Bitwa O Szczęście
eliot - artukuł dodany 2008-11-15 18:34
5
4.8
285
Gdy On wie, że to Ona, że czas na szczęście, że czas na BITWĘ o SZCZĘŚCIE.
On myśli, że to głupie. On myśli, że to śmieszne. Nie... On każdego dnia wmawia sobie, że tak jest. On chce zdusić w sobie to, co go tak niewyobrażalnie męczy a zarazem nadaje głębszy sens Jego życiu. Wstając rano z łóżka i przeglądając się w lustrze obiecuje sobie, że nawet na Nią dzisiaj nie spojrzy, że dzisiaj nie zgubi się w Jej niebieskich oczach. On każdego dnia ma zamiar być osłchłym i nieprzyjaznym, każdego dnia chce krótko odpowiadać na każde jej pytanie, udając że rozmowa z Nią Go nudzi.
I dzień się zaczyna. I zjawia się Ona. I Ona się uśmiecha na Jego widok. On walczy, naprawdę się stara. Na Jej powitanie odpowiada obojętnie, bez emocji. Z trudem powstrzymuje się przed tym, żeby na Nią nie zaczekać. Mimo wszystko jest z siebie zadowolny. Odchodzi i spotyka na schodach inną Nią, która chyba chciałaby być tą właściwą Nią ale nigdy nie będzie. A jego boli to, że nie potrafi polubić tej drugiej Niej.
Czas mija. W ciągu godziny popatrzył na Nią tylko raz. Stała obok zegara, On chciał tylko sprawdzić która godzina. Naprawdę nie wiedział, że Ona tam jest. To był przypadek. I tak jest lepiej niż wczoraj, kiedy Ona złapała Go na tym, że się Jej przygląda. Popatrzyła na Niego pogardliwie i odwróciła zwrok. Bolało Go jak nigdy.
Około godz. 14 kątem oka dostrzega, że Ona kieruje się w Jego strone. Podeszła, usiadła obok Niego i oparła głowę na Jego ramieniu. Mówi, że jest niewyobrażalnie zmęczona dzisiejszym dniem. I w tym momęcie On przegrywa zakład z samym sobą. Obejmuje Ją i zaczyna żartować. I Ona się śmieje. I Ona mówi, że od razu wiedziała, że może na Niego liczyć.
A inna Ona, ta druga, ta, która mogłaby być tą właściwią ale nigdy nie będzie, widzi to wszystko i łamie obietnicę którą złożyła sobie przed lustrem w łazience, i zaczyna o Nim myśleć, i stara się powstrzymać łzy, których nienawidzi, a które ostatnio tak często Jej towarzyszą.
Właściwa Ona wstaje, mierzwi mu czuprynę i odchodzi na swoje miejsce. Dzięki 10 minutom spędzonych z Nią On zyskał 1,5 h szczęścia.
Jest 15:30. Pora wracać do domu. Na dole spotyka Ją. Nie, nie spotyka Jej. Spotyka Ją i Jego. Jego. Tak Jego. I ten On, który kieruje się z Nią do wyjścia obejmuje Ją i uśmiecha się do Niej. Właściwy On nie wie kim jest dla Niej ten drugi On i stara się wmówić sobie, że Go to w ogóle nie interesuje. On, ten który w ciągu 10 minut zyskał 1,5 h szczęścia właśnie otrzymał od losu kilka godzin smutku.
Właściwy On wraca do domu. W łazience patrzy w lustro ale już z postanowieniem innym niż o poranku. Właściwy On jest pewny, że kiedyś, może nie dzisiaj, może nie jutro, może nie za miesiąc... Poprostu kiedyś będzie pływał po oceanie Jej błękitnych oczu i nikt mu tego nie zabroni. On wie, że może mu się to nie uda, on wie, że może to nie ma sensu. Ale On wie też to, że ma 30 lat i właśnie nadeszła pora na BITWĘ o własne SZCZĘŚCIE.
On myśli, że to głupie. On myśli, że to śmieszne. Nie... On każdego dnia wmawia sobie, że tak jest. On chce zdusić w sobie to, co go tak niewyobrażalnie męczy a zarazem nadaje głębszy sens Jego życiu. Wstając rano z łóżka i przeglądając się w lustrze obiecuje sobie, że nawet na Nią dzisiaj nie spojrzy, że dzisiaj nie zgubi się w Jej niebieskich oczach. On każdego dnia ma zamiar być osłchłym i nieprzyjaznym, każdego dnia chce krótko odpowiadać na każde jej pytanie, udając że rozmowa z Nią Go nudzi.
I dzień się zaczyna. I zjawia się Ona. I Ona się uśmiecha na Jego widok. On walczy, naprawdę się stara. Na Jej powitanie odpowiada obojętnie, bez emocji. Z trudem powstrzymuje się przed tym, żeby na Nią nie zaczekać. Mimo wszystko jest z siebie zadowolny. Odchodzi i spotyka na schodach inną Nią, która chyba chciałaby być tą właściwą Nią ale nigdy nie będzie. A jego boli to, że nie potrafi polubić tej drugiej Niej.
Czas mija. W ciągu godziny popatrzył na Nią tylko raz. Stała obok zegara, On chciał tylko sprawdzić która godzina. Naprawdę nie wiedział, że Ona tam jest. To był przypadek. I tak jest lepiej niż wczoraj, kiedy Ona złapała Go na tym, że się Jej przygląda. Popatrzyła na Niego pogardliwie i odwróciła zwrok. Bolało Go jak nigdy.
Około godz. 14 kątem oka dostrzega, że Ona kieruje się w Jego strone. Podeszła, usiadła obok Niego i oparła głowę na Jego ramieniu. Mówi, że jest niewyobrażalnie zmęczona dzisiejszym dniem. I w tym momęcie On przegrywa zakład z samym sobą. Obejmuje Ją i zaczyna żartować. I Ona się śmieje. I Ona mówi, że od razu wiedziała, że może na Niego liczyć.
A inna Ona, ta druga, ta, która mogłaby być tą właściwią ale nigdy nie będzie, widzi to wszystko i łamie obietnicę którą złożyła sobie przed lustrem w łazience, i zaczyna o Nim myśleć, i stara się powstrzymać łzy, których nienawidzi, a które ostatnio tak często Jej towarzyszą.
Właściwa Ona wstaje, mierzwi mu czuprynę i odchodzi na swoje miejsce. Dzięki 10 minutom spędzonych z Nią On zyskał 1,5 h szczęścia.
Jest 15:30. Pora wracać do domu. Na dole spotyka Ją. Nie, nie spotyka Jej. Spotyka Ją i Jego. Jego. Tak Jego. I ten On, który kieruje się z Nią do wyjścia obejmuje Ją i uśmiecha się do Niej. Właściwy On nie wie kim jest dla Niej ten drugi On i stara się wmówić sobie, że Go to w ogóle nie interesuje. On, ten który w ciągu 10 minut zyskał 1,5 h szczęścia właśnie otrzymał od losu kilka godzin smutku.
Właściwy On wraca do domu. W łazience patrzy w lustro ale już z postanowieniem innym niż o poranku. Właściwy On jest pewny, że kiedyś, może nie dzisiaj, może nie jutro, może nie za miesiąc... Poprostu kiedyś będzie pływał po oceanie Jej błękitnych oczu i nikt mu tego nie zabroni. On wie, że może mu się to nie uda, on wie, że może to nie ma sensu. Ale On wie też to, że ma 30 lat i właśnie nadeszła pora na BITWĘ o własne SZCZĘŚCIE.
















