Czwartek, 17 Maja 2012. Imieniny: Sławomira, Paschalisa
POWODZENIA NA DZISIEJSZEJ
MATURZE!
Wyszukaj zaawansowane
Teraz w Cogito
Archiwum
Idealni? Piękni?

Dopóki nie skończysz pięćdziesiątki, a w Ameryce nawet i dziewięćdziesiątki – liczy się to, jak (...) ta tendencja już lekko się wycisza, w pracy zawodowej wygląd pomaga, co zresztą potwierdzają badania.

Znajdź uczelnię

Typ uczelni:
Województwo:
Kierunek studiów:
Rodzaj studiów:
Szukana fraza:

Ankieta

Angielski na maturze był:
prosty
może być
trudny

0.0

Borucka herbatka 4

Komentarze 0  Ocena 0.0  Odsłony 1026

Linkownia

Wykop Gwar Digg Del.icio.us Linkr Reddit
Część czwarta - "Helenka od bogów, bruneta i miłości"

Tradycyjnie o siódmej dwadzieścia Łukasz Zagrobelny zaśpiewał swoje: "Mówisz i masz". Jak zawsze niezawodny.

Wstałam i ubrałam się. Pod prysznicem przyszło mi do głowy, że mogłabym odwiedzić ciotkę Helenkę. Może będzie miała coś do prezentacji? Wezmę listę z tematami.
Myśląc ciągle o planowanej na dzisiaj wizycie odebrałam trzy SMS-y od Maćka z zapytaniem, co porabiam, zjadłam dwie kanapki z dżemem i wypiłam herbatę. Humor miałam dobry, bo akurat zapowiadał się słoneczny dzień. Miła odmiana po ostatnich ulewach.
Brrr? Na samą myśl o wczorajszym deszczu i o tamtej scence w kałuży dostawałam białej gorączki. Co za brak taktu, myślałam. Postanowiłam się do niego nie odzywać. Kiedyś mu przejdzie. Kiedyś na pewno.

Z takimi oto myślami, planami i zmartwieniami powitałam Urlicką. Wczorajsza awantura z malarzem i Filutkiem w rolach głównych wcale nie wyprowadziła jej z równowagi. Znana ze stoickiego spokoju pani/panna Genowefa wykąpała, wysuszyła i wyczesała swą psotną pociechę. A facet od farby? Cóż - jak to zwykły facet - najpierw śmiał się z dziwactwa starszej kobiety (wcale się z tym nie kryjąc), a potem prychnął coś pod nosem i zajął się malowaniem. Jak każdy facet.

Powiadomiwszy "współlokatorkę" o swoich planach na dzisiaj pożegnałam ją i ruszyłam w miasto. Telefon tradycyjnie został pod poduszką. Chciałam zapomnieć o Maćku i wszystkich innych równie nieprzyjemnych ludziach, sprawach.
Ciotka Helena nie była właściwie ciotką, tylko cioteczną siostrą, z którą bawiłam się w piaskownicy. Kiedyś powiedziałam do niej "ciociu" i już tak zostało. Od czterech lat mieszkała przy ulicy Paderewskiego. Wcześniej - na Krakowskiego 45, ale odkąd została panią Janicką przeprowadziła się do mieszkania pana Janickiego. Kiedy wyszła za Michała miała podobno 20 lat. Wyjść za mąż w podobnym wieku to dla mnie szaleństwo. Czyste szaleństwo. Mąż, studia i gary. Zawsze mówili, że razem są szczęśliwi. Ona po prosto go kochała? Też chciałabym kiedyś tak kochać, myślałam.
Helena Janicka. Zawsze ją podziwiałam. Była jakimś wzorem, idolem, ideałem. Zawsze taka porządna i dokładna. Studentka ostatniego roku medycyny. Urodzona pani chirurg została żoną filologa - marzyciela?
Różowa kamienica. Różowa? Przecież mówili, że żyją w błogiej szczęśliwości. Dlaczego nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi na ten kolor?
- Moniczka? Nawet nie wiesz jak się cieszę. Mam ci tyle rzeczy do powiedzenia! - ucieszyła się Helena.
Znowu ta "Moniczka". Nie wiem, dlaczego wszyscy nadużywają tego zdrobnienia. Mówcie mi Monika po prostu i już! Ale jeśli cioteczka tak lubi zdrobnienia? Proszę bardzo!
Helenka zabrała mnie do większego pokoju, który nazywają z Michałem salonem.
- Czego się napijesz? Kawy, herbaty? A może wolisz sok? - nadskakiwała Helenka. Nie znosiłam tego rodzaju naduprzejmości.
- Napiję się trochę soku. Ale tylko odrobinę! - ostrzegłam. - Siadaj i mów, co u was.
- Hm? - zrobiła rozmarzoną minę. - Michał jest cudowny. Pod koniec sierpnia jedziemy do Paryża! Odkładaliśmy, odkładaliśmy i proszę! Opłacało się.
- Pod koniec sierpnia? - Pprzez chwilę zapomniałam, że studenci mają przedłużone wakacje i do książek wracają dopiero w październiku. - Tak, na pewno będzie bosko? Wiesz, co? Podziwiam cię. Was.
- Tak? Dlaczego? - była naprawdę zdziwiona.
- No, podziwiam waszą? Waszą miłość podziwiam. Jesteś z Michałem od sześciu lat, tak? - zapytałam.
- Od sześciu - potwierdziła.
- I nadal go kochasz. On też nie może bez ciebie żyć. To takie? piękne. I dziwne. Zazdroszczę. Ja bym tak nie potrafiła. Moje ostatnie zauroczenie trwało osiem miesięcy. Wypaliło się jak drewno. Zupełnie jak drewno na opał?
- Nie słyszałam jeszcze o drewnie, które paliłoby się przez tak długi czas. Przeżyłaś osiem długich, rozmarzonych, może ci się wydawać? zmarnowanych miesięcy, ale cóż? To nie było "to". Nigdy nie wiadomo czy "to" jest "to".
- Jakie jest "to" uczucie?
Przez chwilę milczała.
- Wspaniałe - odpowiedziała wreszcie. - Najwspanialsze w świecie jest to, że chce się być z "tą" osobą do końca świata. Od dzisiaj do śmierci. Na wieki, na zawsze.
- Ja tak nie potrafię?
- Potrafisz. Jestem pewna, że potrafisz. Ja, kiedy spotkałam Michała też miałam 18 lat. Byłam zafascynowana słowem "miłość", chciałam się zakochać, ale tylko raz, tak do końca, na zawsze, bez odwrotu? No i się stało - rozmarzyła się. - Pamiętam, kiedy pocałował mnie po raz pierwszy. Był dżdżysty, jesienny wieczór, wracaliśmy razem z kina. Szliśmy blisko siebie. Trzymałam parasol. Nagle poczułam, że coś wpadło mi do buta, więc przykucnąwszy siłowałam się z paskiem arcywygodnych i równie odpowiednich na tę pogodę szpilek. Kiedy wstałam, Michał się zbliżył. Zobaczyłam jego oczach swoje odbicie. I wtedy mnie pocałował. Serce biło mi jak szalone. Gdy zobaczyliśmy hulającą na wietrze parasolkę, oboje się roześmieliśmy. I znowu wymieniliśmy całusy.
- Ty to naprawdę umiesz pocieszyć? Ja tu przychodzę zdesperowana, a ty jak gdyby nigdy nic opowiadasz mi o pocałunkach. Dobre sobie! - rozżaliłam się.
- No dobrze, powiedz proszę, co takiego doprowadziło cię do stanu bliskiego desperacji? - zapytała.
- Nie "co", tylko "kto" - odpowiedziałam nie zmieniając tonu głosu.
- Chłopak - orzekła.
- I tu zaczyna się właśnie problem.

Opowiedziałam jej całą historię z Maćkiem, deszczem i kałużą. Wspomniałam także o jego ulubionych lodach. Stwierdziła, że pistacjowe są lepsze.
- Musi być bardzo nieśmiały ? powiedziała. - Próbuje to przed tobą ukryć mówiąc głupio o wszystkim, co mu ślina na język przyniesie. Ale ponad wszelką wątpliwość jest to, że leci na ciebie.
- To? Bardzo pocieszające. Naprawdę bardzo. Myślę nad tym, jak go spławić.
- No i co wymyśliłaś?
- Właściwie nic. Myślałam, że mi coś doradzisz. Planowałam nie dawać żadnego znaku życia, ale wie gdzie mieszkam. Skrzynka odbiorcza w telefonie pewnie też pęka w szwach.
- Ale jesteś pewna, że to nie "ten"?
- Na sto procent. Bardziej niż tego, że nazywam się Monika Barmicka.
- Więc zniechęć go do siebie. Niech wie, że lubisz to, czego on nie znosi.
- O, dobre! A tak konkretnie to, czego na przykład?
- No nie wiem, przecież go nie znam. Zabierz go do biblioteki czy coś. Albo powiedz, że kochasz wampiry.
- Edward i te sprawy?
- Ideały nie istnieją - zawsze odpowiadała w ten sposób, kiedy w rozmowie pojawiało się imię Edward.
- A Michał? - zapytałam.
- On też nie jest idealny. Ma wady jak każdy człowiek. Nie jest wampirem.
- I kochasz go mimo wad?
- Ideały nie istnieją - powtórzyła. - Tak. Kocham go. Mimo wad.
- Gdzie właściwie jest twój książę z bajki?
Chciałam zmienić temat. Zawsze, kiedy Helena mówiła, że ideały nie istnieją, stawałam w obronie Edwarda. I nieraz długo musiałam go bronić. Helena nie cierpiała "Zmierzchu", czego nie byłam w stanie zrozumieć. Poza tym każde porównanie Michała do głównego bohatera powieści budziło w niej agresję.
- W pracy. Zarabia na Paryż - uśmiechnęła się.
- Zazdroszczę ci. Wiem, że się powtarzam. Tak właściwie to przyszłam tu po to, żebyś mi w czymś doradziła. Nie chodzi o sprawy sercowe. Raczej o szkołę - zaczęłam.
- Zamieniam się w słuch.
- A, więc? Postanowiłam mądrze wykorzystać ostatni miesiąc wakacji i napisać w tym czasie prezentację. A potem cieszyć się błogim spokojem i żyć rytmem przygotowań do matury - śmierci?
Słowo "matura" wypowiedziałam drżącym głosem.
- No ambitne, przyznam szczerze. A jaki wybrałaś temat?
- No właśnie, temat. O dziennikarstwie.
- Kochasz dziennikarstwo - przypomniała mi. - powinnaś być zadowolona?
- Powinnam. Ale nie jestem. Bo ni w ząb nie mogę znaleźć czegoś ciekawego na ten temat. Nie mogę się przecież ograniczyć tylko do Kapuścińskiego i Krall. Potrzebuję czegoś oryginalnego.
- Widzę, że zmieniłaś pasję. Czegoś oryginalnego? Może zmień temat? Masz przy sobie listę?
- Wcale nie zmieniłam pasji. Pisanie? Proszę bardzo! Reportaże, eseje, felietony, artykuły, sprawozdania, notki? Ale nie biografie! Jednego dziennikarza owszem, da się zrobić. Będzie coś jak esej, fakty pomieszane z cytatami, trochę porównań i garść przenośni. Ale jeden felietonista nie wystarczy. Poza tym wkurza mnie ten mdły, urzędowy ton: "Kolejnym wielkim reportażystą ubiegłego stulecia jest?"
- No w sumie. Tyle, że systemu edukacji do maja nie zmienisz. Polska rzeczywistość. Idealnie nie jest.

Odpuściłam sobie komentarz do tej, niewątpliwie złośliwej i ubliżającej Edwardowi uwagi.
- Mam spis - podałam jej arkusz papieru z wypisanymi czarno na białym tematami do prezentacji.
Kątem oka zerknęła na kartkę. Wzięła ją do rąk i spokojnie przewertowała wzrokiem.
- Rzeczywiście ? powiedziała. - Jakieś te tematy mdłe w tym roku. Ale czy naprawdę nie dali nic normalnego? No w miarę normalnego? - najwidoczniej próbowała się doszukać czegoś wklepanego czcionką Times New Roman 8 pod tekstem napisanym zwyczajną dwunastką.
- Mówiłam, że te tematy jakieś takie średnie są? - podsumowałam.
- Czekaj! O, ten jest niezły. "Prawdziwa postać mordercy. Zabójcy na kartach historii i literatury. Motywy, przyczyny, przemiany, uczucia."
- Wyliczanka. Hitler, Lenin, Stalin, Balladyna i Kordian jako niedoszły zabójca cara. Jeszcze Makbet i król z "Hamleta". Kogoś pominęłam?
- A to? - Helenka nie dawała za wygraną. - "Miłość dwojga zakochanych w literaturze i sztuce. Prezentacja najpiękniejszych namiętności na przestrzeni wieków. Od antyku po współczesność". Ja pisałabym o tym?
- Miłość? Już nie pamiętasz o mojej desperacji? Poza tym "Zmierzchu" raczej nie powinnam umieszczać w bibliografii?
- No fakt, Maciek... - uwagę o Edwardzie najwidoczniej sobie odpuściła. - Ale ty przecież marzysz o miłości. Jest "Romeo i Julia", "Tristan i Izolda"?
- Michał i Helena, sama Monika? - ironizowałam. - A co do wcześniejszych - klasyka. Sama klasyka?
- Coś oryginalnego, tak? No, ale co ja ci poradzę na to, że ten, kto to układał postawił na klasykę. Jakoś nie widzę niczego dla indywidualistów. Rządnych świata indywidualistów?
Jęknęłam.
- O, mam coś. To powinno ci się spodobać. "Inspiracja dawnymi wierzeniami człowieka. Analiza wpływów wybranej z mitologii na kształtowanie osobowości ludzi żyjących w obrębie jej występowania w starożytności." Masz do wyboru mitologię słowiańską, grecką, rzymską, celtycką, germańską i skandynawską.
- No! Brzmi nieźle. Ale grecka i rzymska odpada - stwierdziłam. - Miało być ambitnie.
- I chyba jest? Temat dla pasjonatów. Przeciętny Kowalski tego nie wybierze.
- Tak? Tylko skąd ja wezmę info o celtyckich bogach? Przecież połowa bibliografii będzie nazywać się "Internet"? Niedobrze. Bardzo niedobrze?
- No, jeśli chodzi o celtycką to raczej? Mój Michał jest na skandynawistyce... Coś chyba nawet mówił, że od przyszłego tygodnia zaczynają się na uniwerku jakieś kursy o mitach. Dla przyszłych studentów czy coś. I chyba ma prowadzić je przystojny brunet? Chyba nawet wolny absolwent z Berlina...
- Co? I ty dopiero teraz mi o tym mówisz? - z wrażenia aż zerwałam się z krzesła. - Przecież mogę pisać o skandynawskich. Kiedy te spotkania?
- Nie wiem, od przyszłej środy chyba. Michała musisz pytać. Ale sądzę, że to dla bardziej zaawansowanych, bo najpierw mają być jakieś testy?
- Testy? O kurcze. No to muszę się przygotować. W środę, tak? - wstałam kierując się w stronę drzwi. - To dzięki, Helenka. Będziemy w kontakcie. A i Michała pozdrów. Wieczorem do was zadzwonię.
- Już idziesz? Poczekaj, sernik upiekłam? Zagadałaś mnie. Nie mów, że nie spróbujesz ciasta mojej produkcji...
- Co? Sernik? Może innym razem. Wybacz, śpieszę się. Muszę jeszcze skoczyć do biblioteki po te mity. Temat dla pasjonatów, tak? Przystojny brunet? Naprawdę muszę już lecieć. Kochana jesteś, pa.
- Pa.

Wybiegłam z mieszkania jak oparzona. Północni bogowie wydawali mi się ciekawsi od reportażystów. Tacy nieznani? Nie wiedziałam o nich praktycznie nic, ale czułam, że muszę ich poznać.

Oceń artykuł:

Skomentuj ten artykuł Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Chmurka tagów
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści i zdjęcia zamieszczane przez użytkowników na stronie cogito.com.pl, w części WIRTUALNEJ REDAKCJI.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS. Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Mindscape.