Dwie strony handlu
phi - artukuł dodany 2008-10-21 20:14
1
2.0
1848
Pracują jako sprzedawcy, ekspedienci. W całej Polsce są ich miliony. Jednak każdy z nich pracuje na innych zasadach.
I wcale nie chodzi tu o umowę spisaną z pracodawcą, ale
o warunki, jakie towarzyszą im przez cały dzień.
Pada deszcz, pada deszcz, zimno i chlapa jest.
Piąta rano, dla śpiochów środek nocy. X budzi ustawiony poprzedniego dnia alarm w telefonie. Szybko wstaje, biegnie do łazienki, ubiera się w pośpiechu. Na popicie wody nie ma czasu, śniadanie zje w pracy... Autobusem dojeżdża na miejsce. Wita się ze stróżem targu - biedak, znów musiał tu siedzieć sam całą noc. Ale odeśpi w dzień.
X zmaga się z poplątanymi sznurkami, którymi tak starannie przywiązywała płachty na kartonach. Żeby ochronić warzywa przed przymrozkami w nocy. Nareszcie się
z tym uporała. Teraz trzeba poukładać towar, między niego powtykać odpowiednie ceny. Oddzielić zgniłe już ziemniaki od jeszcze dobrych.
Nagle słychać stuknięcie - to X uderza się otwartą dłonią w czoło, ponieważ zapomniała rękawiczek. Trudno, na szczęście pani ze stanowiska obok obiecała jej dać trochę taniego, ale ponoć dobrego kremu do zniszczonych rąk.
Po kilku godzinach pojawiają się klienci. Znowu nie kupią dużo - w pobliżu otworzono nowy supermarket, jednak wcale nie tańszy od targu. Ale ludzie truchtają tam za rzekomymi promocjami.
Nadchodzi późne popołudnie. Dzisiaj dużo nie uhandlowała, a trzeba się zbierać. Poskładać warzywa, poobwiązywać kartony. Czeka ją jeszcze długa droga do domu. A w mieszkaniu pustka.
Pada deszcz, pada deszcz, zimno i chlapa jest.
Ósma rano, Y przeciąga się powoli w cieplutkim łóżeczku. No tak, sklep otwiera o 8.30, trzeba wstać. A może to mąż przyniesie jej śniadanie do łóżka? Postanowiła się jeszcze troszkę polenić.
Po sutym śniadaniu, wybraniu markowych ubrań oraz dodatków, rusza do pracy. Wsiada do swojego nowego BMW i kilka przecznic dalej wysiada. Co za pech! Nie ma gdzie zaparkować. Trudno, będzie musiała przejść te parę kroków więcej, a nie ma na to siły po wczorajszym aerobiku.
Otwiera drzwi, następnie siada w wygodnym fotelu i kawą. W końcu to najlepszy sklep odzieżowy w mieście, jest jego właścicielką.
Dzisiaj uhandlowała kilkaset złoty. Szczęśliwa, ale zmęczona, ponieważ nowe szpilki obtarły ją aż do krwi, wraca do domu. Na pewno jej mąż już dawno posprzątał i przygotował dobrą kolację przy świecach.
Kobieta pracująca może żyć w nędzy, może żyć w bogactwie. Ale to niestety zawsze ta druga myśli, że ma najgorzej, los ją niesprawiedliwie doświadczył tym, że kupiła nową, lecz nie pasującą na jej nogi parę szpilek. Nie myśli o pani X, która jest samotna i może znowu nie będzie miała co zjeść, bo nędzny towar, którym handluje, nie należy do niej. Ona tylko ma go sprzedać.
Jeśli myślisz, że Ci źle, zawsze pomyśl o tych, którzy są niżej postawieni od Ciebie.
I wcale nie chodzi tu o umowę spisaną z pracodawcą, ale
o warunki, jakie towarzyszą im przez cały dzień.
Pada deszcz, pada deszcz, zimno i chlapa jest.
Piąta rano, dla śpiochów środek nocy. X budzi ustawiony poprzedniego dnia alarm w telefonie. Szybko wstaje, biegnie do łazienki, ubiera się w pośpiechu. Na popicie wody nie ma czasu, śniadanie zje w pracy... Autobusem dojeżdża na miejsce. Wita się ze stróżem targu - biedak, znów musiał tu siedzieć sam całą noc. Ale odeśpi w dzień.
X zmaga się z poplątanymi sznurkami, którymi tak starannie przywiązywała płachty na kartonach. Żeby ochronić warzywa przed przymrozkami w nocy. Nareszcie się
z tym uporała. Teraz trzeba poukładać towar, między niego powtykać odpowiednie ceny. Oddzielić zgniłe już ziemniaki od jeszcze dobrych.
Nagle słychać stuknięcie - to X uderza się otwartą dłonią w czoło, ponieważ zapomniała rękawiczek. Trudno, na szczęście pani ze stanowiska obok obiecała jej dać trochę taniego, ale ponoć dobrego kremu do zniszczonych rąk.
Po kilku godzinach pojawiają się klienci. Znowu nie kupią dużo - w pobliżu otworzono nowy supermarket, jednak wcale nie tańszy od targu. Ale ludzie truchtają tam za rzekomymi promocjami.
Nadchodzi późne popołudnie. Dzisiaj dużo nie uhandlowała, a trzeba się zbierać. Poskładać warzywa, poobwiązywać kartony. Czeka ją jeszcze długa droga do domu. A w mieszkaniu pustka.
Pada deszcz, pada deszcz, zimno i chlapa jest.
Ósma rano, Y przeciąga się powoli w cieplutkim łóżeczku. No tak, sklep otwiera o 8.30, trzeba wstać. A może to mąż przyniesie jej śniadanie do łóżka? Postanowiła się jeszcze troszkę polenić.
Po sutym śniadaniu, wybraniu markowych ubrań oraz dodatków, rusza do pracy. Wsiada do swojego nowego BMW i kilka przecznic dalej wysiada. Co za pech! Nie ma gdzie zaparkować. Trudno, będzie musiała przejść te parę kroków więcej, a nie ma na to siły po wczorajszym aerobiku.
Otwiera drzwi, następnie siada w wygodnym fotelu i kawą. W końcu to najlepszy sklep odzieżowy w mieście, jest jego właścicielką.
Dzisiaj uhandlowała kilkaset złoty. Szczęśliwa, ale zmęczona, ponieważ nowe szpilki obtarły ją aż do krwi, wraca do domu. Na pewno jej mąż już dawno posprzątał i przygotował dobrą kolację przy świecach.
Kobieta pracująca może żyć w nędzy, może żyć w bogactwie. Ale to niestety zawsze ta druga myśli, że ma najgorzej, los ją niesprawiedliwie doświadczył tym, że kupiła nową, lecz nie pasującą na jej nogi parę szpilek. Nie myśli o pani X, która jest samotna i może znowu nie będzie miała co zjeść, bo nędzny towar, którym handluje, nie należy do niej. Ona tylko ma go sprzedać.
Jeśli myślisz, że Ci źle, zawsze pomyśl o tych, którzy są niżej postawieni od Ciebie.
















czytając pierwsze słowa tego tekstu, myślałam, że będzie on o czymś zupełnie innym.