Magda Waligórska
redakcja - artukuł dodany 2010-02-04 16:15
0
0.0
916
Kończy Państwową Wyższą Szkołę Teatralną we Wrocławiu (jesienią broni dyplom magistra sztuki). Praktykę zdobywała na planach seriali ?Ranczo?, ?Pierwsza miłość? i ?Na dobre i na złe?.
Z Magdaleną Waligórską rozmawia Ewa Anna Baryłkiewicz
Przez całe studia pracowała Pani na planach filmowych. Jak profesorowie reagowali na Pani aktywność zawodową?
Nie miałam większych problemów z uzyskaniem od nich pozwolenia na granie poza szkołą. Na przykład zajęć filmowych prawie w ogóle nie miałam, bo gdy tylko zaczęliśmy pracować z panem Krzystkiem (który uczył nas obycia z kamerą), to ja akurat zaczęłam pracę na planie serialu "Mrok". Zadzwoniłam więc do niego, przepraszając, że nie mogę chodzić na jego zajęcia, bo... właśnie teraz mam okazję stanąć przed kamerą. Zaliczył mi swój przedmiot bez problemu. Na podstawie taśm filmowych pozaliczałam też dykcję i impostację. Szkoła poszła mi więc na rękę. Teraz piszę już tylko pracę magisterską ? o nagości w teatrze. Muszę siedzieć w czytelniach, ale przede wszystkim opieram się na wywiadach z aktorami ? także z tymi, z którymi pracowałam.
Czy było coś, co szczególnie lubiła Pani na tych studiach?
Chyba najbardziej kręciły mnie sceny klasyczne i współczesne. Właściwie trudno powiedzieć, które bardziej. Teraz mam więcej do czynienia z tekstami współczesnymi, ale bardzo tęsknię za klasyką, wierszem. Chciałabym do nich wrócić, więc staram się o etat w teatrze. Dostałam już pewną propozycję, ale doszłam do wniosku, że to nie jest miejsce, w którym chciałabym pracować. Podziękowałam. Nie jestem w takiej sytuacji, że muszę brać wszystko, co się nadarza, więc nie biorę. Tym bardziej, że każdy kolejny wybór określa mnie jako aktorkę.
Pracuje Pani w Warszawie. Nie łatwiej by było studiować w warszawskiej Akademii Teatralnej?
Oczywiście ? tutaj jest centrum świata filmowego i teatralnego. Poza tym, profesorowie mówią reżyserom o swoich studentach, dzięki czemu łatwiej im wystartować. W szkole wrocławskiej nie ma na przykład wydziału reżyserii, co ? moim zdaniem ? jest niezbyt fajne. Ale ja rekompensowałam to sobie, grając w etiudach Wydziału Reżyserii w Katowicach. Dzięki temu mogłam sprawdzić się w pracy z młodymi reżyserami.
Nieszczęściem naszej szkoły jest też to, że aktorstwa uczą tu aktorzy. I potem taki młody aktor (co często widziałam na planach), trafia w ręce reżysera, który nie zna tego specyficznego języka aktorskiego, więc nie rozumie, o co tak naprawdę chodzi aktorowi, no i sporo czasu zajmuje im dogadanie się. Ale za to nasza szkoła jest mała, kameralna. I to bardzo dobrze wpływa na takie osoby jak ja ? które na początku studiów nie były zbyt pewne siebie. W Warszawie jest duża konkurencja, można bardzo łatwo wylecieć ze szkoły ? i to wielu osób spina. We Wrocławiu jest rodzinnie, profesorowie nas dobrze znają, nie ma tego napięcia ani wyścigu szczurów.
Skoro byliście tak zżyci na uczelni, to Wasze życie towarzyskie musiało kwitnąć.
Rzeczywiście było bardzo owocne. Wrocławska szkoła nie ma akademików, więc przez jakiś czas wynajmowaliśmy mieszkanie ze znajomymi ze studiów. Poza tym, od rana do wieczora siedzieliśmy w swoim towarzystwie na próbach. Powiem szczerze ? cztery lata spędzone w gronie 18 osób mogą być bardzo męczące, bo wie się wszystko o wszystkich ? a to ma swoje dobre i złe strony. Ale... będę tęsknić za tą atmosferą.
Z Magdaleną Waligórską rozmawia Ewa Anna Baryłkiewicz
Przez całe studia pracowała Pani na planach filmowych. Jak profesorowie reagowali na Pani aktywność zawodową?
Nie miałam większych problemów z uzyskaniem od nich pozwolenia na granie poza szkołą. Na przykład zajęć filmowych prawie w ogóle nie miałam, bo gdy tylko zaczęliśmy pracować z panem Krzystkiem (który uczył nas obycia z kamerą), to ja akurat zaczęłam pracę na planie serialu "Mrok". Zadzwoniłam więc do niego, przepraszając, że nie mogę chodzić na jego zajęcia, bo... właśnie teraz mam okazję stanąć przed kamerą. Zaliczył mi swój przedmiot bez problemu. Na podstawie taśm filmowych pozaliczałam też dykcję i impostację. Szkoła poszła mi więc na rękę. Teraz piszę już tylko pracę magisterską ? o nagości w teatrze. Muszę siedzieć w czytelniach, ale przede wszystkim opieram się na wywiadach z aktorami ? także z tymi, z którymi pracowałam.
Czy było coś, co szczególnie lubiła Pani na tych studiach?
Chyba najbardziej kręciły mnie sceny klasyczne i współczesne. Właściwie trudno powiedzieć, które bardziej. Teraz mam więcej do czynienia z tekstami współczesnymi, ale bardzo tęsknię za klasyką, wierszem. Chciałabym do nich wrócić, więc staram się o etat w teatrze. Dostałam już pewną propozycję, ale doszłam do wniosku, że to nie jest miejsce, w którym chciałabym pracować. Podziękowałam. Nie jestem w takiej sytuacji, że muszę brać wszystko, co się nadarza, więc nie biorę. Tym bardziej, że każdy kolejny wybór określa mnie jako aktorkę.
Pracuje Pani w Warszawie. Nie łatwiej by było studiować w warszawskiej Akademii Teatralnej?
Oczywiście ? tutaj jest centrum świata filmowego i teatralnego. Poza tym, profesorowie mówią reżyserom o swoich studentach, dzięki czemu łatwiej im wystartować. W szkole wrocławskiej nie ma na przykład wydziału reżyserii, co ? moim zdaniem ? jest niezbyt fajne. Ale ja rekompensowałam to sobie, grając w etiudach Wydziału Reżyserii w Katowicach. Dzięki temu mogłam sprawdzić się w pracy z młodymi reżyserami.
Nieszczęściem naszej szkoły jest też to, że aktorstwa uczą tu aktorzy. I potem taki młody aktor (co często widziałam na planach), trafia w ręce reżysera, który nie zna tego specyficznego języka aktorskiego, więc nie rozumie, o co tak naprawdę chodzi aktorowi, no i sporo czasu zajmuje im dogadanie się. Ale za to nasza szkoła jest mała, kameralna. I to bardzo dobrze wpływa na takie osoby jak ja ? które na początku studiów nie były zbyt pewne siebie. W Warszawie jest duża konkurencja, można bardzo łatwo wylecieć ze szkoły ? i to wielu osób spina. We Wrocławiu jest rodzinnie, profesorowie nas dobrze znają, nie ma tego napięcia ani wyścigu szczurów.
Skoro byliście tak zżyci na uczelni, to Wasze życie towarzyskie musiało kwitnąć.
Rzeczywiście było bardzo owocne. Wrocławska szkoła nie ma akademików, więc przez jakiś czas wynajmowaliśmy mieszkanie ze znajomymi ze studiów. Poza tym, od rana do wieczora siedzieliśmy w swoim towarzystwie na próbach. Powiem szczerze ? cztery lata spędzone w gronie 18 osób mogą być bardzo męczące, bo wie się wszystko o wszystkich ? a to ma swoje dobre i złe strony. Ale... będę tęsknić za tą atmosferą.















