Victoria
eliot - artukuł dodany 2009-01-29 08:40
4
4.5
1390
Sztuka przebaczania, sztuka bólu, sztuka cierpienia, sztuka zwycięstwa i sztuka miłości.
Miała głos, który wzbudzał zaufanie, niebiskie oczy i kasztanowy kolor włosów. Nie była ładna, a mimo to miała w sobie coś, co przyciągało spojrzenie każdego faceta - od 5 letniego przedszkolaka, który może widział w niej przyszłą żonę po siedziemdziesięcioletniego staruszka, w którego życiu mogła zaistnieć jedynie w sferze marzeń. Szła pewnie przed siebie, a wiatr rozwiewał na wszystkie strony jej długie lśniące włosy.
- Wiktoria! - krzyknął ktoś po drugiej stronie ulicy.
Odwróciła się, to był Piotr, ten sam Piotr, którym od dnia ich poznania dawał jej dwuznaczne propozycje. Nie znosiła go za to, że bawi się kobietami, za to, że jednego dnia mówi, że kocha a następnego odchodzi. Wiedziała, że musi być względnie miła.. Piotr ma układy z szefową. Jedno jego słowo, zgodne z rzeczywistością czy wyssane z palca mogło zniszczyć to, do czego dążyła przez lata.
- Witaj Piotrze.
- Nie udawaj, że cieszysz się na mój widok - powiedział z przekąsem.
- Nie mam zamiaru - odrzekła żartobliwym tonem.
- Jak zawsze w dobrym humorze?
- Jak zawsze.
- W takim razie powiedz mi, czy znalazłabyś dla mnie czas dzisiejszego wieczoru?
- Nie?
- Nie?
- Nie.
- Jesteś pewna?
- Nie.
- Będę o 20.
- Nie, nie będzie cię jeśli natychmiast nie powiesz mi, dlaczego tak bardzo chcesz się ze mną zobaczyć.
- Miłość od pierwszego wejrzenia?
- Wybij to sobie z głowy.
- Urodziny Magdy.
- Szefowej?
- W rzeczy samej, chcę urządzić z tej okazji małe przyjęcie. Co powiesz na to, żeby odbyło się ono w twoim mieszkaniu? Ładna okolica, przestronne pomieszczenia...
- Ale to nie są moje urodziny - odpowiedziała z lekkim oburzeniem.
- Będę o 20.
- Nie, nie będzie cię. Jestem umówiona.
- Na całe życie czy na jedną noc?
- Na jedną godzinę, nie biorę przykładu z kolegów z pracy.
- Aluzja?
- Aluzja.
- W takim razie będę o 18.
- O 18... - ledwo to powiedziała Piotr zniknął skręcając w najbliższą uliczkę.
Wiktoria szła dalej, dalej i dalej. Zawsze była zdenerwowana po rozmowie z Piotrem, tym razem również. Kiedyś ktoś zapytał, dlaczego za nim nie przepada. Nie umiała odpowiedzieć na to pytanie. Rozmawiała z nim normalnie, starała się ukryć swoją niechęć, ale gdy za każdym razem wychodził z pracy z inną kobietą utwierdzała się w przekonaniu, że nigdy nie będziała umiała go polubić.
Spojrzała na zegarek, do 18 zostały jeszcze 2 godziny. Była głodna. Czuła głód wolności. Chciała się uwolnić od pustego domu, niedkończonej sprawy rozwodowej i ciągłych narzekań ze strony rodziny.
Nikt z pracy nie wiedział, że ma męża. Wiktoria ukrywała sama przed sobą, że wciąż kocha tego człowieka. Wybaczyła jedną zdradę, za pół roku zapomniała o drugiej ale nie wybaczyła świstka papieru, który znalazła w jego dokumentach...
"Zaburzenia psychiczne Witolda W. nie wpłyną na jego na rozwój intelektualny lecz mogą być przyczyną wielu niekontrolowanych zachowań. Jednak zażywanie odpowiednich leków, ze pewnością pozwoli prowadzić mu normalny tryb życia..."
Po przeczytaniu tych słów świat się zatrzymał, mimo że samochód za oknem nadal jechał, a mucha latała po kuchni. Miała 28 lat a razem z nią żył człowiek, który nigdy nie powiedział jej, kim tak naprawdę jest. Nie płakała, nie widziała już sensu w wylewaniu łez, które i tak nie przynosiły jej ulgi. Poprostu zabrała swoje rzeczy, przeniosła się do swojego dawnego mieszkania, zmieniła numer telefonu i wniosła pozew o rozwód z orzeczeniem o winie. Potem długo studiowała kodeksy, czytała prawo kościelne i modliła się o drugą szansę.
Nadal się modli, modli się o wiarę w miłość idealną, w miłość prawdziwą, w miłość doskonałą. Ale Wiktoria nie chce kochać drugi raz, jeszcze tego nie wie, jeszcze nie ma o tym pojęcia, jeszcze szuka czegoś, co już dawno znalazła. Dlaczego więc mamy przyspieszać jej wykopaliska arecheologiczne na otwartym sercu?
Była 17, przed chwilą minęła godzina, która nigdy się nie powtórzy. Wiktoria zaczęła kierować się w stronę domu. Miała nadzieję, że uda jej się wykręcić od durnej propozycji Piotra. Nie słyszała od niego tak głupiego pomysłu od dnia, w którym stwierdził, że w banku każdy powinien chodzić w pantoflach aby zaoszczędzić więcej pieniędzy na służbie sprzątającej.
Zaczęło padać, liście wariowały w jesiennym tańcu a Witold W. stał na rogu ulicy opierając się o ścianę i zaciągając się papierosem.
- Jak miło zobaczyć własne Zwycięstwo - jego głos wyrwał ją z zamyślenia.
- Nie sądzę byś posiadał akt własności.
- Jak uważasz - powiedział, puścił dym z papierosa prosto w jej twarz i odszedł.
Wiktoria zaczęła się krztusić, miała uczulenie na dym papierosowy. Kiedy byli razem Witold rzadko palił a przy tym zawsze wychodził z domu. Gdy Wiktoria dowiedziała się o tym, że ją zdradza zaczął palić bez opamiętania.
Świat zaczął boleć. Które to już raz? Czterdziesty piąty.
Dom, jest w domu. Nareszcie. Spokojnie. 1,2,3,4,5,6,7,8,9,10...
Telefon. Dzwoni Piotr.
- Proszę.
- Zaraz będę.
- Bądź.
- 3 minuty.
- Dobrze - dzięwek rozłączonego sygnału.
Mija 60 sekund. Otworzyła drzwi, usiadła w kuchni. Czeka. Mija 120 sekund. Wiktoria słyszy pukanie.
- Przecież jest otwarte!
- Jestem.
Ona wcale na niego nie patrzy, ona teraz widzi inny świat. Świat, którego nigdy nie chciała, świat, który jest zły, świat, w którym tak mało miejsce zostało przeznaczone na jej szczęście.
I ten Piotr, którego tak bardzo nie znosi podchodzi bliżej, kieruje swój wzrok prosto w jej oczy i pływa po ich błękitnym oceanie. A ona po raz pierwszy nie protestuje, nie protestuje bo tak naprawdę nie patrzy teraz w czarne jak noc oczy Piotra, ona zamiast nich widzi te zielone, które z zasady powinny uspakajać, ale...
Ale przecież dla niektórych zasady są po to, żeby je łamać.
- Kim ty tak naprawdę jesteś, Wiktorio?
- Mieszaniną dobra i zła.
- Myślę, że jesteś kimś wyjątkowym.
- Myślenie nigdy nie było twoją dobrą stroną.
- Przebudzenie?
- Wcale nie spałam.
- Spałaś, spałaś snem pełnym bólu, kogo tam widziałaś?
- Ciebie.
- Kłamiesz.
- To chyba nie jest istotne.
- Nigdy mnie nie lubiłaś.
- I nigdy nie będę Cię lubić. Czego chcesz? Kluczy do mieszkania w przyszłą sobotę? Dobrze, dostaniesz je i dobrze o tym wiesz.
- To twoje mieszkanie.
- Nie udawaj, że bierzesz pod uwagę możliwość odmowy z mojej strony. Dobrze wiemy, że jedno moje "nie" a jutro mogę już zacząć wysyłać CV w poszukiwaniu nowego zatrudnienia. I wiesz co ? Mam ochotę to zrobić. Mam dość tych wszystkich układów, chorych gier i ludzi takich jak Ty.
- Czyli jakich? - pyta z ironicznym uśmiechem.
- Bawi cię to? Naprawdę cię to bawi? Jesteś chory.
- Tak, masz rację, jestem chory z miłości do kobiety, która też jest chora z miłości do chorego człwieka. Tak Wiktorio, wiem o tobie wszystko, nawet to, czego tak naprawdę nie chciałbym wiedzieć.
- Wyjdź.
- Wyjdę i pewnie nigdy nie wrócę.
- W takim razie, dlaczego jeszcze tutaj stoisz, myślisz, że będę cię zatrzymywać?
- Łudziłem się, że to jest możliwe...
- Nie żyj złudzeniami, bo one zwykle mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.
Wyszedł. Została tylko cisza.
"W życiu czasem warto przebaczać aby wygrać bitwę o wałsne szczęście" - pomyślała Wiktoria. Wyszła z domu i zaczęła iść w kierunku domu człowieka, który mimo cierpienia i bólu, który jej zadał, jest jej własnym szczęściem. Ona już wie, że będzie dla niego Zwycięstwem nad jego słabościami.
Wtedy dostrzegła Piotra idącego przed nią.
- Piotr, zaczekaj! - zawołała.
- Nie Wiktorio, wszystko już zostało powiedziane.
Miała głos, który wzbudzał zaufanie, niebiskie oczy i kasztanowy kolor włosów. Nie była ładna, a mimo to miała w sobie coś, co przyciągało spojrzenie każdego faceta - od 5 letniego przedszkolaka, który może widział w niej przyszłą żonę po siedziemdziesięcioletniego staruszka, w którego życiu mogła zaistnieć jedynie w sferze marzeń. Szła pewnie przed siebie, a wiatr rozwiewał na wszystkie strony jej długie lśniące włosy.
- Wiktoria! - krzyknął ktoś po drugiej stronie ulicy.
Odwróciła się, to był Piotr, ten sam Piotr, którym od dnia ich poznania dawał jej dwuznaczne propozycje. Nie znosiła go za to, że bawi się kobietami, za to, że jednego dnia mówi, że kocha a następnego odchodzi. Wiedziała, że musi być względnie miła.. Piotr ma układy z szefową. Jedno jego słowo, zgodne z rzeczywistością czy wyssane z palca mogło zniszczyć to, do czego dążyła przez lata.
- Witaj Piotrze.
- Nie udawaj, że cieszysz się na mój widok - powiedział z przekąsem.
- Nie mam zamiaru - odrzekła żartobliwym tonem.
- Jak zawsze w dobrym humorze?
- Jak zawsze.
- W takim razie powiedz mi, czy znalazłabyś dla mnie czas dzisiejszego wieczoru?
- Nie?
- Nie?
- Nie.
- Jesteś pewna?
- Nie.
- Będę o 20.
- Nie, nie będzie cię jeśli natychmiast nie powiesz mi, dlaczego tak bardzo chcesz się ze mną zobaczyć.
- Miłość od pierwszego wejrzenia?
- Wybij to sobie z głowy.
- Urodziny Magdy.
- Szefowej?
- W rzeczy samej, chcę urządzić z tej okazji małe przyjęcie. Co powiesz na to, żeby odbyło się ono w twoim mieszkaniu? Ładna okolica, przestronne pomieszczenia...
- Ale to nie są moje urodziny - odpowiedziała z lekkim oburzeniem.
- Będę o 20.
- Nie, nie będzie cię. Jestem umówiona.
- Na całe życie czy na jedną noc?
- Na jedną godzinę, nie biorę przykładu z kolegów z pracy.
- Aluzja?
- Aluzja.
- W takim razie będę o 18.
- O 18... - ledwo to powiedziała Piotr zniknął skręcając w najbliższą uliczkę.
Wiktoria szła dalej, dalej i dalej. Zawsze była zdenerwowana po rozmowie z Piotrem, tym razem również. Kiedyś ktoś zapytał, dlaczego za nim nie przepada. Nie umiała odpowiedzieć na to pytanie. Rozmawiała z nim normalnie, starała się ukryć swoją niechęć, ale gdy za każdym razem wychodził z pracy z inną kobietą utwierdzała się w przekonaniu, że nigdy nie będziała umiała go polubić.
Spojrzała na zegarek, do 18 zostały jeszcze 2 godziny. Była głodna. Czuła głód wolności. Chciała się uwolnić od pustego domu, niedkończonej sprawy rozwodowej i ciągłych narzekań ze strony rodziny.
Nikt z pracy nie wiedział, że ma męża. Wiktoria ukrywała sama przed sobą, że wciąż kocha tego człowieka. Wybaczyła jedną zdradę, za pół roku zapomniała o drugiej ale nie wybaczyła świstka papieru, który znalazła w jego dokumentach...
"Zaburzenia psychiczne Witolda W. nie wpłyną na jego na rozwój intelektualny lecz mogą być przyczyną wielu niekontrolowanych zachowań. Jednak zażywanie odpowiednich leków, ze pewnością pozwoli prowadzić mu normalny tryb życia..."
Po przeczytaniu tych słów świat się zatrzymał, mimo że samochód za oknem nadal jechał, a mucha latała po kuchni. Miała 28 lat a razem z nią żył człowiek, który nigdy nie powiedział jej, kim tak naprawdę jest. Nie płakała, nie widziała już sensu w wylewaniu łez, które i tak nie przynosiły jej ulgi. Poprostu zabrała swoje rzeczy, przeniosła się do swojego dawnego mieszkania, zmieniła numer telefonu i wniosła pozew o rozwód z orzeczeniem o winie. Potem długo studiowała kodeksy, czytała prawo kościelne i modliła się o drugą szansę.
Nadal się modli, modli się o wiarę w miłość idealną, w miłość prawdziwą, w miłość doskonałą. Ale Wiktoria nie chce kochać drugi raz, jeszcze tego nie wie, jeszcze nie ma o tym pojęcia, jeszcze szuka czegoś, co już dawno znalazła. Dlaczego więc mamy przyspieszać jej wykopaliska arecheologiczne na otwartym sercu?
Była 17, przed chwilą minęła godzina, która nigdy się nie powtórzy. Wiktoria zaczęła kierować się w stronę domu. Miała nadzieję, że uda jej się wykręcić od durnej propozycji Piotra. Nie słyszała od niego tak głupiego pomysłu od dnia, w którym stwierdził, że w banku każdy powinien chodzić w pantoflach aby zaoszczędzić więcej pieniędzy na służbie sprzątającej.
Zaczęło padać, liście wariowały w jesiennym tańcu a Witold W. stał na rogu ulicy opierając się o ścianę i zaciągając się papierosem.
- Jak miło zobaczyć własne Zwycięstwo - jego głos wyrwał ją z zamyślenia.
- Nie sądzę byś posiadał akt własności.
- Jak uważasz - powiedział, puścił dym z papierosa prosto w jej twarz i odszedł.
Wiktoria zaczęła się krztusić, miała uczulenie na dym papierosowy. Kiedy byli razem Witold rzadko palił a przy tym zawsze wychodził z domu. Gdy Wiktoria dowiedziała się o tym, że ją zdradza zaczął palić bez opamiętania.
Świat zaczął boleć. Które to już raz? Czterdziesty piąty.
Dom, jest w domu. Nareszcie. Spokojnie. 1,2,3,4,5,6,7,8,9,10...
Telefon. Dzwoni Piotr.
- Proszę.
- Zaraz będę.
- Bądź.
- 3 minuty.
- Dobrze - dzięwek rozłączonego sygnału.
Mija 60 sekund. Otworzyła drzwi, usiadła w kuchni. Czeka. Mija 120 sekund. Wiktoria słyszy pukanie.
- Przecież jest otwarte!
- Jestem.
Ona wcale na niego nie patrzy, ona teraz widzi inny świat. Świat, którego nigdy nie chciała, świat, który jest zły, świat, w którym tak mało miejsce zostało przeznaczone na jej szczęście.
I ten Piotr, którego tak bardzo nie znosi podchodzi bliżej, kieruje swój wzrok prosto w jej oczy i pływa po ich błękitnym oceanie. A ona po raz pierwszy nie protestuje, nie protestuje bo tak naprawdę nie patrzy teraz w czarne jak noc oczy Piotra, ona zamiast nich widzi te zielone, które z zasady powinny uspakajać, ale...
Ale przecież dla niektórych zasady są po to, żeby je łamać.
- Kim ty tak naprawdę jesteś, Wiktorio?
- Mieszaniną dobra i zła.
- Myślę, że jesteś kimś wyjątkowym.
- Myślenie nigdy nie było twoją dobrą stroną.
- Przebudzenie?
- Wcale nie spałam.
- Spałaś, spałaś snem pełnym bólu, kogo tam widziałaś?
- Ciebie.
- Kłamiesz.
- To chyba nie jest istotne.
- Nigdy mnie nie lubiłaś.
- I nigdy nie będę Cię lubić. Czego chcesz? Kluczy do mieszkania w przyszłą sobotę? Dobrze, dostaniesz je i dobrze o tym wiesz.
- To twoje mieszkanie.
- Nie udawaj, że bierzesz pod uwagę możliwość odmowy z mojej strony. Dobrze wiemy, że jedno moje "nie" a jutro mogę już zacząć wysyłać CV w poszukiwaniu nowego zatrudnienia. I wiesz co ? Mam ochotę to zrobić. Mam dość tych wszystkich układów, chorych gier i ludzi takich jak Ty.
- Czyli jakich? - pyta z ironicznym uśmiechem.
- Bawi cię to? Naprawdę cię to bawi? Jesteś chory.
- Tak, masz rację, jestem chory z miłości do kobiety, która też jest chora z miłości do chorego człwieka. Tak Wiktorio, wiem o tobie wszystko, nawet to, czego tak naprawdę nie chciałbym wiedzieć.
- Wyjdź.
- Wyjdę i pewnie nigdy nie wrócę.
- W takim razie, dlaczego jeszcze tutaj stoisz, myślisz, że będę cię zatrzymywać?
- Łudziłem się, że to jest możliwe...
- Nie żyj złudzeniami, bo one zwykle mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.
Wyszedł. Została tylko cisza.
"W życiu czasem warto przebaczać aby wygrać bitwę o wałsne szczęście" - pomyślała Wiktoria. Wyszła z domu i zaczęła iść w kierunku domu człowieka, który mimo cierpienia i bólu, który jej zadał, jest jej własnym szczęściem. Ona już wie, że będzie dla niego Zwycięstwem nad jego słabościami.
Wtedy dostrzegła Piotra idącego przed nią.
- Piotr, zaczekaj! - zawołała.
- Nie Wiktorio, wszystko już zostało powiedziane.

















Chciałaś jeszcze coś dodać?
To dodaj to;)