Seks w szkole po amatorsku
redakcja - artukuł dodany 2009-06-26 13:20
3
4.0
1651
Szkolne lekcje edukacji seksualnej prowadzą często osoby niekompetentne, które nie przekazują młodzieży wiedzy, ale przekonują do własnych wyborów – taki jest wniosek raportu „Jak naprawdę wygląda edukacja seksualna w szkole”.
Raport powstał na podstawie informacji od ponad 630 uczniów z całej Polski. Eksperci "Pontona" zwracają uwagę na wyjątkowo częste zastrzeżenia do osób prowadzących lekcje wychowania do życia w rodzinie.
Ich zdaniem, często są to nauczyciele bez odpowiedniego przygotowania, którzy przekazują uczniom swoje poglądy, a nie obiektywną wiedzę. W dodatku zajęcia często są organizowane w niedogodnych dla uczniów terminach, jak choćby po lekcjach.
- Najczęściej prowadzącymi te zajęcia są katecheci, często także nauczyciele innych przedmiotów: biologii, WOS-u, czy polskiego. Przekazywane młodzieży informacje są nierzetelne i pełne stereotypów, nie ma mowy o prewencji przemocy seksualnej, asertywności, co młodym ludziom jest bardzo potrzebne - tłumaczyła dziennikarzom Aleksandra Józefowska z grupy "Ponton".
Raport przytacza kilka najbardziej ekstremalnych przypadków. W pewnej szkole uczniowie mogli się dowiedzieć, że jedna z metod antykoncepcji polega na wykąpaniu się dziewczyny w wodzie z octem.
Niektórzy prowadzący zajęcia przekonują, że prezerwatyw nie wolno stosować, ponieważ mają pory, przez które przenikają wirusy, a prezerwatywy wywołują impotencję. Podobnie szkodliwe mają być tampony rzekomo wywołując stany zapalne pochwy. A tak w ogóle, to jedynie seks bez zabezpieczeń jest wyrazem miłości i akceptacji. Działacze "Pontona" przywoływali też lekcje pewnej katechetki, która przekonywała młodzież, że jeśli kobieta będzie czerpała z seksu przyjemność, to pójdzie do piekła. Dlatego powinna oddawać się mężowi "w ciszy i z pokorą".
Na lekcjach pada także wiele innych kontrowersyjnych tez, jak ta, że rodziny niepełne są patologiczne, seks przed ślubem – nielegalny, a zgwałcone kobiety same odpowiadają za to, co je spotkało.
Według badań Związku Nauczycielstwa Polskiego, nauczyciele narzekają na brak dobrego podręcznika i pomocy dydaktycznych oraz na niewielką liczbę godzin zagwarantowanych dla edukacji seksualnej. Nauczyciele uważają też, że przedmiot wychowanie do życia w rodzinie powinien być obowiązkowy. - Ludziom dorosłym powinno zależeć, żeby wiedza na temat seksualności przekazywana młodzieży była rzetelna, żeby zajęcia prowadzili fachowcy, a to, czego uczą nie prowadziło do niewłaściwych postaw – podkreśliła Jolanta Gałczyńska z ZNP.
MEN uważa, organizacja zajęć leży w gestii dyrektorów szkół, jednak nie ma nadzoru nad tym, kto i w jaki sposób je prowadzi – relacjonowała Paulina Wawrzyńczyk z grupy "Ponton".
Źródło: glos.pl
Raport powstał na podstawie informacji od ponad 630 uczniów z całej Polski. Eksperci "Pontona" zwracają uwagę na wyjątkowo częste zastrzeżenia do osób prowadzących lekcje wychowania do życia w rodzinie.
Ich zdaniem, często są to nauczyciele bez odpowiedniego przygotowania, którzy przekazują uczniom swoje poglądy, a nie obiektywną wiedzę. W dodatku zajęcia często są organizowane w niedogodnych dla uczniów terminach, jak choćby po lekcjach.
- Najczęściej prowadzącymi te zajęcia są katecheci, często także nauczyciele innych przedmiotów: biologii, WOS-u, czy polskiego. Przekazywane młodzieży informacje są nierzetelne i pełne stereotypów, nie ma mowy o prewencji przemocy seksualnej, asertywności, co młodym ludziom jest bardzo potrzebne - tłumaczyła dziennikarzom Aleksandra Józefowska z grupy "Ponton".
Raport przytacza kilka najbardziej ekstremalnych przypadków. W pewnej szkole uczniowie mogli się dowiedzieć, że jedna z metod antykoncepcji polega na wykąpaniu się dziewczyny w wodzie z octem.
Niektórzy prowadzący zajęcia przekonują, że prezerwatyw nie wolno stosować, ponieważ mają pory, przez które przenikają wirusy, a prezerwatywy wywołują impotencję. Podobnie szkodliwe mają być tampony rzekomo wywołując stany zapalne pochwy. A tak w ogóle, to jedynie seks bez zabezpieczeń jest wyrazem miłości i akceptacji. Działacze "Pontona" przywoływali też lekcje pewnej katechetki, która przekonywała młodzież, że jeśli kobieta będzie czerpała z seksu przyjemność, to pójdzie do piekła. Dlatego powinna oddawać się mężowi "w ciszy i z pokorą".
Na lekcjach pada także wiele innych kontrowersyjnych tez, jak ta, że rodziny niepełne są patologiczne, seks przed ślubem – nielegalny, a zgwałcone kobiety same odpowiadają za to, co je spotkało.
Według badań Związku Nauczycielstwa Polskiego, nauczyciele narzekają na brak dobrego podręcznika i pomocy dydaktycznych oraz na niewielką liczbę godzin zagwarantowanych dla edukacji seksualnej. Nauczyciele uważają też, że przedmiot wychowanie do życia w rodzinie powinien być obowiązkowy. - Ludziom dorosłym powinno zależeć, żeby wiedza na temat seksualności przekazywana młodzieży była rzetelna, żeby zajęcia prowadzili fachowcy, a to, czego uczą nie prowadziło do niewłaściwych postaw – podkreśliła Jolanta Gałczyńska z ZNP.
MEN uważa, organizacja zajęć leży w gestii dyrektorów szkół, jednak nie ma nadzoru nad tym, kto i w jaki sposób je prowadzi – relacjonowała Paulina Wawrzyńczyk z grupy "Ponton".
Źródło: glos.pl

















