Ola Kwaśniewska
redakcja - artukuł dodany 2010-02-08 14:10
1
0.0
1738
Zazdroszczę tym, co mają studia przed sobą. Poza paroma sytuacjami, gdy miałam poczucie, że robię za wydziałowe dziwadło, moje nazwisko nie uprzykrzyło mi studiów...
Z Olą Kwaśniewską rozmawia Artur Maciak
Licealista, który ma dokonać wyboru kierunku studiów, przeżywa nierzadko katusze ? tyle dziś się porobiło uczelni, kierunków i specjalizacji. Jak sobie pani z tym poradziła? Innymi słowy ? dlaczego psychologia?
Na psychologię zdecydowałam się dopiero w klasie maturalnej. Wcześniej byłam przekonana, że pójdę na jakąś filologię, najpewniej romanistykę, ale w wakacje wpadł mi w ręce artykuł (chyba nawet z "Cogito") ze szczegółowo opisanym kierunkiem ? psychologią. Uznałam, że jest to dokładnie coś dla mnie. Studia wydały mi się wszechstronne i wręcz ekscytujące, bo zawsze interesowały mnie tajniki ludzkiej natury. Uniwersytet Warszawski był oczywistym wyborem, jako że dysponował bardzo dobrym Wydziałem Psychologii, a ja nie myślałam wtedy o przeprowadzkach.
Widziała Pani już wtedy siebie jako zawodowego, praktykującego psychologa czy też studia były etapem poszukiwania życiowej drogi?
W czasie studiów wielokrotnie zmieniały mi się zainteresowania, ale wszystkie krążyły wokół psychologii. Najpierw zafascynowała mnie psychologia wychowawcza, potem zechciałam prowadzić rozmowy psychologiczne w ramach wspierania rozwoju osobowości. Ostatecznie skończyłam specjalizację psychologia ekonomiczna, z półroczną przerwą na studia we Włoszech. Myślę, że chciałam się po prostu jak najwięcej dowiedzieć i jak najmniej stracić. Wychodziłam z założenia, że psychologia jest takim kierunkiem, który zawsze się w życiu przyda. Niezależnie od tego, czy po studiach pracuje się w zawodzie.
Same studia nie rozczarowały Pani?
Wydaje mi się, że studia generalnie spełniły moje oczekiwania. Jeśli przeżywałam jakieś rozczarowania, to w przypadku pojedynczych zajęć, na które się zapisywałam, licząc na coś ekstra, a okazywały się zwyczajnie nudne. Bardzo lubiłam psychologię emocji, filmu, reklamy, różnego rodzaju treningi, negocjacje. Nie znosiłam statystyki.Być może brakowało mi interakcji z innymi studentami, na miarę relacji ze szkoły średniej. Chodziłam do szkoły społecznej, gdzie wszyscy znali wszystkich, a tu ledwo kojarzyłam wszystkich na roku.
Jaki był tytuł pracy magisterskiej Oli Kwaśniewskiej?
Pisałam o syndromie srebrnego medalu, czyli o tym, czy i dlaczego srebrni medaliści są mniej szczęśliwi niż brązowi medaliści. Badałam reakcje mimiczne medalistów na podium olimpijskim i rozkładałam na części pierwsze ich wypowiedzi po zdobyciu medalu.
Czy uczestniczyła Pani w tzw. życiu studenckim? Córce prezydenta zapewne wszędzie towarzyszyli ochroniarze i... paparazzi?
Paparazzi zaczęli się mną interesować dopiero pod koniec studiów. Do tamtej pory prowadziłam intensywne życie studenckie, nie budząc większego zainteresowania, dopóki ktoś nie zajrzał do mojej legitymacji. Ochronę miewałam, gdy pojawiało się jakieś realne zagrożenie. Nikt ze mną jednak nie przesiadywał na wykładach.Co z czasów studenckich wspomina Pani najmilej, co chciałaby Pani przeżyć jeszcze raz?Z perspektywy czasu żałuję, że nie wycisnęłam wszystkiego z tamtego okresu. Mogłam zacząć równolegle drugi kierunek albo zaliczyć jeszcze więcej zajęć na własnym. W czasie studiów, kiedy człowiek jest na świeżo po trudach matury, cieszy się, że ma dużo wolnego czasu. Dopiero parę lat po studiach dociera do nas, że za to, czego wtedy mogliśmy się nauczyć, dziś już musimy zapłacić albo przynajmniej okupić znacznie większym wysiłkiem.
Co warto w czasie studiów, oprócz nauki, zrobić?
Na pewno warto zawalczyć o stypendium zagraniczne, np. Socratesa. Studia za granicą, choćby przez semestr, to fantastyczne doświadczenie. Uczymy się języka w praktyce, poznajemy ludzi z różnych krajów, otwieramy się głównie na inne kultury. Jeśli się nie uda ze stypendium, zawsze można w tym celu wykorzystać te nieprzyzwoicie długie wakacje. Nie ma co ukrywać: zazdroszczę tym, co mają studia przed sobą...
Z Olą Kwaśniewską rozmawia Artur Maciak
Licealista, który ma dokonać wyboru kierunku studiów, przeżywa nierzadko katusze ? tyle dziś się porobiło uczelni, kierunków i specjalizacji. Jak sobie pani z tym poradziła? Innymi słowy ? dlaczego psychologia?
Na psychologię zdecydowałam się dopiero w klasie maturalnej. Wcześniej byłam przekonana, że pójdę na jakąś filologię, najpewniej romanistykę, ale w wakacje wpadł mi w ręce artykuł (chyba nawet z "Cogito") ze szczegółowo opisanym kierunkiem ? psychologią. Uznałam, że jest to dokładnie coś dla mnie. Studia wydały mi się wszechstronne i wręcz ekscytujące, bo zawsze interesowały mnie tajniki ludzkiej natury. Uniwersytet Warszawski był oczywistym wyborem, jako że dysponował bardzo dobrym Wydziałem Psychologii, a ja nie myślałam wtedy o przeprowadzkach.
Widziała Pani już wtedy siebie jako zawodowego, praktykującego psychologa czy też studia były etapem poszukiwania życiowej drogi?
W czasie studiów wielokrotnie zmieniały mi się zainteresowania, ale wszystkie krążyły wokół psychologii. Najpierw zafascynowała mnie psychologia wychowawcza, potem zechciałam prowadzić rozmowy psychologiczne w ramach wspierania rozwoju osobowości. Ostatecznie skończyłam specjalizację psychologia ekonomiczna, z półroczną przerwą na studia we Włoszech. Myślę, że chciałam się po prostu jak najwięcej dowiedzieć i jak najmniej stracić. Wychodziłam z założenia, że psychologia jest takim kierunkiem, który zawsze się w życiu przyda. Niezależnie od tego, czy po studiach pracuje się w zawodzie.
Same studia nie rozczarowały Pani?
Wydaje mi się, że studia generalnie spełniły moje oczekiwania. Jeśli przeżywałam jakieś rozczarowania, to w przypadku pojedynczych zajęć, na które się zapisywałam, licząc na coś ekstra, a okazywały się zwyczajnie nudne. Bardzo lubiłam psychologię emocji, filmu, reklamy, różnego rodzaju treningi, negocjacje. Nie znosiłam statystyki.Być może brakowało mi interakcji z innymi studentami, na miarę relacji ze szkoły średniej. Chodziłam do szkoły społecznej, gdzie wszyscy znali wszystkich, a tu ledwo kojarzyłam wszystkich na roku.
Jaki był tytuł pracy magisterskiej Oli Kwaśniewskiej?
Pisałam o syndromie srebrnego medalu, czyli o tym, czy i dlaczego srebrni medaliści są mniej szczęśliwi niż brązowi medaliści. Badałam reakcje mimiczne medalistów na podium olimpijskim i rozkładałam na części pierwsze ich wypowiedzi po zdobyciu medalu.
Czy uczestniczyła Pani w tzw. życiu studenckim? Córce prezydenta zapewne wszędzie towarzyszyli ochroniarze i... paparazzi?
Paparazzi zaczęli się mną interesować dopiero pod koniec studiów. Do tamtej pory prowadziłam intensywne życie studenckie, nie budząc większego zainteresowania, dopóki ktoś nie zajrzał do mojej legitymacji. Ochronę miewałam, gdy pojawiało się jakieś realne zagrożenie. Nikt ze mną jednak nie przesiadywał na wykładach.Co z czasów studenckich wspomina Pani najmilej, co chciałaby Pani przeżyć jeszcze raz?Z perspektywy czasu żałuję, że nie wycisnęłam wszystkiego z tamtego okresu. Mogłam zacząć równolegle drugi kierunek albo zaliczyć jeszcze więcej zajęć na własnym. W czasie studiów, kiedy człowiek jest na świeżo po trudach matury, cieszy się, że ma dużo wolnego czasu. Dopiero parę lat po studiach dociera do nas, że za to, czego wtedy mogliśmy się nauczyć, dziś już musimy zapłacić albo przynajmniej okupić znacznie większym wysiłkiem.
Co warto w czasie studiów, oprócz nauki, zrobić?
Na pewno warto zawalczyć o stypendium zagraniczne, np. Socratesa. Studia za granicą, choćby przez semestr, to fantastyczne doświadczenie. Uczymy się języka w praktyce, poznajemy ludzi z różnych krajów, otwieramy się głównie na inne kultury. Jeśli się nie uda ze stypendium, zawsze można w tym celu wykorzystać te nieprzyzwoicie długie wakacje. Nie ma co ukrywać: zazdroszczę tym, co mają studia przed sobą...















