne hobby, poza modelarstwem?
Jak tylko mam trochę wolnego czasu, lubię go spędzać bardzo aktywnie. W zimie jest to snowboard. W lecie sporty wodne: skuter wodny, windsurfing. Oczywiście lubię także carting, jak tylko mam możliwość to jeżdżę do Biłgoraju, koło Rzeszowa, gdzie zresztą odbywa się runda Pucharu Polski.
Modelarstwo jak każdy inny sport wiąże się z wydatkami, czy to na sprzęt czy na wyjazdy na zawody. Młody fascynat tego sportu w jaki budżet musiałby się zaopatrzyć?
Tutaj przechodzi się pewne etapy, nie można od razu kupić sobie modelu z najwyższej półki, bo nie jest się w stanie go opanować. Zawodnicy, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę zaczynają od modeli elektrycznych, które są znacznie tańsze od spalinowych, przez co są dla nich bardziej osiągalne. Owszem można kupić model używany,
jednak żeby się ścigać i myśleć o wygrywaniu to trzeba trochę więcej zainwestować, w model elektryczny około 3 tys zł. Jeśli chodzi o model spalinowy to koszt rzędu 7 tys. zł. Sam model kosztuje około 3 tys zł, ale do tego trzeba dokupić silnik i niezbędną mechanikę, która tym steruje i się wtedy uzbiera ta suma.
Co z dziewczętami, czy są w ogóle jakieś uprawiające tę dyscyplinę?
Dziewczyny jak najbardziej, zresztą sam w mojej karierze rywalizowałem z rówieśniczką z Nowego Sącza. Z tego co pamiętam to ona była jedyną kobietą startującą w eliminacjach PP. W zawodach rangi międzynarodowej startuje bardzo dobra zawodniczka z Niemiec- Sabrina Lechner, która na swoim koncie ma spore sukcesy i staruje w klasie IC-8.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Arleta Siedlik.
Zapraszam do przeczytania wywiadu z naszym reprezentantem. Mam nadzieję, że po lekturze tej rozmowy dowiecie się czegoś więcej o zawodniku, modelach i wyścigach.
- Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z modelami? Może ktoś Cię zainspirował do uprawiania tego sportu?
- To było już dawno temu, bo 1997 roku. O modelach dowiedziałem się całkiem przypadkowo, gdyby nie kolega ze szkolnej ławki pewnie bym do dzisiaj nie wiedział o takiej dyscyplinie. To on powiedział mi, że są prowadzone zajęcia w Pałacu Młodzieży (w Tarnowie - przyp.red.) z modelarstwa samochodowego. Długo nie czekałem, zapisałem się tam i chodziłem na zajęcia. Później kupiłem swój pierwszy model, złożyłem go i nie mogłem się już doczekać pierwszych startów. Tak zaczęła się ta, trwająca do dzisiaj, przygoda z modelami.
- Czy ten sport wymaga od Ciebie jakiegoś specjalnego przygotowania fizycznego, w związku z tym stosujesz jakąś dietę, czy spędzasz długie godziny na siłowni?
- Raczej staram się dbać o siebie, nie jem fast-foodów. Zatem można powiedzieć, że jakąś dietę trzymam. Aby uprawiać tę dyscyplinę nie trzeba koniecznie chodzić na siłownię, jedyne treningi jakie prowadzę to jazda na torze oraz praca nad koncentracją i powtarzalnością, która jest niezwykle ważna w tym sporcie. Szczególnie w wyścigu finałowym, gdzie trzeba być maksymalnie skoncentrowanym przez pół godziny i idealnie pokonywać wszystkie zakręty.
- Jak wygląda Twój trening z modelem?
- Przeważnie trenuję na torze w Pacanowie, gdzie jeżdżę jak tylko sprzyja pogoda. Tam testuję silniki, opony i nowe podzespoły. W ciągu roku wyjeżdżam setki litrów paliwa.
- Dowiedziałam się, że zajmujesz się branżą budowlaną. Zatem jak znajdujesz czas dla modeli?
- Budownictwem zajmuję się od niedawna, również dlatego, że mój tata ma firmę budowlaną. Stąd też kontynuuję tradycje rodzinne. Czas znajduję, bo w tygodniu pracuję i zajmuję się budowlanką, a w weekendy maksymalnie poświęcam się swojej pasji.
- Studia, które ukończyłeś miały bardziej coś wspólnego w branżą budowlaną, czy modelami?
- Wybierając się na studia na Politechnikę Rzeszowską zastanawiałem się nad dwoma wydziałami, mianowicie nad Wydziałem Budownictwa i Wydziałem Mechaniki i Budowy Maszyn. Serce mi podpowiadało, żeby iść na budowlankę. Jednak wybrałem ten drugi kierunek, czyli to co teraz wykorzystuję w swoim hobby. Wiedza, którą zdobyłem na studiach pomaga mi w osiąganiu dobrych wyników i lepszym przygotowaniu do zawodów.
Jesteś Mistrzem Polski w klasie IC-10 (2005 i 2008), a także w klasie IC-8 (2008). Które osiągnięcie ma dla Ciebie większą wartość, o ile można je tak porównywać?
Są to dwie klasy modeli spalinowych. Klasa IC-8 jest najbardziej topowa w Polsce i w Europie, nie ma już szybszych modeli spalinowych zdalnie sterowanych. Jestem MP w klasie IC-8 i IC-10 z 2008 roku, choć nie jest to dla mnie szczyt osiągnięć, bo jestem takim sportowcem, który stara się zawsze osiągać jeszcze lepsze rezultaty. Nie zaspakajam się takimi sukcesami. Choć są to duże osiągnięcia dążę jeszcze do zdobycia lepszych pozycji na arenie międzynarodowej. Obydwa tytuły są dla mnie równie cenne. W ogóle rok 2008 był dla mnie bardzo szczęśliwy, bo zdobyłem pierwszy raz w swojej karierze dwa tytuły MP, w dwóch topowych klasach.
Byłeś jednym z czterech reprezentantów naszego kraju na Mistrzostwach Świata w szwajcarskim Lostallo. Jak wspominasz tamte zawody?
Tą imprezą żyłem właściwie cały 2009 rok. Ilość miejsc była ograniczona, bo starowało tam 150 zawodników z całego świata, w tym czterech z Polski. Było to świetne doświadczenie, wyjazd trwał dwa tygodnie. Ponad tydzień trwały treningi, przygotowania, ustawianie modelu i poznanie geometrii toru. Później wyścigi eliminacyjne i finały. Rywalizację zakończyłem na 93 miejscu, uważam że to bardzo dobry wynik jak na pierwszy udział w tak prestiżowej imprezie. Czołówka światowa to kierowcy fabryczni więc trudno nawiązać z nimi równorzędną walkę. Miałem i do tej pory mam taki problem, że moje modele spalają za dużo paliwa. Muszę tankować zawsze o jeden raz więcej niż inni i na tym najwięcej tracę. Okres zimowy chcę poświęcić na pracę nad modelem oraz zużyciem paliwa, myślę że to pomoże mi w osiągnięciu lepszych wyników.
W Pacanowie utworzono tor dla modeli, obecnie jest to najlepszy tego typu obiekt w Polsce. Skąd pomysł na stworzenie owego toru, i dlaczego akurat w tym miejscu?
Tor powstał z inicjatywy mojej i mojego taty. W Pacanowie dlatego, że były do tego dogodne warunki, mianowicie koło stadionu znajdował się duży plac, który miał być przeznaczony na parking dla samochodów.
Wyszedłem z takim pomysłem do wójta, aby właśnie tam utworzyć tor. Przedstawiłem mu projekt toru i pokazałem jak wyglądają takie wyścigi modeli. Oczywiście bardzo mu się spodobało, odstąpił od projektu parkingów i tak powstał tor. W tej chwili jest to najszybszy, największy i najbardziej profesjonalny taki obiekt w Polsce. Budując go wzorowałem się na torach znajdujących się w Europie. Trzeba szczerze przyznać, że w Polsce sporty motorowe nie są tak popularne, jak na zachodzie i niestety u nas jest tylko kilka torów i to bardzo kiepskiej jakości.
W Polsce jest wiele takich mało popularnych dyscyplin, przykładowo wspinaczka sportowa. Modele zdalnie sterowane także nie cieszą się jakimś ogromnym zainteresowaniem, jak na przykład siatkówka Z czego to wynika?
Wynika to z tego, że nie ma klubów, gdzie młodzi ludzie mogliby się spotykać i dzielić swoimi zainteresowaniami. Nie ma także działaczy, którzy mogliby to wszystko dobrze poprowadzić. Modele zdalnie sterowane nie są popularne przede wszystkim dlatego, że brak jest torów po których można nimi jeździć. Gdyby były cieszyłyby się większym zainteresowaniem. Ten sport może być mało popularny także z powodów finansowych, jest dosyć drogi i ta kwesta może troszkę odstraszać.
Jakiś czas temu wraz z Januszem Kołodziejem (znany żużlowiec, obecnie zawodnik Unii Leszno), który również zajmuje się modelami, zaprezentowałeś swoje maszyny i umiejętności w szkole podstawowej w Lisiej Górze. Według Ciebie, czy w ten sposób można wypromować ten sport?
Oczywiście, że można. Z Januszem przyjaźnimy się od dłuższego czasu, on zaraził mnie swoją pasją, a ja jego moją. Staramy się zachęcić dzieciaki do uprawiania jakiegokolwiek sportu. My pokazujemy swoją pasję i chcemy, aby każdy odnalazł takie zainteresowanie i je rozwijał. Wiadomo, to niekoniczne muszą to być sporty motorowe ale każdy ma jakiś talent który trzeba w sobie odkryć. Byliśmy w Lisiej Górze, zrobiliśmy pokaz który cieszył się ogromnym zainteresowaniem, ostatnio także odwiedziliśmy szkołę w Pleśnej z okazji Mikołajek.
Powiedziałeś, że Janusz zaraził Cię swoją pasją. Czyli można Cię zobaczyć na motorze żużlowym?
Nie miałem przyjemności jazdy na motorze żużlowym. Żużlem interesowałem się od dawna, a teraz jeszcze bardziej ale tylko od strony kibica. Jest to bardzo niebezpieczny i kontuzyjny sport zdecydowanie wolę cztery kółka.
Chociaż przejażdżka po torze, czemu nie? Nie jest to wykluczone.
Z tego co wiadomo, to modele mają dużo wspólnego z F1, przykładowo pit-stopy, bandy ochronne... Są jeszcze jakieś inne podobieństwa?
Cały przebieg zawodów jest zbliżony do takiego weekendu z F1. Przyjeżdżamy w piątek na tor z całym swoim zapleczem, wbrew pozorom jest tego bardzo dużo. Ten dzień jest przeznaczony na treningi, ustawianie silników, zawieszenia, geometrii, doboru opon i wiele innych, do zrobienia jest wówczas sporo pracy. W sobotę, od rana, przeprowadzane są kwalifikacje i ich przebieg jest faktycznie podobny jak w F1. Jednak my jeździmy cztery kolejki eliminacyjne, trwają one około 7 minut. Spośród tych czterech kolejek eliminacyjnych, brany jest najlepszy wynik uzyskany podczas czasówki i on decyduje o pozycji startowej w wyścigu finałowym. W niedzielę jest finał. Każdy zajmuje swoje pole startowe, na komendę start wszyscy ruszają. Wyścig trwa pół godziny i faktycznie co pięć minut modele zjeżdżają do pit-stopu, na tankowanie. Trzeba mieć swojego mechanika, który sprawnie obsłuży maszynę, czasami zdarza się tak, że wymieniamy także opony, to wszystko zależy od przyczepności toru i jakości asfaltu. Wygrywa ten, który dojedzie pierwszy. Wracając jeszcze do podobieństw do F1, jak wiadomo bolidy do "setki" przyspieszają w około dwie sekundy, a te modele przyspieszają w czasie poniżej dwóch sekund. Prędkość maksymalna to 140 km/h.
Masz swoje ulubione maszyny?
Od początku swojej przygody z modelami praktycznie przeszedłem wszystkie możliwe klasy, począwszy od klasy elektrycznej. Teraz jeżdżę modelem spalinowym IC-8, najbardziej topowym. Jest moim ulubionym, na inny
bym się już nie przesiadł.
W lecie startujecie na asfaltowych torach, zimą w halach. Twoim zdaniem, które zmagania są bardziej emocjonujące, i które Ty wolisz?
W hali odbywają się zawody modeli elektrycznych które nie wzbudzają takich emocji. Ja preferuję głównie modele spalinowe, dlatego w zimie raczej nie jeżdżę na zawody halowe.
Masz jeszcze jakieś inne hobby, poza modelarstwem?
Jak tylko mam trochę wolnego czasu, lubię go spędzać bardzo aktywnie. W zimie jest to snowboard. W lecie sporty wodne: skuter wodny, windsurfing. Oczywiście lubię także carting, jak tylko mam możliwość to jeżdżę do Biłgoraju, koło Rzeszowa, gdzie zresztą odbywa się runda Pucharu Polski.
Modelarstwo jak każdy inny sport wiąże się z wydatkami, czy to na sprzęt czy na wyjazdy na zawody. Młody fascynat tego sportu w jaki budżet musiałby się zaopatrzyć?
Tutaj przechodzi się pewne etapy, nie można od razu kupić sobie modelu z najwyższej półki, bo nie jest się w stanie go opanować. Zawodnicy, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę zaczynają od modeli elektrycznych, które są znacznie tańsze od spalinowych, przez co są dla nich bardziej osiągalne. Owszem można kupić model używany,
jednak żeby się ścigać i myśleć o wygrywaniu to trzeba trochę więcej zainwestować, w model elektryczny około 3 tys zł. Jeśli chodzi o model spalinowy to koszt rzędu 7 tys. zł. Sam model kosztuje około 3 tys zł, ale do tego trzeba dokupić silnik i niezbędną mechanikę, która tym steruje i się wtedy uzbiera ta suma.
Co z dziewczętami, czy są w ogóle jakieś uprawiające tę dyscyplinę?
Dziewczyny jak najbardziej, zresztą sam w mojej karierze rywalizowałem z rówieśniczką z Nowego Sącza. Z tego co pamiętam to ona była jedyną kobietą startującą w eliminacjach PP. W zawodach rangi międzynarodowej startuje bardzo dobra zawodniczka z Niemiec- Sabrina Lechner, która na swoim koncie ma spore sukcesy i staruje w klasie IC-8.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Arleta Siedlik.
















