Czwartek, 17 Maja 2012. Imieniny: Sławomira, Paschalisa
POWODZENIA NA DZISIEJSZEJ
MATURZE!
Wyszukaj zaawansowane
Teraz w Cogito
Archiwum
A w 10. Cogito...

Świętujemy 400. wydanie Cogito,
A w nim:
konkursy, reportaże, III cz. Przewodnika akademickiego,
opisy kierunków,
test predyspozycji

Znajdź uczelnię

Typ uczelni:
Województwo:
Kierunek studiów:
Rodzaj studiów:
Szukana fraza:

Ankieta

Angielski na maturze był:
prosty
może być
trudny

3.9

Homoseksualizm - o "obrzydliwych, chorych, GRZESZNIKACH"

Komentarze 12  Ocena 3.9  Odsłony 2148

Linkownia

Wykop Gwar Digg Del.icio.us Linkr Reddit
Felieton (chyba...) o podejściu społeczeństwa do homoseksualistów.

Piękne sobotnie popołudnie. Jadę tramwajem numer 3 w stronę starego Kleparza, by zakupić kilka niezbędników na niedzielny wieczór. Wtem rozlega się trzeszczący komunikat, informujący lud o tym, jakoby Basztowa Lot została zablokowana na czas bliżej nieokreślony przez uczestników osławionej i reklamowanej z trzymiesięcznym wyprzedzeniem Parady Równości. Wściekły z wiadomych powód motorniczy otwiera drzwi, a ja, wraz z przypadkowymi acz niewątpliwie sympatycznymi towarzyszami tej pechowej podróży, wysypuję się na zewnątrz. Przed wyjściem słyszę gderliwy okrzyk prowadzącego: "pieprzone geje", doprawione słowem, którego tu przytoczyć nie wypada.

Dwie staruszki, oburzone całą sytuacją, rozprawiają na temat szkodliwości związków homoseksualnych zarówno dla ich młodocianych wnuków jak i dla całego świata, natomiast przedstawiciele kwiatu polskiej młodzieży z obrzydzeniem dyskutują o przeżyciach estetycznych związanych z widokiem, o zgrozo, całującej się pary facetów. Słowem: wszyscy są zgorszeni, pytanie tylko: czy słusznie?

Za oceanem, problem homoseksualizmu został nagłośniony w latach 90 ubiegłego wieku. Na początku przechodził etap, który właśnie trwa w naszym kraju: obrzydzenia, konsternacji, niedowierzania. Potem telewizja z mtv na czele zaczęła tworzyć nowe programy ? pamiętniki młodych (i odważnych, nie da się ukryć) homoseksualistów, zawierające ich zwierzenia o problemach codzienności, dużo większych i trudniejszych do pokonania niż mogłoby się nam ("normalnym") wydawać. Opowiadali o braku akceptacji, o spojrzeniach przechodniów, wielokrotnie o próbach samobójczych, kłopotach z rodzicami i depresji (dość łatwo w nią wpaść, gdy wychodząc z domu trzeba się liczyć z oberwaniem jajkiem lub pomidorem w głowę. W najlepszym wypadku, bo o pobiciach wspominać chyba nie muszę). W pamiętnikach znalazło się wszystko ? począwszy od łez, a skończywszy na okrzykach radości. Amerykanie zrozumieli wreszcie, że "geje i lesby" to ludzie, często inteligentni i wartościowi, a nie potwory, które trzeba zamknąć w klatce i zatopić na dnie Atlantyku, by przypadkiem nie zarazić się od nich innością. Akcja mtv miała na celu przekonać ludzi, jeśli nie do akceptacji homoseksualizmu, to przynajmniej do ? tolerancji i ? udało się. Nie do końca, bo zawsze znajdzie się tych kilka procent całkowicie "anty", ale pary damsko ? damskie bądź męsko ? męskie, w większości mogą przejść spokojnie ulicami USA, bez obawy, że zostaną obrzucone jajkami. Oczywiście spojrzeń wytępić się nie da, ale za każdy krok w stronę asymilacji należą się owacje (na stojąco).

W Polsce sprawa wygląda inaczej, w dużej mierze przez duchownych z ojcem Rydzykiem na czele. Ci przekonują w większości znających problem inności tylko powierzchownie Polaków, do tego, że homoseksualizm to choroba. "Dobrze, a więc chyba da się ją jakoś wyleczyć?" rozmyślają wiekowe staruszki, lecz podsycane przez wiarołomnego księdza dyrektora, dochodzą do wniosku, że tej choroby się nie leczy, ją się ? tępi. Poza tym, skoro TO schorzenie, idąc za tokiem myślenia co inteligentniejszych przedstawicieli Kościoła, na pewno można się TYM zarazić. I tak, homoseksualizm obrasta w mity, a ja, już hiperbolizując, kontempluję nad tym, kiedy nasze opętane społeczeństwo dojdzie do wniosku, że choroba, jaką niewątpliwie jest homoseksualizm, rozprzestrzenia się (zupełnie jak AIDS) przez podanie ręki i niedługo przybierze rozmiary epidemii.

Parady Równości, praktykowane w Polsce od 2001 roku, miały na celu to, co telewizyjne pamiętniki amerykańskich homoseksualistów: przekonanie ludzi, że, czy tego chcą, czy nie, żyją w jednym kraju z "innymi" i muszą ten fakt zaakceptować. Miały być protestem przeciwko homofobii i dyskryminacji mniejszości seksualnych, apelem właśnie ? o równość. Po stronie "odmieńców" mogli stanąć ludzie "normalni", opowiadający się za tolerancją. Jednak, może dlatego, że pary tej samej płci "wyszły z ukrycia" zbyt gwałtownie, a może po prostu przez naszą konserwatywną mentalność, efekt był całkowicie odwrotny od zamierzonego. Po pierwsze ? głos zabrali politycy, w większości ? głos negujący słuszność Parady. Po drugie, równolegle do przemarszu walczących o tolerancję, ulicami maszerowali ludzie "anty": młodzież wszechpolska, chuligani i zaledwie jakiś 1% myślących samodzielnie, którzy wybrali "nie" dla homoseksualizmu świadomie, nie pod wpływem duchownych czy Giertycha. Doszło do krwawej jatki, wyzwisk, bójek, a akcja skończyła się fiaskiem. Dlaczego? Dlaczego Polacy nie próbują zrozumieć innych od siebie, dlaczego Parady tak się kończą?

Duża w tym zasługa działań propagandowych. Różnorakich plakatów, które głoszą, że Przemarsze Homoseksualistów organizowane są nie po to, by sprzeciwić się wspomnianej i powszechnej homofobii, a w celu? przekonania do legalizacji małżeństw homoseksualnych. I w tym miejscu w serca wzorowych matek i ojców zakrada się cień. Przed ich oczyma pojawia się przerażający obraz, tak różny od utopijnego modelu rodziny? dziecko, tata i? tata! Wyobraźnia podsuwa druzgocące sceny: podstawówka, lekcja o rodzicach. Nauczycielka - niczego nieświadoma młoda panna, pyta Anię: jak ma na imię twoja mamusia? "Ewa" ? pada odpowiedź. A tatuś? "Agnieszka". Słowem: śmiech na sali.

Kolejną przyczyną fiasku różnego typu apelów o tolerancję są ? jak wszędzie ? stereotypy. Zwłaszcza geje mają w Polsce (i nie tylko) ciężko. Bo dla wielu, szczególnie młodych osób, męski homoseksualista to wyuzdany chłoptaś z toną żelu na włosach, z karnetem na solarium w kieszeni, w obcisłych spodniach i różowej damskiej koszuli, który odzywa się tylko po to, by powiedzieć dziewczęcym, słodkim głosikiem: "o Boże, Adam, ale tu jest? wstrętnie, chodźmy na lody". Tym sposobem, niestety, mamy błędne wyobrażenie o tym, jak naprawdę wygląda mężczyzna, który po prostu? woli chłopców. To nie żaden "frajer", lubiący przebieranki, ale istota myśląca, ba ? myśląca logicznie- i wrażliwa.

O ileż lepiej być dziewczyną! Podczas, gdy geje budzą niezaprzeczalny wstręt i odrazę, lesbijki, choć tak samo inne, paradoksalnie, potrafią budzić nawet? pożądanie. "Gdybym zobaczył dwie całujące się laski na ławce w parku, usiadłbym między nimi i próbował " ? wyznaje osiemnastoletni Tomek z Krakowa. Typowy samiec, który myśli o miłosnych podbojach i sukcesach, najwidoczniej nieświadomy tego, że te "laski" zapewne na samą myśl o pocałunku kogoś takiego jak on, wzdrygają się z obrzydzeniem. Dla porównania, siedemnastoletnia Weronika, przyznaje, że widok obściskujących się na ławce gejów, skwitowałaby zapewne słowem "ohyda", a gdyby przechodziła koło nich, przykładowo, z kolegami, nie omieszkałaby ich wyśmiać.

Skąd tak wielka różnica w postrzeganiu homoseksualistów różnych płci? Cóż, to logiczne ? o ile męska przyjaźń opiera się na prostych zasadach solidarności i dobrej zabawy bez czułości i większych sentymentów (w końcu "chłopaki nie płaczą"), o tyle u dziewcząt pojawia się często wręcz "miłość koleżeńska": wspólne sekrety, nocowanie u siebie w domu, spanie w jednym łóżku. Obrazek przyjaciółek przechadzających się po rynku "za rączkę", bądź całujących się w policzek na powitanie nie budzi sprzeciwu, czy chęci pogardliwego okrzyku "lesby"! lecz? czy ktokolwiek widział dwóch kumpli hetero (!), którzy na powitanie cmokają się z radością i maszerują pod rękę przed siebie? Ba, niecodziennym widokiem są dwaj chłopcy zajadający lody w pucharku w kawiarni.

Trudno więc się dziwić, że lesbijki traktowane są lepiej ? do widoku damsko-damskich czułości jesteśmy po prostu przyzwyczajeni.

Dlaczego jednak nie możemy choć spróbować zrozumieć, przez co przechodzi dorastający człowiek, który właśnie odkrył, że nie jest "hetero"? Spróbować wyobrazić sobie bólu, kompletnego braku akceptacji? Większość polskich gejów i lesbijek pochodzi z katolickich rodzin, gdzie temat innej orientacji z reguły traktowany bywa powierzchownie, bo w końcu "u nas nikogo nie dotyczy to zboczenie". Przyznanie się przed bliskimi do swej odmienności świadczy o ogromnej odwadze i jest niemal stuprocentowym wyrażeniem gotowości na odrzucenie, gdyż nieprzygotowani rodzice nie wiedzą, jak się zachować i, albo każą swemu dziecku się wynosić, albo zapewniają, że wszystko zostanie, jak dawniej. Ale czy zostanie? Pytanie retoryczne.

Oczywiście, że istnieją psychologowie i terapie rodzinne, ale przecież wstyd z nich korzystać, nieprawdaż? W końcu to publiczne pranie brudów, ktoś dowie się, że syn lub córka jest odmieńcem, może mamy brudne geny? Absurd? Owszem, ale w takich sytuacjach mało kto myśli logicznie. O ileż trudniej stawić czoło problemowi, niż po prostu cicho zniknąć z życia własnego dziecka.

Jak widać homoseksualiści w Polsce mogą jedynie żyć w ukryciu, niewidzialni i ? odrzuceni. Nie tylko przez rodzinę i społeczeństwo, ale też ? przez kościół. Gdzie znaleźć ukojenie, skoro z miejsca, które powinno być oazą dla ducha, dochodzą krzyki piętnujące "innych" jednoznacznym określeniem: "grzesznicy". Właśnie ? grzesznicy, czy ludzie chorzy? Zdezorientowani homoseksualiści najczęściej tracą wiarę, stają się wręcz wrogami Kościoła. Bo w końcu i duchowni, i społeczeństwo wykluczyli ich ze swoistego "narodu wybranego", interpretując przykazanie IX (nie pożądaj żony bliźniego swego) jako Chrystusowe potępienie lesbijek (czy tylko według mnie ta interpretacja zasługuje na miano ABSURDALNEJ?!). Natomiast relacje wierni ? homoseksualiści można zobrazować słowami Janiny R. (45l): "to odrażające, że oni przechodzą koło kościoła!" (bo w końcu ta zaraz może przeniknąć do wnętrza świątyni, czyż nie?)

Cóż nam pozostało? "Co z oczu to z serca", a więc udawać, że nie widzimy homoseksualnej pary spacerującej po "naszym" chodniku? Cóż, lepsza taka postawa (bo w końcu normalne pary też wtapiają się w otoczenie i są ignorowane) niż wyszydzanie, czy wygłaszanie niskich lotów dowcipów o gejach (paradoksalnie, żałosne żarty o Żydach są uznawane za nietakt, więc dlaczego te o homoseksualistach ? nie?)?

Najzabawniejsze dla mnie jest to, że równolegle do tępienia i dystansowania się (spowodowanego obrzydzeniem) od homoseksualistów, modne staje się słowo EMPATIA i TOLERANCJA.

Teoria, widać, nie musi iść w parze z praktyką, a na niewygodne łatwiej przymknąć oczy, czyż nie?

Oceń artykuł:

Didi - 2009-06-28 18:19:18
Didi
Podoba mi się, ale felietonem bym tego tekstu nie nazwała. Dokładnie przedstawiłaś kwestie homoseksualizmu, różne jego aspekty, poparłaś autentycznym wydarzeniem (parada) no i ta pointa na końcu!

styl-na 5 ;) za wyjątkiem- ( "....Ale czy zostanie? Pytanie retoryczne"-domyśliłam się że jest to pytanie retoryczne ;P) Poza tym akapit 4 uważam za troszkę przesadzony(moja babcia nie uważa homoseksualizmu za chorobę ;)) Fajnie, że poruszyłaś sprawę stereotypów i rozróżniłaś problem lesbijek i gejów. Tylko... hmm.. czy homoseksualiści właśnie przez takie parady sami nie "robią wokół siebie szumu"- przecież zależy im wręcz przeciwnie, na spokoju i normalności. Troszkę stronniczo- ale to twoje święte prawo jako autorki ;) artykuł dłługi ale przeczytałam cały więc jest naprawdę bardzo dobrze.
neska - 2009-06-28 17:58:07
neska
aaajjj, literówka w tytule :(!
Skomentuj ten artykuł Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Chmurka tagów
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści i zdjęcia zamieszczane przez użytkowników na stronie cogito.com.pl, w części WIRTUALNEJ REDAKCJI.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS. Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Mindscape.