Czwartek, 17 Maja 2012. Imieniny: Sławomira, Paschalisa
POWODZENIA NA DZISIEJSZEJ
MATURZE!
Wyszukaj zaawansowane
Teraz w Cogito
Archiwum
Blokady sukcesu

Sukces w większości wypadków to kwestia szczęścia. Cała rzecz polega na tym, żeby w tym krótkim mom (...)ście, nie być na sukces zablokowanym i w ogóle chcieć się wysilić, żeby do niego bliżej podejść.

Znajdź uczelnię

Typ uczelni:
Województwo:
Kierunek studiów:
Rodzaj studiów:
Szukana fraza:

Ankieta

Angielski na maturze był:
prosty
może być
trudny

0.0

Jędrzej Komosiński- czyli wspinaczki ciąg dalszy

Komentarze 0  Ocena 0.0  Odsłony 1403

Linkownia

Wykop Gwar Digg Del.icio.us Linkr Reddit
Idąc wzorem poprzednich moich artykułów, dziś także pragnę Wam Drodzy Czytelnicy przedstawić kolejną osobę, której sukcesy piszą historię wspinania sportowego w Polsce i na świecie. Mowa tutaj o młodym i utalentowanym Jędrzeju Komosińskim.

Jędrzej Komosiński, jeszcze nie jest legendą, ale może się nią stać już wkrótce. Na co dzień trenuje w klubie uczelnianym AZS PWSZ Tarnów. Swoje sportowe skrzydła znacznie rozwinął w roku poprzednim. Na krajowym podwórku wywalczył, po zaciętej walce z resztą równie znakomitej stawki, brązowy medal Mistrzostw Polski. Na arenie międzynarodowej szło mu równie dobrze. Warto wspomnieć chociaż o czwartym miejscu w sztafecie w Mistrzostwach Świata, w chińskim Xining. Podczas wspomnianych MŚ Jędrzej dobiegł do 10 pozycji, na drodze 15-metrowej, oraz zaliczył dobre 12 miejsce, na drodze 10-metrowej. Trzeba zaznaczyć, że żaden z naszych pozostałych reprezentantów nie uzyskał lepszego wyniku. Po sukcesach w MŚ i MP pozostaje jeszcze sprawa Pucharu Świata. W tym aspekcie Komosiński ponownie nie zawiódł i okazał się być pewnym punktem naszej kadry, przy czym zasygnalizował swoją obecność w światowej czołówce, zajmując 7 lokatę w klasyfikacji generalnej PŚ.

Poniżej prezentuję Wam rozmowę z Jędrzejem.

Arleta Siedlik: Pochodzisz z Głogowa, a to około 500 km od Tarnowa, więc jak to się stało, że trafiłeś akurat do tego miasta?
Jędrzej Komosiński: Wcześniej były tu organizowane zgrupowania kadry juniorów. Poznałem wiele osób i obiekty. Jak przyszedł czas wyboru studiów, chciałem iść do Wrocławia, niestety się tam nie dostałem. Trener powiedział, żebym tutaj złożył papiery. Złożyłem i się dostałem. Nie miałem innego wyboru - albo rok siedzieć w domu i uciekać przed wojskiem, albo studiować tutaj.

A.S: Jak wpływa na Ciebie rozłąka z rodziną i przyjaciółmi?
J.K: Na pewno jest to ciężki temat. Mam swoich znajomych w Głogowie, niestety odległość i to, że się za rzadko z nimi widzę wpływa na nasze relacje i kontakt się urywa. Na szczęście mam kilka takich osób, z którymi pomimo dość dużej odległości utrzymam ten kontakt. Rodzina się przyzwyczaiła, że mnie ciągle nie ma, bo i tak kiedyś wyjeżdżałem. Czy jestem tutaj na studiach, czy wyjeżdżam za granicę na zawody, dla nich to jedno i to samo.

A.S: Jak i dlaczego trafiłeś na ściankę?
J.K: Gdy byłem mały, mój brat interesował się sportami bardziej ekstremalnymi: jazda na rowerze, wspinanie. W Głogowie była jakaś sekcja wspinaczkowa, mój brat się tam zakręcił, koło tych ludzi. Poszedł tam kilka razy, potem wziął mnie. Przez długi czas chodziłem tam tylko rekreacyjnie, jakoś nie wiązałem z tym przyszłości. Odniosłem kilka poważnych kontuzji, które uniemożliwiły mi jazdę na rowerze, do czego mnie bardziej ciągneło. Musiałem zdecydować się co będę uprawiać i to było wspinanie. W wieku 14 lat poważnie do tego podszedłem i zacząłem trenować.

A.S: W jaki sposób godzisz naukę z uprawianiem sportu?
J.K: No nie wiem czy godzę, jest ciężko. Na szczęście mam dosyć duże wsparcie ze strony uczelni. Są tam osoby, które mi pomagają i wspierają, załatwiają różne terminy, rozmawiają z wykładowcami. W zeszłym roku na przykład wszystko załatwiałem telefonicznie, przyjeżdżałem tylko na egzamin i w tym samym dniu wyjeżdżałem za granicę.

A.S: Czy przeszkadza Ci fakt, że nawet na zawodach najwyższej światowej rangi, które były organizowane w Polsce, nie przybyło zbyt wielu ludzi?
J.K: Jest to problem u nas w kraju dość duży. Zainteresowanie sportami niemasowymi jest nikłe. Liczy się, tak jak na przykład w Tarnowie: żużel i piłka nożna. Nie rozumiem dlaczego dyscypliną, w której Polacy odnoszą sukcesy, nie ma zainteresowania. Na szczęście za granicą jest zupełnie inaczej, Włochy i Francja to kolebki wspinania. Na Mistrzostwach Świata we Francji było około 10 tys. ludzi na trybunach. Tam jest duże zainteresowanie. Dobry przykład to zawody w Val di Daone, które leży na 2000 m.n.p.m., bardzo daleko od jakiejś miejscowości. Co roku na zawody przyjeżdżają tłumy, cała polana przed tamą jest zapełniona. Zawody w Chinach, tam przychodzą całe rodziny, jest tłum, wrzask i to nawet czasem przeszkadza. Jeszcze jak krzyczą w swoim języku, to dla Europejczyka jest zabawne.

A.S: Jak mobilizujesz się przed biegami?
J.K: Raczej się nie mobilizuję. Ja przed startem jestem bardzo pobudzony. Wcześniej w juniorach miałem z tym problem, byłem kilka razy świetnie przygotowany i spaliłem się psychicznie. Odpadłem dwa razy od ściany na ważnych imprezach: na PŚ w Tarnowie, dwa lata temu i na MŚ juniorów. Byłem mega przygotowany do tych MŚ, wszyscy liczyli na pudło, niestety w eliminacjach odpadłem od ściany już po dwóch metrach. Później przed startem nie rozmawiałem z nikim, izolowałem się. Tak jest do dzisiaj, przed startami z nikim nie gadam, nie interesuję się innymi zawodnikami. Uspokajam się, bo inaczej byłoby jak kiedyś.

A.S: Czym kierujesz się w swoim życiu?
J.K: Ciężkie pytanie. Nie wiem czy mam taką zasadę. Generalnie lubię dążyć do celu, jeśli go sobie wyznaczę i zazwyczaj go osiągam. Zawsze walczę o swoje i mi się udaje. Jakoś nie martwię się o przyszłość, żyje chwilą. Jestem raczej typem, który nie odpuszcza. Jak coś nie idzie to więcej trenuję, czy robię. To jest też negatywna cecha, bo czasem nie odpuszczam w momencie kiedy powinienem.

A.S: Jakie relacje łączą Cię z innymi wspinaczami, czy jesteście jak jedna wielka rodzina?
J.K: Nie, środowisko wspinaczkowe jest bardzo podzielone, nawet w Tarnowie są grupki. Dużo osób się nie lubi. Ja mam swoją ekipę, z którą jest naprawdę w porządku i nie było przez te dwa lata większych spięć i myślę, że nie będzie.

A.S: Jaką cechę u ludzi najbardziej poważasz, a co Cię irytuje?
J.K: Szczerość i nie obrabianie komuś d*** za plecami, to mnie bardzo denerwuje. Już kilka razy się sparzyłem. Lubię ludzi, którzy niekoniecznie są mega sympatyczni, ale jeżeli coś obiecają lub coś im powiesz, to dotrzymują słowa. Ludzi, z którymi można iść na piwo jest masa, ale co poza tym robić z nimi w życiu.

A.S: Co Twoja rodzina, przyjaciele, druga połówka sądzą o Twojej pasji?
J.K: Rodzice mnie wspierają, zawsze mnie wspierali, finansowo szczególnie. Jak byłem młody, na juniorskie zawody tata mnie zawoził. To nie było łatwe, bo zawody były rozsiane po całym kraju. Jak jeździliśmy na zawody, na przykład do Gdyni czy Tarnowa, to były wielkie wyprawy, po 1000 km, tata brał urlopy i jeździł ze mną. Później jak podrosłem sam zacząłem jeździć. Dziewczyna wiedziała w co się pakuje. Powiedziałem jej jak będzie, zdecydowała się. Widuję się z nią raz na miesiąc, nie jest wesoło.

S.K: Czy miałeś w swojej karierze momenty kiedy mówiłeś: " dość, to koniec, rzucam ten sport"?
J.K: Tak, była taka chwila, to było po tym, kiedy odpadłem na jednych zawodach, na drugich. Był czas, że na treningach byłem świetnie przygotowany, a na zawodach nie szło. Szukałem różnych pomocy, u psychologa sportowego i niewiele to pomogło. Był problem i chciałem to rzucić. Pojechałem do kuzyna, do Łodzi. Wtedy nic nie robiłem tylko imprezowałem, rzuciłem treningi, to było na wakacjach. Potem dostałem telefon od Związku, że jadę na zawody do Bułgarii, na juniorskie czasówki. To było trzy tygodnie przed startem, a ja od miesiąca nic nie robiłem. Wziąłem się za siebie: dwa tygodnie trenowałem, bo tydzień przed się odpoczywa. Wiedziałem, że nie jest rewelacja, ale pojechałem i... Wygrałem. To był przełomowy moment w mojej karierze. Zrozumiałem, że mam szanse wygrywać, uspokoiłem głowę, później wygrałem ME i już tak poszło.

Oceń artykuł:

Skomentuj ten artykuł Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Chmurka tagów
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści i zdjęcia zamieszczane przez użytkowników na stronie cogito.com.pl, w części WIRTUALNEJ REDAKCJI.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS. Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Mindscape.