"Wyrąbali mi las..."
Didi - artukuł dodany 2009-06-27 20:53
13
5.0
1051
Krótki tekst o wartościach, które giną bezpowrotnie. O więzi natury z człowiekiem, rozerwanej przez chęć zarobku.
"Wyrąbali mi las…"
Babcia miała załzawione i poczerwieniałe oczy, szeptała coś, ale jej cichy głos drżał tak, że nie zrozumiałam nawet jednego wyrazu. Ręce ułożone w geście rezygnacji i bezradności mówiły same za siebie. Liche, ułożone w artystycznym nieładzie włosy wskazywały na szybką pobudkę i nagłe zerwanie z łóżka. W pośpiechu założona flanelowa koszula była źle dopięta, na co nigdy nie pozwoliłaby sobie, gdyby…
Las. Miejsce spacerów, schadzek, spotkań, grzybobrań, podglądania zwierząt, przejażdżek, wyznań, odpoczynku, rozmów itd. Babcia dobrze znała swój las. W jego cieniu wychowała się ona i czwórka jej dzieci. Tam zbierała jagody, przyglądała się pięknu przyrody. W tym lesie, kiedy była małą dziewczynką nosiła posiłki dla partyzantów, tam też zgubiła ulubioną bransoletę. Las zmieniał się wraz z nią, przetrwał niejedną wichurę i burzę. Po prostu był. Wystarczyło, żeby cieszyć się nim. Każdy uważał go za swój, ale tak naprawdę był niczyj, rósł "na dziko". Miejscowi znali go prawie na pamięć, a odkrycie każdego nowego drzewa było dla sąsiadów sensacją dnia. Las ich łączył. Nikt nigdy nie kłócił się tu o wiązkę drewna, ci ludzie nigdy nie mówili "moje," tylko "nasze". Można powiedzieć, że każdy z nich wychowany przecież w tym lesie, stał się jego integralną częścią.
Właściwie, to po co komu las? Inwestorzy uznali, że jest bezużyteczny, zajmuje tylko spory kawałek ziemi.
Powoli idziemy za dom. Nigdy nie myślałam, że krajobraz, który tak dobrze znam z lat dzieciństwa diametralnie zmieni się w jeden dzień. Wystarczyły 24 godziny. Pozostało tylko puste pole i cisza. Cisza, która doprowadzała do szału wszystkich, którzy jeszcze wczoraj wsłuchiwali się w trzepot skrzydeł i odgłosy ptaków. Już po wycięciu lasu okazało się, że pełnił jeszcze jedną ważną funkcję - zasłaniał tę część miasteczka od wielkiego blokowiska. Teraz okna pobliskich mieszkań wycelowane są na wprost na podwórko babci. Brutalnie zerwana więź między człowiekiem a naturą zaprocentuje kiedyś w osiedlach mieszkaniowych.
Babcia wyciągnęła dłoń i wskazała puste pole. Ciężko jej było wydobyć z siebie głos. Jej błękitne oczy patrzyły wprost na mnie, świdrowała mnie wzrokiem, tak jakby chciała zapytać - "Czy ciebie też tak to boli?" Obie wiedziałyśmy, że nie. Po dłuższej chwili spojrzała w dół, nabrała powietrze w płuca tak, jakby sprawiało jej to trudność i z pełnym wysiłkiem powiedziała: "Wyrąbali mi las…"
Podobno starych drzew się nie przesadza. To prawda. Ale czy jak staremu drzewu zmienimy środowisko życia, nawet bez przesadzania, to czy będzie ono umiało żyć w "nowym świecie"?
"Wyrąbali mi las…"
Babcia miała załzawione i poczerwieniałe oczy, szeptała coś, ale jej cichy głos drżał tak, że nie zrozumiałam nawet jednego wyrazu. Ręce ułożone w geście rezygnacji i bezradności mówiły same za siebie. Liche, ułożone w artystycznym nieładzie włosy wskazywały na szybką pobudkę i nagłe zerwanie z łóżka. W pośpiechu założona flanelowa koszula była źle dopięta, na co nigdy nie pozwoliłaby sobie, gdyby…
Las. Miejsce spacerów, schadzek, spotkań, grzybobrań, podglądania zwierząt, przejażdżek, wyznań, odpoczynku, rozmów itd. Babcia dobrze znała swój las. W jego cieniu wychowała się ona i czwórka jej dzieci. Tam zbierała jagody, przyglądała się pięknu przyrody. W tym lesie, kiedy była małą dziewczynką nosiła posiłki dla partyzantów, tam też zgubiła ulubioną bransoletę. Las zmieniał się wraz z nią, przetrwał niejedną wichurę i burzę. Po prostu był. Wystarczyło, żeby cieszyć się nim. Każdy uważał go za swój, ale tak naprawdę był niczyj, rósł "na dziko". Miejscowi znali go prawie na pamięć, a odkrycie każdego nowego drzewa było dla sąsiadów sensacją dnia. Las ich łączył. Nikt nigdy nie kłócił się tu o wiązkę drewna, ci ludzie nigdy nie mówili "moje," tylko "nasze". Można powiedzieć, że każdy z nich wychowany przecież w tym lesie, stał się jego integralną częścią.
Właściwie, to po co komu las? Inwestorzy uznali, że jest bezużyteczny, zajmuje tylko spory kawałek ziemi.
Powoli idziemy za dom. Nigdy nie myślałam, że krajobraz, który tak dobrze znam z lat dzieciństwa diametralnie zmieni się w jeden dzień. Wystarczyły 24 godziny. Pozostało tylko puste pole i cisza. Cisza, która doprowadzała do szału wszystkich, którzy jeszcze wczoraj wsłuchiwali się w trzepot skrzydeł i odgłosy ptaków. Już po wycięciu lasu okazało się, że pełnił jeszcze jedną ważną funkcję - zasłaniał tę część miasteczka od wielkiego blokowiska. Teraz okna pobliskich mieszkań wycelowane są na wprost na podwórko babci. Brutalnie zerwana więź między człowiekiem a naturą zaprocentuje kiedyś w osiedlach mieszkaniowych.
Babcia wyciągnęła dłoń i wskazała puste pole. Ciężko jej było wydobyć z siebie głos. Jej błękitne oczy patrzyły wprost na mnie, świdrowała mnie wzrokiem, tak jakby chciała zapytać - "Czy ciebie też tak to boli?" Obie wiedziałyśmy, że nie. Po dłuższej chwili spojrzała w dół, nabrała powietrze w płuca tak, jakby sprawiało jej to trudność i z pełnym wysiłkiem powiedziała: "Wyrąbali mi las…"
Podobno starych drzew się nie przesadza. To prawda. Ale czy jak staremu drzewu zmienimy środowisko życia, nawet bez przesadzania, to czy będzie ono umiało żyć w "nowym świecie"?















