Wyjazdy Polaków do pracy w Anglii
kmieciu165 - artukuł dodany 2008-11-16 18:35
3
3.7
230
Polacy na wyspach... Polacy Polaków okradają. Wstyd mi za nich.
W 2007 roku wyjechałem wraz z kuzynem do Anglii, gdzie mieliśmy
pracować. Praca była załatwiana przez ogłoszenie w gazecie W.... , gdy
zajechaliśmy na Victorie (dworzec międzynarodowy) miały czekać na nas dwie osoby. Nikogo nie było.
Po pół godzinie zadzwoniłem na ten numer, który był w ogłoszeniu. Odebrała kobieta,
która przedstawiła się jako Barbara Firscht (firszt).
Praca miała być przy zbiorach i pakowaniu kwiatów. Kobieta ta poinformowała nas przez telefon, że już jedzie po nas dwóch chłopaków. Rzeczywiście - przyjechali i zabrali nas, tyle, że po drodze nas okradli i zostawili za Londynem. Paszporty i bilety mieliśmy powrotne, otwarte (open). Do dworca Victorie szliśmy z powrotem prawie 11 godzin. Zadzwoniliśmy do Polski dzięki kobiecie, która nam pomogła i pozwoliła skorzystać ze swojego telefonu.
Spaliśmy na dworcu na zmianę, po 20 minut. Potem policja nas wyprosiła. Bilety na autokar zabukowała rodzina, już z Polski. Z tego wszystkiego zapomniałem numeru rejestracji tych chłopaków.
Tak wyglądała moja przygoda z Londynem.
Ale to nie jedyne doświadczenie tego rodzaju, bo słyszę więcej podobnych historii.
Dlatego czasami wstydzę się za Polaków na obczyźnie.
Wolność, kasa, nowi znajomi i nic więcej. Praca-dom-praca, i to tyle. Ludzi myślą, że jest fajnie ale to tylko złudzenia. To tylko głupia zazdrość, że znajomi pojechali i przyjadą jak wielcy państwo. TO JA TEŻ CHCE - krzyczą ci na miejscu, w Polsce. Ale teraz lepiej jest robić karierę u nas, niż pracować za granicą. Wiem, bo byłem.
Pozdrawiam;
Łukasz
W 2007 roku wyjechałem wraz z kuzynem do Anglii, gdzie mieliśmy
pracować. Praca była załatwiana przez ogłoszenie w gazecie W.... , gdy
zajechaliśmy na Victorie (dworzec międzynarodowy) miały czekać na nas dwie osoby. Nikogo nie było.
Po pół godzinie zadzwoniłem na ten numer, który był w ogłoszeniu. Odebrała kobieta,
która przedstawiła się jako Barbara Firscht (firszt).
Praca miała być przy zbiorach i pakowaniu kwiatów. Kobieta ta poinformowała nas przez telefon, że już jedzie po nas dwóch chłopaków. Rzeczywiście - przyjechali i zabrali nas, tyle, że po drodze nas okradli i zostawili za Londynem. Paszporty i bilety mieliśmy powrotne, otwarte (open). Do dworca Victorie szliśmy z powrotem prawie 11 godzin. Zadzwoniliśmy do Polski dzięki kobiecie, która nam pomogła i pozwoliła skorzystać ze swojego telefonu.
Spaliśmy na dworcu na zmianę, po 20 minut. Potem policja nas wyprosiła. Bilety na autokar zabukowała rodzina, już z Polski. Z tego wszystkiego zapomniałem numeru rejestracji tych chłopaków.
Tak wyglądała moja przygoda z Londynem.
Ale to nie jedyne doświadczenie tego rodzaju, bo słyszę więcej podobnych historii.
Dlatego czasami wstydzę się za Polaków na obczyźnie.
Wolność, kasa, nowi znajomi i nic więcej. Praca-dom-praca, i to tyle. Ludzi myślą, że jest fajnie ale to tylko złudzenia. To tylko głupia zazdrość, że znajomi pojechali i przyjadą jak wielcy państwo. TO JA TEŻ CHCE - krzyczą ci na miejscu, w Polsce. Ale teraz lepiej jest robić karierę u nas, niż pracować za granicą. Wiem, bo byłem.
Pozdrawiam;
Łukasz
















