Oddział zamknięty
ulenstwo - artukuł dodany 2009-04-06 20:16
1
4.0
1375
Ostatni artykuł na pożegnanie z twórczością
i stroną.
Ostry dźwięk elektrycznego dzwonka wdarł się bezlitośnie w umysł Danielle, gwałtownie pobudzając go do życia. Lekarka szybkim ruchem poderwała się z kanapy wciągając biały kitel. Tablica rozdzielcza z lampkami poszczególnych pacjentów migotała przeraźliwie. Co jest, inwazja jakaś?!
Wybiegła na korytarz. Chaos. Krzyk. Biegnąc między wózkami, Danielle potrąciła jedną z pielęgniarek.
- Siostro, co się dzieje?!- rzuciła.
- Pani doktor, dziewczyna z jedynki? Proszę tędy?
W sali lekarka zobaczyła tłumek zebrany przy jednym z łóżek, na którym leżała piętnastoletnia dziewczyna.
- Odsunąć się, to nie jest teatr! - krzyknęła. - Siostro, proszę zająć się pozostałymi pacjentami.
Pomieszczenie opustoszało. Przy łóżku chorej została tylko grupka personelu medycznego. Lekarka profesjonalnie oceniała jej stan.
- Tętno nierówne, słabo wyczuwalne. Oddechy. Mało i płytkie. Szmery w sercu. Siostro, zrobimy EKG i spirometrię. Natychmiast! - Pielęgniarka wybiegła z sali, jak oparzona. Danielle rzuciła przelotne spojrzenie w kierunku karty gorączkowej. Norma. Zwykłe trzydzieści siedem i dwa. Co jest?! Rozdzierający pisk wyrwał ją z zamyślenia. Linia na monitorze wiszącym nad głową dziewczyny była prawie idealnie ciągła.
- Cholera, migotanie komór. Tracimy ją. Przyprowadzić respirator i to migiem. Setka adrenaliny dożylnie. - Danielle wyrzucała z siebie komendy z prędkością karabinu maszynowego równocześnie podejmując akcję resuscytacyjną. ? Ciśnienie 60/40 i spada. Jeszcze jedna adrenalina! Defibrylacja. Jest. Mamy ją - odetchnęła z ulgą.
- Co wyście jej podali?!- zapytała podłączając pacjentkę do respiratora.
Pielęgniarka zarumieniła się.
- Standardowo, pani doktor. Elektrolity, sól fizjologiczna, środki przeciwgorączkowe. Zupełnie nie wiemy, jak do tego doszło.
Lekarka przez chwilę analizowała sytuację. Coś tu nie pasowało. Zaraz, zaraz...
- Czy wyście poszaleli?! Leki przeciwgorączkowe przy wstrząsie polekowym?! Mieliście nic jej nie podawać! Tylko elektrolity i sól! Omal nie wysłaliście tej dziewczyny na tamten świat! Krew na toksykologię, na cito. Wyniki dostarczyć do dyżurki, będę tam czekać. Profilaktycznie zwiększyć przepływ płynów.
Danielle opuściła salę. Chwilę później dotarła do dyżurki. Opadła na wysłużony fotel i pociągnęła łyk zimnej, lurowatej kawy. Paskudztwo. Lekarka wyciągnęła się wygodnie, przymknęła oczy i zmęczona zapadła w nerwowy sen.
i stroną.
Ostry dźwięk elektrycznego dzwonka wdarł się bezlitośnie w umysł Danielle, gwałtownie pobudzając go do życia. Lekarka szybkim ruchem poderwała się z kanapy wciągając biały kitel. Tablica rozdzielcza z lampkami poszczególnych pacjentów migotała przeraźliwie. Co jest, inwazja jakaś?!
Wybiegła na korytarz. Chaos. Krzyk. Biegnąc między wózkami, Danielle potrąciła jedną z pielęgniarek.
- Siostro, co się dzieje?!- rzuciła.
- Pani doktor, dziewczyna z jedynki? Proszę tędy?
W sali lekarka zobaczyła tłumek zebrany przy jednym z łóżek, na którym leżała piętnastoletnia dziewczyna.
- Odsunąć się, to nie jest teatr! - krzyknęła. - Siostro, proszę zająć się pozostałymi pacjentami.
Pomieszczenie opustoszało. Przy łóżku chorej została tylko grupka personelu medycznego. Lekarka profesjonalnie oceniała jej stan.
- Tętno nierówne, słabo wyczuwalne. Oddechy. Mało i płytkie. Szmery w sercu. Siostro, zrobimy EKG i spirometrię. Natychmiast! - Pielęgniarka wybiegła z sali, jak oparzona. Danielle rzuciła przelotne spojrzenie w kierunku karty gorączkowej. Norma. Zwykłe trzydzieści siedem i dwa. Co jest?! Rozdzierający pisk wyrwał ją z zamyślenia. Linia na monitorze wiszącym nad głową dziewczyny była prawie idealnie ciągła.
- Cholera, migotanie komór. Tracimy ją. Przyprowadzić respirator i to migiem. Setka adrenaliny dożylnie. - Danielle wyrzucała z siebie komendy z prędkością karabinu maszynowego równocześnie podejmując akcję resuscytacyjną. ? Ciśnienie 60/40 i spada. Jeszcze jedna adrenalina! Defibrylacja. Jest. Mamy ją - odetchnęła z ulgą.
- Co wyście jej podali?!- zapytała podłączając pacjentkę do respiratora.
Pielęgniarka zarumieniła się.
- Standardowo, pani doktor. Elektrolity, sól fizjologiczna, środki przeciwgorączkowe. Zupełnie nie wiemy, jak do tego doszło.
Lekarka przez chwilę analizowała sytuację. Coś tu nie pasowało. Zaraz, zaraz...
- Czy wyście poszaleli?! Leki przeciwgorączkowe przy wstrząsie polekowym?! Mieliście nic jej nie podawać! Tylko elektrolity i sól! Omal nie wysłaliście tej dziewczyny na tamten świat! Krew na toksykologię, na cito. Wyniki dostarczyć do dyżurki, będę tam czekać. Profilaktycznie zwiększyć przepływ płynów.
Danielle opuściła salę. Chwilę później dotarła do dyżurki. Opadła na wysłużony fotel i pociągnęła łyk zimnej, lurowatej kawy. Paskudztwo. Lekarka wyciągnęła się wygodnie, przymknęła oczy i zmęczona zapadła w nerwowy sen.
















